Groelingowie. Śląska szlachta z Szałszy, Rudzińca i Pniowa, ale i z kroplą chińskiej krwi

Czytaj dalej
Fot. reprodukcja
Jadwiga Jenczelewska

Groelingowie. Śląska szlachta z Szałszy, Rudzińca i Pniowa, ale i z kroplą chińskiej krwi

Jadwiga Jenczelewska

- Albert von Groeling został starostą toszecko-gliwickim i jest uznawany za jedną z bardziej zasłużonych osób dla tego regionu - mówi dr Arkadiusz Kuzio-Podrucki, historyk.

Gdy mówimy o śląskiej szlachcie, mamy na myśli największe rody: Hochbergów, Donnersmarcków, Hohenlohe, Schaffgotschów, Tiele-Wincklerów, Ballestremów, Mieroszewskich, Lichnowskich. To bez wątpienia arystokratyczna „pierwsza liga”, która zamieszkiwała śląskie ziemie, przez wiele wieków żyła i gospodarowała na nich, budowała zamki i pałace, a potem grzebała tu prochy swoich bliskich. Ale lista rodzin, które związały swoje losy ze Śląskiem, jest bardzo długa, tyle że nie z wszystkimi czas i ludzka pamięć obeszły się dobrze. Do takich właśnie górnośląskich rodów należą Groelingowie (czasem spotykana jest wersja nazwiska Gröling, lecz przez samą rodzinę było zapisywane jako „Groeling”). Właściwie słuch o nich zaginął, a przecież ich dzieje to prawie 250 lat. Mieli swoje dobra i siedziby m.in. w Rudzińcu, Pniowie, Szałszy, Ligocie, a związani byli też z Tarnowskimi Górami.

Utalentowany wojskowy z Tarnowskich Gór

Pałac w Szałszy stał się własnością Groelingów w 1832 r. Przebudowano go w 1877 r. w stylu późnego gotyku angielskiego, w tzw. stylu Tudorów.
reprodukcja Generał Jan Benedykt von Groeling (1726-1791), założyciel śląskiego rodu Groelingów.

Groelingowie pochodzili z terenów księstwa Anhaltu (Saksonia-Anhalt), wtedy przy granicy Królestwa Prus. Najstarszy z tej rodziny, notowany w dokumentach, był niejaki Grölingk - kawalerzysta w pruskim konnym regimencie kirasjerów księcia Gustawa von Anhalt-Dessau. Jego syn, Jan Benedykt (ur. 1726), uznawany jest za założyciela rodu.

- Jan Benedykt kontynuował tradycje ojca i był związany z pruskimi rajtarami - mówi dr Arkadiusz Kuzio-Podrucki, historyk zajmujący się badaniem dziejów śląskiej arystokracji, związany z Centrum Kultury Śląskiej w Nakle Śląskim. - Był zdolny i ambitny, więc szybko piął się w hierarchii wojskowej, ale jego kariera rozpoczęła się na Śląsku. Tu służył w brunatnym (od barwy mundurów) regimencie huzarów pod dowództwem Pawła von Wernera. Jednostka stacjonowała m.in. w Tarnowskich Górach. Tutaj urodziło się jego dwóch młodszych synów i córka. Za wzorową służbę i zasługi w armii wiosną 1768 r. został nobilitowany i przed jego nazwiskiem pojawiło się upragnione „von”.

Brał udział w tzw. bawarskiej wojnie sukcesyjnej, a po jej zakończeniu, 22 maja 1778 roku, został odznaczony orderem Pour le Mérite - do 1918 r. najwyższym pruskim i niemieckim odznaczeniem wojskowym, którego klasa cywilna jest do dziś prestiżowym odznaczeniem w Niemczech. Król pruski był pod wrażeniem odwagi i talentu młodego oficera i podarował mu też miniaturę ze swoją podobizną, która pozostała w rodzinie potomków generała aż do II wojny światowej.

Po śmierci dowódcy, gen. von Wernera, w 1785 r. przejął dowództwo nad brunatnym regimentem. Rok później został awansowany do stopnia generała-majora. Wkrótce osiadł na Śląsku i zaczął gromadzić majątek oraz posiadłości ziemskie, m.in. w Rudzińcu, Wielowsi, w Pniowie. Właśnie Pniów stał się jego ulubioną rezydencją i po latach, na tamtejszym cmentarzu, w wybudowanej tam kaplicy grobowej, spoczął wraz ze swoimi najbliższymi.

Ceniony starosta toszecko-gliwicki i... dziennikarz

Synowie Jana Benedykta kontynuowali wojskową karierę, ale starszy Karol dosłużył się tylko stopnia majora w 1794 r. Podobnie jak ojciec został odznaczony orderem Pour le Mérite, ale nie dowodził żadnym regimentem. Młodszy Leopold dosłużył się w armii tylko stopnia podporucznika. Wśród ich potomków było jeszcze wielu oficerów, ale żaden nie został już dowódcą - byli przede wszystkim właścicielami ziemskimi i urzędnikami. Wnuk generała, Albert (syn Leopolda), został starostą toszecko-gliwickim i jest uznawany za jedną z bardziej zasłużonych osób dla tego regionu.

Był jednym z twórców powiatowej gazety toszecko-gliwickiej, której pierwszy numer ukazał się w 1841 r. Za jego czasów zaczęto osuszanie okolicznych bagien.

Żona Alberta, Antonia baronówna von Welczek, kupiła dobra rycerskie Żerniki i majątek Szałsza wraz z tamtejszym pałacem. Przebudowany w stylu pseudo-Tudorów (tzw. gotyk angielski), był i jest najpiękniejszą rezydencją, jaka była w posiadaniu tej rodziny. Jego charakterystyczna czerwona cegła do dziś wyróżnia ten obiekt spośród wszystkich górnośląskich zabytków.

Rodzina nadal inwestowała w majątek, a ich syn, Wiktor, jako jeden z pierwszych stosował sztuczne nawozy oraz maszyny parowe do prac na roli, co znacząco podwy-ższyło wartość majątku.

Również na roli gospodarował jego daleki kuzyn, Albrecht, ale w Stanach Zjednoczonych, dokąd wyruszył i został plantatorem. Zmarł w 1900 roku w Cleveland

- dodaje A. Kuzio-Podrucki.

Rodzina trwa dzięki zapobiegliwości kobiet

XX wiek nie był zbyt pomyślny dla Groelingów.

Ich pałac i dobra zostały splądrowane. Wnuki Alberta - a synowie Wiktora - zaangażowali się w działalność Zakonu Joannitów (protestancki odpowiednik suwerennego Zakonu Maltańskiego). W czasie rządów nazistów ich majątki zmieniały nazwy. Szałsza stała się Kressengrund, a Żerniki - Gleiwitz-Groeling. Były to jednak ich ostatnie lata na Górnym Śląsku.

W 1941 r. zginął na froncie generał-major lotnictwa Karol von Gerlach, szwagier ostatniego właściciela Szałszy - Hansa Jerzego. Kilka tygodni później nad Dnieprem zginął imiennik protoplasty rodu, porucznik Jan Benedykt von Groeling. W czasie wojny zmarł też stryj Hansa Jerzego - Albert. Jego kuzynka Barbara, żona Gerharda von Hasselbacha, zginęła podczas ucieczki z Prus Wschodnich w styczniu 1945 r. w Iławie i nie była ostatnią ofiarą wojny z rodziny von Groeling.

Po wojnie Groelingowie, jak inne rodziny, utracili swoje śląskie majątki. Zamieszkali m.in. w Austrii i w Niemczech Zachodnich. Ostatni pan zamku w Szałszy, Hans Jerzy von Groeling, zmarł w 1973 r. Chociaż rodzina była w połowie XX w. dosyć liczna, ród zaczął wygasać. Na szczęście przyszłość nazwiska von Groeling wzięły w swoje ręce kobiety: zdecydowały się przekazać nazwisko swym potomkom.

Pałac w Szałszy stał się własnością Groelingów w 1832 r. Przebudowano go w 1877 r. w stylu późnego gotyku angielskiego, w tzw. stylu Tudorów.
reprodukcja Kamienna tablica z wyrytymi imionami i nazwiskami przedstawicieli rodziny Groelingów pochowanych w kwaterze przy kościele w Szałszy.

Gabriela, żona Huberta Müllera, przekazała swoje nazwisko synowi Jerzemu Franciszkowi, który w 1962 r. przyjął nazwisko von Groeling-Müller. Nazwisko to przyjął też zięć Jerzego Franciszka - Jerzy Berger. Inna przedstawicielka, Zygfryda, została żoną Martina Schmidta i dzisiaj w Niemczech żyje rodzina Schmidt von Groeling.

Szlachecką linię rodu starali się podtrzymywać Hubert von Groeling i Eryk von Groeling. Ten pierwszy wszedł nawet w koligacje z rodziną potomków belgijskiej rodziny królewskiej. Jego żona Karin Maria Antoinette von Zallinger-Stillendorf była prawnuczką księżniczki Józefiny belgijskiej, siostry króla Alberta I. Niestety, małżeństwo to jednak nie było szczęśliwe.

Jadwiga Jenczelewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.