Cezary Kassak

Nawet Castro miał buty szyte w krośnieńskim "Fabosie"

Buty z Krosna miały wzięcie w kraju i za granicą. Cieszyły się uznaniem sportowców i amatorów. Popularne były także szyte w Krośnie piłki do futbolu Fot. Tomasz Jefimow Buty z Krosna miały wzięcie w kraju i za granicą. Cieszyły się uznaniem sportowców i amatorów. Popularne były także szyte w Krośnie piłki do futbolu i siatkówki
Cezary Kassak

W butach produkowanych w "Fabosie" w Krośnie medal olimpijski zdobył Wojciech Fortuna, a Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy weszli w nich na Everest. W tych butach grał Deyna, biegała Szewińska, miał je także Fidel Castro

Krośnieński „Fabos” przez lata był jedynym w Polsce producentem butów narciarskich dla wyczynowców i amatorów. Obuwnicy z Krosna wytwarzali buty zjazdowe, biegowe, dla skoczków. I w nich właśnie złoty medal igrzysk olimpijskich Sapporo ’72 wywalczył Wojciech Fortuna.

- To były najlepsze buty na świecie! - mówi z entuzjazmem Wojciech Fortuna. - Buty typowo skokowe; czarne, z białymi językami, w środku elegancko wykończone gąbeczką. Używałem ich i po olimpiadzie, dopóki zelówka nie odpadła albo coś tam się urwało, bo przecież nic nie jest wieczne.

Złoty medalista w złotych butach

Fortuna przyznaje, że gdy był zawodnikiem, to niejednokrotnie zdarzało mu się butami z Krosna… pohandlować. I był to chodliwy towar. - Na każdy wyjazd zabierałem pięć par i sprzedawałem po 50 dolarów - opowiada. - Kupowali Niemcy, Amerykanie; zamawiał je u mnie trener skoczków kanadyjskich, Sławomir Kardaś. No i brali je Austriacy. Cały tamtejszy „manszaft” skakał w krośnieńskich butach. Trenował w nich także Japończyk Yukio Kasaya, rywal Fortuny podczas igrzysk '72, zwycięzca konkursu olimpijskiego na średniej skoczni. Polskie buty otrzymał od trenera naszej kadry Janusza Forteckiego.

Z tego, że Fortuna w Sapporo skakał w butach z „Fabosu”, pracownicy fabryki byli bardzo dumni i postanowili mu się odwdzięczyć, przygotowując dla niego specjalne buty, pomalowane na złoty kolor. Krośnianie pojechali do Zakopanego, aby z fanfarami ofiarować je naszemu mistrzowi. Na miejscu jednak ktoś im to odradzał, sugerując, że Fortuna może przez to podzielić los austriackiego zjazdowca, zdyskwalifikowanego za uprawianie reklamy. Obuwie wręczono więc „po cichu”, w szatni.

- Myślę, że uroczyste przekazanie tych butów wcale by mi nie zaszkodziło, bo tylko na olimpiadzie obowiązywał sportowców zakaz reklamy: nazwy firm na kombinezonie, czapeczce czy goglach trzeba było zaklejać - tłumaczy mistrz olimpijski z 1972 r. - A co do owych złotych butów, to w nich też skakałem. Podziwiał je słynny austriacki zawodnik Anton „Toni” Innauer (dwukrotny medalista IO - red.) i rozpowiadał naokoło, że Fortuna skacze w złotych butach.

Buty, w jakich Wojciech Fortuna zdobył pierwszy złoty medal dla Polski na zimowych igrzyskach, są teraz elementem stałej ekspozycji „Od Marusarza do Małysza i Kowalczyk”, którą można zwiedzać w Wojewódzkim Ośrodku Sportu i Rekreacji Szelment na Suwalszczyźnie. - Jestem kustoszem tej wystawy - zaznacza pan Wojciech, którego bliscy, w tym ojciec, dziadek, babcia, byli z Przemyśla.

Zimą weszli na „Dach Świata”

W 1980 roku świat obiegła wieść, że dwaj Polacy, Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy, jako pierwsi alpiniści w historii weszli zimą na Mount Everest. Wiekopomnego wyczynu dokonali w wysokościowych butach „Everest”, wykonanych w prototypowni i ośrodku badawczo-rozwojowym Fabryki Obuwia Sportowego w Krośnie. - Robiłem do tych butów podeszwy ze specjalnie mrozoodpornego tworzywa - opowiada Michał Łuczaj, wtedy pracownik rzeczonego zakładowego ośrodka.

„Everesty” przypominały produkowane przez FOS „Kozice”. Tyle tylko że miały wyższe cholewki z ortalionu wyłożonego poliuretanową pianką. „Wewnątrz jest coś w rodzaju botka filcowego. Jeden but waży około 1 kg” - opisywano w lokalnej prasie. Leszek Cichy po latach wspominał, że buty były zrobione w Krośnie według pomysłu Andrzeja Zawady, kierownika ekspedycji. By od spodu nie uciekało ciepło, miały pięciocentymetrową warstwę korka.

Andrzej Zawada w tekście opublikowanym w 1982 r. w „Taterniku” oceniał, że buty „Everest” w Himalajach spisały się świetnie. I dodawał, że wzbudziły one duże zainteresowanie na Międzynarodowych Targach Sprzętu Sportowego w Monachium (ISPO), zorganizowanych latem 1980 roku. Ówczesna prasa podawała, że z butów, w jakich Polacy stanęli na „Dachu Świata”, reżyser Krzysztof Zanussi zamierza zrobić użytek w filmie „o tematyce alpinistycznej”. Prawdopodobnie chodziło o film „Constans”, którego główny bohater, grany przez Tadeusza Bradeckiego, uprawia alpinizm. Byli pracownicy Fabryki Obuwia Sportowego twierdzą, że z ich butów korzystali ponadto aktorzy grający w kultowej „Seksmisji”.

Szewińska, Deyna i… Fidel Castro

„Fabos” długo był jedynym w kraju wytwórcą butów do hokeja i jazdy figurowej. - Pamiętam łyżwy z Krosna, sam w młodości ich używałem - wspomina urodzony w Jaśle Gabriel Samolej, były znakomity bramkarz hokejowy, trzykrotny olimpijczyk. - I do dzisiaj jeszcze widuję gdzieś na ślizgawkach ludzi, którzy jeżdżą w takich łyżwach. Już w pierwszych latach istnienia krośnieńska fabryka dostała zlecenie z Legii Warszawa na - jak to formułowano - „pantofle” piłkarskie. Pod koniec lat 50. zeszłego wieku futbolowe buty z Krosna wyróżniono medalem na targach w Poznaniu.

- W naszych butach grał Kazimierz Deyna - twierdzi Michał Łuczaj. Znany przed laty piłkarz, Marian Ostafiński, złoty medalista olimpiady w Monachium, przypomina sobie, że kiedyś na zgrupowaniu reprezentacji selekcjoner Kazimierz Górski, prowadząc trening, miał na nogach buty z Krosna. - I jeszcze się nimi popisywał - uśmiecha się Ostafiński, który, ma się rozumieć, sam nieraz biegał po boisku w „fabosach”.

Popularnością cieszyły się też szyte w Krośnie piłki do futbolu i siatkówki. Asortyment butów oferowanych przez FOS był szeroki, obejmował m.in. trzewiki turystyczne, żeglarskie, motocyklowe, gimnastyczne, bokserskie. - Produkowaliśmy „adidasy”, w których trenowała Irena Szewińska - przekazuje Stanisław Jucha, w latach 70. i 80. zatrudniony w „Fabosie” na kierowniczych stanowiskach. - W zakładzie krążyła też opowieść, jak to Marian Renke (w latach 70. ambasador na Kubie i Jamajce, następnie prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego - red.) nasze treningowe buty dał… Fidelowi Castro.

Miały mieć numer 47. Stąd później o kimś, kto nosił obuwie w wysokich rozmiarach, mówiono, że ma buty jak Castro. - Były i trzewiki dla kierowców rajdowych - dodaje Michał Łuczaj. - Osobiście zawoziłem je do testowania rajdowcowi Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi premiera PRL. Uzyskaliśmy na te buty wzór użytkowy na nazwisko moje i Stanisława Czuchry. Przede wszystkim z myślą o odbiorcach zagranicznych zaczęto produkcję obuwia dla myśliwych i amazonek. - W posiadanej przez nas kolekcji obuwia z „Fabosu” są buty dla pracowników Huty Szkła - nadmienia Łukasz Stachurski z Muzeum Rzemiosła w Krośnie. Na początku lat 80. powstała filia „Fabosu” w Domaradzu, gdzie z odpadów wyrabiano sandały dla dzieci.

Zaczęli od drewniaków

Jeszcze przed II wojną w Krośnie istniał zakład obuwniczy „Wudeta”. W okresie niemieckiej okupacji zgodę na produkcję butów drewnianych dostał Stefan Lisiecki. Fabryka działała do lipca 1944 r. Jesienią wznowiono produkcję, przy wyrobie butów na drewnianych spodach pracowało 40 osób. Przełomowy był rok 1948, wtedy zaczęto wytwarzać obuwie do jazdy na nartach. Skórzane buty o ściętych, kwadratowych nosach, sznurowane na kapsle, miały duże wzięcie. Później przedmiotem pożądania amatorów sportu stały się m.in. buty „Juhasy”, „Turnie”, „Elbrusy” czy „Karpaty”.

W latach 70. „Fabos”, wówczas należący do zjednoczenia „Polsport”, produkował kilkadziesiąt wyrobów oznaczonych znakiem jakości. Eksportowano je do ZSRR, Bułgarii, Kanady, Norwegii, państw afrykańskich. Pod kątem igrzysk w Moskwie „Polsport-Fabos” podpisał kontrakt na dostawę 15 tysięcy par butów narciarskich. Fabryka, zlokalizowana przy ul. Waryńskiego (dziś Pużaka), po trochu była rozbudowywana, z tradycyjnego szewstwa przestawiano się na nowocześniejsze metody produkcji. Rosła liczebność - w dużej mierze kobiecej - załogi. W szczytowym okresie pracowało tu więcej niż 1500 osób.

Problemów jednak nie brakowało. W warunkach gospodarki nakazowo-rozdzielczej często występował deficyt materiałów potrzebnych do produkcji, takich nawet jak skóra, nici, klej. Mimo to nawet w czasach ostrego kryzysu nasi obuwnicy dawali sobie radę. Tylko między styczniem a połową października 1983 roku z taśmy produkcyjnej zjechało ok. 760 tysięcy par butów i 117 tys. sztuk piłek. Po 1989 roku, w nowej gospodarczej rzeczywistości, sytuacja ekonomiczna przedsiębiorstwa stopniowo się pogarszała (choć realizowało ono jeszcze m.in. kontrakt dla renomowanej włoskiej Diadory), skutkiem czego ustanowiono w nim zarząd komisaryczny. Podejmowane próby wyjścia na prostą, programy naprawcze nie dały rezultatu i „Fabos” upadł.

W jego dawnym biurowcu jest teraz Urząd Celny, a hale fabryczne użytkują rozmaite firmy.

Wykorzystano informacje z książki Leszka Błażyńskiego „Wojciech Fortuna. Skok do piekła” oraz z archiwalnych numerów Nowin i tygodnika „Podkarpacie”.

Cezary Kassak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.