Na tropie zrabowanych dzieł sztuki

Autorem akwareli "Portret nieznajomej" (z lewej) jest Jan Nepomucen Głowacki. Jest to prawdopodobnie portret żony autora, Marii. Po Autorem akwareli "Portret nieznajomej" (z lewej) jest Jan Nepomucen Głowacki. Jest to prawdopodobnie portret żony autora, Marii. Po prawej "Portret młodzieńca” Rafaela Santi

Dzięki czujności polskiego kolekcjonera malarstwa, udało się namierzyć akwarelę zrabowaną w czasie II wojny światowej pod Birczą

Marek Kabat od lat 90. mieszka w USA. Jest chemikiem, pracuje w dużej firmie farmaceutycznej. Jako nastolatek zbierał autografy, głównie pisarzy. W Ameryce zaraził się pasją kolekcjonowania obrazów.

- Przełomowym wydarzeniem było nawiązanie znajomości z Polakiem, który przez ponad 50 lat kolekcjonował polską sztukę - opowiada.

Bardzo pomocna w jego hobby jest wirtualna sieć. Pozwala szybko dotrzeć do galerii i domów aukcyjnych w różnych częściach świata.

- Poszukiwanie polskich obrazów na rynkach zagranicznych to dla mnie polowanie ze świadomością, że mam wielu konkurentów - twierdzi Kabat.

W ten sposób trafił na akwarelę "Portret nieznanej", namalowany na kości słoniowej. Niewielka, o wymiarach 9,7 na 8 cm. Autorem był Jan Nepomucen Głowacki (1802-1847).

Przypadkowo odnalezione dzieło

Obraz zauważył w internetowym katalogu domu aukcyjnego w Bambergu w Niemczech. Skojarzył, że widział tę akwarelę w publikacji polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Straty wojenne - malarstwo polskie". Szybko ustalił, że obraz zaginął w czasie II wojny światowej z dworu rodziny Janiszewskich w Malawie, małej wsi pod Birczą, w obecnym powiecie przemyskim.

Janiszewscy uciekali z domu we wrześniu 1939 r. Zabrali tylko kilka najcenniejszych eksponatów, które i tak ukradziono im w trakcie przeprawy przez San, na stronę zajętą przez niemieckiego okupanta. Dwór rozszabrowali Sowieci.

O swoim odkryciu Marek Kabat zawiadomił polskie ministerstwo. Aukcja została zablokowana. Czy figurujący na liście dzieł utraconych obraz zostanie odzyskany, jednak nie wiadomo. Właściciel aukcji w Bambergu pokazał fakturę zakupu dzieła w antykwariacie w Wiedniu. Tam z kolei obraz trafił z antykwariatu w Krakowie. A jego właścicielka wyjaśniła, że dostała akwarelę od osoby, która twierdziła, że wyprzedaje rodzinne pamiątki przed wyjazdem do USA.

Polska straciła 70 proc. dorobku kulturalnego

Grabież polskich dzieł sztuki rozpoczęła się już w 1939 r. Kradł zarówno okupant niemiecki, jak i radziecki. Proceder był zaplanowany i zorganizowany. Ile dzieł o mniejszej wartości, które nie były ewidencjonowane, zrabowali szeregowi żołnierze, tego nie dowiemy się nigdy.

Według szacunków, obejmujących tylko dzieła udokumentowane i zagrabione przez Niemców, Polska straciła 2,8 tys. obrazów malarzy europejskich, 11 tys. obrazów malarzy polskich, ponadto 1,5 tys. rzeźb, 15 mln książek, 75 tys. rękopisów, 22 tys. starodruków, 25 tys. zabytkowych map, 300 tys. grafik, 50 tys. rękopisów muzealnych. Łączne straty różnych bibliotek to 22 mln pozycji.

