V-2. Cudowna broń Adolfa Hitlera

Redakcja
Wernher von Braun na poligonie. Wiosna 1941
Wernher von Braun na poligonie. Wiosna 1941 Bundesarchiv, Bild 146-1978-Anh.024-03 [1]
Udostępnij:
Zagubiony w Borach Tucholskich poligon Heidekraut to miejsce testowania rakiet V- 2. Ich twórca Wernher von Braun urodził się w niedalekim Wyrzysku

Artykuł pochodzi z najnowszego wydania magazynu "Nasza Historia - Gazeta Pomorska"

Pocisk balistyczny V-2, nazywany też A4, był napędzany mieszanką alkoholu (75 proc. alkoholu etylowego i 25 proc. wody) oraz ciekłego tlenu. Oba składniki do komory spalania tłoczyła dwuturbinowa pompa, pracująca dzięki parze wodnej pod wysokim ciśnieniem. Parę z kolei wytwarzał stężony perhydrol i nadmanganian potasu.

Rakieta przed tankowaniem ważyła 4,5 tony, po tankowaniu prawie 3-krotnie więcej, czyli 12,7 tony. Silnik rakiety pracował maksymalnie 58-60 sekund, rozpędzając ją do prędkości 1,341 metrów na sekundę i wznosząc na wysokość stratosfery Ziemi - od 83 do 93 kilometrów. Spadając na cel, rakieta pędziła z prędkością ponad 3 tysięcy metrów na sekundę, wielokrotnie przekraczając prędkość dźwięku. Zasięg V-2 wynosił średnio 320-360 kilometrów.

W czasie II wojny światowej, na terenie okupowanej Polski, funkcjonowały dwa poligonu, na których odbywały się testy rakiet V-2. Jako pierwszy zaczął działać poligon Heidelager. Od listopada 1943 roku do czerwca 1944 z Blizny koło Rzeszowa wystrzelono ponad 160 rakiet. Pod koniec lipca 1944 roku poligon przeniesiono w Bory Tucholskie. Miało to bezpośredni związek ze zbliżającym się frontem i nacierającą ze wschodu Armią Czerwoną. Poligon Heidekraut w Borach Tucholskich funkcjonował do stycznia 1945 roku; zdołano z niego wystrzelić ponad 300 rakiet V-2.

Pierwszą jednostką, która pojawiła się na poligonie w Bliźnie po przeszkoleniu w Koszalinie, była 444. Bateria Szkolno-Doświadczalna. W styczniu do HL - po przeszkoleniu w Bornem Sulinowie i Peenemünde przybyła 1 i 2 bateria 836 AA. Obie jednostki były później uznawane za najbardziej doświadczone w praktycznych strzelaniach, ponieważ tylko one uczestniczyły w szkoleniach w Bliźnie, skąd wystrzeliły z większym lub mniejszym powodzeniem około 160 rakiet.

Mimo że jeszcze w maju 1944 roku w Bliźnie pojawił się Wernher von Braun, najważniejszy animator niemieckiego programu rakietowego, było oczywiste, że zbliżanie się frontu wschodniego uniemożliwi działanie poligonu. Ostatnią V-2 wystrzelono w HL 30 czerwca.

Relacje świadków

Start rakiety V-2
Start rakiety V-2 Bundesarchiv, Bild 141-1879 [2]

Rakieta V-2 umieszczona na naczepie
(fot. Wikimedia Commons)

Kiedy zdecydowano o przeniesieniu poligonu rakietowego z Blizny w Bory Tucholskie, nie wiadomo. Nie do końca wiadomo również, dlaczego wybrano akurat to miejsce. Nie bez znaczenia była topografia, małe zaludnienie terenu i dobrze rozwinięta sieć połączeń kolejowych, bez których transport A4 z zakładów Mittelwerk w górach Harzu byłby niemożliwy.

Na pewno dużą rolę odegrała mała odległość do ośrodków szkoleniowych w Koszalinie, Bornem Sulinowie i Pile.

Nie można prawdopodobnie też nie docenić roli, jaką w podjęciu decyzji odegrał Gruppenführer dr inż. Hans Kammler, od 1943 osoba mająca pełną władzę nad programem V-2 z ramienia SS, która bezpośrednio podlegała samemu Himmlerowi. Kammler przez kilka lat przed wojną mieszkał w Bydgoszczy, gdzie kończył gimnazjum. Studiował na politechnikach w Gdańsku i Szczecinie - tereny obecnego polskiego Pomorza musiał więc znać bardzo dobrze.

Udało się dotrzeć do świadków, mieszkańców tych terenów, których relacje mają duże znaczenie przy odtwarzaniu historii i próbach rekonstrukcji poligonu rakietowego Heidekraut. Pani Irena Szpica, mieszkanka wsi Suchom położonej na północny-wschód od Wierzchucina (niem. Lindenbusch), pamięta, że niemieccy żołnierze pojawili się w jej rodzinnej wsi wczesnym latem 1944 roku. Suchom został wysiedlony. Przez pewien czas gospodarze z Suchomia razem z dobytkiem koczowali w okolicznych lasach. Domy w Suchomiu zostały zajęte przez niemieckich żołnierzy.

Alfons Chylewski, mieszkaniec Cisin pamięta, że tereny położone na północ od linii kolejowej Laskowice-Cekcyn zostały zamknięte, a drogi przegrodzono szlabanami. Na bocznicy przy stacji Wierzchucin rozładowywano wagony z rakietami. Dalej pociski transportowano w rejon jeziora Suchom. Przeładunek w Wierzchucinie jednak okazywał się trudny, dlatego później zaczęto wykorzystywać stacje w Lnianie, ponieważ tam znajdowała się przedwojenna wojskowa rampa przeładunkowa.

Nieżyjący już Zygfryd Babiński, mieszkaniec położonych na południe od Suchomia Lisin, relacjonował, że po pierwszym upadku rakiety we wsi, który miał miejsce w sierpniu, Lisiny zostały przez Niemców ewakuowane. Henryk Jaśtak, mieszkający niedaleko Iwca przypomina, że na poligonie znajdowały się zawsze dwie grupy żołnierzy - jedna pełniła wyłącznie warty, druga była w składzie jednostek rakietowych.

Na podstawie tych i innych relacji świadków możemy dziś domniemywać, że powstawanie poligonu w Borach Tucholskich wiązało się ze zwiększoną aktywnością niemieckich jednostek wojskowych w tym rejonie. Zajęcie przez niemieckich żołnierzy 1 lipca 1944 roku budynku szkoły w Trzebcinach, na północ od Suchomia i Zielonki, raczej na pewno było przejawem takiej aktywności.

Eksplozja i ostatni start

Pod koniec 1944 roku, jak wspominał Zygfryd Babiński z Lisin, na poligonie HK doszło do dużej eksplozji. Potwierdziła to Irena Szpica z Suchomia. O wielkim wybuchu opowiadał też por. Jan Sznajder, dowódca oddziału AK "Jedliny", przebywający wówczas w ziemiance odległej o 12 km od poligonu. Wydaje się, że dziś wiemy już, o czym mówili świadkowie. Wyjaśnia to niemiecki meldunek specjalny z 13 grudnia 1944 roku, pochodzący z dowództwa stacjonującego w HK "Lehr- und Ver. Abt." (batalion szkolno-doświadczalny).

Meldunek dotyczy eksplozji, która nastąpiła podczas startu V-2 12 grudnia, o godz. 14.07. W pocisku o numerze seryjnym 19855 w 3,5 sekundy po starcie, na wysokości 40 metrów eksplodowała głowica. Fragmenty rakiety były rozrzucone w promieniu 400 metrów. Odłamki głowicy zniszczyły naziemne okablowanie, pojazd z generatorem prądu i ciężarówkę testową. Być może byli też zabici, ale meldunek o nich nie wspomina.

W połowie stycznia 1945 "Heidekraut" musiał zostać ewakuowany. Na postawie dzienników startowych wiemy dziś jednak, że ostatni start V-2 z poligonu w Borach Tucholskich miał miejsce 11 stycznia 1945 roku. Cel był odległy o 225 km, rakieta poleciała o jeden kilometr dalej, zbaczając z kursu o ponad 8 km w prawo. Później planowano odpalić jeszcze jeden pocisk, okazało się jednak, że turbopompa paliwa jest niesprawna.

Dziś można z pewną odpowiedzialnością stwierdzić, że Heidekraut był o wiele ważniejszym poligonem rakietowym V-2 niż wcześniejszy Heidelager w Bliźnie, a być może najważniejszym podczas II wojny światowej.

Z Borów na Uznam

Start rakiety V-2
(fot. Bundesarchiv, Bild 141-1879 [2])

Miejscem docelowym, w które ewakuowano poligon HK była miejscowość Buddenhagen, na południe od Wolgast, niedaleko wyspy Uznam i Peenemuende. Nie wystrzelono stamtąd już ani jednej rakiety A4/V-2.

Przypominając historię poligonu Heidekraut trzeba pamiętać o jeszcze jednym epizodzie, związanym z niemiecką bronią rakietową. Dotyczy on szkoleń w wykorzystaniu pocisku o nazwie "Rheinbote" ("Posłaniec Renu"). Była to czterostopniowa rakieta, której każdy stopień był napędzany silnikiem na stałe paliwo - zwyczajnym prochem strzelniczym. W wersji bojowej miała długość 11,1 metra i ważyła ponad 1,6 tony.

Zasada lotu "Rheinbote" była prosta - po wypaleniu się silnika startowego, każda kolejna wypalona część rakiety była odrzucana, aż w locie zostawał jedynie ostatni stopień z głowicą, w której było 25 kilogramów trialenu - środka niebezpieczniejszego od amatolu znajdującego się w głowicach A4/V-2.

"Rheinbote" nie był kierowany, a o jego zasięgu decydował jedynie kąt podniesienia wyrzutni osadzonej na zmodyfikowanej lawecie Meillera - tej samej, która służyła do transportu rakiet V-2.

Firma Rheinmetall - Borsig rozpoczęła badania nad pociskami rakietowymi napędzanymi stałym paliwem już w 1936 roku, ale dopiero w 1941 roku - wykorzystując koniunkturę w III Rzeszy i zamówienie na projekt rakiety - przeniosła swój własny, "fabryczny" poligon do Łeby nad Bałtykiem. Przy okazji wykorzystano tamtejszy poligon Luftwaffe. W miejscu tym, już wówczas nazywanym "Kleine Peenemünde" - "Małe Peenemünde" - zaczęto testować rakiety, wystrzeliwując je w kierunku odległej o 170 km wyspy Bornholm.

Około kwietnia 1943 roku "Rheinbote" był na tyle rozwiniętym pociskiem, że zaczęto myśleć o powołaniu do życia "Versuchskommando Troeller" - doświadczalnej jednostki artyleryjskiej Wehrmachtu, która miała testować nową broń. Późnym latem 1944 roku w Łebie zorganizowano pokazowe strzelanie dla Gruppeführera Hansa Kammlera, generała Waltera Dornbergera i kilku ekspertów.

Najwięcej, bo 1600 rakiet V-2 Niemcy wystrzelili w kierunku Antwerpii. W sumie udało się udokumentować wystrzelenie 3172 pocisków, ostatnie starty bojowe rakiet miały miejsce 28 marca 1945 roku. a

Podczas pisania artykuły korzystałam z książki "Najciekawsze epizody II wojny światowej w Borach Tucholskich" oraz gazety okolicznościowej "Raport z poligonu Heidekraut".

Anna Stasiewicz
GAZETA POMORSKA

[1], [2] Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. 3.0. Niemcy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie