Jak Krystyna została "Grażyną"

Krystyna Hanula, po mężu Hojka, łączniczka w kompanii "Orbis”, w mundurze żołnierza 2. Korpusu Polskiego. Fot. archiwum Zdzisława Hojki Krystyna Hanula, po mężu Hojka, łączniczka w kompanii "Orbis”, w mundurze żołnierza 2. Korpusu Polskiego.

Gdy wyszła z kanału, pobiegła do rodziców, na Moniuszki 2a. Byli cali, tylko dom się palił, a oni siedzieli w piwnicy. - Gdzie Dżali? - zapytała. - Nie chce zejść - mówili

Dżali, ukochany kot Krysi Hanuli schował się w ubikacji. Skulonyt trzymał się kurczowo rury kanalizacyjnej. To był "syjamczyk", bardzo mądry kot. Gdy w zrujnowanym mieście brakowało żywności, koty także jedzono. Ale Dżalego uratowała siostra Krysi. Wraz z całą rodziną Hanulów wyszedł z powstania.

- Mama ryzykowała, by go wyciągnąć, gdy dom się już palił. Dżali dożył sędziwego wieku, zmarł w Bydgoszczy - przypomina "kocią historię" Zdzisław Hojka, syn Jana i Krystyny, z d. Hanula, wieloletni kierownik działu historycznego w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego, dziś już na emeryturze.

Krysia urodziła się w Warszawie, na Hożej, w 1925 r. Ojciec, Zdzisław Hanula był urzędnikiem administracji samorządowej i państwowej. - Wiem, że dziadek był pracownikiem Urzędu Wojewódzkiego w Toruniu, był też burmistrzem Chojnic. Jak nastał wojewoda Kirtiklis, to go "wylał". Gdy wojewodą został Raczkiewicz to z kolei on usunął Kirtiklisa, a dziadek wrócił do urzędu.

Do wojny pracował w Toruniu. W pierwszych dniach września, wraz z rodziną, ewakuował się do stolicy, bo stamtąd pochodził babka Janina, z domu Herbs. Dziadek działał w cywilnych strukturach AK - wspomina wnuk Zdzisław.

Na początku lipca 1944 r. żołnierzem największej podziemnej armii w okupowanej Europie została także 19-letnia Krystyna. - Powiedziałam sobie, że muszę gdzieś wstąpić, bo już skończyłam maturę i teraz czas poświęcić się ojczyźnie. Przecież kochałam Polskę i kocham do dziś - mówiła w sierpniu 2007 r. w rozmowie z Małgorzatą Bramą z Muzeum Powstania Warszawskiego (pełny zapis wywiadu znajduje się w Archiwum Historii Mówionej, www.1944.pl).

Zdzisław Hojka: - Mamę ciągnęli do NSZ-u, bo miała tam wielu znajomych. W ostateczności nie trafiła, ostrzegła ją siostra, mówiąc, że oni coś podobno kombinują z Niemcami. Krysi do AK pomógł wstąpić jej cioteczny brat Wojciech Ziemski (zginął w powstaniu). Przez swojego kolegę Romana Sułkowskiego dostała się do łączności.

- Mówiłam, że łączniczką mogę być, bo biegać lubię i mam dosyć dobry zmysł orientacyjny - wspominała siedem lat temu. 3 lipca 1944 r. w mieszkaniu Hanulów na Moniuszki 2a por. Antoni Wełna, ps. "Kieł", "Żbik", dowódca batalionu radiotelegraficznego "Iskra" (kompania "Orbis") przyjął od niej przysięgę na wierność. I tak została łączniczką plutonu radiotelegraficznego.

Zdzisław Hojka: - Ani mama, ani dziadkowie, nie zdołali niczego uratować z ich mieszkania na Moniuszki. Jedyny ocalały "skarb" to niewielkich rozmiarów kalendarzyk, w którym mama ołówkiem notowała najważniejsze wydarzenia. Po wojnie, dzięki tym zapiskom, mogła odtworzyć zdarzenia z konkretnych dni. Adresy, które znajdują się w tej niezwykłej kronice pokrywają się z miejscami postoju Komendy Głównej Armii Krajowej. Bowiem kompania "Orbis" była przydzielona do KG, która utrzymywała kontakt z Londynem. Ulica Barokowa, Długa - to są postoje naczelnego dowództwa.

Wraz z wstąpieniem do AK Krysia przyjęła pseudonim "Grażyna". Dlatego taki? Tłumaczyła, że to pod wpływem lektury, bo "Grażyna" to słynny poemat Adama Mickiewicza (tytułowa Grażyna to "niewiasta z wdzięków, a bohater z ducha"). Mówiła też, że nie tylko dlatego, aby jej pseudonim brzmiał godnie, ale "większa się sobie wydawałam".

