Czekoladowa historia Gdańska

Czytaj dalej
Fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
Sławomir Kościelak

Czekoladowa historia Gdańska

Sławomir Kościelak

Historię Gdańska można opowiadać na różne sposoby. Wyjątkowo smakowite jest wspominanie dawnych fabryk czekolady i ich wyrobów.

Wśród spisanych swego czasu przez Jerzego Sampa legend gdańskich jest i ta, która dotyczy niezwykłego czekoladowego tortu, jakim gdańscy cukiernicy mieli uraczyć Napoleona i jego gości. Na srebrnej tacy podano wykonaną z czekolady miniaturę Gdańska. Zachęceni przez Napoleona oficerowie dokonali następnie - za pomocą łyżeczek - bezpardonowego szturmu na słodkie miasto. Trudno o lepszą alegorię dla historii gdańskiej branży czekoladowej i jej prawdziwej „wisienki w torcie” - Zakładów Cukierniczych Bałtyk. Ale przedstawmy te dzieje po kolei.

Najdawniejsza historia „boskiej” czekolady

Czekoladę wynaleźli żyjący nad Zatoką Meksykańską Olmekowie, jeszcze przed naszą erą i narodzinami Chrystusa w śródziemnomorskiej Palestynie. Delektowali się nią następnie Majowie i Aztekowie. Spożywali czekoladę w formie polewki, papki, proszku, przede wszystkim jednak jako napój. Ziarno kakaowca służyło jako surogat pieniądza, a czekoladzie przypisywano znaczenie magiczne, obrzędowe, symboliczne i stosowano ją jako lek w wielu chorobach. Trudno się nie zgodzić z przeświadczeniem prekolumbijskich kultur, że ten aromatyczny, choć lekko gorzkawy środek leczył m.in. anemię, brak apetytu, fizyczne i psychiczne wyczerpanie. Hiszpańscy konkwistadorzy zachwycili się czekoladą nie od razu. Była zbyt gorzka, a tubylcy dodawali do niej składniki, które i dzisiaj - w ekstrawaganckim świecie smaków XXI w. - przyprawiłyby o zawrót głowy i... żołądka, np. chili. Szybko jednak nauczono się dodawać do kakao przede wszystkim cukier, śmietanę i tak ulepszony czekoladowy napój podbił salony całej nowożytnej Europy. We Francji pod koniec XVII w. wynaleziono specjalnie naczynie do sporządzania czekoladowego napoju - szokolatierę. W Anglii w XVIII stuleciu pojawiły się służące spożywaniu tylko tego przysmaku czekoladziarnie. Tu także zaistniały pierwsze, bardzo jeszcze niedoskonałe, fabryki czekolady. Z czasem nauczono się mieszać rozproszkowane kakao z mleczkiem kakaowym, produkować zeń tabliczki, batoniki, a czekoladowe cukierki po raz pierwszy zapakowano do efektownych bombonierek. Produkcja rozwinęła się na skalę masową i wypromowano pierwsze, do dziś znane na rynku marki, takie jak angielskie Fry’s, Cadbury, szwajcarskie Nestlé, Lindt czy amerykańskie Hershey.

