Jakub Szczepański

Grupa „D”. Esbeccy mordercy

Proces morderców ks. Jerzego Popiełuszki. Toruń, 1984 r. Fot. WOJTEK LASKI / EAST NEWS Proces morderców ks. Jerzego Popiełuszki. Toruń, 1984 r.
Jakub Szczepański

Kodowa nazwa głęboko ukrytej w strukturach SB grupy „D” to skrót od „dezintegracja”. Esbecy z grupy „D” porywali, torturowali i mordowali księży oraz opozycjonistów

Zaciśnięta pięść umazana szlamem, na przegubie kawałek sznurka. Pośmiertne fotografie ks. Jerzego Popiełuszki z czasem stały się symbolem walki Polski Ludowej z Kościołem katolickim. I chociaż do zbrodni, której ofiarą padł jeden z najsłynniejszych duszpasterzy Solidarności, doszło w roku 1984, to reżim nie odpuszczał aż do końca PRL.

Nie bez kozery mówi się o okrytym złą sławą „komandzie śmierci” działającym nawet, gdy komunistyczna władza wydawała z siebie ostatnie tchnienie. Tylko w 1989 r., w przeddzień rozmów Okrągłego Stołu, w niewyjaśnionych okolicznościach zginęło trzech księży. Staruszek z przetrąconym kręgosłupem, młody chłopak uduszony czadem. No i człowiek, niemalże abstynent, który „zapił się na śmierć”! Trudno tu mówić o przypadku.

Proces morderców ks. Jerzego Popiełuszki. Toruń, 1984 r.
WOJTEK LASKI / EAST NEWS ks. Jerzy Popiełuszko

Polscy komuniści od początku sprawowania władzy w Polsce postawili sobie za cel likwidację kleru. Kluczową postacią w procederze prześladowania duchownych i wzorem dla wielu esbeków z pewnością była kobieta nazywana „Krwawą Luną”. Chodzi o Julię Brystygierową, doktor filozofii, o losach której Ryszard Bugajski nakręcił film „Zaćma”. Doskonale wykształcona, a jednocześnie zadeklarowana komunistka, została pierwszym katem największego związku wyznaniowego w kraju. Podobno nie mordowała jednak własnymi rękami.

- [Departament V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - red.] nie miał charakteru śledczego, lecz operacyjny. Pracownicy, których nadzorowała i za których działania odpowiadała, mieli więc „tylko” rozpracowywać, aresztować i wstępnie przesłuchiwać podejrzanych - powiedziała „Gazecie Wyborczej” Patrycja Bukalska, autorka biografii „Krwawa Luna”.

Bez śladu

Jedno jest pewne: czerwoni oprawcy znad Wisły garściami czerpali od swoich kolegów Sowietów. Byli też przez nich kontrolowani. Tylko w latach 1945-1953 37 kapłanów diecezjalnych zmarło w wyniku działań aparatu bezpieki. 350 zesłano, 700 uwięziono, a 900 wypędzono. Zresztą zgonów księży pomordowanych i w latach 80. nigdy nie udało się do końca wyjaśnić. Żeby dojść do takiej precyzji, oprawcy musieli się doskonale przygotować. I robili to do końca PRL, w Departamencie IV MSW.

Zgodnie z regulaminem wewnętrznym zajmował się on „zapobieganiem, rozpracowywaniem, wykrywaniem i zwalczaniem wrogiej politycznie, ideologicznie i społecznie działalności Kościoła rzymskokatolickiego, zakonów oraz świeckich stowarzyszeń katolickich”. Najlepsi z najlepszych - jeżeli można tak mówić o bandytach i okrutnych mordercach - działali w samodzielnej grupie „D”. Powołano ją do życia 19 listopada 1973 r. Pierwszym szefem został Zenon Płatek, oskarżany później o sprawstwo kierownicze w sprawie zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki.

Osądzenie, weryfikacja, a przede wszystkim wskazanie metod stosowanych przez grupę „D” nie należy do łatwych z kilku powodów: była tak tajna, że niewiele wiedzieli o niej inni esbecy, a poza tym na bieżąco niszczono dokumenty, które w przyszłości mogłyby kompromitować działania jednostki. Zachowały się jedynie szczątkowe informacje, przydatne były także zeznania świadków z postępowań przygotowawczych prowadzonych w latach 90. Wiadomo, że doskonale zorientowani w działaniach morderców byli za to komuniści u sterów MSW.

Proces morderców ks. Jerzego Popiełuszki. Toruń, 1984 r.
A. DZIEWANOWSKI/polskapress Waldemar Chrostowski, kierowca ks. Popiełuszki i świadek w procesie jego morderców

Pojenie ofiar wódką, pobicia, podrzucanie kompromitujących materiałów, m.in. pornografii czy pamiętników, preparowanie wywiadów prasowych, stworzenie własnych mediów „katolickich”, ścisła kontrola korespondencji, sieć kapusiów, podsłuchy, prowokacje, okaleczenia czy morderstwa - wszystkie te działania były chlebem powszednim grupy „D”. Jak wielu funkcjonariuszy liczyła? Tylko w warszawskiej centrali, w różnych okresach, pracowało w niej około 30 osób. Wiele światła na działalność esbeków z grupy „D” Departamentu IV MSW rzuca raport Katolickiej Agencji Informacyjnej, który publikowano w lipcu 2006 r.

Pozostało jeszcze 77% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Jakub Szczepański

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.