Złamane serca w spirali samobójstw. Dramat Dalidy

Zuzanna Wierus
Piękna, sławna i potwornie nieszczęśliwa - tak w dużym skrócie można by podsumować losy jednej z największych gwiazd muzyki drugiej połowy XX w.

Choć młode pokolenie o Dalidzie już raczej nie pamięta, to przedstawicieli starszej generacji sama myśl o wyjątkowo urodziwej piosenkarce nadal przyprawia o szybsze bicie serca.

Urodzona w Egipcie w rodzinie włoskich emigrantów Yolanda Cristina Gigliotti (bo tak brzmi prawdziwe nazwisko Dalidy) już od wczesnej młodości wzbudzała w rodzinnym Kairze ogromne zainteresowanie. Po raz pierwszy wzięła udział w konkursie piękności już w wieku szesnastu lat. Jako świeżo upieczona Miss Ondine nie mogła opędzić się od propozycji: krótko po tym wydarzeniu zaczęła więc pracę modelki dla jednego z kairskich domów mody.

Cztery lata po swoim debiucie przystąpiła do konkursu na Miss Egiptu i po raz kolejny otrzymała koronę. To właśnie podczas tego występu została wypatrzona przez francuskiego reżysera Marca de Gastyne i ku niezadowoleniu rodziców niedługo potem przeprowadziła się do Paryża. Już wtedy przyjęła pseudonim artystyczny Dalida.

I właśnie ta przeprowadzka stała się początkiem serii niefortunnych zdarzeń w jej życiu. Kiedy tuż po przybyciu do stolicy Francji Dalida trafiła na przesłuchanie do Olympii, znanej na całym świecie sali koncertowej, gdzie spotkała Luciena Morisse’a, nawet nie przypuszczała, że to może być początek jej sercowych kłopotów. I chociaż Morisse pomógł jej nagrać pierwszy singiel („Bambino”) i wypromował go na antenie zarządzanego przez siebie radia, to jego aktywność w życiu młodej artystki nie ograniczyła się do kwestii czysto promocyjnych.

Miłość kwitła, a Lucienowi zdawało się wcale nie przeszkadzać to, że w domu czekają na niego żona i dzieci. Dalidzie zawadzało to nieco bardziej, dlatego stanowczo zażądała i rozwodu, i ślubu.

Rychły ożenek nie wyszedł im jednak na dobre - już po ślubie wielka miłość zaczęła obracać się w gruzy, a to za sprawą licznych (acz osobnych) wyjazdów obojga małżonków. Choć nie tylko - w międzyczasie u boku artystki zaczęto widywać wyjątkowo przystojnego malarza Jeana Sobieskiego.

Zazdrosny Lucien nie potrafił z godnością przyjąć ciosu na klatę: chory z zazdrości groził, że zniszczy karierę Dalidy tak szybko, jak ją wykreował. Młoda wokalistka nie poddała się jednak i wspierana przez swojego młodszego brata Orlanda skupiła się na rozwijaniu swoich talentów. Do czasu, gdy na horyzoncie pojawił się kolejny amant - młodszy od artystki Luigi Tenco. Doświadczona już artystka stała się dla młodego wokalisty kimś w rodzaju mecenasa: podczas festiwalu w San Remo towarzyszyła mu nawet na scenie, wspierając go swoim talentem i (co tu kryć) nazwiskiem. Niestety, rokujący całkiem dobrze piosenkarz nie potrafił pogodzić się z niepowodzeniem w konkursie i tuż po ogłoszeniu wyników odebrał sobie życie. Piosenkarka próbowała pójść w jego ślady, ale ostatecznie udało się ją uratować

Na tym jednak nie koniec życiowych rozczarowań piosenkarki. Kiedy po długiej rekonwalescencji wydawało się, że Dalida odzyskała utracony spokój i równowagę, zmarła jej matka, a następnie śmiercią samobójczą 11 września 1970 r., w swoim mieszkaniu w Paryżu, zginął były mąż Dalidy Lucien, z którym od czasu rozwodu żyła w wielkiej przyjaźni.

Kiedy kilka lat później Dalida poznała hrabiego St. Germain Richarda Chanfray, pozornie wszystko szło w dobrym kierunku. Niestety to tylko pozory. Nowy partner Dalidy nie był lubiany, głównie ze względu na swoje publiczne wystąpienia, podczas których wszem wobec oznajmiał, że potrafi zamienić ołów w złoto, jest nieśmiertelny, a król Ludwik XIV wciąż żyje. Dalida nie potrafiła wyplątać się z trudnej relacji, ostatecznie zdecydowała się zakończyć ten trudny związek dopiero po ośmiu latach. W tym samym czasie pojawiały się plotki o jej romansie z prezydentem Francji François Mitterrandem. Aby uciec od medialnego szumu, piosenkarka postanowiła wtedy opuścić Francję na niemal rok. Po tym czasie sytuacja w kraju nieco się uspokoiła i Dalida mogła wrócić do swojego dawnego życia. Niestety kilka dni po powrocie spadł na nią kolejny cios: z artykułu w porannej gazecie dowiedziała się, że Chanfray popełnił samobójstwo. To był już trzeci życiowy partner piosenkarki, który zakończył życie w ten sposób.

Informacja o samobójstwie Chanfraya ostatecznie zaważyła na losach Dalidy. W nocy z 2 na 3 maja 1987 r. w swoim paryskim mieszkaniu na Montmartre piosenkarka popełniła samobójstwo, połykając 120 pigułek nasennych i popijając je whisky. Wybrała śmierć, która nie niszczy ciała, dlatego często porównywano ją do samej Kleopatry. Jej pozłacany grób na paryskim Cimetière de Montmartre zdobi nawet naturalnej wielkości statua wzorowana na przedstawieniach egipskiej władczyni, która odwiedzającym Dalidę przypomina o tym, że pieniądze i uroda szczęścia niestety nie zapewniają. Świętą jednak została już za naszych czasów.

Zuzanna Wierus

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia