Bitwa pod Kobylanką z czasów powstania styczniowego w zapiskach Leonarda Mężyńskiego

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Według różnych szacunków podczas kilkudniowych starć w bitwie pod Kobylanką (widać ją na rysunku) zginęło od 54 do 150 powstańców oraz co najmniej 150 Rosjan.
Według różnych szacunków podczas kilkudniowych starć w bitwie pod Kobylanką (widać ją na rysunku) zginęło od 54 do 150 powstańców oraz co najmniej 150 Rosjan. Wikipedia
Ocenia się, iż była to jedna z największych i najważniejszych batalii w całym powstaniu styczniowym. Bitwa pod Kobylanką (niedaleko Borowca w gm. Łukowa) odbyła się w dniach 1—6 maja 1863 r. O tej batalii pisał Leonard Mężyński. Jego zapiski opublikowano w 1910 r. (w Tarnopolu) pod tytułem „Wspomnienia z powstania styczniowego i sybirskiej katorgi 1863—1869”. Są niezwykle ciekawe.

„Może dwie mile od granicy natrafiliśmy we dworze szlacheckim około 40-tu rozbitków spod Borowca (chodzi o bitwę pod Borowymi Młynami), z oddziału Lelewela, między którymi znajdowało się kilku oficerów i adjutant, czekających na pułkownika Lelewela (Marcina Borelowskiego) dla zorganizowania nowego oddziału” — wspominał autor zapisków. „Po paru dniach oczekiwania przyjechał niespodziewanie adjutant jenerała Jeziorańskiego, którego oddział organizował się i ściągał posiłki, stojąc pod Kobylanką, na samej granicy, a którego już Moskale, od strony Królestwa, osaczyli tak, że posiłki mógł otrzymać tylko z Galicyi”.

Blisko siebie

Powstańcy „Lelewela” nie przyłączyli się jednak do tego oddziału natychmiast. „Po różnych pertrakcyach i namowach — gdyż oficerowie nie chcieli się zgodzić na wstąpienie do oddziału jen. Jeziorańskiego, tłumacząc się, iż muszą na pułkownika Lelewela czekać, a wreszcie nie chcą swych rang tracić — wreszcie pod groźbą nawet adjutanta, zgodzili się złączyć z oddziałem i zaraz, w dniu 27 kwietnia, późno wieczorem, w liczbie około 60-ciu wyruszyliśmy bez broni (…) do obozu”.

Oddział gen. Antoniego Jeziorańskiego, naczelnika wojennego powiatu rawskiego, a potem także województwa lubelskiego (żył w latach 1821—1882; był jednym z najważniejszych dowódców powstania, brał udział m.in. w bitwie pod Pieskową Skałą w Małopolsce oraz zorganizował uderzenie na koszary w Rawie Mazowieckiej), przekroczył granicę w okolicy Rudy Różanieckiej. Dowodzeni przez niego powstańcy znaleźli się wówczas w lesie zwanym Kobylanką, niedaleko Borowca. Tam dotarł także Mężyński wraz z podkomendnymi Lelewela.

W 1863 r. miał on 17 lat. Pochodził ze starej, ale zubożałej szlachty. Także jemu udzielił się patriotyczny nastrój. Gdy wybuchło powstanie, postanowił się do niego przyłączyć. Wraz z grupą ochotników 11 marca 1863 r. przeprawił się przez Dniestr (z Tarnopola), a potem przedarł się do Galicji, która była wówczas w cesarstwie austro-węgierskim.

„Ja zostałem przydzielony do czwartej kompanii strzelców, której komendantem był kapitan Lampke (funkcję „bezpośredniego podoficera” Mężyńskiego sprawował kapral o nazwisku Wideń); z tej kompanii pamiętam tylko dwóch braci Rogozińskich, gdyż zawsze blisko siebie znajdowaliśmy się” — pisał Mężyński.

Chleb razowy, stara słonina i śmierdząca okowita

Na Rosjan nie trzeba było długo czekać. Powstańcy zostali zaatakowani 1 maja przez cztery rosyjskie roty oraz oddział konnych. W sumie było to ok. 1 tys. żołnierzy (dysponowali także dwoma działami). Dowodził nimi major Iwan Sternberg. Powstańcom udało się odeprzeć atak, a potem zmusić Rosjan do odwrotu.

„O tej bitwie prawie nic nie mogę powiedzieć, gdyż stałem między tyralierami w tylnej straży, więc udziału w samej walce nie brałem, słyszałem tylko strzały, zgiełk i zazdrościłem tym, co byli czynni w ogniu (…)” — pisał Mężyński. „Już od następnego dnia spodziewaliśmy się każdej chwili (kolejnej) bitwy, gdyż Moskale nie cofnęli się zupełnie, tylko kilka kilometrów od nas rozłożyli się obozem i oczekiwali posiłków”.

Powstańcy przygotowali się do walki. Wybudowano w lesie szańce i zasieki. Zabarykadowano także drogi prowadzące do obozu. Jak wyglądało życie w takim miejscu?

„Nie było mi (tam) bardzo przyjemnie, bo nikogo nie znałem, pożywieniem naszem był chleb razowy, stara słonina i śmierdząca okowita” — pisał Mężyński. „W dzień, jeżeli nie byliśmy na placówce lub pikietach to mustrowaliśmy się lub złożywszy broń w kozły odpoczywaliśmy. W nocy spaliśmy na gołej ziemi szeregami, mając karabin przy sobie, a że czas był chłodny i wilgotny, a przytem obozowaliśmy w pośród bagien, więc noce były bardzo nieprzyjemne, bo co chwila potrzeba było wstawać i grzać się przy ognisku”.

Jednak humory powstańcom dopisywały.

Złorzeczenie Moskalom

„W dzień był w obozie zawsze wielki gwar i śmiech (…), ale pomimo tego, kilkudniowy pobyt w obozie sprzykrzył mi się bardzo” — pisał autor wspomnień. „A słysząc ciągle, że lada chwila mamy mieć bitwę, oczekiwałem jej z wielkim upragnieniem, gdyż nie wiem z jakiej racyi wyobrażałem sobie, że po bitwie będzie w obozie o wiele wygodniej i przyjemniej i że gdy nie będziemy mieli pod bokiem Moskali, to i lepsze będziemy mieli pożywienie. Nie wiem z jakiej przyczyny, ale i towarzysze pragnęli, ażeby jak najprędzej przyszło do bitwy”.

A w innym miejscu notował: „Uczucia jakie mnie przejmowały i wrażenia jakie ten pierwszy, czynny udział w bitwie na mnie wywierał były następujące: przede wszystkiem paliła mnie ciekawość zobaczenia z bliska żywego Moskala, gdyż zabitych widziałem kilku po bitwie z 1 maja, strzelanie zaś do Moskali wyobrażałem sobie łatwem i przyjemnem, zwłaszcza strzelanie z ukrycia, ani na chwilę nie przypuszczałem, że sam mogę być zabitym lub rannym”.

Według „Małej encyklopedii wojskowej” oddział gen. Antoniego Jeziorańskiego liczył wówczas ponad 700 powstańców. Byli oni dobrze uzbrojeni, ale mieli mało amunicji. 6 maja zostali zaatakowani przez żołnierzy podpułkownika Gieorgija Miednikowa. Tym razem było to około dwóch tysięcy żołnierzy.

„Dopiero w drugiej bitwie, która się odbyła w tym samym obozie pod Kobylanką (…) byłem przez cały czas, prawie 16 godzin czynnym (…)” — notował Leonard Mężyński. „Staliśmy spokojnie, tylko słychać było ze wszystkich stron złorzeczenie Moskalom, że nie pozwolili nam ani się rozgrzać, ani posilić (bitwa rozpoczęła się w nocy), tymczasem ogień karabinowy trwał bezustannie, coraz bliższy i coraz gęściejszy”.

Powstańcy odparli w sumie trzy ataki Rosjan. W pewnym momencie doszło nawet do brawurowego ataku polskich oddziałów na bagnety. Poprowadził go podobno sam gen. Jeziorański. W końcu Rosjanie znowu wycofali się. Według różnych szacunków podczas kilkudniowych starć zginęło od 54 do 150 powstańców oraz co najmniej 150 Rosjan.

Zrobiłem się zupełnie obojętnym

Tak bitwa wyglądała natomiast z perspektywy Leonarda Mężyńskiego: „Kule (…) coraz częściej świstały koło uszów, lecz nie widzieliśmy jeszcze nikogo; nie tylko ja, ale i wielu innych mimowoli odchylało głowę w przeciwną stronę do świstu kuli, z czego niektórzy już ostrzelani towarzysze się śmiali, tłumacząc nam, że gdy przy uchu słyszymy świst, to kula już jest Bóg wie gdzie (…)” — czytamy dalej we wspomnieniach. „Nadeszła chwila, w której kapitan zakomenderował: rozsypać się i kryć się za drzewa, co w moment uczyniliśmy, wreszcie padła komenda: cel! Pal!”.

