„Orląt gromada na szczycie lesistej góry”. Jak naprawdę wyglądała bitwa pod Świętym Krzyżem w czasie Powstania Styczniowego?

Tomasz Trepka
Partia powstańcza pod Świętym Krzyżem, reprodukcja obrazu Ryszarda Praussa
Partia powstańcza pod Świętym Krzyżem, reprodukcja obrazu Ryszarda Praussa Świętokrzyski Miesięcznik Ilustrowany
Udostępnij:
159 lat temu, 12 lutego 1863 roku powstańcy styczniowi pod dowództwem generała Mariana Langiewicza stoczyli zwycięski bój z przeważającymi i lepiej uzbrojonymi jednostkami rosyjskimi. Następnie umiejętnie wykorzystując nieuwagę nieprzyjaciela wycofali się z Łysej Góry.

Jeszcze przed wybuchem powstania styczniowego zabudowania benedyktyńskie na Świętym Krzyżu odgrywały bardzo ważną rolę. To tam, kiedy przez okupowany przez Rosjan kraj przelewała się fala manifestacji patriotyczno-religijnych, doszło do największej z nich. Na Świętym Krzyżu, który stanowił centrum religijne nie tylko regionu świętokrzyskiego, ale i całej Polski 14 września 1861 roku do podkieleckiego klasztoru przybyło około 30 tysięcy osób.

Dlaczego Święty Krzyż?

Po wybuchu powstania, po wyparciu Polaków z Wąchocka, Bodzentyna oraz Suchedniowa, powstańcy do dowództwem późniejszego generała i jednego z dyktatorów powstania Mariana Langiewicza zostali zmuszeni do poszukiwania nowego miejsca stacjonowania. Wybór padł na Nową Słupię, a przede wszystkim zabudowania klasztorne na Świętym Krzyżu. Wkrótce rozpoczęto organizowanie obozów. Ten w ostatnim miejscu stanowił znakomite miejsce do prowadzenia walk z Rosjanami. „Pozycja to była jedyna i jak w sam raz odpowiadająca partyzanckiemu działaniu i dla powstańców nieobliczone korzyści przynosząca, bo źle uzbrojeni i niewyćwiczeni równoważyli tę stronę swoją wyższością pozycji. Góra stroma, wysoka, porosła starożytnym lasem przedstawiała tysiące sposobności do zasadzek i do ukrytej a bezpiecznej obrony” – pisał Walery Przyborowski, uczestnik i historyk powstania styczniowego.

Langiewicz docenił nie tylko położenie góry, ale również same zabudowania klasztorne. Były one otoczone murem, niemal całkowicie opustoszałe. Stanowiły nie tylko znakomity punkt obronny, ale dawały także schronienie przed mrozem i padającym śniegiem.
Walery Przyborowski w swoich wspomnieniach zawarł wyjątkowy opis pobytu powstańców na Świętym Krzyżu oraz nastrojów panujących w obozie. „Była to iście romantyczna pora w żywocie powstania styczniowego. Wśród zimy, bezbronni, pod wodzą milczącego zawsze jenerała, z nimbem tysiąca wieści o ich bohaterstwie, garstka zaprawna już w walce, sadowi się jak orląt gromada na szczycie lesistej góry, w starym benedyktyńskim, Chrobrego czasy jeszcze pamiętającym klasztorze; głodna a przecież nieupadająca na duchu, obdarta a z szyderstwem na zimnie stojąca, a dumająca o walkach nowych i oswobodzeniu Rzeczypospolitej od morza do morza, nosi na sobie charakter średniowieczny, niby żywcem wydarty ze starego rycerskiego romansu”.

Wróg u bram

Skromne siły pozwoliły Marianowi Langiewiczowi na sformowanie jedynie dwóch batalionów z założonych czterech. „Stały w części pod górą, na skraju lasu, pod szałasami z gałęzi, w części w samym klasztorze, w którym mieściła się kwatera główna, sztab i drukarnia […]. Artylerya oddziału składała się z czterech armatek, według jednych drewnianych, obciągniętych żelaznemi obręczami, które zresztą mało wartość przedstawiały, gdyż po paru strzałach pęknąć musiały, według innych spiżowych, odlanych jeszcze w 1831 roku z dzwonów kościelnych” – pisał Przyborowski.

Rosyjski generał Aleksandr Uszakow pisał w sporządzonym raporcie, że choć pod Nową Słupią zebrali się powstańcy, to jednak ich liczba nie jest duża. Na dodatek „rozbiegną się przy pierwszym wspólnym ataku kolumn maszerujących z Kielc i Radomia”. W rzeczywistości obawiano się jednak „rosnącego w siłę Langiewicza”. Przeciwko powstańcom na Świętym Krzyżu wyruszył z Kielc oddział, którym dowodził generał Ksawery Czengiery. Marsz, rozpoczęty wieczorem 11 lutego i trwający całą noc nie należał do łatwych i mocno osłabił Rosjan. Armaty musiały być ciągnięte przez ludzi, bo konie nie radziły sobie w zalesionym i błotnistym terenie. 12 lutego około 9 rano nieprzyjaciele zbliżyli się do Nowej Słupi, z której na widok żołnierzy, uciekli wszyscy mieszkańcy.

