Aldona Minorczyk-Cichy

Hutę Katowice, królową polskich hut, w 54 miesiące zbudowało 5 tysięcy osób

Budowa wielkich pieców w Hucie Katowice. Decyzja o budowie zapadła w 1972 roku Fot. archiwum Dziennika Zachodniego Budowa wielkich pieców w Hucie Katowice. Decyzja o budowie zapadła w 1972 roku
Aldona Minorczyk-Cichy

Największa huta w kraju, sztandarowa inwestycja PRL-u. Jej budowniczowie do Dąbrowy Górniczej zjechali z całego kraju. Miasto pęczniało. W rekordowym tempie rosła nie tylko huta, ale też osiedla, przychodnie, szkoły, drogi

- Nasza Huta Katowice, wszystkich polskich hut królowa, nad walcownią błyskawice, nad stalownią złoty pożar - śpiewano w latach 70. Inwestycja była ogromna. Decyzję o budowie podjął Edward Gierek w 1972 roku. Niedługo potem w lesie pod Dąbrową Górniczą - między Łośniem, Gołonogiem i Strzemieszycami - wbito w ziemię pierwszą łopatę. Jedna z największych budów socjalizmu ruszyła z kopyta. Koszt - około miliarda dolarów. Jak na tamte czasy wydatek wręcz niewyobrażalny. Nowoczesne urządzenia sprowadzano z ZSRR, a także ze Stanów Zjednoczonych, Szwecji, Szwajcarii i Francji. Wszystko miało być najlepsze, najnowocześniejsze i największe. I było.

Pierwsi na placu budowy pojawili się robotnicy z piłami. Karczowali las. Potem kolejni, kopiący rowy pod instalacje i fundamenty. W sumie, w ciągu 54 miesięcy, niemal 50 tysięcy osób. Pierwsza stal wyprodukowana została po ponad czterech latach od rozpoczęcia budowy. Towarzyszyła temu wielka feta i ogromna kampania medialna.

Roman Kulej, prezydent Dąbrowy Górniczej w latach 1972-1981, wspomina, jak wezwał go do siebie wojewoda Jerzy Ziętek i powiedział, że w Dąbrowie Górniczej buduje się wielka huta i potrzebny jest tam ktoś doświadczony. - Budowa była ogromnym wyzwaniem. Trzeba było zapewnić wszystkim wyżywienie. Chleb dowoziliśmy z okolicznych miast, a mięso i wędliny z Rybnika. Potem powstała w Gołonogu piekarnia, a zakłady mięsne na Podlesiu. Powstała nowa trasa z Sosnowca przez Będzin, a gdyby nie huta, to linia tramwajowa kończyłaby się na Redenie -opowiadał „Dziennikowi Zachodniemu”.

Przyjazd tak ogromnej liczby osób był dużym problemem. Początkowo po prostu wynajmowano dla nich mieszkania. Nie trwało to długo. Wybudowano zespół hotelowych budynków typu DAM, wykorzystywanych w braterskim NRD. Pięć takich bloków stanęło w Gołonogu, w rejonie dzisiejszej ul. Sadowej, Swobodnej i Łącznej. Potem, nieco dalej, pojawiły się jednopiętrowe hotele. Mieszkało tu 5 tys. robotników. W Ząbkowicach powstało Osiedle Młodych Hutników. Na Kasprzaka dziewięć bloków zamieniono na hotele, podobnie było na Redenie. W 1976 roku ruszyła budowa kolejnych osiedli w sosnowieckim Zagórzu.

Gdzie jest tylu samotnych mężczyzn, są też problemy. W hotelach szerzyło się pijaństwo. Byli tacy, którzy w kilka dni przepijali całą wypłatę. Kradzieże, bijatyki, prostytucja.

O tym nie można było przeczytać w ówczesnych gazetach. Sami budowniczowie też niechętnie wracają myślami do takich wspomnień. Młodzi się wyszumieli, założyli rodziny, stali się przykładnymi ojcami.

Wielkość huty, wysiłek przy jej budowaniu, wspomina za to chętnie wiele osób. Wśród nich Ryszard Ściborowski, dyrektor Budostalu oraz zjednoczenia Budostal. Podkreśla, że budowa huty była inwestycją pionierską. - Wtedy byliśmy młodzi, pełni entuzjazmu. Po prostu byliśmy przekonani, że to wszystko musi się udać, że huta ruszy w terminie i będzie działać przez wiele lat.

Dodaje, że kadra miała już doświadczenie z budowy huty w Krakowie. - Wszystko zostało solidnie i dokładnie zaprojektowane przez Biprohut, dlatego nie było większych problemów. Wszystko było podporządkowane tej właśnie inwestycji. Sporo rzeczy, technologii, urządzeń było naszych, rodzimych. Korzystaliśmy ze wsparcia, które płynęło zza wschodniej granicy, ale nie brakowało również urządzeń i wyposażenia, które pojawiły się na placu budowy z Zachodu. Pracy było mnóstwo, tempo ogromne, kadra i robotnicy pochodzili z całego kraju.

Zbigniew Szałajda, dyrektor naczelny Huty Katowice w latach 1974-1980, w rozmowach z dziennikarzami nie ukrywał: - To był bardzo trudny czas dla mnie i całej kadry Huty Katowice. Czas próby i odpowiedzialności za decyzje, które będzie oceniało przyszłe pokolenie. I czas niepokoju, czy potrafimy wybudować, ale również uruchomić i eksploatować ten nowoczesny kompleks. Nie mnie oceniać, czy zdaliśmy egzamin.

Erna Meszek-Buchacz dostała legitymację pracownika huty z numerem jeden. Niestety, nie cieszyła się nią zbyt długo. - Miałam ponad trzydzieści lat. Pracowałam w Centrali Zbytu Stali Centrostal w Katowicach, jako referent ds. zbytu blach. Jako że biegle pisałam na maszynie, zostałam wezwana przez dyrektora Kazimierza Budzyńskiego i zaangażowana do pisania pism na temat poszukiwania terenów pod budowę huty - wspominała. Dyrektor upewnił się, że mieszka w Dąbrowie Górniczej i zlecił znalezienie budynków na biurowce nowego zakładu.

- Pojechaliśmy do dyrektora Huty im. F. Dzierżyńskiego. Wskazał do remontu dwa budynki przy ul. Przybylaka. Zameldowałam o sukcesie dyrektorowi Budzyńskiemu, a on stwierdził: „No to jest pani pierwszym pracownikiem Huty Centrum” (taka była robocza nazwa kombinatu). I taki właśnie miałam numer w ewidencji. Dopiero potem nastąpiły kadrowe przesunięcia i tytuł pierwszego pracownika otrzymał Leonid Breżniew. A że nikt nie chciał mieć numeru trzynastego, to przypadł w udziale właśnie mnie - opowiada Erna Meszek-Buchacz.

Jan Smutek, sekretarz Związkowej Rady Koordynacyjnej w Hucie Katowice, też dobrze pamięta czasy budowy. Do Dąbrowy Górniczej przyjechał latem 1974 roku. „Dziennikowi Zachodniemu” opowiadał: - Plac budowy był ogromny, ponad 500 hektarów. To tam zrodziło się słynne hasło „Polak potrafi”. Przedsiębiorstwo Usług Gastronomicznych z centralną kuchnią i siedmioma stołówkami wydawało jednorazowo posiłki dla 10-15 tysięcy ludzi. Bo tylu każdego dnia przyjeżdżało na budowę. Kursował specjalny pociąg z Częstochowy, uruchomiono linię kolejową Huta Katowice-Bukowno. PKS przywoził ludzi m.in. z Zawiercia i okolic - wspomina.

Wśród budowniczych kombinatu nie zabrakło młodzieży, choć nie zawsze pojawiała się tam z własnej woli. Po początkowych problemach z naborem, Związek Młodzieży Socjalistycznej przysłał na budowę aktywistów. Biuro Sztabu Patronackiego ZMS mieściło się w budynku zarządu miejskiego przy ul. Dojazdowej, a potem w budynku przy ul. Tworzeń 101. Tam też mieścił się Centralny Punkt Przyjęć.

- Każdy, kto przyjeżdżał, tam właśnie był rejestrowany. Jeździliśmy po różnych regionach kraju, zachęcając do przyjazdu. A chętnych nie brakowało. Przybywali m.in. z Krakowskiego, Lubelskiego, Kieleckiego, ale też z Zielonogórskiego czy Bydgoskiego - wspomina Marek Piotrowski, ówczesny zastępca pełnomocnika zarządu głównego ZMS ds. młodzieżowego patronatu nad budową Huty Katowice. Młodzi ludzie po raz pierwszy na placu budowy pojawili się 24 czerwca 1972 roku. Jako działaczka PTTK-u kwatery dla przyjeżdżających na budowę załatwiała Zenobia Przybyła (wówczas Mazurkiewicz). - Choć pojawiały się problemy, to jednak zawsze znalazło się jakieś wyjście - wspomina pani Zenobia. Jak choćby z wyposażeniem w niezbędne sprzęty (łóżka, szafy, stoły) budynku typu Lipsk w Gołonogu. Jak sobie poradzono? Z kopalni Makoszowy w Zabrzu przyjechały dwa autokary górników, którzy szybko i sprawnie wnieśli i rozlokowali wszystkie sprzęty. Dziś robiłaby to specjalistyczna firma.

3 grudnia 1976 roku o godzinie 4.20 hutnicy dokonali pierwszego udanego spustu surówki z wielkiego pieca numer 1. Już dwadzieścia minut później I sekretarz PZPR Edward Gierek otrzymał meldunek z tego doniosłego wydarzenia. W budowę zaangażowanych było sto przedsiębiorstw. Pracowało tam 3000 ciężarówek i 200 koparek. Podczas stawiania hal i konstrukcji wylano 1,5 miliona m sześc. betonu. Zamontowano 11 tysięcy kilometrów kabli i przewodów. Wszystko po to, aby wielki piec mógł na dobę produkować 6400 ton surówki. Rocznie to miała być wielkość 2,2 mln ton.

Podczas przemian gospodarczych ostatnich lat dąbrowska huta nosiła nazwy: Kombinat Metalurgiczny Huta Katowice, Polskie Huty Stali SA, Ispat Polska Stal SA, Mittal Steel Poland. Dziś jest jednym z oddziałów stalowego koncernu Arcelor Mittal Poland. Od początku była tyglem, w którym zgromadzili się ludzie o różnym pochodzeniu, charakterach, poglądach. Budowana jako symbol socjalistycznej potęgi w latach 80. stała się później bastionem Solidarności. Pracownicy huty nie mają powodów do wstydu. W odpowiednim momencie po prostu zrobili to, co do nich należało.

Aldona Minorczyk-Cichy

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.