"Surową" w sprawach łączności Krysię do pełnienia zadań przygotowywała inna łączniczka, Maria Piekarska, pseudonim "Basia". - Do wybuchu powstania przywoziłam zlecone mi rozkazem dowódcy wiadomości czyli radiogramy i sprzęt. Radiogramy były bardzo bezpieczne, bo można było je połknąć, gorzej ze sprzętem - wspominała w rozmowie z wysłanniczką MPW.

W godzinie "W" (1 sierpnia I944r, godzina 17.00) znajdowała się na punkcie zbornym w mieszkaniu rodziców. Była tam też jej siostra, która nie zdążyła na wyznaczony punkt i całe powstanie pozostawała z bliskimi, pomagając cywilom z sąsiednich domów. Był też Wojtek i kuzynka, która dała Krysi medalik z Matką Boską Jazłowiecką. Spóźniony na Moniuszki dotarł por. "Kieł".

Niestety, powstańcy nie mogli opuścić mieszkania, bo ulica Moniuszki była stale ostrzeliwana przez Niemców, ukrytych w dwóch bunkrach. Dopiero 2 sierpnia, przez dziurę zrobioną na półpiętrze, przedostali się do piwnicy, a stamtąd dotarli na ul. Jasną, do Hotelu "Victoria".

Po ponad 60 latach pani Krystyna wspominała:-Tam było wspaniale. Młodzi tego nie rozumieją, ale po pięciu latach okupacji, jak się widzi powiewającą polską flagę, a z głośnika płynie pieśń "Oto dziś dzień krwi i chwały, oby dniem wskrzeszenia był...". Płakałam, oni byli wzruszeni. Potem się dowiedziałam, że dwa dni później hotel został zbombardowany.

3 sierpnia trafia na krótko na Leszno, potem na Wolę, na ul. Zielną 20. Tam, z rozkazu płk. Jerzego Uszyckiego, ps. "Ord", dowódcy wojsk łączności, pluton radiotelegraficzny zostaje przydzielony, na cały czas powstania, do wyłącznej dyspozycji KG.

Po trzech dniach, z uwagi na silne bombardowania, cały sztab, przez tereny getta, ewakuuje się na Stare Miasto, do szkoły przy ul. Barokowej. 10 sierpnia, kolejna zmiana postoju - tym razem oddział stacjonuje na ul. Długiej 7.

16 sierpnia, po raz pierwszy, Krysia zeszła do kanału. - Mama była drobna, więc w kanale nieźle sobie radziła. Niosła meldunki do Śródmieścia. Kanałami przedostawała się na trasie: Daniłowiczowska, plac Teatralny, wzdłuż Wierzbowej, plac Piłsudskiego, plac Małachowskiego i dalej wzdłuż Mazowieckiej. Dzień później, także kanałami, wróciła na Stare Miasto - opowiada syn.

Drugi raz szła kanałami 21 sierpnia. Znowu niosła meldunki do Śródmieścia. Już na Starówkę nie wróciła (ewakuacja powstańców nastąpiła 30 sierpnia). Natomiast 19 sierpnia, między jedną a drugą wyprawą kanałową widziała, jak na ul. Kilińskiego wybuchł Goliat, niemiecki czołg- pułapka. Jechał Długą, powstańcy wiwatowali, aż tu nagle... - Masakra była straszna - wspominała pani Krystyna.

Od 26 sierpnia kompania przebywała na kwaterze, na ul. Dynasy 4 (Śródmieście). To tam, jak opowiadała, nastąpiła "najstraszniejsza dla niej historia, której nie mogła pojąć, ani zrozumieć". Wtedy zginęła "Basia", jej wielka przyjaciółka. Było tak. 4 września dowódca zakomunikował, że tego dnia mają wolne popołudnie. Marysia Piekarska "Basia" namawiała przyjaciółkę, by poszły do gmachu PKO, że tam są dwa podziemne piętra. Mówiła, że są chłopcy, pośpiewają sobie razem, po- żartują. Fajno będzie. "Grażyna" nie miała ochoty, a na Marysię była zła, że gdzieś się wybiera. W gmach PKO trafiła bomba. W jaki sposób przez otwór windy wpadła dwa piętra poniżej parteru?

Krystyna była w szoku. Miała do siebie pretensje, że przyjaciółki nie zdołała zatrzymać. Nawet na jej pogrzeb nie poszła. Nie mogła...

Ostatni powstańczy adres kompanii "Orbis" to Marszałkowska 81. Tam, aż do ostatnich dni powstania znajdowała się radiostacja. W dniu kapitulacji (2 października) Krystyna Hanula "Grażyna" została zdemobilizowana w stopniu starszego sierżanta.

Hanka Sowińska
GAZETA POMORSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.