Dopiero w tym czasie Mężyński zobaczył Rosjan, którzy także kryli się za drzewami. 17-letniemu chłopakowi nie łatwo było jednak opanować emocje.

„Ponieważ grubszych drzew było mniej aniżeli nas, więc za niektórymi drzewami kryło się nas po dwóch i trzech” — pisał. „Właśnie i ja za jednem drzewem skryłem się już trzeci, do strzału jakoś mi się ani rusz nie kleiło, a jeszcze gdy stojący przede mną strzelec padł na wznak, prawie na mnie, trafiony kulą w czoło, to o mało i ja za nim nie upadłem. Spostrzegł to moje nie do zazdrości położenie towarzysz Rogoziński (…), kazał się uspokoić (…) napić trochę wódki i wskazując jednego Moskala, wytłumaczył mi jak mierzyć i strzelić (…). Lecz nie tak to łatwo trafić, gdy nie tylko nogi, ręce, zęby, ale i karabin się trzęsie”.

Chłopak jednak odzyskał zimną krew i dzielnie walczył z Rosjanami. „Czy to skutkiem nadzwyczajnego zmęczenia, czy może rzeczywiście skutkiem ostrzelania, zrobiłem się zupełnie obojętnym, tylko napadła mnie jakaś zaciekłość do strzelania” — wspominał Leonard Mężyński. „Przez cały dzień wystrzeliłem z 50 razy, lecz o skutkach mych strzałów nic nie wiem (…). Bitwa trwała bez przerwy przez cały dzień, aż do szarej godziny, była nadzwyczaj męcząca, gdyż nie staliśmy na jednem miejscu, tylko ciągle brzmiały komendy: na prawo marsz! — lub — na lewo marsz! (…). Kilka razy Moskale wypierali nas (…), lecz nie długo daliśmy im w obozie popasać i wypieraliśmy ich w tył”.

Jeszcze przed zapadnięciem wieczoru powstańcy zostali zaskoczeni. Przeciwko nim wystąpiło kilka rot „całkiem świeżych” strzelców finlandzkich. Straty były duże. W efekcie powstańcy musieli cofnąć się poza pobliską granicę. Tam stało jednak kilka szwadronów austro-węgierskich wojsk. Huzarom towarzyszyli żandarmi. Polscy oficerowie wykorzystali obecność tych żołnierzy. W jaki sposób?

Dziękuję wam bracia!

„Gdyśmy się do Austryaków zbliżyli i ci już sygnały na trąbkach grali, niektórzy nasi oficerowie zaczęli wołać: Stać! W tył zwrot! I hurra! Na Moskali! Austriacy nam pomagają! A dowcip ten tak poskutkował, że w jednej chwili staliśmy się z uciekających atakującymi i to z taką gwałtownością, że strzelcy finlandcy jak najśpieszniej, nawet przez trzęsawiska zaczęli się cofać, a za nimi wszyscy Moskale cofnęli się na całej linii. Zwycięstwo zatem zostało przy nas (…)” — pisał Mężyński. „Następnego dnia na tymże placu boju (…), generał Jeziorański przechodząc przed naszą kompanią rzekł: Dziękuję wam bracia!”.

Po bitwie powstańcy pomaszerowali do folwarku Huta Skrzyszowska. Potem oddział rozdzielono (gen. Jeziorański złożył broń w zaborze austriackim dopiero w 1864 r.). Wiosną i latem 1863 r. stoczono jeszcze blisko pół tysiąca bitew i potyczek z Rosjanami. Jednak kilkudniowa batalia pod Kobylanką była jedną z największych i najważniejszych. Jej echa rozniosły się błyskawicznie w całej Galicji i zaborze rosyjskim, wywołując w polskim społeczeństwie entuzjazm.

To była chwila, gdy wydawało się, iż powstanie styczniowe można jeszcze wygrać…

od 7 lat
Wideo

Nasze Miasto - Restauracja Muzealna

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Bitwa pod Kobylanką z czasów powstania styczniowego w zapiskach Leonarda Mężyńskiego - Kurier Lubelski

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia