Toruń. Jak długo walczyła straż z pożarem tartaku nad Bachą? Kiedy u Leisera pierwszy raz zadzwonił telefon?

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Widok z wieży kościoła św. Jakuba na kościół garnizonowy, obecną ul. Dobrzyńską oraz położone za wewnętrznym pierścieniem umocnień Mokre.
Widok z wieży kościoła św. Jakuba na kościół garnizonowy, obecną ul. Dobrzyńską oraz położone za wewnętrznym pierścieniem umocnień Mokre. Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa
Wieczorem 20 października 1902 roku straż pożarna z Torunia i Mokrego została postawiona na nogi. Płonął tartak Sopparta, który znajdował się nad Bachą, przy obecnej ulicy Wojska Polskiego.

Obejrzyj: Kulisy sesji fotograficznej Siła Kobiet 2022

Więc tak to wyglądało? Niedawno pisaliśmy o tym, w jaki sposób „Gazeta Toruńska”, czy raczej wydawnictwo państwa Brejskich, które wydawało również „Gazetę Codzienną” oraz „Przyjaciela”, zabiegało o prenumeratorów. Czyniło to z wielkim zaangażowaniem, apelując do czytelników, aby nie zapomnieli odnowić przedpłaty oraz polecali pisma znajomym. W tym celu pod koniec września 1902 roku, do każdego egzemplarza prenumerowanego dołączony został dodatkowy numer okazowy. W redakcji przy ulicy Mostowej każdy chętny mógł również wydanie gazety otrzymać za darmo.

W każdej nocie polecającej była także mowa o tym, że rodzinie abonenta, który rozstanie się z tym światem wskutek nieszczęśliwego wypadku, wydawnictwo wypłaci 150 marek odszkodowania. Dziś może się to wydawać dziwne, jednak jak słusznie zauważył kiedyś Marcin Orłowski, prenumerata gazety była formą ubezpieczenia. 150 marek to były spore pieniądze, robotnik zarabiał wtedy od 3 do 5 marek dziennie. Jak wyglądała wypłata takich odszkodowań?

„Z Wielkołąki donoszą nam, że robotnik Franciszek Schoenfeld z Józefaty, zbliżywszy się nieopatrznie do rozpędzonej sieczkarni, tak silnie został uderzony w głowę, że po kilkunastu minutach umarł – poinformowała „Gazeta Toruńska” w połowie października 1902 roku. - Ponieważ nieboszczyk był abonentem „Przyjaciela”, przeto wydawnictwo „Gazety Toruńskiej”, „Gazety Codziennej” i „Przyjaciela” udzieliło pozostałej wdowie zapomogi w sumie 150 (stu pięćdziesięciu) marek. Szanownych Czytelników naszych prosimy, aby się pomodlili za duszę śp Franciszka Schoenfelda. Niech mu Bóg raczy dać niebo!”

Jak wyglądała wypłata zapomogi?

Fragment o tym, że nieboszczyk był prenumeratorem i że wydawnictwo wypłaci wdowie 150 marek, został podkreślony wytłuszczonym drukiem. Czy na tym sprawa się kończyła? Nie. Pięć dni później, na pierwszej stronie gazety pojawiło się podziękowanie.

„Mąż mój, śp Franciszek Schoenfeld, został dnia 4 października roku 1902 zabity uderzeniem koła sieczkarki – czytamy. - Ponieważ był abonentem „Przyjaciela” przeto udałam się do Wydawnictwa „Gazety Toruńskiej”, „Gazety Codziennej” i „Przyjaciela” w Toruniu z prośbą o wsparcie i Wydawnictwo wypłaciło mi z dobrej woli gotówkę 150 (sto pięćdziesiąt) marek, za co niniejszem dziękuję. Józefat przy Wielkołące pod Kowalewem, dnia 15 października 1902 roku +++ Franciszk Schoenfeld”.

Czy wdowa potrafiła pisać?

Podziękowania poświadczył jeszcze proboszcz miejscowej parafii, ksiądz Wiśniewski. Być może on sam te podziękowania pisał, gdyż wdowa mogła mieć z tym problem. Jak inaczej rozumieć te trzy krzyżyki w gazecie? Z drugiej strony Prusacy z analfabetyzmem walczyli skutecznie. Poza tym mąż nieboszczyk czytał i prenumerował gazetę, a żona miałaby mieć z czytaniem i pisaniem kłopoty? Cóż, to pozostanie tajemnicą. Wiemy jednak na pewno, że obietnice wydawnictwa dotyczące wypłaty zapomóg dla rodzin tragicznie zmarłych prenumeratorów były realizowane sumiennie i szybko.

Kto sięgnął toruńskiego bruku?

Cóż tam jeszcze było słychać na toruńskim bruku w październiku 1902 roku? Zależy, gdzie ucho przyłożyć. Na Szerokiej na przykład słychać było łupnięcie. Pewna pani tak się zagadała ze swoją koleżanką, że uderzyła w latarnię. Uczyniła to z taką siłą, iż padła bez przytomności na trotuar. Na szczęście szybko doszła do siebie, jej kolizja odbiła się jednak szerokim echem, skoro wspomniały o niej gazety. Nie mieli się ludzie czym ekscytować, pewien wielki filozof to przecież nawet wpadł do studni, bo się w gwiazdy zapatrzył i co?

Kto został podłączony do sieci telefonicznej?

Sto dwadzieścia lat temu coraz więcej było słychać w słuchawkach telefonów.

„Sieć telefoniczna została powiększona o następujące numera – donosiła „Gazeta Toruńska” na początku października. - Tarey i Mroczkowski – 307, Walter Brust – 308, Wilimczyk – 309, Deuble – 310, Borowski – 311, Szymiński – 312, Neumann Wissenburg – 313, Goerke – 314, radca sprawiedliwości Tromer – 315, dom zakupna M S Leiser – 316.”

W „domu zakupna M S Leiser”, czyli w największym domu towarowym w mieście zaczynały się właśnie jesienne wyprzedaże.

„Uwzględniwszy obrót cen fabrycznych i osobiste zakupno za gotówkę, zniżyłem cenę wszelkich artykułów w moim bogato zaopatrzonym składzie i podaję mym odbiorcom rzeczywiste korzyści a szczególnie polecam. Konfekcyę damską, nadzwyczaj piękny żakiet „Double” za 4,50 mk. Zadziwiające okrycia „Golf” za 5,50 mk. Przystojny Paletot za 8,75 mk. Paletot z materyi „Zibilin” 11,50 mk.”

To cytat z reklamy jaka pojawiła się w „Gazecie Toruńskiej”. Poza zadziwiającymi okryciami golf u Leisera na Rynku Staromiejskim można też było kupić zachwycające paletociki dla dziewcząt po 7,75 mk, powabne paletociki dziecięce za 4,25 mk, ubrania dla panów w modnym fasonie i cenie od 10,50 do 33 mk, ubrania dla młodzieńców, ubrania dla chłopców, materie na suknie i bluzki, a także firany, kobierce (w tym takie z secesyjnymi wzorami), materie na meble i portrety, kołdry i chodniki.

Kto robił zakupy u Leisera?

U Leisera robili zakupy nie tylko mieszkańcy miasta i okolic, ale również klientela zagraniczna, co w zasadzie również podpadało pod gości z okolic, bo przecież granica zaboru rosyjskiego przebiegała tuż za toruńskimi rogatkami. Klienci z Kongresówki byli bardzo istotni, ze względu na nich właściciele sklepów, w tym również Moritz Leiser, zabiegali o to, aby składy mogły być czynne do późnego wieczora, ponieważ goście zagraniczni przyjeżdżali do Torunia na ogół po godz. 17.

Czego szukali w Toruniu rosyjscy śledczy?

W październiku 1902 roku w Toruniu pojawili się również dwaj goście z Warszawy, ale oni raczej do domu towarowego nie zaglądali. Prokurator Rozen i sędzia śledczy Groliński przybyli, aby przesłuchać siedzącego w więzieniu toruńskiego litografa Ottona Feyerabenda, członka międzynarodowej grupy fałszerzy rosyjskich banknotów i innych papierów wartościowych. O rozbiciu szajki oraz jej „twórczości”, która m.in. wywołała spore zamieszanie na petersburskiej giełdzie, pisaliśmy kilka tygodni temu.

A co tam się działo na Mokrem? Wrażenia związane z wmurowaniem kamienia węgielnego pod wieżę ciśnień na Dębowej Górze, albo zorganizowana z tej okazji uczta najwyraźniej zaszkodziły wójtowi Falkenbergowi, który ciężko zaniemógł. Życie jednak toczyło się dalej. Prasa poinformowała, że budowa gazowni powinna się zakończyć 1 grudnia. Budowniczy Adolf Teufel, który w Toruniu wybudował m.in. kościół garnizonowy, budynek sądu przy Fosie Staromiejskiej oraz kamienicę na rogu ul. Mickiewicza i Konopnickiej, najwyraźniej uporał się również z rozbudową szkoły na Mokrem. Przetarg na budowę nowych obiektów Teufel wygrał we wrześniu 1901 roku, proponując za swoje usługi 46,5 tys. marek. W październiku roku 1902 „Gazeta Toruńska” poinformowała, że rejencja kwidzyńska przekazała na wyposażenie szkoły 9.000 marek. Podtoruńska gmina mogła zatem śmiało patrzeć w przyszłość, chociaż 20 października 1902 roku nad Mokrem zaczęły się kłębić gęste chmury dymu.

„W poniedziałek wieczorem koło godz. 9 wieczorem wszczął się pożar w warsztatach tartaku Sopparta – relacjonowała „Gazeta Toruńska”. - Płomienie ogarnęły główny budynek z maszynami i zamieniły go w przecięciowo krótkim czasie w perzynę. Straże pożarne, toruńska i mokrzańska ograniczyły pożar do godz. 11, zgliszcza tliły się do rana. Tłumienie pożaru było o tyle ułatwione, że tartak położony jest nad strugą, utrudnione zaś, bo leży nad drogą polną, nie żwirówką. Aresztowano przy pożarze gapia za hałasowanie. Szkoda wyrządzona przez pożar wynosi przeszło 50.000 mk. Pogorzelec był oczywiście ubezpieczony. Przez co pożar wybuchł, nie odkryto dotychczas”.

Tartak znanego toruńskiego budowniczego Georga Sopparta znajdował się przy obecnej ul. Wojska Polskiego, niedaleko skrzyżowania z ul. Chrobrego. Został odbudowany, przetrwał do połowy XX wieku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Toruń. Jak długo walczyła straż z pożarem tartaku nad Bachą? Kiedy u Leisera pierwszy raz zadzwonił telefon? - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie