Dziwadła i oryginały. Dariusz Pawłowski o nowym numerze "Naszej Historii"

Czytaj dalej
Dariusz Pawłowski

Dziwadła i oryginały. Dariusz Pawłowski o nowym numerze "Naszej Historii"

Dariusz Pawłowski

Sensacje i sensacyjki - im bardziej dziwne i bzdurne tym lepiej - zawsze wzbudzały zainteresowanie wielu. Utrudniało to jednak dostrzeganie istoty spraw poważnych.

Olbrzym przegryzający łańcuchy, koza o dwóch głowach, potwór w podmiejskim jeziorze, kobieta z trzema piersiami, wąż w kanalizacji, krokodyl na ulicy - sensacje nie pojawiły się wraz z wynalezieniem gazet i ich rozwojem. Media „jedynie” ułatwiły ich rozpowszechnianie na niespotykaną wcześniej skalę. Aż w końcu w ich kreowaniu i dystrybuowaniu zaczęły się prześcigać. Ludzie, albo używając innego określenia - masy, zawsze były sensacją zainteresowane, istniała i istnieje nawet zasada, że im dziwniej, tym lepiej. W natłoku tego rodzaju opowieści łatwo się jednak rozproszyć i przestać dostrzegać istotę spraw, rozumieć hierarchę ważności. Dla niektórych zjawisk i ich inicjatorów to bardzo wygodne.

W tym numerze „Naszej Historii” przypominamy kilka sensacji, którymi żyła Łódź i nasz region w okresie międzywojennym. Dziś niektóre z nich wydają się nawet zabawne i wywołują inne emocje. Bo przecież olbrzyma Grabowskiego, liczącego sobie dwa metry i dwadzieścia pięć centymetrów wzrostu uznalibyśmy dziś raczej za doskonałego kandydata do reprezentacji koszykarzy, niż dziwaka. Gdyby Grabowskiemu się w tej dziedzinie powiodło, byłby narodowym bohaterem, w dodatku zamożnym. A o jego upodobaniach kulinarnych czytalibyśmy nie w brukowcach, ale w kolorowych, luksusowych pismach. Siłacz z Bałut kojarzyłby się niebezpiecznie, ale i jego pewnie nie wysyłalibyśmy do cyrku, by przegryzał łańcuchy. Szarlatani przenieśli się do polityki i przedsięwzięć wykorzystujących fundusze publiczne, a stuletnich starców miewamy dziś całe wyspy i wsie. Z biegiem lat wyprodukowaliśmy sobie własne sensacje, niektóre z nich poukrywaliśmy nawet w teczkach. Mediom z pomocą przyszedł zaś film, który okazał się fenomenalnym nośnikiem sensacji i spisków na skalę światową - wystarczy przywołać stek bzdur zawartych w „Kodzie da Vinci”. Łatwo to obalić, ale przecież jest to zrobione tak, że ogląda się znakomicie i można dać się wciągnąć na tyle, iż pojawi się myśl: a może?...

Sensacje stały się rozrywką, sposobem na oderwanie się od zwykle trudnej rzeczywistości, ucieczką od własnego życia, które nierzadko jawi nam się jako przeciętne. Zawładnęły mediami, dla niektórych stały się specjalnością, a nadające przez całą dobę telewizje zmuszone zostały do tworzenia sensacji nawet z porzuconego w trawie kubka po kawie. Do poziomu rozpaczy podniósł sensacje internet, który ujednolicił i sprowadził do jednego poziomu mędrców, głupców i szaleńców. Nawet sama sensacja zaczęła zatracać swoje znaczenie, coś zaskakującego i niespodziewanego zastępuje ujawnianie faktów wstydliwych. W wylewaniu ogromu informacji, przez profesjonalistów i amatorów, niełatwo o refleksję i chwilę namysłu. A bez tego trzeba wysiłku, by odróżnić bzdurę od prawdy - tym bardziej, że tych pierwszych mamy dużo więcej.

Tymczasem nie w tym leży moc międzyludzkiej komunikacji i funkcjonowania mediów. Sam Napoleon Bonaparte wskazywał, że bardziej boi się trzech gazet niż trzech tysięcy bagnetów. Media ukuły również powiedzenie, że zła wiadomość, to dobra wiadomość, bo wywołuje większe zainteresowanie, a co za tym idzie - większe wpływy do kasy. Warto dostrzec, że nasza miłość do sensacji bywa wykorzystywana. Ogłupieni telewizyjnym tańcem na każdym podłożu, nabuzowani wyostrzonymi informacjami wkręcamy się coraz bardziej w podziały, dajemy się mamić stosowanym przez polityków barwnym makijażem rzeczywistości, a nie jej rzeczywistymi problemami i proponowanymi możliwościami zmian. Przestajemy odróżniać dziwadło od oryginału, istotę od marginesu. Ostrożnie z tym. Europa spierając się o dietę olbrzymów i intymne życie gwiazd nie zauważyła, kiedy nadeszła wojna...

Dariusz Pawłowski, kierownik Działu Kultury "Dziennika Łódzkiego"
mail: d.pawlowski@dziennik.lodz.pl

Sprawdź, o czym przeczytasz w nowym numerze "Naszej Historii":

Thatcher. Premier prostych prawd

Obecna premier Theresa May jest drugą kobietą, która stoi na czele brytyjskiego rządu. Musi się zmierzyć z mitem swojej wielkiej poprzedniczki Margaret Thatcher. Czytaj cały artykuł...

Córka Stalina. Swietłana wolała, aby jej ojciec był stolarzem

Swietłana Alliłujewa była ukochanym dzieckiem ojca, ale na niewiele jej się to zdało. Jej życie było pasmem problemów, dramatów i złych wyborów - od najmłodszych lat do śmierci. Czytaj cały artykuł...

Najlepszy film o Bondzie? Ranking „The Times”

Nie było łatwo, rywalizacja była bardzo zacięta, ale ostateczne decyzje zapadły. Już wiemy, który film o przygodach agenta 007 był najlepszy, a który najgorszy. Ranking „The Times”. Czytaj cały artykuł...

Dziwadła i oryginały. Dariusz Pawłowski o nowym numerze "Naszej Historii"
NAC Absolwenci kursu oficerskiego przeprowadzonego przez sowieckich instruktorów. W środkowym rzędzie, pierwszy z lewej, Antoni Chrost.

Dobry dywersant i kiepski ubek. Polak, który zainspirował Hemingwaya

Wszystko wskazuje na to, że fanatyczny polski komunista był pierwowzorem postaci Roberta Jordana z „Komu bije dzwon”. Oto nietuzinkowy życiorys Antoniego Chrosta. Czytaj cały artykuł...

Październik 1956. Chruszczow bardziej skuteczny niż czołgi

Jesienią 1956 r. Polska była miejscem radzieckiej interwencji - to fakt bezsporny. Historycy spekulują jednak, kto ostatecznie stał za decyzją o nagłym wstrzymaniu inwazji: Gomułka, Chruszczow, a może komunistyczne Chiny towarzysza Mao? Czytaj cały artykuł...

Miejskie legendy. Dlaczego tak chętnie w nie wierzymy?

Kiedyś straszono dzieci czarną wołgą. Z czasem stała się ona czarną karetką. A dziś czarnym BMW. Pojawiały się pogłoski o rozdawaniu zatrutej gumy do żucia albo cukierków z domieszką LSD. Czytaj cały artykuł...

Dziwadła i oryginały. Dariusz Pawłowski o nowym numerze "Naszej Historii"
archiwum Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi Łódź miała stać się wzorowym, niemieckim miastem...

Kiedy Łódź była Litzmannstadt...

9 listopada, w 16. rocznicę nieudanego puczu w Monachium, Łódź zostaje wcielona do III Rzeszy. Staje się częścią Kraju Warty, który ma być wzorcową, niemiecką prowincją. Czytaj cały artykuł...

Dariusz Pawłowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.