Jarosław Dziadek

Śląski ród co w Europie zasłynął...

Jeden z ostatnich śladów słynnego rodu w Opolu, przedwojenny sklep Jakoba Wilczka Fot. NTO/Archiwum Jeden z ostatnich śladów słynnego rodu w Opolu, przedwojenny sklep Jakoba Wilczka
Jarosław Dziadek

W Opolu jedną ze swych siedzib miał zacny i wielce wpływowy ród. Odegrał on znaczną rolę w historii Polski, Austrii oraz Niemiec.

Do zainteresowania się tym właśnie tematem sprowokowała mnie pewna zwyczajna, ale jednocześnie piękna, przedwojenna pocztówka z mej kolekcji. Widniał na niej nasz opolski kościół ewangelicki (obecnie Franciszkanów), przed którym pysznił się dumnie piękny, a nieistniejący już budynek.

Na malutkim skwerku przy ulicy Minorytów (tuż przy moście zamkowym i Młynówce) znajdowała się piękna i bajecznie zdobiona wczesnosecesyjna kamienica "Goldene Eins" (Złota Jedynka), która swój 50-letni, krótki żywot zakończyła w 1945 r.

Wypalona, a nie remontowana podzieliła los wielu pięknych budowli przedwojennego Opola, stając się źródłem pierwszorzędnego surowca dla innych, szczęśliwie odbudowanych zabytków naszego miasta. Jakby tego było mało, to w tym samym miejscu - ale już sporo wcześniej - stał przez ponad dwieście lat skromniejszy dwupiętrowy, renesansowy pałac, który był opolską siedzibą hrabiowskiego rodu Wilczków (pisanych również jako von Welczek).

Otóż właśnie członkowie tego rodu odznaczyli się w szczególny sposób w historii Polski, Austrii oraz Niemiec.

Ród Welczków zapisał się w dziejach Górnego Śląska głównie za sprawą swych doskonale zarządzanych i przy każdej okazji powiększanych majątków ziemskich. Sprawne administrowanie owymi majątkami nie było wyłączną domeną owego rodu, bowiem wyśmienicie odnajdywali i realizowali się oni również w obszarze wielkiej, europejskiej polityki.

Członkowie rodu von Welczek robili wyśmienite i błyskotliwe kariery na cesarskim dworze w stołecznym Wiedniu. I tak np., będąc obdarzonym zaufaniem dworu cesarskiego, Jan (Johannes vel Hanno) von Welczek zostaje w 1638 r. kanclerzem Księstwa Opolsko-Raciborskiego, który to urząd sprawował przez ponad 30 lat aż do swej śmierci. Jego dzieci: Franciszek Jan Ignacy, Jerzy Bernard i Krzysztof równie wiernie służyli zarówno cesarzowi austriackiemu, jak i Kościołowi katolickiemu, którego byli gorliwymi wyznawcami.

I tak Franciszek (piastujący wówczas urząd archidiakona opolskiego) przewodniczył poselstwu cesarza austriackiego Leopolda I do króla Jana III Sobieskiego, by wraz z działającym w imieniu papieża Innocentego XI nuncjuszem papieskim Opizio Pallavicinim nakłaniać króla polskiego (skutecznie, jak się okazało) do zawiązania sojuszu Rzeczypospolitej z Austrią przeciwko Turcji. Opisał barwnie to wydarzenie nasz wieszcz Adam Mickiewicz w narodowej epopei "Pan Tadeusz":

(…) ów kanclerz powiadał,
że właśnie kiedy na koń król Jan Trzeci siadał,
gdy nuncjusz papieski żegnał go na drogę,
A poseł austryjacki całował mu nogę,
Podając strzemię (poseł zwał się Wilczek hrabia),
Król krzyknął: Patrzcie, co się na niebie wyrabia...
(Księga VII, w. 179)

O umiejętnie prowadzonej przez posła Wilczka dyplomacji niech świadczy fakt, że król polski, choć niechętny do wikłania się w kolejną, wyczerpującą i kosztowną wojnę z Imperium Ottomańskim, ostatecznie uległ prośbom austriackiego posła, niepomny, że ratuje od niechybnej zguby odwiecznego rywala Rzeczypospolitej na europejskich arenach (co odbiło się niestety tragicznie niecałe 100 lat później pierwszym rozbiorem). Scena spotkania posła Wilczka z królem Janem Sobieskim jest uwieczniona na obrazie H. Rodakowskiego z 1860 r. - będącego w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie.

Drugi z braci, Jerzy Bernard, będąc znakomitym organizatorem, doskonałym gospodarzem i przewidującym politykiem, z wielkim powodzeniem powiększał majątek rodowy o kolejne wsie i miasteczka, nie zapominając o niezwykle hojnym mecenacie kościelnym. Zasłynął on także w pamięci współczesnych sobie niezwykle kwiecistą oracją podczas ceremonii powitania (wraz z naszym głogóweckim Franciszkiem Euzebiuszem hrabią Oppersdorfem) na cześć wkraczającego na Śląsk króla Jana III Sobieskiego, a wygłoszoną piękną i niezwykle barwną polszczyzną, które to przemówienie bardzo pochlebnie skomentował ówczesny "Kuryer Woyenny":

Najjaśniejszy Panie i Królu! Okrutni i niemiłosierni Turcy oblegają stołeczne miasto państwa naszego. Straszny, dotkliwy głód trapi mieszkańców Wiednia, którzy w śmiertelnej trwodze przed Turkami wyglądają Twojego wybawienia. Jeżeli Wiedeń dostanie się w ręce nowych nieprzyjaciół, wówczas biada nam! Nikt ich bowiem nie powstrzyma od triumfalnego pochodu do naszej ziemi ojczystej, której dzieci Ciebie, Najjaśniejszy Panie - jako obrońcę swego, powitać i na drogę błogosławić przyszły! Biada nam, jeżeli wpadniemy w ręce tych odwiecznych katów naszych. (...) I któż wybawi z ręki tych katów, jeżeli nie Ty, Najjaśniejszy Królu i Panie? Pan Bóg Cię posyła, abyś z pomocą Bożą pokonał i pogromił odwiecznych katów naszych i jako zwycięzca uwieńczony wiekopomną sławą powrócił w czerstwem zdrowiu do ojczyzny swojej, którą chwalebnie władasz".

O tym śląskim, wybitnym, a mało znanym rodzie było głośno jeszcze raz, w XX w. za sprawą Johannesa von Welczek, również urodzonego u nas, na Górnym Śląsku, i zwanego także na cześć swoich przodków Hanno.

Otóż hrabia Hanno von Welczek, wszechstronnie wykształcony człowiek i wybitny dyplomata - pomimo swego krytycznego stosunku do Hitlera i jego polityki - zgodził się przyjąć z rąk fuehrera nominację na ambasadora III Rzeszy w Paryżu. W tym też czasie we Francji znalazł się młody polski Żyd Herschel Gruenspan.

Otrzymał on od ojca kartkę pocztową mówiącą o plądrowaniu w Niemczech sklepów żydowskich i napaściach na ludność żydowską. Chcąc zaalarmować opinię publiczną jakimś medialnym aktem, postanowił… zastrzelić ambasadora niemieckiego w Paryżu!

Znalazłszy się w niemieckiej placówce 7 listopada, a nie znając ambasadora osobiście, wszedł on do gabinetu na piętrze i strzelił śmiertelnie do… sekretarza tejże ambasady Ernsta von Ratha! Spowodowało to niesłychaną wściekłość samego Goebbelsa, który w radiu zaapelował, by "bronić niemieckości przed zalewem (...) szowinizmu". Niebo 9 listopada w Niemczech było czerwone od tysięcy płonących sklepów i setek żydowskich synagog i domów.

Tak rozpoczęła się tragiczna w skutkach niemiecka "noc kryształowa", a hrabia Hanno von Welczek, widząc i mocno przeżywając prawdziwe oblicze nazizmu, ustąpił jeszcze w 1939 r. z posady ambasadora, poświęcając się już tylko i wyłącznie gospodarowaniu swymi majątkami na Śląsku i w austriackiej Karyntii. Tyle ówczesnej oficjalnej wersji propagandowej dotyczącej zabicia pracownika ambasady.

Prawda po latach okazała się ciut inna: samotny młody Żyd Gruenspan błąkający się po Paryżu znalazł "opiekę" u Ernsta von Ratha, który był… w półświatku Paryża znanym homoseksualistą, a widząc, że Rath nie chce spełnić żadnej ze swych wcześniejszych obietnic (m.in. zalegalizowanie pobytu) Gruenspan zwyczajnie zastrzelił… kochanka Co oczywiście nie przeszkodziło rozpętać oficjalnej i nagłośnionej do granic antyżydowskiej histerii w całych Niemczech, czego ten zamach był tylko malutkim i nie najważniejszym pretekstem.

Ostatnim zauważalnym przedwojennym akcentem związanym z tym zapomnianym śląskim rodem była postać Jakoba Wilczka, opolskiego kupca, który z wielkim powodzeniem prowadził w okresie międzywojennym ubiegłego stulecia (w miejscu istniejącej później "Melby" oraz "Don Vito") słynny, renomowany sklep z niezwykle wyszukaną i wysublimowaną odzieżą męską, a z racji tej renomy w owym sklepie ubierała się większość szanowanych mieszczan i notabli z ówczesnego stołecznego Oppeln.

Szkoda tylko, że obecnie nazwisko Wilczek/Welczek jest zupełnie zapomniane w naszym mieście - ten wielce zasłużony śląski ród nie ma u nas choćby pamiątkowej tablicy, skweru. Znajdująca się w Szczepanowicach licha i zapomniana krótka uliczka nie przynosi chluby nikomu i poświęcona jest wyłącznie pamięci opolskiego kupca Jakuba. Zamiast tego, jak grzyby po deszczu pojawiają się w naszym mieście figury osób zupełnie lub też tylko incydentalnie związanych z Opolem. Dość powiedzieć, że o niektórych z nich młodzież zaczyna już mówić jako o "opolskich krasnalach"...

Nowa Trybuna Opolska

Jarosław Dziadek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.