Paweł Puzio

Są na tropie legendarnego władyki

– Jest to jeden z największych interdyscyplinarnych projektów archeologicznych realizowanych w Polsce. Ma potrwać pięć lat. Przyszły rok również spędzimy, Fot. Wojciech Nieśpiałowski/Kurier Poranny – Jest to jeden z największych interdyscyplinarnych projektów archeologicznych realizowanych w Polsce. Ma potrwać pięć lat. Przyszły rok również spędzimy, badając wnętrze bazyliki. Wiele z tych tajemnic zgodnie z decyzją władz kościelnych zostanie udostępnionych turystom. Już wiemy, że pożary i wielokrotna przebudowa świątyni nie zniszczyła dawnych reliktów, które czekają na odkrycie – mówi szef wykopalisk, Stanisław Gołub.
Paweł Puzio

Grób księcia Daniela wciąż czeka na odkrycie. Archeolodzy z polsko-ukraińskiej ekipy pod kierownictwem Stanisława Gołuba i Jurija Łukomskiego są coraz bliżej.

Właśnie zakończył się 6-miesięczny, pierwszy sezon wykopalisk w chełmskiej bazylice Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Centymetr po centymetrze naukowcy wgryzają się w kolejne warstwy historii przez lata ukryte pod posadzką bazyliki.

- W Chełmie prowadzimy największe w Polsce prace archeologiczne. W skład ekipy wchodzą nie tylko archeolodzy, ale także antropolodzy, historycy sztuki, geolodzy. Są to specjaliści najwyższej próby z Polski i Ukrainy. Badania są prowadzone w ramach porozumienia Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie z Ogólnoukraińską Dobroczynną Organizacją "Fundusz Dobroczynny Petra Poroszenki" przy udziale finansowym Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Warszawie - wyjaśnia Stanisław Gołub, szef ekipy.

Wykopaliska w Chełmie medialnie wiąże się z poszukiwaniem grobu księcia Daniela Romanowicza, fundatora XIII-wiecznej bazyliki, wówczas prawosławnej. Mało kto wie, że w pewnym sensie był to ojciec ukraińskiej państwowości, a Chełm dla naszych sąsiadów jest jak Gniezno dla Polaków. Stąd tak wielka waga tych bada

– Jest to jeden z największych interdyscyplinarnych projektów archeologicznych realizowanych w Polsce. Ma potrwać pięć lat. Przyszły rok również spędzimy,
Stanisław Gołub Msze w świątyni odbywają się w niecodziennych okolicznościach.

Ekipy co rusz natrafiają na kilkusetletnie pochówki. Czy trafią w końcu na ten najcenniejszy - księcia Daniela?
(fot. Stanisław Gołub)

Aby jak najmniej ingerować w życie i posługę duchową Bazyliki, do pracy zaprzęgnięto technikę. Na początek do akcji wkroczył georadar, czyli urządzenie skanujące grunt. Przed falami elektromagnetycznymi nic się nie ukryje. - Na podstawie danych z georadaru wykonaliśmy ponad 100 badawczych odwiertów w posadzce. Na podstawie danych z odwiertów wewnątrz bazyliki powstało siedem wykopów badawczych, w których mozolnie wgryzamy się w historię - opowiada Stanisław Gołub.

A nie jest to praca ani lekka, ani bezpieczna. Archeolodzy niemal na klęczkach przekopują każdą piędź ziemi. Podkopują się pod ceglane fundamenty, nierzadko kilkusetletnie. - Największym sukcesem jest zbadanie narysów cerkwi Daniela Romanowicza. Szczególnie cieszy nas to, że dotarliśmy do zachodniej części fundamentów cerkwi ufundowanej przez księcia Daniela. Wielkim sukcesem jest dotarcie do wejścia, czyli narteksu - mówi Stanisław Gołub.

Cegły z fundamentów bazyliki z zachodniej części, trafiły do badań na Uniwersytecie Gdańskim. Zbadano je metodą TL, czyli termoluminescencji. - Okazało się, że cerkiew wzniesiono z cegieł datowanych na rok od 1257 do 1282. Potwierdza to całkowicie naszą hipotezę o budowie cerkwi po 1250 roku - mówi Stanisław Gołub.

Architekci z Ukrainy, z Lwowa, na podstawie odkryć pozostałości murów w poszczególnych wykopach podjęli się rekonstrukcji zarysów świątyni. - Była to cerkiew czterofilarowa szerokości co najmniej 15 metrów i długości minimum 25 metrów. Narysy zrekonstruowali architekci: J. Łukomskij, V. Bevz, M. Bevz i V. Petryk - dodaje Stanisław Gołub.

Msze w świątyni odbywają się w niecodziennych okolicznościach.
(fot. Stanisław Gołub)

Warto tu przypomnieć, że chełmska Bazylika była wielokrotnie przebudowywana. Na fundamencie świątyni powstała kolejna cerkiew. W XVIII wieku została rozebrana, ze względu na zły stan techniczny. Na jej fundamentach powstał obiekt według projektu Pawła Fontany, w duchu zachodnioeuropejskiego baroku.

W 1802 świątynia spłonęła. W 1827 ponownie ją odbudowano. W 1875 po raz kolejny ją przebudowano, tym razem w duchu prawosławnym. W maju 1919 obiekt został przejęty przez Kościół rzymskokatolicki. Świątynia zatem kryje pozostałości wielu katastrof, remontów i zmian wyglądu.

W ciągu 6 miesięcy pracy ekipa archeologów, historyków sztuki i architektów nie tylko zlokalizowała najstarszą świątynię z XIII wieku. Przebadała także ponad 30 pochówków od XIII do XVII wieku, rozpoznała szereg reliktów architektury i pozyskała wiele zabytków.

- Znaleźliśmy różnobarwne szkliwione płytki posadzkowe, ceramikę, naczynia ze szkła, w tym pucharki dzwonowate. Było także kilkadziesiąt monet z najstarszymi denarami jagiellońskimi, przedmioty sakralne, tkaniny, a nawet bardzo stara zawieszka w kształcie serca - wylicza Stanisław Gołub.

Jednak największe sensacje kryły pochówki szkieletowe. W miejscu drzwi, pod posadzką narteksu, znaleziono kamienną płytę nagrobną z inskrypcjami w staro-cerkiewno-słowiańskim. Spoczywa pod nią Teodor Selibonow z Chełma. Prawdopodobnie bardzo zamożny, XVI-wieczny mieszczanin. Jego pochówek zostanie zbadany w przyszłym roku.

Równie interesujący był pochówek prawie dwumetrowego mężczyzny. Szkielet został złożony na zewnątrz w narożniku świątyni, co wskazuje, że pochowana osoba była kimś znacznym - wojem lub duchownym. Czaszka została zniszczona przy rozbudowie świątyni w XVII wieku. - W przeciwnym narożniku natrafiliśmy na drugi grób. Tym razem pochówek był cały. Grób skrywał mężczyznę o masywnej budowie ciała, pochowany w drewnianej trumnie. Jest to i intrygujące i niecodzienne - dodaje Stanisław Gołub.

Ciekawe były również dwa pochówki szkieletowe ziemne, w trumnach i bez, z XIII wieku. Szczególnie młody mężczyzna pochowany pod łukiem narteksu. Kim był, jeżeli to dla niego została wybudowana konstrukcja architektoniczna? - Są to jedne z nielicznych grobów ziemnych zachowanych w cerkwiach z tego okresu in situ i systematycznie przebadanych - dodaje Stanisław Gołub.

Teraz archeolodzy będą badać w zaciszu laboratoriów wszystkie wydobyte artefakty. Długie zimowe dnie spędzą na opracowaniu i analizie zabytków, dokumentacji oraz konserwacji. Zabytki metalowe będą zabezpieczane w Chełmie, tkaniny w Toruniu. Sezon oficjalnie zamkną dwie sesje naukowe: w Chełmie i na Ukrainie. Na razie, książę Daniel czeka na odkrycie. Być może w przyszłym roku…

PAWEŁ PUZIO, Dziennik Wschodni

Paweł Puzio

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.