Warszawka Drugiej Rzeczypospolitej. Szlaki sanacyjnych hipsterów

Mariusz Grabowski
Bal Towarzystwa Polsko-Japońskiego w Warszawie
Bal Towarzystwa Polsko-Japońskiego w Warszawie NAC, 1-P-2589-2
Udostępnij:
Flaki z cegłą u Grubego Joska, śledzik z szykanami na Brzeskiej? Nierzadko smakowały lepiej niż wykwint u Simona i Steckiego. Jak się bawić, to na całego

Wystawny obiad w Oazie, Gastronomii, Złotej Kaczce lub U Wróbla, wieczorem tańce w Adrii, a co potem? Potem gastronomiczno-alkoholowy szlak często wiódł rozdokazywane towarzystwo w mroczniejsze strony stolicy - na żydowski Muranów albo na Pragę. Co bardziej zabawowi wyruszali zaś w Polskę.

Na podstawie dzienników i wspomnień przedwojennych statystów można z powodzeniem rozrysować orientacyjny plan miejsc, w których trzeba było bywać, nie tracąc przy tym reputacji. Widok wydekoltowanych dam i galowych mundurów w szemranych knajpach Radomia czy w szynkach Lublina wcale nie należał do rzadkości. Przeciwnie, należał do stałych elementów karnawału dwudziestolecia. Podobnie jak poranki w ogródku Nadświdrzańskiej na rogu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich, gdzie przy szklance kojącego kefiru lub maślanki syte wrażeń towarzystwo dzieliło się przygodami.

Pejsachówka na Muranowie

„Jedziemy do Joska” - taki okrzyk miał wydać w sierpniową noc 1931 r. legendarny ułan Bolesław Wieniawa-Długoszowski, gdy znudziły mu się intelektualne pogaduszki w Ziemiańskiej. Towarzystwo podchwyciło pomysł i sznur taksówek ruszył na przedwojenną Rynkową 7, gdzie funkcjonowała legendarna knajpa. Co ciekawe, zarejestrowana przez właściciela Joska Ładowskiego jako herbaciarnia. Miejsce słynęło z legendarnych pikantnych flaków posypanych papryką, czyli tzw. cegłą, wódki pitej w tzw. mikadkach, szemranego klimatu i akordeonisty, który wygrywał żydowskie przeboje.

Krążąca w towarzystwie sensacyjna plotka głosiła, że Ładowski, członek PPS jeszcze w czasach rewolucji 1905 r., był po imieniu z większością tuzów sanacji. Gdy zmarł w roku 1932, jego nekrolog pojawił się w większości warszawskich dzienników. „Ilustrowany Kurier Codzienny” pisał: „W czasie wypadków rewolucyjnych 1905-1906 r. »Gruby Josek« oddawał usługi bojowcom. Zasługi te nie zostały mu zapomniane i przez pamięć o nich policja miała często dla niego różne względy. Knajpa »Grubego Joska« odwiedzana była często, zwłaszcza w karnawale, przez tzw. osoby z towarzystwa, które po zabawie w wytwornych lokalach szukały silniejszych wrażeń w podejrzanej spelunce. Szczególną sympatją »Gruby Josek« otaczał artystów, dziennikarzy i literatów, których chętnie widział w swoim zakładzie”.

W połowie lat 30. na Rynkową pielgrzymowało dla przeżycia dreszczyku emocji pół ówczesnej warszawki. W 1935 r. powstał nawet przebój „Bal na Gnojnej” śpiewany przez Adama Astona (muzykę skomponowała słynna Fanny Gordon, czyli Fajga Jofe), a następca Ładowskiego rozbudował knajpę o salę przeznaczoną specjalnie dla lepszego towarzystwa. Urozmaicono też menu o gęsinę na złoto, a za dodatkową opłatą można było zamówić sobie udawany pojedynek na pięści żydowskiego tragarza z Kercelaka z polskim robociarzem. Można powiedzieć, że knajpy z terenu getta weszły na stałe do gastronomiczno-alkoholowego repertuaru rozbawionych elit. Niedaleko, w Pasażu Simona, w najlepsze funkcjonowała restauracja Herszfinkla (specjalność pejsachówka i gęsie skwarki z Poldrobu braci Gothfelów z Targówka). Na rogu Dzikiej i Okopowej działał zaś bar u Glajszmitki, gdzie stołowali się robotnicy z pobliskich garbarni.

