Marek Jaszczyński

Czy to kielich księdza Lamperta?

W kaplicy Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II znajduje się kielich, z którego mógł korzystać szczeciński błogosławiony ks. Carl Lampert. Fot. Głos Dziennik Pomorza W kaplicy Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II znajduje się kielich, z którego mógł korzystać szczeciński błogosławiony ks. Carl Lampert.
Marek Jaszczyński

13 listopada 1944 na gilotynie w Halle straceni zostali za rzekome szpiegostwo trzej księża ze Szczecina. Wśród nich błogosławiony Karol Lampert

To kielich mszalny, który pochodzi ze szpitala Świętego Karola Boromeusza. W latach drugiej wojny światowej swoją posługę sprawował tu ksiądz Lampert.
- Kielich znajdował się u księdza kanonika Henryka Świerkowskiego, kapelana szpitalnego, proboszcza w Skolwinie - mówi ks. Andrzej Dymer, dyrektor Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II.

- W czasie spotkania z księdzem zauważyłem uszkodzony kielich. Okazało się, że podarowała go księdzu Świerkowskiemu jedna z parafianek, której syn pracował przy remoncie szpitala. Kielich pochodzi z czasów Błogosławionego Carla Lamperta, który otrzymał nakaz przyjazdu do szpitala, gdzie w placówce sióstr boromeuszek był kapelanem. Mieszkał tu i pracował od 16 sierpnia 1941 roku do 4 lutego 1943 roku, prawdopodobnie korzystał również z tego kielicha.

Karol Lampert był austriackim, a później również niemieckim księdzem rzymskokatolickim, doktorem prawa kanonicznego, przeciwnikiem narodowego socjalizmu.
(fot. Wikimedia Commons)

Prałat Carl Lampert, dawny wikariusz generalny diecezji w austriackim Innsbrucku, trafił do Szczecina na zesłanie za swoją niepokorną postawę wobec władz. Był więziony w obozach w Sachsenhausen i w Dachau. W parafii św. Jana Chrzciciela spotkał się z ojcem oblatem Friedrichem Lorenzem i księdzem Herbertem Simoleitem.

Ojciec Lorenz w 1931 roku trafił do Żelechowej. Zamieszkał w domu zakonnym przy parafii Matki Bożej. W początkach wojny służył jako kapelan. W listopadzie 1942 r. powierzono mu prace wikarego w parafii p.w. św. Jana Chrzciciela w centrum miasta. Zamieszkał na plebanii wraz z ks. Herbertem Simoleitem. Ich częstym gościem był prałat Karl Lampert.

Ks. Simoleit zainicjował tzw. "Mittwochskreis" czyli "Krąg Środowy", tak nazywano cykl spotkań środowych z żołnierzami przebywającymi na urlopie. W czasie tych spotkań rozmawiano o sytuacji na frontach, o zbrodniach popełnionych przez SS. Nikt nie podejrzewał, że w kręgu tylu zaufanych ludzi może się znaleźć szpicel.
Inżynier Georg Hagen, bo o nim mowa, cieszył się powszechnym zaufaniem wśród uczestników środowych spotkań.

Po każdym z takich spotkań sporządzał szczegółowe raporty dla Gestapo (tajnej policji państwowej). Przyczynił się do aresztowania co najmniej 40 osób, siedem spośród nich otrzymało wyroki śmierci.

Naziści uderzyli w lutym 1943 roku. Rozpoczęła się akcja pod kryptonimem "Fall Stettin" ("Przypadek Szczecin"). W nocy z 4 na 5 lutego 1943 r. Gestapo aresztowało ponad 40 osób ze Szczecina i okolicy, w tym 14 kapłanów. Wśród aresztowanych byli także ks. prałat Lampert, ks. Simoleit i o. Lorenz. Była to akcja wymierzona w Kościół katolicki. Gestapo zajęło się też rozpowszechnianiem wieści jakoby księża na wieży kościoła św. Jana Chrzciciela zainstalowali tajną radiostację, za pomocą której przekazywali do Londynu informacje.

Początkowo duchownych więziono w Szczecinie, poddając ich bezwzględnym przesłuchaniom. Potem, w grudniu 1943 roku, przewieziono ich do Halle, gdzie miał swoją siedzibę Najwyższy Sąd Wojenny. Po zamachu na Hitlera w lipcu 1944 r. wyroki wydawane w procesach stały się bezkompromisowe. Księżom zarzucono słuchanie wrogich transmisji radiowych, faworyzowanie wroga i podważanie wojskowego morale, a nawet próbę szpiegostwa.

Był 13 listopada 1944 roku. Trzej kapłani znaleźli się w celi straceń. Następnie zostali ścięci na gilotynie w więzieniu, w Halle an der Salle (Saksonia Anhalt). Pochowano ich na cmentarzu przy kościele św. Gertrudy w Halle.

W kaplicy Instytutu Medycznego znajdują się także relikwie. To spopielone prochy ks. Lamperta. Dwa lata po śmierci urna z prochami trafiła do rodzinnego Gófis.

MAREK JASZCZYŃSKI, Głos Dziennik Pomorza

Marek Jaszczyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.