„Pierwszy chrzest ognia”

Czengiery postanowił zaatakować powstańców dzieląc swoje wojsko na dwie jednostki. Pierwsza pod dowództwem Sorniewa uderzyła bezpośrednio na zabudowania, druga z Czengierym na oddział stacjonujący na skraju lasu. Jak podaje Przyborowski rozpoczęła się „nużąca strzelanina”. Z czasem przeważająca strona rosyjska wyparła Polaków z zajmowanych pozycji, którzy wycofali się do zabudowań klasztornych. Tutaj Polacy w zdecydowany sposób odparli kolejne ataki nieprzyjaciela.
Powstaniec Władysław Zapałowski tak wspominał bitwę pod Świętym Krzyżem: „[...] Nasi rozrzuceni po lesie i krzakach w tyralierkę, mężnie stawiali czoło, a gdy nieprzyjaciel podsuwał się coraz bliżej, Langiewicz kazał dać ognia z owych drewnianych armat. Nieprzyjaciel zdumiony stanął nie spodziewając się zastać armat, obrzucony gradem kul i natarczywością kosynierów zaczął się cofać”.

Powstańcom udało się wykorzystać położenie klasztoru i otaczające go lasy. W jednej z informacji pochodzącej z 1863 roku znajdziemy opis wyjątkowego fortelu. „[…] Kapitan Pióro z jednym plutonem strzelców, wysłany na rekonesans, podszedł pod osłoną gałęzi i gęsto padających płatów śniegu, dość blisko do linii rosyjskiej. Dostrzegłszy siły, którym jego plutonik nie mógłby stawić oporu, wydał cicho rozkaz swoim, by się cofali, głośno zaś krzyknął: Zajść im tył! Zajść im tył! Nieprzyjaciel, nie mogąc dojrzeć liczby powstańców, ani pomiarkować się w położeniu odstąpił niebawem od klasztoru”.

Ataki trwały około czterech godzin. Czengiery nie potrafił rozgryźć Langiewicza. Ten korzystając z lepszej pozycji skutecznie odpierał Rosjan. „Pozycya Langiewicza była wyborna i zakryta lasem, przytem padał śnieg wielkimi płatami i utrudniał wszelkie ruchy” – pisał Walery Przyborowski.

Rosjanie byli zaskoczeni zaangażowaniem Polaków i docenili ich hart ducha, jaki ujawnili w bitwie pod Świętym Krzyżem. „Po raz pierwszy u Polaków ukazały się armaty; ognia ich oczywiście nie można porównać z naszym, ale mimo to przyszło do ręcznego boju na pozycyi; był to pierwszy chrzest ognia dla powstańców i dowodził pewnego podniesienia ducha i zdecydowania się na świadomą walkę z bronią w ręku”.

I zapadła noc…

Bez szans na pomoc z zewnątrz zdecydowano się na opuszczenie klasztoru na Świętym Krzyżu. Marian Langiewicz w raporcie do Rządu Narodowego pisał: „Na Świętym Krzyżu nie można było pozostać. Bo byśmy byli ogłodzili nasze wojsko, a co najważniejsze nie było w tamtych stronach materyału na zasilenie naszych szeregów”. Zdawano sobie sprawę, że wkrótce Rosjanie otrzymają znaczne wsparcie. Wtedy jakakolwiek obrona byłaby niemożliwa.

Wykorzystując ciemną, zimną lutową noc około północy powstańcy opuścili klasztorne mury. Nakazano przy tym zachowanie „największej cichości”. „Wąskimi drużynami leśnymi, idąc omackiem, starannie zachowując czucie ze sobą, by wśród ciemnej i zimnej nocy nie stracić się z oczu nawzajem dostali się nad ranem do wsi Huta Stara” – podawał Przyborowski. O świcie 13 lutego Czengiery dowiedział się, że zabudowania klasztoru opustoszały. Tutaj Langiewicz zastosował odważny ruch – udawał atak na Kielce. Czengiery wystraszony informacjami, że powstańcy mogą zająć miasto natychmiast wyruszył w tamtym kierunku. Rosjanie zostawili powstańcom całkowitą swobodę ruchu. Nadzieje nieprzyjaciela na całkowite rozbicie oddziału Mariana Langiewicza zakończyły się fiaskiem. Ten umknął, wieczorem 13 lutego 1863 roku meldując się w Rakowie.

Podczas oblężenia Świętego Krzyża, Rosjanie dopuścili zabójstw na cywilach. Jeden z oddziałów ostrzelał domy w Nowej Słupi. Pomimo, że została opuszczona przez mieszkańców, w więzieniu pozostało siedem osób. Byli wśród nich przedstawiciele narodowości żydowskiej oraz rosyjskiej oskarżone o szpiegostwo. Sam Czengiery utrzymywał, że część z nich została zamordowana jeszcze przed przybyciem wojsk rosyjskich, a niektórzy z nich przeżyli i zostali ocaleni przed „polskimi buntownikami”. Warto dodać, że według rosyjskich raportów wkrótce po opuszczeniu klasztoru przez powstańców, ten został zrabowany przez okolicznych chłopów.

Według raportu, który przygotował generał Czengiery w bitwie pod Świętym Krzyżem poległo 70 powstańców. On sam miał stracić tylko jednego żołnierza. Według Walerego Przyborowskiego poległo 16 powstańców. Historyk powstania Stanisław Zieliński podaje informację o 18 poległych Polakach. Jan Janowski w pamiętnikach z okresu powstania pisze o 60 zabitych Rosjanach.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wolontariusze Kultury. Ukraińscy filmowcy pomagają ofiarom wojny

Wideo

Materiał oryginalny: „Orląt gromada na szczycie lesistej góry”. Jak naprawdę wyglądała bitwa pod Świętym Krzyżem w czasie Powstania Styczniowego? - Echo Dnia Świętokrzyskie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie