Co w Łodzi pozostało z wojennych czasów? Stała się niemieckim miastem

Anna Gronczewska
Muzeum Tradycji Niepodległościowych
1 września minęły już 83 lata od wybuchu II wojny światowej.  Polaków. Według planów okupanta Łódź miała stać się wzorcowym, niemieckim miastem. Co do dziś pozostało z tych planów?

Witali hitlerowców kwiatami

Cofnijmy się do 1939 roku. Naloty na Łódź rozpoczęły się już 2 września. Pierwsze bomby spadły
na stację Łódź-Kaliska i lotnisko na Lublinku. Dzień później zbombardowano stację Łódź–Widzew, elektrownię, gazownię, fabrykę nici przy ul. Niciarnianej, domy mieszkalne przy ul. bp W. Bandurskiego(po południowej stronie obecnej alei A. Mickiewicza, pomiędzy ul. Piotrkowską a aleją T. Kościuszki), przy ul. M. Kopernika i Karolewskiej. 5 września ponownie zbombardowano Lublinek. Lotnisko zostało kompletnie zniszczone. Bombardowanie zrujnowało kompletnie kamienicę, która znajdowała się w miejscu, gdzie teraz mieści się parking przy domu handlowym „Central”. Ucierpiała też kamienica znajdująca się do dziś na rogu al. Kościuszki i Mickiewicza. Tzw. dom literatów...6 września Niemcy zbombardowali znajdujący się parku helenowskim pałacu Heinzlów. Pod koniec sierpnia wybrało go na swoją siedzibę dowództwo Armii „Łódź”. Pałac został poważnie uszkodzony. Zginęło kilku żołnierzy Generał Juliusz Rómmel w wyniku wybuchu jednej z bomb został lekko ogłuszony. Dowództwo armii ewakuowało się z Łodzi na wschód...

Oficjalnie Niemcy zajęli Łódź 9 września. Ale pierwsze oddziały 17 dywizji piechoty 8 Armii niemieckiej wkroczyły do Łodzi wieczorem 8 września, lecz triumfalne wejście Wehrmachtu miało miejsce następnego dnia przed południem. Niemcy wchodzili do Łodzi od zachodu i od południa, zmierzając w stronę pl. Wolności. Jedne oddziały szły ul. Rzgowską, a następnie ul. Piotrkowską, inne ul. Konstantynowską, następnie ul. 11 Listopada. Żołnierze byli owacyjnie witani przez niemiecką ludność Łodzi. Trasy przemarszu udekorowano flagami hitlerowskimi ze swastyką oraz napisami po niemiecku „Serdecznie witamy”, które były dekorowane girlandami liści. Na ulicach stały szpalery łódzkich Niemców, a także przybyłych z pobliskich miejscowości. Żołnierzy obdarowywano kwiatami, napojami, słodyczami, papierosami, które - jak donosił „Freie Presse" - znikły całkowicie tego dnia ze sklepów...

Niemiecki wzór

Łódź i cała aglomeracja zostały formalnie włączone do III Rzeszy 4 listopada 1939 roku. Decyzję tę podjął osobiście Hitler. 11 kwietnia 1940 Łódź zniknęła ze wszystkich map. W jej miejsce pojawiło się miasto Litzmannstadt. Nazwano ją tak na cześć generała Karola Litzmanna, bohatera tzw. bitwy łódzkiej z czasów pierwszej wojny światowej. Herbem miasta przestała być łódka. Została nim podwójna swastyka na niebieskim tle...
Na pewno nie udało się Niemcom zrealizować planów mówiących, że koło Łodzi zostaną wybudowane trzy autostrady, a łódzkie ulice staną się szerokimi alejami. Jednak ślady niemieckiej architektury widać w naszym mieście do dziś. Zwiększono wtedy obszar miasta Łodzi. Już w styczniu 1940 roku do jej granic włączono m.in. Rudę Pabianicką, Radogoszcz, Nowe Rokicie, Chojny Zatorze. Trzeba przypomnieć, że przed wojną granice Łodzi wyznaczała tzw. kolei obwodowa. Po zmianach wprowadzonych przez Niemców jej powierzchnia zwiększyła się z 58 kilometrów kwadratowych do około 200 km kwadratowych. Po wyzwoleniu nowe władze miasta unieważniły niemieckie decyzje co do granic miasta. 22 lipca 1945 roku przywrócono przedwojenny stan, ale już kilka miesięcy później w grudniu, powiększono obszar miasta do 212 km kwadratowych. Ruda Pabianicka, Nowe Rokicie, Radogoszcz czy Chojny Zatorze znowu stały się częścią Łodzi.

