Śląski Tacyt. Ksiądz, który miłował historię i ludzi

Augustin Weltzel Fot. archiwum Augustin Weltzel

Augustin Weltzel był największym badaczem Ślaska. Wierzył, że Polacy, Ślązacy i Niemcy mogą żyć ze sobą w pełnej zgodzie

To niemiecki ksiądz katolicki, który żył w XIX wieku na terenie Górnego Śląska. Prowadził niezliczone badania w archiwach Raciborza, Wrocławia, Opola, Berlina, Opawy, Pragi oraz Wiednia. Ich rezultatem były publikowane monografie poszczególnych miast Górnego Śląska i rodów szlacheckich. Już za swojego życia uważany był za największego historyka tych ziem.

- Bez jego bardzo ciężkiej pracy nie dałoby się dziś ciekawie opowiadać o historii Opolszczyzny. To on odkrył wiele istotnych faktów, jego dzieła są źródłem bardzo wartościowych informacji - podkreśla Romuald Żabicki, pasjonat historii z Kędzierzyna-Koźla, autor książek opisujących dzieje tego miasta.

W swoich materiałach Żabicki często posiłkuje się źródłami Weltzela. W swojej ostatniej książce pt. "Dawne i nowe historie 900-letniego grodu Kosla - miasta Koźla“ poświęcił mu nawet cały rozdział.

Cechowała go naukowa rzetelność

Weltzel urodził się 9 kwietnia 1817 roku w Jelczu (powiat oławski). Był synem gajowego w majątku hrabiego von Saurma-Jeltsch. Ukończył studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, a następnie przyjął święcenia kapłańskie. W 1857 roku objął urząd proboszcza w Tworkowie niedaleko Raciborza. To stamtąd wyjeżdżał do rozmaitych archiwów, gdzie szukał informacji o przeszłości Górnego Śląska i Opolszczyzny.

Dzisiejsi historycy podkreślają, że publikacje Weltzla to przykład naukowej rzetelności i braku narodowych uprzedzeń, które miały w poważnym stopniu zaważyć na późniejszym dziejopisarstwie dotyczącym regionu. Innymi słowy pisarz starał się uchwyć w Śląsku wszystko to, co łączyło tutejszych mieszkańców, a nie dzieliło. Zwany był "śląskim Tacytem“, w nawiązaniu do jednego z rzymskich historyków - Corneliusa Tacitusa.

Najważniejsze są jednak utrwalone przez niego fakty. Wetlzel napisał przede wszystkim fundamentalną monografię Koźla. To z niej wiemy, jak wyglądało miasto przed wiekami. Dostępu do grodu przez kilkaset lat broniły olbrzymie bramy. Najwięcej informacji zachowało się o Bramie Odrzańskiej. Skomunikowana była z mostem, którego przejścia strzegł szlaban i uruchamiający go poborca podatkowy. Od bramy do lasu wiodła palisada z belek. Istnienie bramy miało sens do czasu, kiedy Koźle było twierdzą.

W drugiej połowie XIX wieku uznano jednak, że miasto nie musi już pełnić takiej roli. Wtedy zaczęto rozbierać wały ziemne oraz inne umocnienia mające znaczenie militarne (sama twierdza przestała istnieć formalnie w 1873 roku). Bramę Odrzańską rozebrano jednak kilka lat wcześniej. Prace rozbiórkowe trwały trzy miesiące.

Weltzel odnotował, że po jej zburzeniu na ulicy Odrzańskiej (dziś ul. Anny) znikło zatęchłe powietrze, które doskwierało wcześniej mieszkańcom. Zapisał również, że podczas rozbiórki przez nieuwagę zginął jeden z robotników.

Ratusz pozostał w jego dziełach

Nieistniejący już kozielski ratusz. Na zamówienie władz tego miasta historyk sporządził fundamentalną monografię Koźla
(fot. archiwum)

- Na fundamentach dawnej Bramy Odrzańskiej, w 1861 roku kozielski szynkarz Erwin Braun zbudował piętrowy hotel i restaurację. Po latach budynek przejął za niespłacone długi raciborski Oberschlesische Bank eGmbH (Bank Górnośląski) i uruchomił w nim swoją filię. Obecnie ma tam siedzibę powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna - dodaje lokalny historyk Bogusław Rogowski, który również bada historię ziemi kozielskiej.

Dzięki śląskiemu Tacytowi wiemy też wiele o kozielskim ratuszu, okazałej niegdyś budowli, która została zniszczona w czasie drugiej wojny światowej.

Zanotował on, że początkowo był solidną, drewnianą budowlą, położoną niedaleko kościoła. Koźle, ze względu na strategiczne położenie, było wielokrotnie niszczone przez wrogie wojska. Niszczony był również sam ratusz.

Z zapisków historyków wynika, że doszczętnie spłonął m.in. w czasie oblężenia miasta w 1739 roku. Po licznych pożarach odbudowany został w 1868 roku, wg projektu architekta z Głogowa Herberta Zicklera.

- Miało w nim siedzibę kilka deputacji miejskich, odwach policyjny i sala modlitw kozielskich ewangelików - opisuje Bogusław Rogowski. Deputacje były organizacjami na wzór dzisiejszych komisji rady miasta, natomiast odwachem nazywano komendę, która pełniła rolę wartowni i aresztu. Tu trafiali miejscowi opryszkowie.

Nie zgadzał się z Kulturkampfem

Od kilku lat badaczom historii Górnego Śląska przyznawane są nagrody "Śląskiego Tacyta". Ustanowił ją Ruch Autonomii Śląska. Wyróżnieniem tym uhonorowana została m.in. związana z Uniwersytetem Opolskim prof. Joanna Rostropowicz. Od lat popularyzuje ona Śląsk i Ślązaków na wiele sposobów. Jej dziełem jest encyklopedia "Ślązacy od czasów najdawniejszych do współczesności".

Była też pomysłodawcą i redaktorem serii wydawniczej "Perły literatury śląskiej" przybliżającej czytelnikom dzieła takich twórców jak Joseph von Eichendorff, Walter Meckauer, Karol Eduard von Holtei czy Hertha Pohl.

Tym prestiżowym wyróżnieniem uhonorowano także dr Beatę Giblak z instytutu neofilologii przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Nysie. Otrzymała je za publikację "Wygnaniec i jego ojczyzny. Max Herrmann-Neisse. Życie Twórczość. Recepcja", nad którą pracowała przez pięć lat.

Z pracą Wetlzela wiąże się jedna szczególna ciekawostka. Otóż zlecano mu napisanie dziejów wielu szlachetnych rodów mieszkających na tych ziemiach. Spisał także historię Oppersdorffów. Podszedł do tego bardzo rzetelnie i uczciwie. Nie wybielał baronów, pokazał ich takich, jakimi byli, z ich blaskami, ale i cieniami. Członkom szacownego rodu takie obiektywne opracowanie się jednak nie spodobało. Była to jedyna jego duża praca, która nie ukazała się drukiem. Niestety, rękopis zaginął.

Weltzela długo nie interesowała polityka. Ale ponieważ był postacią znaną i cenioną, zgodził się wystartować do pruskiego parlamentu, gdzie został posłem reprezentującym umiarkowaną centrową partią katolicką. Był słowianofilem, a jedną z głównych zasad tego nurtu była wiara w możliwość pokojowego i harmonijnego współżycia narodów.

W latach 70. dziewiętnastego wieku w Prusach nasilał się jednak Kulturkampf, czyli walka kulturowa, której celem było ograniczenie wpływów kościoła katolickiego i zaostrzenie germanizacji. Augustin Weltzel sprzeciwiał się temu, jeszcze bardziej zbliżając się do kręgów polskich.

Zmarł 4 listopada 1897 roku. Żegnały go tłumy ludzi, wielu uczonych i duchownych. Spoczywa w Tworkowie, gdzie pracował przez kilkadziesiąt lat.

Tomasz Kapica
NOWA TRYBUNA OPOLSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.