Wiesław Pierzchała

Wojna Witkacego, czyli salut carowi w galifetach

"Autoportret wielokrotny w lustrach" Witkacego. Fot. Wikimedia Commons "Autoportret wielokrotny w lustrach" Witkacego.
Wiesław Pierzchała

Gdy Armia Czerwona zaczęła zalewać Kresy w 1939 roku, Witkacy - przebywający u swego przyjaciela w Jeziorach na Polesiu- nie czekał na kontakt z bolszewikami i popełnił samobójstwo

Kluczem do zrozumienia tej desperackiej decyzji jest koszmar rewolucji bolszewickiej, którą Witkiewicz jako oficer armii carskiej przeżył w Petersburgu. Podczas polowania przez czerwonych na białych oficerów czuł się jak zaszczuta, ścigana zwierzyna. Prawie nigdy o tym nie mówił, a jeśli już to nie ukrywał, że musiał „ciągle ukrywać się, wymykać i wykręcać od śmierci czyhającej zza każdego węgła”.

Właśnie o tym okresie w życiu autora „Szewców”, a także o jego udziale w I wojnie światowej, traktuje frapująca książka Krzysztofa Dubińskiego „Wojna Witkacego, czyli kumboł w galifetach” wydana przez Iskry. Co oznaczają te tajemnicze, oryginalne słowa w tytule, w jakich lubował się mistrz groteski? Otóż galifety to spodnie podobne do bryczesów, zaś kumboł to gra hazardowa w karty wymyślona przez Witkacego.

Nasz bohater, który należał do lejbgwardii, czyli najbardziej wiernej i lojalnej carowi części armii rosyjskiej, dzielnie sprawował się na froncie: dowodził kompanią, szedł do boju na czele tyraliery, a nawet został poważnie ranny podczas krwawej bitwy nad Stochodem na Wołyniu.

Co ciekawe, oddał salut szablą imperatorowi Mikołajowi II podczas pamiętnej wizytacji Pułku Pawłowskiego w grudniu 1915 roku w Podwołoczyskach w Galicji Wschodniej. W sierpniu 1917 roku dostał trzy miesiące urlopu zdrowotnego, podczas którego jeździł z Petersburga do Kijowa i Moskwy oraz spotykał się z Karolem Szymanowskim i Tadeuszem Micińskim.

Gdy doszło do październikowego zamachu Lenina i Trockiego, nie miał dokąd wracać, gdyż jego pułk rozformowano, zaś w macierzystych koszarach do głosu doszli bolszewicy. 18 lutego 1918 roku został oficjalnie zwolniony ze służby wojskowej. Niestety, kolejne cztery miesiące - jak przyznaje autor - to wciąż biała plama. Wiadomo tylko, że ukrywał się w Petersburgu i dużo malował utrzymując się ze sprzedaży obrazów.

Światło w tunelu terroru i beznadziei zabłysło w czerwcu, gdy porucznik Stefan hrabia Prądzyński i Leon Reynal zmontowali 45-osobową ekipę, która uzyskała zgodę bolszewików na wyjazd do Polski. Pierwszy na maszynie do pisania sporządził „bumagi”, drugi sypnął łapówkami i udało się. Wojskowi repatrianci z Witkacym zdobyli nawet wagon dla siebie. Spakowali dobytek, wsiedli do pociągu i jadąc przez Psków i Wilno 1 lipca 1918 roku dotarli do Warszawy. Tak zakończyła się wojenna epopeja autora „Pożegnania jesieni”.

Wiesław Pierzchała

Wiesław Pierzchała

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.