Józef Ziętal. Skoczek generała Sosabowskiego

Polsko – angielsko – francuski przewodnik dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych. Zawierał słówka, zwroty i porady praktyczne w trzech językach Fot. Norbert Ziętal Polsko – angielsko – francuski przewodnik dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych. Zawierał słówka, zwroty i porady praktyczne w trzech językach

Tuż po wybuchu II wojny światowej dostał kartę powołania do niemieckiego Wehrmachtu. Uciekł na Zachód. Dotarł do polskiego wojska we Francji a wraz z nim do Wielkiej Brytanii.

Norbert Ziętal
NOWINY

Przemyśl, 1997 rok. Mieszkanie nieżyjącego już Władysława Mazura, żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, marynarza m.in. ORP Błyskawica.

Przeglądamy album Marynarki Wojennej ze spisem wszystkich polskich marynarzy, walczących w II wojnie światowej.

- Jest, st. marynarz Józef Ziętal. Był we flocie. Tylko skąd u niego odznaka lotnicza? - dziwi się Mazur.

Nie była to odznaka lotnicza, lecz Znak Spadochronowy.

2009 rok. Rozmowa z Jackiem Dziedzielą, dowódcą Grupy Rekonstrukcji Historycznych 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

- Zgadza się. Kpr. Józef Ziętal, nr znaku 1224. Był marynarzem? A to ciekawe. Mamy zdjęcie lotnika, który ma przypięty znak spadochronowy. To sensacja. A tu marynarz? Bardzo ciekawe - głośno główkuje Dziedziela.

Ucieczka przed Wehrmachtem

Polsko – angielsko – francuski przewodnik dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych. Zawierał słówka, zwroty i porady praktyczne w trzech językach
Norbert Ziętal Medal morski za rzetelną służbę na morzu.

Znak Spadochronowy nr 1224 należał do kpr. Józefa Ziętala. Na odwrocie jest napis "Tobie Ojczyzno".
(fot. Norbert Ziętal)

Przed wojną Józef Ziętal, (1919 - 1986), mieszkał pod Częstochową, na ówczesnym niemiecko - polskim pograniczu. Wkrótce, jak tysiące młodych Ślązaków i Kaszubów, miał zostać wcielony do niemieckiego Wehrmachtu. Jako syn powstańca śląskiego, nie mógł na to pozwolić.

Dzisiaj nie wiadomo, czy faktycznie dostał kartę powołania, czy widząc, że coraz więcej Polaków z okolicy otrzymuje takie "zaproszenia", uprzedził działania Niemców i uciekł.

Kierunek z okupowanej Polski mógł być tylko jeden: Zachód, choć być może najpierw przez Rumunię. Dotarł do Francji, do tworzącego się tam polskiego wojska. W Paryżu działali już wtedy gen. Władysław Sikorski i płk. Stanisław Sosabowski. Nie ma informacji, w którym oddziale na terenie Francji był Józef Ziętal. W 1940 r. we Francji przebywało 85 tys. żołnierzy.

Po kapitulacji francuskich oddziałów, razem z wieloma innymi Polakami został ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Trafił do formowanej w Szkocji 4. Kadrowej Brygady Strzelców, z której w październiku 1941 r. powstała 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa. Była to pierwsza polska jednostka spadochronowa w historii wojska polskiego.

Wojsko dla najlepszych z najlepszych

Sosabowski był pionierem w tworzeniu tego typu wojsk. Wówczas tylko Niemcy i Sowieci posiadali takie jednostki.

Brytyjczycy szkolili jedynie indywidualnych skoczków. Sosabowskiemu przyświecała myśl "Najkrótszą drogą do Polski".

- Brygada nigdy nie osiągnęła stanu etatowego. To była elitarna jednostka. Trafiali do niej najlepsi z najlepszych - mówi Jacek Dziedziela.

Budowanie jej było karkołomne. Brakowało odpowiedniej ilości samolotów transportowych oraz sprzętu powietrzno - desantowego. Siłą rzeczy nie było szkół spadochronowych. Żołnierze sami, z materiałów, które były pod ręką, wykonywali tory przeszkód do ćwiczeń i wieże do trenowania skoków.

- Trudno się było dostać do brygady. Pierwsza bariera to komisja lekarska. Dyskwalifikowały choćby najmniejsze dolegliwości. Potem weryfikacja w postaci małpiego gaju, czyli bardzo trudnego toru przeszkód. Następnie wymagający kurs spadochronowy. Wielu odpadało. Nie tylko fizycznie, ale również psychicznie nie dawali rady. Presja była ogromna - mówi Dziedziela, prawdziwa skarbnica wiedzy o 1. SBS. Pasjonuje się nią od 1978 r.

- Spotykałem się z wieloma weteranami. Z ich relacji znam życie w brygadzie. Stosunki były jak w każdym oddziale. Były przyjaźnie, ale też antagonizmy i nieporozumienia - mówi Dziedziela.

Ze spadochronów do służby morskiej

Medal morski za rzetelną służbę na morzu.
(fot. Norbert Ziętal)

W czerwcu 1941 r. Wódz Naczelny Wojska Polskiego gen. Władysław Sikorski ustanowił Znak Spadochronowy. Wzorem był orzeł spadający do ataku. Mógł go nosić tylko żołnierz, który odbył odpowiednie przeszkolenie spadochronowe. Przyznano 6536 numerowanych znaków. Kpr. Józef Ziętal otrzymał nr 1224.

- To niski numer. Ziętal musiał go dostać w początkach istnienia brygady. Prawdopodobnie uczestniczył w szkoleniach w ośrodku w Ringway - wyjaśnia Dziedziela.

Ziętal wkrótce opuścił brygadę. Nie wiadomo z jakich powodów. Powszechnie było wiadomo, że Sosabowski nie pozwalał na odbieranie mu żołnierzy do innych jednostek. Wyjątek robił jedynie dla cichociemnych, czyli żołnierzy przeznaczonych do zrzucenia do walki w okupowanej Polsce.

Kim byli cichociemni? Ich zmagania możemy obserwować obecnie w serialu TVP "Czas honoru".

- Ziętal mógł odejść z brygady choćby z powodu kontuzji podczas skoku. Dyskwalifikowała go jako skoczka, ale nie uniemożliwiała służby w innych rodzajach wojsk - twierdzi Dziedziela.

Kpr. Józef Ziętal trafił do marynarki wojennej. Został radiotelegrafistą. Do końca wojny pływał, głównie po Atlantyku i Morzu Północnym, na polskich okrętach, m.in. ORP Burza (chyba najdłużej), ORP Garland i legendzie, czyli ORP Błyskawica.
Za rzetelną służbę na morzu otrzymał Medal Morski. Tych przyznano ok. 4500 Nazwiska wszystkich odznaczonych znajdują się w albumie "Polska Marynarka Wojenna, od pierwszej do ostatniej salwy w drugiej wojnie światowej".

Nie chciał wracać do Polski rządzonej przez komunistów

Jedno z najwyższych polskich odznaczeń cywilnych. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
(fot. Norbert Ziętal)

Po zakończeniu wojny nie chciał wracać do Polski, rządzonej przez komunistów. Miał plany, jak wielu innych kolegów, aby zostać w Wielkiej Brytanii. Do powrotu namówił go kolega z okrętu, a niedługo potem... szwagier. Niedługo po powrocie Ziętal poślubił kresowiankę z Czortkowa, miasteczka w przedwojennym województwie tarnopolskim.

Jako jeden ze 105 tys. żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, którzy zdecydowali się wrócić do Polski, w "nagrodę" stał się elementem podejrzanym dla rządzących już wtedy krajem komunistów. Dzisiaj wiadomo, że każdy z wracających z Zachodu żołnierz PSZ miał założoną teczkę przez ludowe służby bezpieczeństwa. Prawie wszystkie przetrwały, są w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej.

Jeżeli rodzinie Ziętal opowiadał o swoich wojennych przeżyciach, to głównie o epizodzie marynarskim.

- Na morzu nie było możliwości brania jeńców. To była wojna. Oni chcieli zabić nas, a my ich - obalał podręcznikowy mit rycerskiego Polaka.

Nie lubił opowiadać o spadochroniarskiej służbie. Dlaczego? Być może bał się. Sosabowski nie był ulubieńcem nowej władzy. Część jego ludzi, tzw. cichociemnych, walczących w strukturach Armii Krajowej, najpierw ścigali Niemcy, potem Sowieci. Mógł nie mieć szans na dokładne tłumaczenie, gdyby się wydało, że on również był skoczkiem.

Norbert Ziętal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.