Plan dla miasta Łodzi

We wrześniu 1941 roku Niemcy opracowali „Plan generalny miasta Łodzi”. Zakładał on m.in że w Łodzi będzie mieszkać tylko 500 tysięcy ludzi. Na wschodzie miasta miały powstać dzielnice przemysłowe. Planowano rozbudowę układu kolejowego. Miano też przebudować centrum miasta. Zakładano, że  nowe jego serce będzie utworzone w okolicach Dworca Kaliskiego i ul. Łąkowej, tam gdzie po wojnie powstała Wytwórnia Filmów Fabularnych. Niemcy planowali w zasadzie wybudować nowe miasto. Ulice miały mieć 25 metrów szerokości, co wiązało się wyburzeniami wielu  domów. Z Łodzi, jako wzorowego niemieckiego miasta, chciano wysiedlić Żydów, Polaków, a na ich miejsce sprowadzić Niemców, głównie tych zamieszkałych na terenie ZSRR i w krajach nadbałtyckich. Zakładano wybudowanie kilkunastu tysięcy nowych mieszkań, nowego centrum miasta, nowych parków. Bałuty miały stać się dzielnicą willową. Planowano rozbudowę lotniska Lublinek. To Niemcy wybudowali tam betonowy pas startowy, który służył wiele lat po wojnie. Jednocześnie koło Łodzi, w okolicach Rąbienia planowano inną, lotniczą inwestycję. Chcieli tam zbudować wielkie lotnisko.  Na Stokach planowali budowę wydzielonych osiedli, tzw. miast ogrodów. Miały to być: Stoki Północ, Środek, Południe.Jeszcze przed wojną Towarzystwo Osiedli Robotniczych, znane jako TOR, powołane w 1934 roku przez Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów do budowy tanich domków, dla osób których zarobki nie przekraczały 250 zł miesięcznie, wybrało ten teren na swoją inwestycję. Osiedle zaczęto budować w rejonie ul. Turnie, Wichrowej, Halnej. Projektowało je małżeństwo łódzkich architektów Barbara i Stanisław Brukalscy. Ale budowy osiedla nie dokończono. Przerwała je wojna. Plany przejęli Niemcy i dokończyli budowę. W 1942  roku  zaczęli budować osiedle Stoki Południe. Powstało 65 domków. Tzw. niemieckie domy stanęły w okolicy ul. Pieniny, Zbocze, Skalna. Charakterystyczny jest zwłaszcza dom na ul. Zbocze, na który na Stokach do dziś mówi się „podkowa”.

– Wybudowano go właśnie w kształcie podkowy, a podobno miała to być swastyka, ale Niemcom coś nie wyszło – wyjaśnia Beata Krysiak, jedna z mieszkanek Stoków, która tę historię słyszała od swojej babci.

Większość tych domów nie udało się wykończyć przed zakończeniem wojny. Stały w stanie surowym. Część z nich służyła Niemcom jako  koszary wojskowe. Po wojnie stacjonowało tam polskie wojsko, a w końcu umieszczono w nich łódzkie rodziny robotnicze. Zaczęły się tam wprowadzać w 1950 roku.
Do dziś w Łodzi znajduje się też inne osiedle, które podczas wojny stworzyli niemieccy architekci.

Łódzki "Berlinek"

Osiedle w okolicach ul. Kalinowej łodzianie nazywają  „Berlinkiem”, bo ponoć zbudowano je w kształcie niemieckiej swastyki. Oś osiedla tworzy ul. Kalinowa, która spina się z ul. Morwową i Osinową. W czasie wojny zamieszkali tu wysocy urzędnicy niemieckiej administracji, hitlerowcy oficerowie, wielu lotników. Były to duże mieszkania, miały od 75 do 100 metrów powierzchni, niektóre dwupoziomowe

– Domki na tym osiedlu mają na pierwszy rzut oka wygląd domów obronnych – mówiła nam Alina Jabłońska, łódzka przewodniczka. – Małe okna, kiedyś z okiennicami, surowe, wysokie. spadziste dachy. Osiedle miało wspólną infrastrukturę, czyli pralnie, magazyny. W piwnicach były schrony przeciwlotnicze, a wokół domów małe ogródki. Miały zostać zbudowane z tak solidnych materiałów, by przetrwały kilkaset lat i świadczyły o nieprzemijalnych wartościach III Rzeszy.

 
Niemcy budowali tylko domy ze spadzistymi dachami. Uważali, że płaskie są przeznaczone dla plebsu. Gdyby zrealizowali swoje plany, to Łódź pewnie wyglądałaby dziś jak ponure koszary.
Andrzej Danowski przewodnik po Łodzi, instruktor PTTK twierdzi że domy znajdujące się przy ul. Kalinowej budowane były w różnym standardzie.

– W ostatnich są na przykład tak małe, cynkowe wanny, że można co najwyżej w nich kucać – dodaje przewodnik.

Przed wojną w niemieckiej architekturze obowiązywała tzw. szkoła Bauhausu. Budowano nowocześnie i funkcjonalnie.
– Ale hitlerowskie Niemcy potrzebowały budownictwa monumentalnego – przypomina Andrzej Danowski. – Miało one podkreślać rolę III Rzeszy. U nas potem odbiło się to w formie budownictwa socjrealizmu. Zrezygnowano więc ze szkoły Bauhausu. Albert Speer zaprojektował m.in nowe centrum Berlina. Kancelarię III Rzeszy. Hitler długo się nią nie nacieszył. Rosjanie wysadzili ją w powietrze, a co cenna zabrali.

Albert Speer zajął się potem projektowaniem obozów koncentracyjnych, zaprojektował też kwaterę Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu. Jednocześnie wraz z porażkami na froncie niemiecka architektura zaczęła powracać do elementów szkoły Bauchausu. Miała być przede wszystkim funkcjonalna.

Andrzej Danowski przyznaje, że w latach trzydziestych Niemcy te swoje nisko domowe osiedla lubili budować  w kształcie swastyki czy też mającego świadczyć o ich potędze orła. Na przykład pod Berlinem Niemcy posadzili las w kształcie swastyki.

– Jeśli więc takie osiedle Niemcy zaczęli budować w Łodzi, to zakładano, że także tu powstało ono w takich schemacie – tłumaczy tajemnicę kształtu „Berlinka” Andrzej Danowski. – Sam nie widziałem tego osiedla z lotu ptaka, więc nie mogę powiedzieć, że ma kształt swastyki.

Z drugiej strony Andrzejowi Danowskiemu wydaje się też mało prawdopodobne, że osiedle to miało kształt hitlerowskiego symbolu.

– Nie sądzę, by Niemcy decydowali się na coś czego trzeba byłoby się domyślać – przekonuje Andrzej Danowski. – Oni wybierali symbole. Albo coś było, albo nie zakładano tego.

Bogusław Zawadzki, nieżyjący już łódzki przewodnik, który oprowadził po Łodzi setki wycieczek, też nie wiedział czy tak naprawdę to osiedle ma kształt swastyki. Przypuszczał, źe historię o tym wymyślił jeden z łódzkich przewodników, by „błysnąć”. A ta informacja, niczym legenda miejska, zaczęła przechodzić z ust do ust.

Niemieckie osiedle

Niemcy wybudowali też osiedle znajdujące się na Radogoszczu, w rejonie ul. Ziołowej, Trawiastej, Nagietkowej, Rumiankowej, Piołunowej.  Domy zaczęto stawiać między 1943 a 1944 rokiem. Ich pierwszymi lokatorami były niemieckie rodziny, które przyjechały do Łodzi z głębi III Rzeszy w obawie przed bombardowaniami. Domy były  parterowe, niepodpiwniczone ze spadzistymi dachami. Nie miały wygód. Wspólne łazienki znajdowały się w ogrodzie i były przeznaczone dla mieszkańców kilku domów. Gdy powstawało osiedle mieszkaniowe na Radogoszczu zastanawiano się czy te poniemieckie domy nie wyburzyć. Większość pozostała.
Pozostałością po wojennych czasach są domy stojące przy  ul. Milionowej 41 - 49 i Łęczyckiej 2-6. Można w nich zauważyć elementy niemieckiej architektury. Choć dom przy ul. Milionowej ma balkony, co nie było częstym elementem w budynkach tworzonych przez hitlerowskich architektów.

Niemcy wybudowali też stojące do dziś domy kolejowe na Olechowie, między innymi przy ul. Dyspozytorskiej. Okupanci rozpoczęli tam też budowę wielkiej stacji przeładunkowo - rozrządowej. Jednak jej plany, jeszcze przed wojną sporządzili Polacy. Miała to być największa stacja towarowa w Europie! W związku z tą inwestycją hitlerowcy założyli na Olechowie obozy pracy. Jednocześnie wysiedlili wielu Polaków mieszkających w pobliżu powstającej stacji. M.in z Andrzejowa, Olechowa, Feliksina. Wywieziono ich do Generalnej Guberni. Stację budowali Żydzi dowożeni z łódzkiego getta. Codziennie przyjeżdżały trzy - cztery wagony ze stacji Radegast. Potem utworzono obozy przy ul. Jędrzejowskiej, Zakładowej oraz ul. Wieńcowej i Podleśnej. Ich więźniowie pracowali przy budowie olechowskiej stacji. Przy ul. Jędrzejowskiej był obóz przygotowany dla Polaków. Najgorzej traktowano Żydów. Wielu straciło życie przy budowie stacji. Ich zwłoki zasypywano w nasypach kolejowych. Oblicza się, że zamordowano tu około 19.000 Żydów.  Pracowali oni tu do 1944 roku, choć na pamiątkowej tablicy jest podawany rok 1945.

W 1943 roku do Olechowa przywieziono jeńców angielskich. Było ich około 800. Zamieszkali w obozie przy ul. Wieńcowej i Podleśnej. Byli najlepiej traktowani. Otrzymywali paczki z PCK, mogli opuszczać teren obozu. W końcu sześciu z nich uciekło. Była to udana ucieczka. Po tym Anglików wywieziono w głąb Niemiec.

Pan Henryk, mieszkaniec Andrzejowa, opowiadał nam, że do dziś przy drodze na Olechów stoi budynek komendanta obozu dla Anglików. Dziś mieszkają w nim lokatorzy. Po pozostałych obozach nie ma śladu.

– Ale gdyby dobrze kopać po drugiej stronie bloków znajdujących się przy ul. Zakładowej, to znalazłoby się fundamenty baraków – przekonuje pani Krysia, mieszkanka domów przy ul. Dyspozytorskiej i dziwi się, że w pobliżu wybudowano przepompownie ścieków.

Do dziś na Olechowie można podziwiać wieżę ciśnień dzięki której zaopatrywano w wodę parowozy. Wybudowała ją ją firma z Poznania i w Polsce są tylko trzy takie. W Olechowie, w Koninie i w Inowrocławiu. Obok wieży znajduje nieczynna i niszczejąca kotłownia.

Pozostałością po okupancie są też zw. podwójne przystanki. Do tej pory spotkamy je na przykład przy rynku na ul. Dolnej. To takie przystanki na których mogą się zatrzymywać jednocześnie dwa tramwaje. Takie rozwiązanie Niemcy wprowadzili w 1941 roku. Na ironię w czasie wojny tramwaje stały się masową komunikacją. Przed wojną tramwaje miejskie w dużej części były przedsiębiorstwami prywatnymi. Stanowiły więc drogi środek transportu. Okupant wprowadził niskie ceny biletów. Wtedy komunikacja tramwajowa stała się masowa. Chodziło jednak nie o wygodę Polaków, ale przede wszystkim, by masy Polaków szybko dotarły do fabryk, a potem wydajnie pracowały. Oczywiście pierwszy wagon tramwajów był przeznaczony tylko dla Niemców.

Przemysłowe dzielnice

W czerwcu 1943 roku uroczyście  Niemcy otworzyli pętlę tramwajową przy placu Niepodległości.
Większość pomysłów Niemcom nie udało się zrealizować. Ale z wielu z nich zaczęły korzystać powojenne władze. Stało się to dzięki polskim pracownikom zatrudnionym jako kreślarze w  okupacyjnym Wydziale Planowania Miasta. Choć oczywiście powojenny rozwój miasta nie był wierną kopią niemieckich koncepcji. Przecież w wyzwolonej Łodzi miało mieszkać nie 500, a 800 tysięcy ludzi. Nie chciano już budować miast czy osiedli ogrodów. Zaczęto przebudowywać Bałuty, ale nie powstało tam osiedle willowe. W 1947 roku usuniętą zabudowę Starego Rynku, która przetrwała okupację. Postawiono tam nowe domy. Utworzono park Staromiejski, obok którego wybudowano bloki. Niemcy planowali wynieść też z centrum miasta przemysł. Na ul. Piotrkowskiej znajdowały się przecież przędzalnie przemysłowe. Pomysł ten zrealizowano po wojnie. Przykładami są Teofilów Przemysłowy i Dąbrowa Przemysłowa, gdzie na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych umieszczono nowe powstające zakłady przemysłowe. Jest wiele osób, które przekonują, że niemieckim pomysłem jest trasa W - Z, łącząca wschodnią i zachodnią część Łodzi. Inni przekonują, że źródeł jej powstania należy szukać w radzieckich wzorcach. Niemcy bowiem nie myśleli o takiej trasie, bo Łódź miała być mniejszym miastem i taka trasa nie byłaby potrzebna. Ale to ponoć kopią ich koncepcji są dwupasmowe al.Kościuszki i ul. Zachodnia. Na swym znaczeniu stracić miała ul. Piotrkowska. Na szczęście tak się nie stało

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak unikać informacyjnego przeładowania? Zobacz program 3 sposoby NA

Materiał oryginalny: Co w Łodzi pozostało z wojennych czasów? Stała się niemieckim miastem - Dziennik Łódzki

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Czy to jest news dnia? Nie, to historia.

A może czytamy podręcznik historii? Też nie.

No to o co chodzi? Chodzi o kampanię wyborczą PiS, która opiera się na sianiu nienawiści wobec Niemców. Oczywiście żadnych reparacji nie będzie, ale za to odwróci się uwagę suwerena od realnych problemów jak brak węgla, drożyzna, brakujące leki, zatruta Odra...

Właśnie: przedstawiciele rządu oskarżają Niemców o zatrucie Odry. Tylko Odra jest zatruta na 160km przed dotarciem do niemieckiej granicy. Najwyraźniej niemiecka trucizna popłynęła pod prąd.
V
Verlagsgruppe
4 września, 19:59, Gość:

Czy to jest news dnia? Nie, to historia.

A może czytamy podręcznik historii? Też nie.

No to o co chodzi? Chodzi o kampanię wyborczą PiS, która opiera się na sianiu nienawiści wobec Niemców. Oczywiście żadnych reparacji nie będzie, ale za to odwróci się uwagę suwerena od realnych problemów jak brak węgla, drożyzna, brakujące leki, zatruta Odra...

Właśnie: przedstawiciele rządu oskarżają Niemców o zatrucie Odry. Tylko Odra jest zatruta na 160km przed dotarciem do niemieckiej granicy. Najwyraźniej niemiecka trucizna popłynęła pod prąd.

4 września, 22:35, Gość:

Podręcznik do historii, to ty widziałeś... qoorwa przez szybę:) Chodzi o to, że jesteś głupi jak but, ale to innych uważasz za "przygłupów". Niemiaszki rozgrywają was jak małe dzieci, a wy idioci tańczycie jak wam zagrają:

https://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/8211645,niemieccy-zieloni-przeciwni-polskim-planom-regulacji-odry.html

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/port-kontenerowy-w-swinoujsciu-niemcy-chca-zablokowac-inwestycje/rjwl2c5

I już mamy przygłupa.

s
sas
sianie nienawiśći do niemiec....dalej nie czytałem po czym człowieku masz taki odlot?
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie