Kluczbork był bastionem niemieckości

Czytaj dalej
Fot. Muzeum im. Jana Dzierżona
Mirosław Dragon

Kluczbork był bastionem niemieckości

Mirosław Dragon

Na początku XX wieku kluczborczanie w większości byli konserwatywni i nacjonalistyczni. Do Kreuzburga przyjechał nawet niemiecki kajzer

Opis Kluczborka na początku XX wieku znamy dzięki Walterowi Weinlaubowi, żydowskiemu aktorowi i reżyserowi, który u schyłku życia napisał autobiografię pt. „Von Kreuzburg bis Hollywood” (Z Kluczborka do Hollywood). Sto lat temu w Kluczborku istniały osobne szkoły dla chłopców i dziewcząt. Te drugie miały wyższy poziom, dlatego zamożne rodziny przemycały do nich także swoich synów. W ten sposób również Walter, syn właścicieli hotelu Weißer Adler, stojącego przy Milchstrasse (dzisiejszej ul. Ściegiennego), trafił wraz z trzema innymi chłopcami do szkoły prowadzonej przez pannę Gernot. Do pierwszej klasy poszedł jako sześciolatek w 1907 roku.

Jak wspominał po latach, była to szkoła przesiąknięta pruskim drylem. Uczniowie na apelach stali na baczność i śpiewali pieśni o wspaniałym kajzerze, który mieszka w Berlinie. Co roku 2 września uczniowie wszystkich szkół maszerowali równym krokiem pod pomnik upamiętniający bitwę pod Sedanem, w której armia pruska pokonał a Francuzów. Kluczbork z początków XX wieku Walter Weinlaub określa jako „bastion niemieckości” (niem. Burg des Deutschtums). Kluczborczanie byli jego zdaniem konserwatywni i nacjonalistyczni. Nacjonalistyczna była też lokalna gazeta „Kreuzburger Nachrichten” (Wiadomości Kluczborskie).

Niemiecki kajzer zjawił się w końcu w Kluczborku osobiście. Przyjechał specjalnym cesarskim pociągiem. Wszystkich uczniów przyprowadzono już o 6.00 rano na kluczborski dworzec kolejowy. Dziatwa miała przywitać władcę pieśnią: „Heil Dir im Siegerkranz, heil Kaiser Dir” (czyli „Chwała Tobie w wieńcu zwycięstwa, chwała Tobie, cesarzu). Dzieci czekały kilka godzin.

Cesarski pociąg przyjechał w końcu o 14.00 i stał na kluczborskim dworcu przez całą godzinę. Orkiestra grała marsza, dzieci wznosiły okrzyki „Hurra!” i śpiewały patriotyczne pieśni. Mimo to kajzer nie wyszedł do nich. Nie pokazał się nawet przy oknie. Mały Walter był tym mocno rozczarowany, na dodatek panna Gernot wpisała mu naganę do dziennika za to, że nie był dość aktywny podczas powitania cesarza. Mimo to Walter Weinlaub (który po ucieczce do USA zmienił nazwisko na Wicclair) uważał Kluczbork swojego dzieciństwa za miasteczko malownicze i idylliczne. Wspominał stojący na środku rynku zespół sześciu dwurzędowych barokowych kamieniczek, nazywanych przez mieszkańców Dwunastoma Apostołami.

Bywał tam często, ponieważ mieszkali w nich w większości żydowscy kupcy. Jeden z nich handlował tam skórkami zajęcy, królików, a nawet... kretów. Jesienią skupował od kluczborskich chłopaków kasztany, płacił po 5 fenigów za worek. Obok był warsztat blacharza, z którego dochodził tak ogromny hałas, że zagłuszał nawet głosy straganiarzy. Nie tylko Dwunastu Apostołów, ale niemal cały kluczborski rynek zamieszkany był przez Żydów. - To dlatego, że Żydzi byli kupcami, nie wolno im było bowiem obejmować stanowisk w urzędach , zarówno państwowych, jak i miejskich - wyjaśniał Walter Weinlaub.

Dwunastu Apostołów spłonęło w pożarze w czerwcu 1925 roku. W lutym 1933 roku bojówkarze z SA brutalnie pobili Waltera Weinlauba w budynku dzisiejszego Kluczborskiego Domu Kultury. Aktor uciekł z Kluczborka. Nigdy już nie wrócił do rodzinnego miasta. Dzięki ucieczce uniknął losu jego rodziców, którzy zostali zamordowani w 1941 roku w obozie koncentracyjnym w Teresinie.

Mirosław Dragon

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.