Socjalistyczne pospolite ruszenie pomagało budować potęgę Wielkopolski

Czytaj dalej
Fot. archiwum "Dziennika Zachodniego"
Monika Kaczyńska

Socjalistyczne pospolite ruszenie pomagało budować potęgę Wielkopolski

Monika Kaczyńska

Odgruzowanie, odbudowa, zbieranie stonki czy porządkowanie skwerów i parków - czyny społeczne były nieodłącznym elementem PRL-owskiej rzeczywistości.

Dzięki nim powstał amfiteatr na poznańskiej Cytadeli, ZOO na Malcie, uporządkowano setki skwerów, parków i cmentarzy. Pomoc przy żniwach, wykopkach czy zbieranie stonki - czyny społeczne były nieodłącznym fragmentem krajobrazu społeczno-gospodarczego PRL. Dziś wyśmiewane lub wspominane z rozrzewnieniem były udziałem praktycznie wszystkich grup społecznych - od uczniów po emerytów. Odbywały się z różnych okazji - czasem dla uczczenia świąt państwowych i rocznic, czasem - by załatwić konkretne sprawy. Organizowane „z inspiracji” władz partyjnych, ale także oddolnie z czasem, stały się synonimem, dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. Niezasłużenie. Bo jak Polska długa i szeroka efekty wielu czynów społecznych oglądamy do dziś. Czy miały realną wartość ekonomiczną? Co do tego nie ma pewności.

Jednak bez wątpienia pełniły funkcję tyleż integracyjną, co propagandową. Fakt, że ludzie dobrowolnie, w dzień wolny od pracy, stawiali się, by grabić, kopać czy nosić cegły, miał być dowodem zaangażowania społeczeństwa w budowę socjalistycznej ojczyzny. O dobrowolności różnie dziś mówią. Zaangażowanie? Owszem, choć zdaniem uczestników dotyczyło ono nie tyle uznania władzy ludowej, co najbliższego otoczenia, w którym efekty czynów społecznych było widać gołym okiem.

KDL-e pracują w niedziele

Choć to nie realny socjalizm wymyślił nieodpłatną pracę dla wspólnego dobra, to jednak w tzw. krajach demokracji ludowej nabrała ona szczególnego wymiaru. Pierwsze tzw. subotniki odbyły się w Związku Radzieckim tuż po rewolucji. Członkowie partii i Konsomołu w soboty pracowali za darmo. W krajach demokracji ludowej - tzw. KDL-ach „subotniki” były stosunkowo powszechne.

W Bułgarii, Rumunii czy ZSRR były znacznie popularniejsze niż w Polsce. Być może tam miały także konkretny wymiar ekonomiczny. Jak było w Polsce? Sądzę, że u nas w kraju czyny społeczne miały bardziej wymiar integracyjno-symboliczny. Choć oczywiście wiele rzeczy w ten sposób zostało zrobionych

- twierdzi ekonomista prof. Wacława Jarmołowicz.

Pozostało jeszcze 84% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Monika Kaczyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.