Zaginęło też ponad 5 tys. dzwonów kościelnych. Takie liczby podaje Dariusz Matelski w książce "Polityka Niemiec wobec polskich dóbr kultury w XX wieku". Do tego doliczyć trzeba kradzieże dokonywane przez wojska sowieckie. Według ogólnych szacunków, w czasie II wojny światowej Polska utraciła ponad 70 proc. swojego dziedzictwa kulturowego.

Po dobroci, poprzez sąd albo… media

"Policjantami" od zrabowanych dzieł są pracownicy Wydziału Strat Wojennych, który funkcjonuje w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ich pracę można porównać do policyjnej profesji. Codziennie śledzą aukcje internetowe, oferty domów aukcyjnych, badają fora internetowe. Bywa, że dokumentują kolekcje różnych muzeów w terenie.

Czasami ktoś zgłosi do nich sprawę, jak było w przypadku Marka Kabata. Wtedy urzędnicy, najczęściej wspomagani przez pracowników polskich ambasad w danym kraju, przystępują do akcji.

- Najpierw są negocjacje po dobroci. Pokazywane są dokumenty, że np. ten obraz został w czasie wojny skradziony. Gdy to nie pomaga, zaczyna się droga prawna. Kieruje się sprawy do sądów danego kraju, a jeżeli i to nie pomaga - do instytucji europejskich - opowiada pan Janusz, przemyski kolekcjoner, który dobrze zna realia tego środowiska.

Okazuje się, że pomocna może być również prasa. Tak było w przypadku "Schodów pałacowych" Francesca Guardiego. Polskie ministerstwo wiedziało, że od wielu lat zrabowane w czasie II wojny światowej dzieło znajduje się w muzeum w Stuttgardzie w Niemczech, ale nic nie można było zrobić. Niemcy nie wystraszyli się gróźb sądowych. Urzędnicy postanowili więc wykorzystać opinię publiczną.

- To była dobrze przemyślana akcja Polski - opowiada pan Janusz. - Pokazała siłę mediów, w tym przypadku - niemieckich. Dziennik "Tagesspiegel" opublikował tekst o tym, że Niemcy nie chcą oddać skradzionego obrazu. Pojawiły się mocne słowa pod adresem niemieckich władz federalnych. No i obraz powrócił.

Dziadkowe trofea z wojny

W najbliższych latach spodziewany jest wypływ wielu rzeczy ukradzionych w czasie II wojny.

- Dzieła wybitne, o dużej wartości często pojawiają się na nieoficjalnych aukcjach, handel odbywa się w gronie zaufanych osób - opowiada przemyślanin. - Jednak na światło dzienne wypływa wiele rzeczy mniej cennych. To przedmioty, które Niemcy i Rosjanie, często zwykli żołnierze, kradli nie tylko z muzeów, ale także z polskich domów. Mogli je przechowywać gdzieś w piwnicach czy na strychach. Potem o nich zapominali albo umierali, a skarby odkrywali potomkowie.

Wiele takich przedmiotów można dziś kupić na aukcjach internetowych. Często już za kilkadziesiąt złotych.

Odzyskamy naszego Rafaela

Do najcenniejszych odzyskanych dzieł zaliczany jest namalowany w latach 1880-1881 przez Aleksandra Gierymskiego obraz "Pomarańczarka". Skradziono go w czasie II wojny światowej ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

W 2010 r. pojawił się na aukcji w Buxtehude pod Hamburgiem w Niemczech. Został wystawiony z wywoławczą ceną 4400 euro, czyli ok. 18 tys. złotych.

Dzięki negocjacjom ministerstwa i pomocy finansowej Fundacji PZU, w 2011 r. udało się go odzyskać i przekazać Muzeum Narodowemu. Najbardziej poszukiwanym dziełem jest obraz Rafaela Santiego "Portret młodzieńca".

To najcenniejszy eksponat z polskich kolekcji zrabowany w czasie wojny z Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Do tej pory nie było o nim informacji. Urzędnicy ministerstwa zapewniają, że nigdy nie przestaną go szukać.

Norbert Ziętal
NOWINY

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

    Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

    Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

    © 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.