Samuel Zemurray. Sam z „El Pulpo”. Jak Żyd z Besarabii został królem bananowego imperium

Czytaj dalej
Fot. AP Photo
Wojciech Rodak

Samuel Zemurray. Sam z „El Pulpo”. Jak Żyd z Besarabii został królem bananowego imperium

Wojciech Rodak

Ograł rząd USA. Potem abordażem przejął kontrolę nad bananowym gigantem United Fruit i trząsł Ameryką Środkową. Oto niezwykła kariera Samuela Zemurraya

U szczytu swej potęgi Samuel Zemurray zarządzał największą prywatną plantacją na globie. Amerykański koncern United Fruit (UF), któremu prezesował, zgromadził ponad 1 200 tys. hektarów ziemi ornej w Ameryce Łacińskiej, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi powierzchnia Czarnogóry lub Kataru. Poza tym „El Pulpo” (hiszp. Ośmiornica), jak Latynosi nazywali bananowego giganta, posiadał 2,4 tys. km linii kolejowych, 15 szpitali, 237 szkół oraz zawiadywał największym na świecie prywatnym systemem socjalnym. Był jednocześnie najpotężniejszą firmą, najpotężniejszym pracodawcą, najpotężniejszym eksporterem w Gwatemali, Hondurasie i Kostaryce. Bez przychylności włodarzy UF, żaden z prezydentów w regionie nie mógł bezpiecznie sprawować władzy. Gangsterska strategia działania firmy doprowadziła do powstania tzw. republik bananowych, czyli państw niesuwerennych, niestabilnych, rządzonych przez dyktatorów. Niemała w tym „zasługa” właśnie Zemurraya, upartego żydowskiego imigranta rezydującego w Nowym Orleanie. Osobnika tak odważnego, że zaryzykował nawet otwartą wojnę z amerykańskim rządem, byle tylko uratować swoją fortunę. Drogę do olbrzymiego majątku i potężnej władzy rozpoczął jako Schmuel Zmurri na południowo-zachodnich rubieżach Imperium Rosyjskiego.

Odpadkowa fortuna

Pod koniec XIX wieku Besarabia, czyli dzisiejsza Mołdawia, była biedną i zacofaną prowincją Rosji. To właśnie w tej rolniczej krainie, gdzieś w okolicach Kiszyniowa, 18 stycznia 1877 r. urodził się Schmuel Zmurri. Nigdy nie uczęszczał do szkoły. Miał bardzo krótkie dzieciństwo. Jego ojciec, pobożny żydowski rolnik, zmarł młodo. Matka została sama z gromadką dzieci do wykarmienia. Schmuel, jako najstarszy syn, musiał wyruszyć w daleki świat, by pomóc swoim najbliższym. W 1892 r. ciotka, która mieszkała od lat z mężem w Stanach Zjednoczonych, zabrała go do siebie. I tak wylądował w miasteczku Selma, w stanie Alabama, rozsławionym potem na cały świat głośnymi protestami Ruchu praw obywatelskich Martina Luthera Kinga.

Pierwszym celem młodzieńca było ściągnięcie do USA szóstki braci i sióstr z Rosji. By na to zarobić, liczący koło 1,9 m wzrostu i ciężko zbudowany Sam Zemurray (tak zamerykanizował swoje imię) imał się różnych prac. Najpierw pomagał w sklepie swojego wuja, a potem kolejno: asystował podstarzałemu handlarzowi złomem, był robotnikiem rolnym („Nie było takiej świni na Południu, której bym nie mógł wówczas dogonić i związać” - mawiał potem), pomywaczem, sprzedawcą w sklepie z używanymi ubraniami i terminatorem u stolarza. Ciężko pracował, zbierał grosz do grosza i po trzech latach zaczął sprowadzać za Wielką Wodę swoje rodzeństwo. W międzyczasie zetknął się po raz pierwszy z podłużnym żółtym owocem. Pożywnym, słodkim i niezwykle aromatycznym. To spotkanie odmieniło jego życie.

Banany, bo o nie tu oczywiście chodzi, to owoce z różnych odmian bananowatych bylin pierwotnie rosnących w Afryce Subsaharyjskiej i Azji Południowej. W XVI w. przez Atlantyk przywieźli je portugalscy żeglarze. Pierwsze plantacje bananów powstały w Brazylii. W kolejnych stuleciach zaczęto je uprawiać też na Karaibach i w rejonie południowych wybrzeży basenu Morza Karaibskiego. Pojawienie się szybkich statków parowych wyposażonych w chłodnie w drugiej połowie XIX w. umożliwiły masowy eksport tych owoców poza ten obszar. I tak tuż po wojnie secesyjnej banany zaczęły trafiać do Stanów Zjednoczonych, z roku na rok stając się coraz bardziej popularnym przysmakiem.

Samuel Zemurray w 1951 r.
Domena publiczna/Wikipedia Plantacja bananów w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej

Od końca XIX w. ich czołowym importerem do USA była firma United Fruit Company (UFC) z Bostonu. Kiście bananów, jeszcze zielone, przypływały do portów Południa - jak Nowy Orlean - skąd koleją przewożono je na północ kraju, gdzie konsumpcja owocu była najwyższa. Jednak nie cały wyładowany przez dokerów towar mógł trafić do wagonów. Około 15 proc. bananów z każdego statku stanowiły sztuki dojrzałe lub uszkodzone. Ponieważ nie mogłyby one przetrwać kilkudniowej drogi na Północ, sprzedawano je za grosze, jako odpad, pomniejszym handlarzom i sklepikarzom z portowych miast. I tutaj Sam Zemurray, obserwujący od jakiegoś czasu bananowy biznes, dostrzegł niszę dla siebie. Pewnego dnia w porcie w Mobile kupił znaczną ilość tych „odpadków” za 150 dolarów, czyli niemal całe swoje oszczędności. Następnie wynajął wagon kolejowy, a potem zatelegrafował do kupców owocowych z miast leżących przy trasie pociągu, że w najbliższych dniach będzie się pojawiał u nich z bananami. Jadąc na północ - pomiędzy Mobile a Selmą, na przestrzeni około 250 km - wyprzedał cały ładunek. W sześć dni, po odliczeniu wydatków, zarobił na czysto 40 dolarów, wówczas pokaźną sumkę. „To jest to!” - stwierdził Zemurray i wszedł w ten interes na całego.

Wkrótce rzutki imigrant z Besarabii reinwestował cały zarobek w kolejne partie bananowych „odpadków”. Skupował w Mobile tyle towaru, na ile starczyło mu środków. Potem sortował go na trzy partie: kiście przejrzałe, kiście dojrzałe i te, które niebawem dojrzeją. Te pierwsze sprzedał w porcie i jego najbliższych okolicach. Dwie następne ładował do wagonów kolei Illionis Central i upłynniał w miastach położonych wzdłuż linii kolejowej, najdalej docierając do Memphis lub Birmingham.

W 1899 r. Zemurray sprzedał 20 tys. bananów. W 1903 r. już 574 tys. Stał się znacznym graczem z rozbudowaną siecią logistyczną i stałą klientelą. Wówczas spotkał się z nim sam prezes United Fruit Company Andrew Preston. Podpisali umowę, która dawała przedsiębiorcy z Południa wyłączność na zakup „odpadków” od UFC. Tak zaczęła się relacja Zemurraya z koncernem, która miała przetrwać następne pół wieku.

Luka w rynku, którą zagospodarował młody żydowski przedsiębiorca, okazała się niezwykle lukratywna. Już w wieku 21 lat miał 100 tys. dolarów na koncie (ok. 3 mln dzisiejszych dolarów). Odnosił kolejne sukcesy, a wraz z nimi rósł jego apetyt na zdobycie większej części „bananowego tortu”.

Samuel Zemurray w 1951 r.
Wikipedia/Domena publiczna Ulica we French Quarter w Nowym Orleanie. W tym mieście najdłużej mieszkał Sam Zemurray

Być albo nie być

W 1905 r. Zemurray postanowił sam zostać plantatorem bananów. W tym celu wyruszył ze wspólnikiem, Ashbellem Howardem, do Hondurasu - krainy pełnej typów spod ciemnej gwiazd, którzy zbiegli z USA (kraj nie podpisał żadnych umów ekstradycyjnych), a także żydowskich przedsiębiorców z Południa. Zaczęli inwestycje na wielką skalę. Do 1910 r. obaj panowie kupili 6 tys. hektarów ziemi uprawnej nad rzeką Cuyamel (stąd też wzięła się nazwa ich firmy - Cuyamel Company). Poza tym podpisali z miejscowym rządem umowę na budowę linii kolejowej ze swoich włości do Puerto Cortés. W zamian za to władze w Tegucigalpie zobowiązały się nie podwyższać firmie podatków, a także umożliwić jej import materiałów budowlanych na preferencyjnych warunkach, czyli bez pobierania ceł.

W owym czasie Cuyamel Company włożyła w honduraskie przedsięwzięcie 200 tys. dolarów. Większość z tej sumy pochodziła z wysoko oprocentowanych pożyczek w amerykańskich bankach. Spore ryzyko niepowodzenia sprawiło, że Howard wycofał się ze spółki. Początkowo wydawało mu się, że postąpił słusznie. Nad przedsięwzięciem Zemurraya zawisły bowiem ciężkie ciemne chmury.

