Małgorzata Szlachetka

Wybitny kronikarz na Zamku Lubelskim

Jan Długosz na reprodukcja obrazu Antoniego Gramatyki Fot. Wikimedia Commons Jan Długosz na reprodukcja obrazu Antoniego Gramatyki
Małgorzata Szlachetka

Jan Długosz w Lublinie spędził blisko trzy lata. Na Zamku uczył królewskich synów, a w ratuszu rozsądzał mieszczańskie spory. I cały czas pisał kroniki

Taki Zamek Lubelski, jaki był w drugiej połowie XV wieku, nie zachował się do naszych czasów. Stał na wzgórzu między rozlanymi wodami Bystrzycy i Czechówki i Wielkiego Stawu Królewskiego.

„Długi ciąg muru obronnego, opasującego wzgórze zamkowe od północy, przerwany był masywną czworoboczną basztą (...)" - pisał Henryk Gawarecki w tomie „O dawnym Lublinie".

Relikty wspomnianej baszty możemy oglądać do dnia dzisiejszego. Są widoczne od strony alei Tysiąclecia. W tym czasie także Lublin był już od dawna otoczony murami miejskimi. Zostały wzniesione za czasów Kazimierza Wielkiego. Impulsem do tej decyzji było zniszczenie miasta w czasie najazdu tatarskiego z 1341 roku.

Miasto epoki Jagiellonów

Zamek w Lublinie był tylko czasową rezydencją królewską. Bywało, że orszak królewski zatrzymywał się w naszym mieście po drodze ze stolicy w Krakowie na Litwę. Co ważne, przez Lublin prowadził trakt ruski. Już Władysław Jagiełło nadał miastu przywilej prawa składu: oznaczało to, że każdy z kupców przejeżdżających przez Lublin musiał się tutaj zatrzymać na okres ośmiu dni i wystawić swój towar.

Na rozkaz Władysława Jagiełły ściany gotyckiej Kaplicy Trójcy Świętej zostały pokryte pięknymi freskami bizantyjsko-ruskimi. Kazimierz - najmłodszy syn Władysława i przyszły król Polski - także musiał się modlić w tak ozdobionym wnętrzu.

Po nakreśleniu tego tła, przyjrzyjmy się teraz lubelskim wątkom biografii Jana Długosza, ważnego człowieka swojej epoki i najwybitniejszego kronikarza w dziejach Polski. Jan Długosz, absolwent Akademii Krakowskiej, kanonik krakowski, historyk i kronikarz. Przez ponad 20 lat pozostawał w służbie u biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego. Formalnie pracował w kancelarii, ale można go nazwać osobistym sekretarzem biskupa. Oleśnicki miał do niego duże zaufanie, skoro powierzył Długoszowi zarządzanie biskupim majątkiem.

Długosz bywał w Lublinie i na Lubelszczyźnie właśnie jako członek świty biskupa Oleśnickiego. Nie były to jednak pobyty długie. Ten etap kariery duchownego skończył się w 1455 roku, wraz ze śmiercią biskupa. „Był już wówczas dobrze znany w całej Polsce, ceniono jego wszechstronną wiedzę historyczną i dobrą znajomość spraw bieżących, miał też opinię doświadczonego i zręcznego dyplomaty" - pisze Piotr Dymmel w artykule „Związki Jana Długosza z Lublinem".

Nic więc dziwnego, że Jan Długosz został przyjęty na dwór króla Kazimierza Jagiellończyka. Władca powierzył mu nawet w 1464 roku prowadzenie negocjacji o pokój z zakonem krzyżackim. Wyrazem jeszcze większego zaufania było nadanie kronikarzowi funkcji „wychowawcy i nauczyciela" królewskich synów: Kazimierza, Jana Olbrachta i Aleksandra.

Królewicze z Długoszem przyjechali do naszego miasta w listopadzie 1473 roku. Piotr Dymmel pisze, że wywiezienie dzieci królewskich do Lublina mogło wynikać z aktualnej sytuacji politycznej, czyli mieć związek z zaangażowaniem się Kazimierza Jagiellończyka w walkę o czeską koronę, która przerodziła się w wieloletni konflikt. Król Polski poparł kandydaturę swojego syna Władysława, wysuniętą przez husytów.

Katolicka szlachta w Czechach na króla chciała z kolei Marcina Korwina. Pobyt synów królewskich w Lublinie potwierdził poseł wenecki Ambroży Contarini, który przybył do naszego miasta 19 kwietnia 1474 roku. Pisał, że synowie króla „mieszkali tam na zamku z bardzo światłym nauczycielem, który ich wychowywał". Nazwisko Długosza nie padło, ale można przypuszczać, że chodzi właśnie o niego.

Złoty pierścień

Długosz na pewno nie był postacią anonimową. Mieszczanie lubelscy chętnie korzystali z jego obecności. Kanonik zgadzał się na rozstrzyganie przez Długosza sądowych sporów. W pierwszą z takich spraw kronikarz zaangażował się już w miesiącu swojego przyjazdu do Lublina.

Niekiedy były to spory poważne, jak wtedy, gdy trzeba było wydać wyrok w sprawie mieszczanie lubelscy kontra klasztor Brygidek. Chodziło o rozstrzygnięcie, kto ma prawo do terenów leżących nad Bystrzycą. Przeor klasztoru złożył skargę na rajców lubelskich do króla, oskarżając ich, że bezprawnie zajęli grunty przyznane klasztorowi na mocy przywileju wydanego przez Władysława Jagiełłę. Długosz był jednym z rozjemców. Ostatecznie sprawę wygrali lubelscy mieszczanie. Innym razem chodziło o zażegnanie prywatnego konfliktu, na przykład między Jadwigą, wdową po Macieju Kuninodze, a Stefanem Szczepanowiczem. Poszło o złoty pierścień.

Długosz nie zaniedbywał pracy historyka. W Lublinie skończył „Katalog biskupów gnieźnieńskich". Nadal pracował też nad dziełem swojego życia, „Rocznikami, czyli kronikami słynnego Królestwa Polskiego". Z Lublina wysyłał też listy do Sandomierza, pilnując postępów budowy siedziby dla mansjonarzy. Ceglany budynek istnieje do dziś i funkcjonuje pod nazwą Domu Jana Długosza.

W mieście nad Bystrzycą spędził blisko trzy lata, z krótkimi przerwami na wyjazdy do Krakowa, gdzie ciągle miał przecież wiele obowiązków. Na stałe do stolicy wrócił dopiero we wrześniu 1476 roku.

Jan Długosz o Lublinie

W Księdze uposażeń diecezji krakowskiej kronikarz odnotował fundację kościoła i klasztoru Dominikanów w Lublinie. Pisał też o historii relikwii Krzyża Świętego czy o fundacji kościoła brygidkowskiego i powstaniu województwa lubelskiego. Długosz pod datą 1452 odnotowuje też opowieść o wydarzeniu, którą mógł usłyszeć po przyjeździe do Lublina. Chodzi o historię cudownego ocalenia Stanisława vel Iwanka, który miał być skazany na śmierć za morderstwo, jakiego nie popełnił. Musiała się za nim wstawić siła wyższa, skoro kat trzy razy uderzał mieczem, a skazanemu nie działa się krzywda. Gapie widząc to, doprowadzili do uwolnienia Stanisława.

Polacy doceniają słynnego dziejopisarza. Obecnie koń¬czy się rok Jana Długosza, ustanowiony w 600. rocznicę urodzin ojca polskiej historiografii i heraldyki.

Korzystałam z artykułu autorstwa Piotra Dymmela „Związki Jana Długosza z Lublinem". Grafiki pochodzą ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

Małgorzata Szlachetka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.