Złośliwa plotka rozpuszczana po Warszawie przez endeków mówiła, że po śmierci Piłsudskiego widziano wychodzącego stąd nad ranem pułkownika Aleksandra Prystora w otoczeniu mundurowej świty. Wierni swemu wodzowi opijali tragedię w żydowskim szynku. A gdyby komuś było mało - w okolicach schroniska dla bezdomnych na Stawkach funkcjonował bezimienny bar, popularnie zwany cyrkiem.

Tam zapuszczali się najodważniejsi, bo wizyta nierzadko kończyła się mordobiciem i wzywaniem posterunkowego. Zresztą przemoc stanowiła nieodłączny element wypraw na Muranów, działający szczególnie wabiąco na damy. W 1932 r. „Nowiny Codzienne” donosiły sensacyjnie: „Pijany dr Łokietek zmasakrował sześć osób w knajpie »U Grubego Joska«”.

Dalej w tekście stało: „Znany na bruku warszawskim terrorysta spod znaku Frakcji Rewolucyjnej PPS, dr Łokietek, wywołał wczoraj o świcie krwawą awanturę w restauracji »U Joska« przy ul. Rynkowej 7. Około godz. 4 rano Łokietek, w towarzystwie swego przybocznego adjutanta »Prześcieradła« - Leona Przebierały, oraz pięciu osób przybył do restauracji pijany. Z trudnością trzymał się na nogach i bełkotał bez sensu. Około godz. 5 zaczęli schodzić się tragarze na szklankę gorącej herbaty. Łokietek, zobaczywszy konfratrów, chociaż z haraczu ściąganego z nich żyje i pije, wywołał awanturę. Wydobywszy rewolwer, chciał strzelać”.

Dodajmy na koniec, że Józef Łokietek, dawniej bojowiec, a w okresie II RP komendant Milicji PPS, przyjaciel Walerego Sławka, we wrześniu 1939 r. jako komendant Związku Strzeleckiego brał udział w obronie Warszawy. Zmarł w tajemniczych okolicznościach w 1941 r.

Na wódkę na Brzeską

Mody na Pragę nie wymyślili wcale dzisiejsi hipsterzy lubujący się w brataniu z praskim lumpenproletariatem. Przed wojną wyprawy na Brzeską i w okolice były nie tylko w dobrym tonie - miały świadczyć też o braku przesądów klasowych reprezentantów sanacji. Ale był też inny powód - wielu z ówczesnych luminarzy chlubiło się kontaktami z nieformalnym królem praskiej gastronomii Manasem Rybą, przedsiębiorcą jeszcze z czasów zaborów (dyrektorował m.in. Towarzystwu Dróg Podjazdowych w Królestwie Polskim).

To Ryba był cichym właścicielem większości knajp i restauracji na Pradze, szczególnie tych najbardziej popularnych, w okolicach bazaru i na Pelcowiźnie. Zresztą słynnych knajp po praskiej stronie miasta nie brakowało. Na rogu Brukowej i Targowej funkcjonowała Sportowa (specjalność: duszone cynaderki).

Podmiejskie plenery

„Jak zwykle pomysł na wypad poza Warszawę urodził się przy strzemiennym” - wspomina w „Dziennikach” Jarosław Iwaszkiewicz, pomysłodawca wielu podobnych ekspedycji. Towarzystwo w pośpiechu zamawiało taksówki, dzwoniono po szoferów, targowano się, kto z kim jedzie, ustalano trasę. Można zresztą powiedzieć, że od lat 30. nic się w tej materii nie zmieniło.

Z tzw. bliskich okolic największą popularnością cieszył się przed wojną Konstancin, a szczególnie działające w tamtejszym parku zdrojowym Casino Franciszka Berentowicza. Lokal słynął z kurcząt po polsku (obrotny restaurator sprowadzał je aż z podlaskich Łap), raków i imponującej baterii alkoholi, podobno największej w Polsce. Przybyłym z Warszawy przygrywała nocą orkiestra Jana Zielińskiego. Alkohol i zdrojowe wody szybko uderzały do głów.

Dowodem Stanisław Cat-Mackiewicz, któremu przy okazji zabawy u Berentowicza przyszła do głowy myśl pojedynkowania się z nielubianym Stanisławem Carem, współtwórcą konstytucji kwietniowej. Szczęśliwie pojedynek się nie odbył, bo Mackiewicz wziął za Cara jednego z Bogu ducha winnych gości. Obraźliwe epitety i szarpanie za klapy surduta szybko puszczono w niepamięć. Podobną popularnością co Konstancin cieszył się w połowie lat 30.

Otwock i tamtejsze imponujące architekturą kasyno, zaprojektowane przez Leszka Horodeckiego i oddane do użytku w 1934 r. Oprócz wyśmienitej kuchni kasyno oferowało: kino, salę teatralną, salon gier hazardowych, parkiet do tańca, a tym, którzy przedobrzyli w przyjemnościach, pokoje gościnne. Osobliwą atrakcją zabaw w Otwocku był Urke Nachalnik, legenda półświatka, a zarazem literatury, osiadły w Otwocku w 1932 r. Nieraz widziano go przy bankietowym stole w przyjacielskich uściskach z rozbawioną, podchmieloną i szukającą ekscytacji warszawską socjetą.

Swoich orędowników miały wyprawy do Pułtuska - do szacownej restauracji U Józefa przy ul. 3 Maja, słynącej z organizowanych corocznie bali sylwestrowych - do Radomia - który wabił smakoszy restauracją Pod Mosiężnym Rakiem (Żeromskiego 51), chlubiącą się składem win Stanisława Wierzbickiego funkcjonującym nieprzerwanie od XIX w. (to tu Wojciech Kossak zostawił w księdze pamiątkowej wpis: „Mistrzowi rondla - mistrz pędzla”) - i do Garwolina, gdzie gości z Warszawy podejmowano w kasynie 1. Pułku Strzelców Konnych. Notowania Garwolina na giełdzie gastronomiczno-alkoholowej atrakcyjności wzrastały po każdorazowej wizycie marszałka Piłsudskiego, który co prawda dużo nie pił, ale dobrą kuchnię docenić potrafił. Przynajmniej w czasach, gdy nie dopadły go jeszcze kłopoty gastryczne.

Jedziemy do Berensa!

Na pierwszym miejscu do weekendowego wyskoku znajdował się jednak zawsze Kazimierz nad Wisłą, mekka malarzy i amatorów plenerów. Oddalony o dwie godziny jazdy od Warszawy Kazimierz przyciągał Hotelem Edwarda Berensa, zbudowanym w 1880 r. u podnóża tamtejszej fary. Jak pisał w „Dookoła Świata” w 1985 r. Robert Jarocki, do Berensa „przyjeżdżali ludzie z kręgu Ziemiańskiej, Tuwim, Lechoń, Słonimski, Wieniawa-Długoszowski. Przyjeżdżali Wincenty Rzymowski, generał Sławoj-Składkowski.

Przyjechała Hanka Ordonówna, amant filmowy Mieczysław Cybulski i artyści tej miary co Jaracz, Schiller, Leszczyński, Zelwerowicz. Niektórzy zbierali się prywatnie w co wytworniejszych willach, ale brać artystyczna wierna była znakomitej kuchni Berensa”. W Berensie nie tylko pito i jedzono, ale też romansowano. Prym wodzili aktorzy: Bodo i Żabczyński, ale też pomniejsze sławy. Znów sięgnijmy do tekstu Jarockiego: „W roku bodajże 1937 niemałą sensację wzbudzała czekoladowa aktorka filmowa, ubrana zwykle w czerwoną piżamę.

Aktorka ta występowała w polskim filmie, kręconym na Haiti, nazywała się Reri-Bodo, a film »Czarna perła«. Eugeniusz Bodo występował w roli głównej jako polski marynarz, który obronił przed napaścią łobuzów piękną Haitankę, zakochali się i romansowali”. Przeskoczmy w czasie: w 1998 r. słynny hotel i restaurację zrównał w ziemią restaurator Adam Gessler, obiecując odbudować ją w przedwojennym kształcie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie