Historycy sztuki tropią tajemnice Mistrza z Gościeszowic, który znał Wita Stwosza...

Ołtarz typu szafowego składa się z predelli, która jest podstawą nastawy ołtarzowej przypominającej skrzynię, mensy, czyli podstawowej części ołtarza, Fot. Mariusz Kapała/Gazeta Lubuska Ołtarz typu szafowego składa się z predelli, która jest podstawą nastawy ołtarzowej przypominającej skrzynię, mensy, czyli podstawowej części ołtarza, która jest zazwyczaj płytą z piaskowca, skrzyni, szafy głównej i dwóch ruchomych skrzydeł oraz zwieńczenia, które jest elementem zamykającym ołtarz. Przedstawienie szafy środkowej, awersy, czyli przednie części skrzydeł wewnętrznych, predella zwieńczenie są rzeźbione. Natomiast tylne części, czyli rewersy, są zazwyczaj tylko malowane.

To artysta więcej niż tajemniczy. Historycy sztuki zamienili się w detektywów próbujących ustalić tożsamość tajemniczego mistrza, który stworzył dziesiątki unikalnych ołtarzy

Gdy ksiądz Przemysław Kamieniarz otwiera drzwi kościoła w Gościeszowicach już z zewnątrz widać głównego bohatera. Już samo wnętrze świątyni, z malowanym sklepieniem, robi niezwykłe wrażenie. Jednak ołtarz błyszczy jak prawdziwa gwiazda.

W centrum oczywiście Matka Boska z dzieciątkiem. Obok święci. A na dole scena całkiem jak z szopki. Ale co to? Wszyscy przybrani w średniowieczne stroje...

- Niegdyś dla wiernych ołtarz był jak biblioteka pełna pasjonujących opowieści - mówi ksiądz kamieniarz. - Ludzie znali żywoty świętych i każdy z nich kojarzył im się z konkretną historią. Z jednymi się identyfikowali bardziej, z innymi mniej, ale to przeżywali. Zresztą te ołtarze jak najbardziej wprowadzają nas w klimat Bożego Narodzenia.

Tutaj mamy tę scenę na predelli oraz Matkę Boską, a w drugim z kościołów, w Dzikowicach, na tylnej ścianie znajdowało się malowidło przedstawiające życie św. Mikołaja. Niestety znaczna jego część znajduje się w poznańskim muzeum.

Przed laty właśnie ten ołtarz wypatrzyli historycy sztuki. Jako pierwszy został przypisany warsztatowi nieznanego mistrza działającego na Dolnym Śląsku, w okolicach Żagania i Szprotawy. Artysta nosi zatem miano Mistrza Ołtarza z Gościeszowic (lub Gościszowic, jak chcą niektórzy).

Ołtarz z kościoła w Gościeszowicach jest typowym ołtarzem szafowym. W środkowej części tryptyku przedstawiona jest Madonna z Dzieciątkiem na lewym ręku, ukazana przodem. Cytując specjalistów majestat Marii został wymieniony na intymne macierzyństwo. Twarz Madonny zachwyca delikatną urodą. W innej ocenie czytamy, że twarz wprawdzie "lalkowata", ale urzeka naiwnością i bajkową formą, "olśniewa dawną świętością".

O tym i o innych ołtarzach mówimy najczęściej, że są dziełem Warsztatu Mistrza Ołtarza z Gościszowic. Wszystko dlatego, że piętno tego artysty nosi tak wiele prac, że nie mógł ich wykonać jeden człowiek, nawet najbardziej pracowity.

Na jego miano i popularność pracował z pewnością zastęp uczniów, co nie tylko w tamtych czasach było często praktykowane. "Specjalnością zakładu" były nastawy ołtarzowe, składające się zwykle z rzeźbionych części środkowych oraz skrzydeł - malowanych i rzeźbionych.

Mistrz Ołtarza z Gościeszowic jest tajemniczą postacią. Wiadomo, że tworzył na przełomie XV i XVI w. Jak chcą niektórzy, jego warsztat znajdował się w Żaganiu i pracował przede wszystkim na potrzeby bliższej i dalszej okolicy.

A region w tamtych czasach był bogaty. Kościoły powstawały jak grzyby po deszczu i możni fundatorzy poszukiwali dzieł, które pozwoliłyby otrzeć się wiernym o świętość. Skąd zatem jego prace w Wielkopolsce, Brandenburgii i Saksonii?

Znalazły się tam zapewne za sprawą "wyprzedaży" ołtarzy z żagańskich kościołów, jakiej dokonali w 1539 roku luteranie, sprzedając je na jarmarkach chociażby w Wielkopolsce. Katalog opatów żagańskich podaje, iż właśnie w tym roku wywieziono na wozach 20 ołtarzy z kościołów Piotra i Pawła w Żaganiu, oraz z kościoła klasztornego.

Jednak i tak pozostajemy ich prawdziwym zagłębiem. Z warsztatem naszego Mistrza wiązane są dzieła m.in. z Sulechowa (1499), Wichowa (ok. 1500, w kościele parafialnym w Mirocinie Średnim); Dzikowic (ok. 1505), Konina Żagańskiego i Kościana (1507); Chich (1512, w kościele parafialnym w Bukowienie Bobrzańskiej); Konina Żagańskiego (1514); Chich (1516) i Mycielina (ok. 1520).

Większość z nich wygląda bardzo podobnie jak ten z Gościeszowic. W środkowej części ołtarzy znajdziemy zazwyczaj trzy postacie - Marię z Dzieciątkiem oraz dwoje świętych. Ich tożsamość zależała zazwyczaj od zamawiającego.

Pojedyncze figury świętych często wypełniają również drugą stronę skrzydeł. Sceny opowiadające historie pojawiają się głównie w malowanych fragmentach skrzydeł, a niekiedy również w kwaterach głównych.

I znów historycy sztuki. Uważają, że przywiązanie do takiej kompozycji świadczy o tradycjonalizmie artysty. I jeśli przyjrzymy się figurom zauważymy, że powtarza się jeden kobiecy i jeden męski typ fizjonomiczny. Figury pozbawione są emocji, postacie różnią się między sobą jedynie nakryciem głowy, a w wypadku mężczyzn - zarostem i fryzurą. I stąd stosunkowo łatwo stwierdzić, że to prace naszego Mistrza.

Kim był? W jego prac dopatrywano się oddziaływań rzeźby południowoniemieckiej oraz śląskiej, zwłaszcza wrocławskiego kręgu Jakuba Beinharta. Czy tam się uczył? Charakter malowideł pozwala - zdaniem historyków sztuki - postawić hipotezę, że wykonywał je rzeźbiarz. Czyli "nasz" mistrz.

Z kolei malowane fragmenty zdradzają wpływy twórczości malarzy norymberskich, Michaela Wolgemuta oraz Hansa Pleydenwurffa, a także anonimowego malarza wrocławskiego, zwanego Mistrzem lat 1486-87. I to wszystko, co możemy powiedzieć o sztandarowej postaci naszej średniowiecznej sztuki.

Może zatem żył i pracował we Wrocławiu, a nie w Żaganiu? Nic na to nie wskazuje, chociaż tam należy szukać początków jego działalności. Zresztą wiemy, że brał udział w pracach warsztatu tzw. Mistrza lat 1486/87, który działał we Wrocławiu. Wykonał retabulum głównego ołtarza w kościele Panny Marii na Piasku, epitafium księcia Wacława Żagańskiego w kościele św. Barbary , oraz nastawę ołtarzową w kościele joannitów w Strzegomiu...

Przyjmuje się, iż nasz Mistrz był kontynuatorem stylu wrocławskiego Mistrza lat 1486/87. Najprawdopodobniej znał osobiście Wita Stwosza, który w tym czasie przebywał Wrocławiu.

Nie był artystą najwyższych lotów? Może i tak, ale dla nas jego ołtarze, jego Madonny nadal są piękne, mimo że "lalkowate". I rzeczywiście urzekają dawną, nieco naiwna świętością.

Gazeta Lubuska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.