W drugiej połowie XIX w. brytyjskie firmy zbudowały w Hondurasie parę linii kolejowych. Kilka kolejnych rządów tego kraju nie było w stanie spłacić olbrzymiego rachunku, jaki im wystawiono za inwestycje. Chodziło o aż 100 mln dolarów. W 1894 r. Londyn wysłał nawet kilka jednostek Royal Navy na wybrzeże tego małego latynoskiego kraju, by wyegzekwowały należne pieniądze od tamtejszych władz. Z niewielkim skutkiem. Dlatego też w 1910 r. Anglicy zagrozili, że powtórzą ten manewr, tym razem z desantem piechoty włącznie, jeśli nie otrzymają należnych im środków w całości.

Prezydent USA, William Howard Taft, nie mógł pozwolić, by Imperium Brytyjskie naruszyło doktrynę Monroe i interweniowało na zachodniej półkuli. Dlatego też jego sekretarz stanu, Philander Knox, znalazł rozwiązanie satysfakcjonujące wszystkie zainteresowane strony. Nakłonił J. Pierponta Morgana, najpotężniejszego w tym czasie bankiera w USA, by ten spłacił Brytyjczyków, przejął ich udziały w kolejach honduraskich i udzielił rządowi prezydenta Miguela Dávili wielomilionowej pożyczki na inwestycje. W zamian m.in. urzędnicy Morgana mieli zasiąść w Puerto Cortés i pobierać cło od wszystkich importowanych dóbr i towarów.

Ta perspektywa przeraziła Sam Zemurraya. Pojawienie się amerykańskich bankierów w Hondurasie oznaczałoby koniec preferencyjnych warunków, dzięki którym spłacał zaciągnięte pożyczki, a tym samym jego bankructwo. Postawiony pod ścianą widział tylko jedno wyjście - wymienić prezydenta w Tegucigalpie na takiego, który utrzyma jego przywileje.

Zemurray szybko znalazł kandydata na „tron”. Był nim 61-letni gen. Manuel Bonilla, były prezydent Hondurasu, który spędzał dni na wygnaniu, tułając się po burdelach i spelunach Nowego Orleanu. By „wynieść go” do władzy, zgromadził także armię najemników, złożoną z około setki wszelkiej maści poszukiwaczy przygód - głównie amerykańskich weteranów wojen z Meksykiem, kampanii na Filipinach, a nawet krwawego konfliktu bursko-brytyjskiego w Południowej Afryce. Na ich czele ustanowił 47-letniego speca od walki partyzanckiej Lee Christmasa, który już raz pomógł Bonilli przejąć władzę w Hondurasie.

Samuel Zemurray w 1951 r.
Domena publiczna/Wikipedia Manuel Bonilla

Mimo obserwacji agentów służb federalnych i silnych patroli US Navy, uzbrojonym po zęby puczystom udało się pod koniec grudnia 1910 r. niepostrzeżenie dopłynąć na okręcie „Hornet” do wybrzeży Hondurasu. Ich pierwsze zwycięstwa w potyczkach z wojskami rządowymi na wybrzeżu spowodowały wybuch spontanicznego powstania ludowego w innych częściach kraju. Insurekcja rosła w siłę pod hasłami, o ironio, obalenia władzy, która wyprzedaje kraj „obcym i jankeskim bankierom”. To dodawało Bonilli aury upragnionego wyzwoliciela, jednocześnie kamuflując rolę Zemurraya.

Samuel Zemurray w 1951 r.
Domena publiczna/Wikipedia Lee Christmas, dowódca najemników Samuela Zemurraya

Decydująca bitwa pomiędzy oddziałem Christmasa a siłami wiernymi Dávili rozegrała się pod portem Le Ceiba 25 stycznia 1911 r. Karabiny maszynowe Maxim najemników położyły trupem przeszło 600 żołnierzy wroga. Od tamtej pory armia honduraska znajdowała się w odwrocie.

Po następnych tygodniach walk władze w Waszyngtonie zmieniły stronę. Poparły silniejszego. Dávilę zmuszono do dymisji, a Bonilla, którego Amerykanie w końcu uznali za wiarygodnego partnera do rozmów, objął urząd prezydenta Hondurasu.

Nowy przywódca nie zapomniał o swoim sponsorze. Cuyamel Company otrzymała przywileje na kolejne ćwierć wieku. Zwolniono ją z podatków, cła importowego, a ponadto przyznano rządową pożyczkę w wysokości 500 tys. dolarów (jako zwrot „kosztów rewolucji”) oraz 10 tys. hektarów ziemi. Sam Zemurray rzucił wyzwanie przybranej ojczyźnie i wygrał na całej linii.

Samuel Zemurray w 1951 r.
Wikipedia/Domena publiczna Rezydencja Sama Zemurraya w Nowym Orleanie. Dziś jest to rezydencja rektora Tulane University

Król Bananów

Dzięki triumfowi w Hondurasie, Cuyamel Company naruszyła dominującą pozycję UFC na rynku bananów. Firmy biły się nie tylko o klienta w USA, ale przede wszystkim toczyły nie zawsze czyste boje o najbardziej urodzajne ziemie w Ameryce Środkowej. Sprytny Zemurray nieraz zgarnął gigantowi najlepsze działki sprzed nosa, wykorzystując podatność tamtejszej elity na korupcję. To irytowało włodarzy United Fruit. Dlatego też postanowili kupić Cuyamel Company. Zmęczony latami ciężkiej harówki biznesmen z Besarabii sprzedał im ją w 1930 r. - wraz z działkami, bydłem i flotą okrętów - za udziały w UFC warte 13,5 mln dolarów. Z 300 tys. akcji Zemurray został największym udziałowcem koncernu.

Nie dane mu było jednak długo rozkoszować się życiem rentiera w pięknym pałacu w Nowym Orleanie. W 1933 r. UFC, w związku z wielkim kryzysem, zanotował gigantyczny spadek zysków. Tym samym wartość akcji Zemurraya spadła aż o 85 proc. Rozwścieczony tym faktem biznesmen wpadł na posiedzenie zarządu United Fruit w Bostonie i zażądał dla siebie posady dyrektora zarządzającego. „Mieliście za dużo czasu, żeby spieprzyć ten interes. Dajcie mi go naprawić” - miał powiedzieć do szanownego gremium. Z uwagi na doświadczenie, przychylono się do jego „prośby”. Od tego momentu do 1951 r. Zemurray grał we władzach koncernu pierwsze skrzypce, piastując na zmianę stanowiska prezesa firmy i prezesa zarządu.

Jak mówił, tak zrobił. United Fruit pod jego zarządem rozkwitło z nowym wigorem. Zbudował biznesowe imperium, które miało silne wpływy w całej Ameryce Łacińskiej. Ameryka Środkowa - szczególnie kraje, takie jak Gwatemala, Kostaryka czy Honduras - stała się właściwie jego jednym wielkim latyfundium.

„Ta potężna firma - jak pisali autorzy książki „Banana Empire” - dławiła konkurencję, dominowała rządy, budowała koleje oplatające kraje niczym kajdany, rujnowała plantatorów, niszczyła kooperatywy, zaszczuwała pracowników i rozbijała związki zawodowe”.

Z tego względu koncern stał się obiektem słusznej krytyki w USA i przede wszystkim w Ameryce Łacińskiej. „Newsweek” nazywał Zemurraya wprost „dyktatorem bananowego biznesu”. Wszystkie wybudowane przez UFC wokół plantacji szpitale, szkoły, osiedla, drogi i linie kolejowe nie mogły poprawić ani zakamuflować iście gangsterskiego stylu działania koncernu w tej części świata.

Samuel Zemurray w 1951 r.
AP Photo Samuel Zemurray w 1951 r.

Jedną z ostatnich operacji, w które Zemurray zaangażowany się tuż przed emeryturą w 1951 r., było przygotowanie medialnego i PR-owskiego gruntu pod przewrót w Gwatemali. Tamtejszy umiarkowanie lewicowy prezydent Jacobo Arbenz chciał przeprowadzić reformę rolną, której koszty poniosłaby również UFC, największy posiadacz ziemski w tym kraju. By temu zapobiec, uruchomiono przeciwko prezydentowi Gwatemali kampanię w amerykańskiej prasie, wskazując, kłamliwie, na jego powiązania ze Związkiem Radzieckim. Koniec końców, CIA w 1954 r. zorganizowała przewrót, który odsunął Abenza od władzy.

Pobożny syjonista

Sam Zemurray był żonaty z Sarą Weinberger, córką swojego współpracownika. Mieli troje dzieci.

Przedsiębiorca angażował się w życie społeczności żydowskiej w Nowym Orleanie, mieście, które kochał i najdłużej zamieszkiwał. Gdy mógł, uczęszczał do miejscowej synagogi. Był jednym z czołowych sponsorów wszelkich organizacji społecznych działających przy świątyni.

Popierał syjonizm. Obficie wspierał finansowo Agencję Żydowską, prowadzącą kolonizację Palestyny, a także żydowskie organizacje nacjonalistyczne (łącznie z tymi, które po wojnie zajmowały się nielegalnym przerzutem Żydów do brytyjskiego Mandatu Palestyńskiego). Ponadto lobbował w sprawie poparcia dla Izraela wśród latynoamerykańskich dyplomatów w ONZ.

Samuel Zemurray zmarł 30 listopada 1961 r. w Nowym Orleanie.

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.