Marek Orciuch

Zachwycał się nią Julian Tuwim

W cygańskim taborze rzadkością było, by ktoś umiał czytać. Papusza nie znalazła zrozumienia wśród pobratymców... Fot. Jolanta Młodecka/Gazeta Pomorska W cygańskim taborze rzadkością było, by ktoś umiał czytać. Papusza nie znalazła zrozumienia wśród pobratymców...
Marek Orciuch

Najsłynniejsza poetka polskich Romów doczekała się kolejnej filmowej biografii

W cygańskim taborze rzadkością było, by ktoś umiał czytać. Papusza nie znalazła zrozumienia wśród pobratymców...
Materiały prasowe dystrybutora filmu "Papusza” w reżyserii Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze to kolejny obraz o artystach nietuzinkowych. Przypomnijmy, że w 2004 roku na ekrany wszedł "Mój Nikifor” Krzysztofa Krauze, opowiadający o Nikiforze Krynickim, jednym z wybitniejszych malarzy – prymitywistów. Tym razem romską poetkę zagrała Jowita Budnik.

"Papusza" w reżyserii Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze to kolejny obraz o artystach nietuzinkowych. Przypomnijmy, że w 2004 roku na ekrany wszedł "Mój Nikifor" Krzysztofa Krauze, opowiadający o Nikiforze Krynickim, jednym z wybitniejszych malarzy - prymitywistów.
Tym razem romską poetkę zagrała Jowita Budnik.
(fot. Materiały prasowe dystrybutora filmu)

Papusza to imię nadane poetce przez matkę i oznacza lalkę, w rzeczywistości nazywała się Bronisława Wajs. Została wydana za starszego od siebie o 25 lat Dionizego Wajsa kiedy sama miała zaledwie 16 lat. W życiu wykazała się wielkim uporem - chciała nauczyć się czytać i pisać, i opanowała tą sztukę samodzielnie. 12-letnia dziewczynka uczyła się alfabetu od innych dzieci i znajomej Żydówki, w końcu zapisała się nawet do biblioteki.

Nie ma pewności co do daty narodzin Papuszy, podaje się ich kilka - 17 sierpnia 1908 lub 10 maja 1910, a nawet 1909 rok. Miejsce, gdzie przyszła na świat też budzi wątpliwości. Prawdopodobnie był to Lublin, ale niewykluczone, że narodziła się w taborze, gdzieś na Wołyniu. Lata dzieciństwa i młodości spędziła w wozach cygańskich. To był szczęśliwy okres jej życia - było dostatnio, a młoda dziewczyna tańczyła i śpiewała przy ogniskach.

Ten świat zniknął w 1939 roku. W okresie II wojny światowej cudem przeżyła wraz z bliskimi, ukrywając się w lasach na Wołyniu, był to bardzo dramatyczny okres jej życia. Wędrowała jeszcze do 1954 roku, potem osiadła w Gorzowie Wielkopolskim.

W cygańskim taborze rzadkością było, by ktoś umiał czytać. Papusza nie znalazła zrozumienia wśród pobratymców...
Krzysztof Tomicz/Gazeta Lubuska Poetka uhonorowana została pomnikiem z brązu, który stanął w centrum Gorzowa

Poetka uhonorowana została pomnikiem z brązu, który stanął w centrum Gorzowa
(fot. Krzysztof Tomicz/Gazeta Lubuska)

Prawdziwy przełom w jej życiu nastąpił, kiedy do taboru dołączył w latach 40. Jerzy Ficowski. Ukrywał się wtedy przed komunistyczną władzą, a lata spędzone w taborach pozwoliły mu odkryć romską poetkę. Zainteresował się drobną kobietą o ciemnych oczach, o której mówiono, że pisze cygańskie pieśni.

Zostali przyjaciółmi. Ficowski zachęcał Papuszę, aby zapisywała swoje wiersze. Ona sama improwizowała, nie notowała swojej twórczości. Ficowski opowiedział o nieznanej romskiej poetce Julianowi Tuwimowi, a ten postarał się o publikację wierszy. Papusza zadebiutowała w 1951 roku na łamach "Nowej Kultury". Pisała w języku romskim, jej wiersze tłumaczył na polski Ficowski.

Bronisława Wajs żyła na rozdrożu. Z jednej strony była ciekawa ludzi, także spoza swego kręgu kulturowego, stąd znajomość z Ficowskim. Z drugiej bała się odrzucenia przez własne środowisko. Sama niechętnie mówiła o sobie, że jest poetką. Nie wierzyła, że jej wiersze są wartościowe.

Kiedy miała otrzymać państwowe stypendium, nie chciała go przyjąć, myślała, że to pożyczka, której nie będzie w stanie oddać. Nie była bogata, kiedy miała jakikolwiek grosz dzieliła się nim z innymi. Posiadała swój system wartości, w którym przyjmowanie nagród było niezgodne z jej zasadami. Trudno jej było pojąć, że można otrzymywać pieniądze za kilka wierszy.

- Do niedawna pojęcie poety nie istniało wśród Romów - komentuje Stanisław Stankiewicz, prezydent Międzynarodowej Unii Romów. - Natomiast zawsze w naszej społeczności człowiek starał się mówić jak najpiękniej. Zgodnie z powiedzeniem "Uważaj, aby język nie uciął ci głowy". To jak mówisz i co mówisz świadczy o tobie, możesz zyskać w oczach innych lub stracić. Język romski jest rytmiczny, dźwięczny, poetycki, można w nim tworzyć wiersze, czy pieśni. Tylko nikt dawniej tego nie notował, uważano, to za coś naturalnego.

Poezja - jej wielka pasja stała się jednocześnie jej problemem. Zawsze wyróżniała się w swoim środowisku, czytała, pisała. Jednak kiedy zaczęła kontaktować się z polskimi poetami (korespondowała z Tuwimem), a jej wiersze drukowano po polsku nie było to do końca zrozumiane przez społeczność romską.

- Trzeba pamiętać o kontekście historycznym, w jakim tworzyła Papusza - mówi Stanisław Stankiewicz. - Były to lata 50. i 60., okres PRL, kiedy władze zaczęły ograniczać wolność Romów. Milicja kontrolowała tabory, chciano zmusić naszą społeczność do porzucenia dotychczasowego trybu życia. Samych Romów nikt nie pytał czy tego chcą. W tę politykę próbowano wplatać Papuszę, jako ludową poetkę. I to bez jej wiedzy.

Tej polityki też nie rozumiało jej środowisko, stąd nieporozumienia. Papusza w pewnym momencie zauważyła, że chce się ją wykorzystać do celów politycznych i zaczęła się dystansować, na przykład od Związku Literatów Polskich, do którego ją przyjęto, trochę wbrew jej woli.

Jak dodaje działacz Międzynarodowej Unii Romów błędy popełnił także Jerzy Ficowski.

- Pomagał Papuszy, ale przedobrzył - wyjaśnia Stanisław Stankiewicz. - Jego problemem było to, że uważał, iż świetnie zna Romów, a tak do końca nie było. Chciał wypromować Papuszę, ale ani ona, ani jej środowisko nie było na to gotowe. Ficowski po latach zrozumiał swoje błędy i przeprosił za nie Romów na kartach swojej książki.

W cygańskim taborze rzadkością było, by ktoś umiał czytać. Papusza nie znalazła zrozumienia wśród pobratymców...
Archiwum Prywatne życie nie przyniosło Papuszy tyle satysfakcji, co poezja...

Prywatne życie nie przyniosło Papuszy tyle satysfakcji, co poezja...
(fot. Archiwum)

Papusza wraz z rodziną odeszła z taboru, zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim (dzisiaj centrum miasta zdobi jej pomnik), potem w Żaganiu. Jednak do końca życia przeszłość idealizowała, to było jej życie z którego została wbrew sobie, ale za swoją przyczyną wyrwana. Do ostatnich dni tęskniła za przyrodą i taborami. Jej prywatne życie nie było szczęśliwe.

Małżeństwo ze starszym o ćwierć wieku mężczyzną trudno uznać za udane. Nie miała własnych dzieci, adoptowała syna, romskiego sierotę. Zmagała się z chorobą psychiczną, trafiała na leczenie do szpitala. Z biegiem czasu straciła polskich przyjaciół. Jej literacki opiekun Julian Tuwim zmarł w 1953 roku. Potem zerwała znajomość z Jerzym Ficowskim. W latach 70. zmarł mąż i została sama. Od czasu do czasu odwiedzali ją dziennikarze, a dwukrotnie zajrzał Edward Stachura, zauroczony jej poezją. Odchodziła w samotności, wciąż wspominając tabory i ukochaną przyrodę towarzyszącą w drodze Romom.

- Papusza pisząc była dzieckiem natury, w jej wierszach dobrze to widać - ocenia Stanisław Stankiewicz. - Pisała je z wrażliwością na piękno otaczającej ją przyrody. To charakterystyczne dla Romów z taborów. Otaczający ich świat - lasy, rzeki, łąki był ich domem. Zresztą samo pisanie było dla niej dowartościowaniem. Mało kto w tamtych latach czytał i pisał w taborach.

MAREK ORCIUCH, Kurier Poranny

Marek Orciuch

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.