Jarogniew Drwęski. Niedoceniany ojciec polskiego Poznania

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Katarzyna Sklepik

Jarogniew Drwęski. Niedoceniany ojciec polskiego Poznania

Katarzyna Sklepik

11 listopada 1918 roku, Polacy zdobyli poznański Ratusz. Tego dnia Jarogniew Drwęski został nadburmistrzem miasta, a dla wielu już pierwszym prezydentem. Wybrany przez Polaków i... Niemców.

Jarogniew Drwęski był wielkim patriotą, społecznikiem, prawnikiem i ekonomistą.

„Wyjątkowej pracowitości i energii talent organizacyjny, umysł bystry, esteta, miłośnik sztuk pięknych, duch samodzielny, darzony był jako prezydent miasta powszechnym uznaniem” - pisał o nim kronikarz Poznania, Zygmunt Zalewski.

Jarogniew Drwęski. Niedoceniany ojciec polskiego Poznania
archiwum Portret Jarogniewa Drwęskiego wykonany w Atelier Iris Jana Mackiewicza w Poznaniu przy ulicy Wilhelmowskiej 11.

Pierwszemu prezydentowi miasto zawdzięcza wiele. Przede wszystkim przywróconą polskość. To między innymi z jego inicjatywy powstał - w maju 1919 roku - Uniwersytet. Symbol polskości. Dzięki jego staraniom uruchomiono Operę Poznańską, przejęto od Niemców Bibliotekę Raczyńskich i Teatr Polski. Drwęski spolonizował miasto, nazywając po polsku wszystkie jego place i ulice. Zapewnił sprawną aprowizację miasta. Wśród wielu jego zasług, pojawia się tylko jeden minus...

Jarogniew Drwęski nie był zwolennikiem powstania. Chciał w pokojowy sposób pozbyć się Niemców. Wierzył w to, że zdobyty - 11 listopada 1918 roku - ratusz już zawsze będzie polski. Postawiony przed faktem dokonanym przyłączył się do walki. Z czasem nie żałował tej decyzji. Wiosną 1919 roku jednogłośnie - Polacy i Niemcy wybrali go prezydentem Poznania. Polskiego Poznania.

* * *

6 grudnia 1875 roku. Dwór w Glinnie koło Wągrowca. Na świat przychodzi Jarogniew Mikołaj - syn Kazimierza Gozdawy Drwęskiego i Klaudyny ze Skoroszewskich. Miał trzy siostry: Izabelę, Janinę i Irenę oraz trzech braci: Prota, Tomasza Piotra i Mariana. Pierwsze sześć lat życia, mały Jarogniew spędził w Glinnie, do którego już zawsze będzie miał sentyment. Krajobraz polskiej wsi, atmosfera szlacheckiego dworku i zapachy dzieciństwa były tym, co uwrażliwiło duszę młodego Drwęskiego. Jego romantyczną naturę poety, której nie zatracił jako mecenas, publicysta, radny czy prezydent.

W 1881 roku, Drwęscy - mimo nieznajomości języka rosyjskiego - przeprowadzili się do guberni płockiej w Królestwie Polskim. W majątku Mierzynek pod Nieszawą, Jarogniew wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkał tylko cztery lata. W wieku 10 lat, opuścił dom rodzinny i przeniósł się do Poznania. Tu zaopiekowały się nim, mieszkające na Piekarach, ciotki Skoroszewskie: Teresa, Julia i Wincentyna.

„Rozdyskutowane, aktywne i kolorowe, trochę już wtedy staroświeckie i odwrócone w przeszłość” - czytamy w biografii „Znany - nieznany prezydent Poznania. Rzecz o Jarogniewie Drwęskim” pióra prof. Waldemara Łazugi. - „Otoczenie z pewnością nie było mu niemiłe. Ciotki bowiem prowadziły pensjonat dla dobrze urodzonych panienek, rodzaj prywatnej szkoły zamkniętej, gdzie uczono tego, co panna z dobrego domu umieć powinna - języków, manier, tańca i rysunku. (...) Nudno pełnemu temperamentu młodzieńcowi nie było z pewnością nigdy”.

Naukę w Królewskim Gimnazjum świętej Marii Magdaleny łączył z aktywnością w Towarzystwie Tomasza Zana. Organizacyjny zmysł Jarogniewa Drwęskiego docenili koledzy, wybierając go na prezesa. Wspólnie prowadzili wykłady i dyskusje o polskiej historii i kulturze. Uczyli się postaw obywatelskich i dyscypliny pracy, z której od wieków słynęła Wielkopolska.

Już w dzieciństwie Jarogniew lubił bawić się słowem, składając krótkie rymowane wierszyki. Na dobre pisaniem zaczął interesować się już w gimnazjum - z czasem - doskonalił je jeszcze bardziej.

Boże, Ty Stwórco, czemuś w dziecka duszę
Wlał cudnych dźwięków i rojeń tysiące?
Czemuś Ty serce dał mi tak gorące
Że za świat cały czuć i cierpieć muszę?


Mieć choć raz w życiu tę cudną chwilę,
W której duch wszystkie ramiona wytęży,
jak Samson stanie w całej swojej sile,
Niech jak on zginie, lub jak on zwycięży.

Swój prozatorski debiut miał jeszcze przed maturą. W styczniu 1895 roku, w „Przeglądzie Poznańskim” opublikowano nowelkę „Boża Męka”. W styczniu i w lutym zdał egzaminy pisemne z greki, łaciny i języka niemieckiego. Zachęcony debiutem napisał wkrótce „Chorą miłość”. Dość powiedzieć, że w Bibliotece Raczyńskich przechowywane są rękopisy wierszy młodego Jarogniewa, jednoaktówka „Reni” napisana dla Teatru Polskiego z 1898 roku, czy przekrojowy esej o Henryku Ibsenie. Szczególnie cenne jest w tych zbiorach wystąpienie z okazji śmierci Henryka Sienkiewicza pochodzące z 1916 roku.

Jesienią 1895 roku, Jarogniew Drwęski wyjeżdża na studia do Berlina. Wybrał prawo i ekonomię polityczną. Chciał po studiach wrócić do Poznania i utrzymywać się z własnej pracy. Wybrał zawód wolny, intratny i mniej zależny odpaństwowych etatów. W 1898 roku złożył egzamin referendarski, w następnym roku rozpoczął praktykę sądową, poprzedzającą egzamin asesorski. Ten złożył w marcu 1903 roku w Ministerstwie Sprawiedliwości w Berlinie.

„Baczność!”. Vester publikuje dla Polaków

Gdy w 1896 roku przestał wychodzić „Przegląd Poznański” na rynku pojawiła się „Praca”. Tam swoje teksty publikował - pod pseudonimem Vester - Jarogniew Drwęski. Na łamach dyskutuje z „Posener Tageblatt” i wdaje się w politykę. Tak jakby studia w Berlinie jeszcze umocniły w nim polski patriotyzm i pogłębiły niechęć do zaborcy.

„Ten optymizm Drwęskiego i wiara w zmartwychwstanie Polski (...) zastanawia. Zastanawia też bezkompromisowość i odwaga, z jaką niebawem ruszy do walki politycznej. I to wtedy, gdy uznanym przywódcom pracy organicznej w Wielkopolsce - z księdzem Piotrem Wawrzyniakiem włącznie - zarzucano oportunizm, niedostatek energii lub małą stanowczość. Gdy oni wydawali się wypaleni wieloletnią walką (...) Drwęski i jego pokolenie dopiero zaczynało karierę polityczną. I to - jak to często ludzie młodzi - zaczynało ostro” - pisze prof. Waldemar Łazuga.

Gdy w 1902 roku, Poznań pochłonięty był przygotowaniami do wizyty Wilhelma II, Vester - 6 lipca - publikuje artykuł „Baczność”. Przypomina w nim krzywdy, jakie Polakom wyrządza cesarska polityka i mówi, że Wilhelm II jest w Poznaniu nieproszonym gościem. „Dlatego też nie potrzebujemy wcale taić naszego usposobienia, nie potrzebujemy kłamać, że miłujemy tych, których nienawidzimy” - pouczał Drwęski.

Miesiąc później napisze wprost, kto w Poznaniu jest u siebie, a kto jest przybyszem.

Poznań - przełomu wieków

Dziewiętnastowieczna twierdza Poznań powoli stawała się miastem zadbanym i schludnym. Pięknym. Z kolorowymi od kwiatów skwerami, czystymi deptakami, stylowymi latarniami, odnowionymi elewacjami. To efekt Hebungspolitik (polityka podnoszenia) nadburmistrzów Poznania: Richarda Wittinga i Ernsta Wilmsa, których celem nadrzędnym było wykorzystanie nowoczesności do depolonizacji miasta. To za ich rządów Poznań podwoił liczbę mieszkańców do 150 tysięcy, zburzono fortyfikacje i rozszerzono miasto o przedmieścia, czyli o Wildę, Łazarz i Jeżyce.

Niestety, Radą Miejską - a tym samym polityką miasta - Polacy z różnych względów się nie interesowali. Stąd nasz udział w niej, był więcej niż skromny. W 1905 roku - na 60 rajców - było tylko 11 Polaków. Wśród nich Jarogniew Drwęski. Dwa lata później, 10 stycznia „Dziennik Poznański” pisał to: „Klęska! 90 tysięcy Polaków ma 7 radnych, a 50 tysięcy Niemców i Żydów - 53”.

Drwęski najpierw był w komisji prawnej, z czasem trafił do finansowej i budowlanej. Udziela się też w Towarzystwie Wyborczym Miasta Poznania. W 1910 roku dość nieoczekiwanie załamała się jego kariera rajcy. Ponoć - zbyt konserwatywne poglądy Jarogniewa Drwęskiego i rozłam w polskim obozie miały doprowadzić do tego, że z końcem kadencji, nie znalazł się na liście kandydatów do wyborów uzupełniających. Drwęski się tym nie przejął. To był dopiero początek jego politycznej kariery. Poważnej kariery.

Wzięty adwokat wybronił Mielżyńskiego

Od 1903 roku, Jarogniew Drwęski prowadził już własną kancelarię adwokacką. Klientów przyjmował najpierw przy ulicy Wilhelmowskiej (Aleje Marcinkowskiego) a później przy ulicy Rycerskiej 2 (ulica Franciszka Ratajczaka). Szybko wyrobił sobie markę.

Miał stałych klientów, był adwokatem ziemian, wspierał nauczycieli wrzesińskich i udzielał rad Michałowi Drzymale. Bronił Polaków uchylających się od służby w armii pruskiej, ale chyba najsłynniejszą jego sprawą była obrona hrabiego Macieja Mielżyńskiego, oskarżonego o podwójne morderstwo - żony i jej kochanka. Drwęski razem z radcą Jareckim doprowadzili do uniewinnienia hrabiego. Mimo to Jarogniew, który był przyjacielem Mielżyńskich czuł niesmak. Wyrok wzbudzał kontrowersje, a on sam wiedział, że hrabina Felicja nie była świętą, a i hrabia Maciej do spokojnych nie należał. Kancelarię prowadził do 1918 roku.

Znał się też na nieruchomościach. Dom bankowo-komisowy Drwęski i Langner, który prowadził przy ulicy Rycerskiej 38 sprzedawał m.in. domy w Zakopanem, wieś rycerską i folwarki. Przynosił też duże zyski.

Izabela. Piękna i pomocna

Gdzie i w jakich okolicznościach Jarogniew Drwęski poznał Izabelę Bogumiłę Amrogowicz nie wiadomo. Jedno jest pewne - piękna i inteligentna kobieta szybko zawróciła mu w głowie. On sam też nie mógł narzekać na powodzenie u kobiet, z którymi flirtował, wróżąc im z ręki. Po zaręczynach, przysyłał Izabeli - codziennie - bombonierkę ze słynnego sklepu ze słodkościami „U Patyczki”.

18 kwietnia 1907 roku wzięli ślub cywilny, dwa dni później - u świętego Marcina - kościelny. Doczekali się trojga dzieci - Antoniego Józefa, Jerzego i zmarłego w wieku 16 lat Jarogniewa Aleksandra.

W niedzielę spacerowali na Dębinie, a w tygodniu Izabela pomagała mężowi w kancelaryjnych i redaktorskich pracach.

„Robiła korekty jego artykułów, notowała teksty replik adwokackich, czuwała nad korespondencją, wykonywała drobniejsze prace biurowe, ustalała terminy wizyt. Czuła się ważna i doceniona. Żyła aktywnie. Tradycyjna rola żony »przy mężu«, zupełnie jej nie odpowiadała”

- pisze prof. Łazuga.

W czasie Powstania Wielkopolskiego współorganizowała służbę pomocniczą kobiet, sanitarną i zaopatrzeniową, a później znów wspierała męża, nieraz doradzając mu i omawiając z nim jego projekty.

11 listopada 1918 roku - Jarogniew Drwęski nadburmistrzem Polaków i Niemców

W przeddzień wybuchu I wojny światowej, w Poznaniu nadal trwał - narastający - konflikt narodowościowy. Podczas czteroletniej Wielkiej Wojny (od 28 lipca 1914 do 11 listopada 1918) w szeregach pruskich ginęli też Wielkopolanie. Pojawiła się szansa, by o Polskę znów upomnieli się sami Polacy. 11 listopada 1918 roku - to w Warszawie dzień rozbrojenia pruskich okupantów i przyjazd komendanta Józefa Piłsudskiego. W Poznaniu to dzień, w którym Polakom udało się wymusić na władzach pruskich, by na komisarycznego nadburmistrza Poznania wybrać Jarogniewa Drwęskiego, który od 17 stycznia 1917 roku znów był rajcą.

„W jakimś sensie zdobyto ratusz. W ręce polskie przeszedł najbardziej prestiżowy posterunek w mieście. 11 listopada rozpoczęło się rozłożone na raty »rozbrajanie« Niemców w Poznaniu”

- pisze prof. Waldemar Łazuga.

Mimo tego, że wokół wszystko jeszcze w Poznaniu było niemieckie: prawo, urzędy, V Korpus Armii, to Drwęski miał sposób by Niemców... przestraszyć. Doskwierał im głód, po I wojnie światowej. Poznań był wyjątkiem. A Berlin mogła wyżywić tylko Wielkopolska. Stąd swoisty szantaż żywieniowy.

Pokojowe powstanie?!

Drwęski organizował życie publiczne, administracje polityczne w Poznaniu, umiejętnie wykorzystując do tego organizacje paramilitarne na bazie Sokoła, skautów i nastoletnich niepodległościowców, które parły do czynów. W drugiej połowie grudnia Drwęski miewał problemy z ogarnięciem sytuacji w Poznaniu. Członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej parli do powstania, gromadzili broń, rozbrajali posterunki policji. On sam wolał rozwiązania pokojowe. Liczył na to, że skoro ratusz jest już „polski”, a on wybrany zarówno przez Polaków, Niemców i Żydów sprawę załatwi.

Gdy do Poznania przyjechał Ignacy Jan Paderewski emocje sięgnęły zenitu. Młodzież rwała się do walki.

„Rewolucja bez gilotyny nie jest rewolucją, a powstanie bez rozlewu krwi nie jest powstaniem!” - mówili.

27 grudnia 1918 roku, od rana przez Bazarem gromadzili się Polacy. Po południu przed Operą - Niemcy. Zrywano polskie flagi. Niemcy zaczęli strzelać w stronę Bazaru.

„Niech żyje Polska”

- krzyczał tłum.

Wybuchło powstanie.

Drwęski dowiedział o się o tym kilka godzin później, przebywał wtedy w biurze Naczelnej Rady Ludowej. „Czy wiecie, że strzelają na placu Wilhelma?” - pytał zaskoczony.

W tym czasie Bazar stał się główną kwaterą powstania. 28 grudnia Drwęski rozmawiał z przedstawicielami powstańców. Gdy rozważano zawieszenie broni usłyszał od Romana Wilkanowicza „nigdy rozpoczętej walki nie zaprzestaniemy, a wszyscy, którzy są przeciwni, są naszymi wrogami i tym kula w łeb”. Nadburmistrz Poznania nie miał wyjścia. Władze przyłączyły się do powstania, a wieczorem zaproponowano kapitanowi Stanisławowi Taczakowi, by został jego tymczasowym dowódcą.

Polski Poznań Jarogniewa Drwęskiego!

„Poznań jest polski” - krzyczał 25 marca 1919 roku, wielki nagłówek w „Kurierze Poznańskim”. Na 60 rajców miejskich, 40 było Polakami! Gdy 17 kwietnia wybierano prezydenta miasta, wielkich emocji nie było. Kandydatura Jarogniewa Drwęskiego przeszła jednogłośnie. Głosowali na niego i Polacy i Niemcy. Wszyscy wiedzieli, że to odpowiedni człowiek do rządzenia polskim już miastem. To dzięki kontaktom Jarogniewa Drwęskiego tak szybko udało się zainaugurować działalność Uniwersytetu. Zabiegał o budżet miasta. Przejął Bibliotekę Raczyńskich i Operę Poznańską, a także Teatr Polski. 4 października 1920 roku stanął na czele komitetu, który stworzył Targi Poznańskie, umiędzynarodowione przez Cyryla Ratajskiego.

Drwęski miał wielkie plany. „Mawiał tracić siebie dla drugich, to odnajdywać samego siebie’’. Był przepracowany, prawie nie sypiał. Zmarł po krótkiej chorobie, na czerwonkę zakaźną - 14 września 1921 roku. Pogrzeb miał iście królewski. Uczestniczyły w nim tysiące poznaniaków. Były uroczyste mowy, sztandary, chóry, żałobne dekoracje. Kondukt zatrzymał się przed Operą. Oddawano mu hołdy. Trwało to wszystko wiele godzin. Takiego pogrzebu Poznań nie oglądał. Po II wojnie światowej o nim zapomniano. Jego zasługi przypisano Cyrylowi Ratajskiemu.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Naszej Historii.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Naszej Historii
  • codzienne e-wydanie Naszej Historii
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Katarzyna Sklepik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.