W XVIII w. czekolada pojawiła się także w Polsce i traktowana była początkowo jako lek i smakowity napój dla najbogatszych. Z magnackich pałaców rychło trafiła jednak do domów mniej zamożnych mieszkańców kraju nad Wisłą. I trudno się dziwić, że jej spożywanie stało się czymś naturalnym przede wszystkim w Gdańsku, głównym porcie Rzeczypospolitej, do którego kakao przywożono w pierwszej kolejności. Dwukrotnie podczas pobytu w Gdańsku w 1773 roku raczył się czekoladą znakomity artysta malarz Daniel Chodowiecki. Kilka lat później w lokalnej gazecie „Danziger Erfahrungen” ukazała się cała seria artykułów opisujących, jak powstaje ten produkt, jak również zachwalających zalety i właściwości czekolady. W najstarszych gdańskich książkach kucharskich, wydawanych w XIX w., pojawiały się dania oparte na czekoladowym ekstrakcie, np. czekoladowa zupa mleczna lub czekoladowa legumina. W gazetowych anonsach z pierwszej połowy tego stulecia kuszono zagranicznymi nazwami, reklamowano czekoladę paryską, portugalską, włoską. Sprowadzano „hamburską” czekoladę waniliową lub „żołędziową” czekoladę z Berlina, polecano czekoladę „korzenną” lub w formie proszku „do zupy”. Sprzedawano je w mieszczańskich sklepikach na Piwnej, Chlebnickiej, Długiej i Szerokiej, bo tam było najbliżej spragnionym słodkich wrażeń zamożniejszym gdańszczanom.

Pierwsze gdańskie fabryki czekolady

Pierwsze rodzime, gdańskie wytwórnie cukierków i czekolady pojawiły się zaraz po tym, jak ucichły salwy napoleońskich armat, a Gdańsk zamienił się z powrotem w prowincjonalne miasto Królestwa Prus. Co ciekawe, słodki towar produkowano w samym sercu miasta, na Głównym Mieście.

Jedną z najstarszych takich fabryczek była założona w 1817 roku wytwórnia wyrobów cukierniczych Zuckerwarenfabrik przy Piwnej (Jopengasse) 27, własność rodziny Schmidtów. W 1829 roku Dampf-Chocoladen-Fabrik (czyli „parowa fabryka czekolady”) z Poczdamu ulokowała swoją gdańską filię w kamienicy przy ul. św. Ducha 12, należącej do gdańskiego kupca ormiańskiego pochodzenia Johanna Stephana Schahnasjana, tego samego, który posiadał piękną restaurację ogród na Starych Szkotach, był kupcem w branży bursztyniarskiej, członkiem Zarządu Miasta i redaktorem kilku codziennych gazet. W latach 40. XIX w. otworzyli swoje zakłady August Heinrich Lindemann przy Szerokiej 54/55 i Gottlieb Ferdinand Schmidt przy ul. Piwnej 61. Lokalizację przy Piwnej 61 przejął wkrótce inny przedsiębiorca gdański, Hermann Robert Hintz, a od 1871 do 1945 roku produkował tu swoje czekolady, konfitury i przede wszystkim marcepany fabrykant Georg Mix, wzbogacony na produkcji słodkości syn gdańskiego krawca. W latach 80. XIX w. całą sieć biur, sklepów stworzył w centrum Gdańska kupiec żydowskiego pochodzenia Jacob Moritz Löwenstein. Jego wytwórnia (Danziger Schokoladen, Marzipan- und Zuckerwarenfabrik) mieściła się od 1890 roku przy ul. Ogarnej 47/48. To ona dała początek jednemu z kilku przedsiębiorstw, które po 1945 roku weszły w skład Zakładów Cukierniczych Bałtyk. Ponadto na przełomie XIX i XX w. w branży czekoladowej działali m.in. Paul Oscar Liebert, Paul Schreiber, Otto Russau, Carl Gustav Schmidt. Jednak prawdziwa czekoladowa era w dziejach gdańskiej przedsiębiorczości miała dopiero nadejść.

Znad Motławy nad Strzyżę - Sarotti, Kosma i Baltic

W 1892 roku fabryczkę przy Ogarnej 47/48 przejął inny żydowski kupiec z Gdańska, Jacob Moritz Cohn, właściciel dużego przedsiębiorstwa Schneider&Company GmbH, mającego aspiracje co najmniej ponadregionalne. Czekolada stała się wiodącym produktem tej firmy. Ciasna lokalizacja na Głównym Mieście nie dawała możliwości rozwoju, zatem w 1904 roku Cohn przeniósł produkcję na skraj Wrzeszcza, w rejon dzisiejszej al. Grunwaldzkiej (wówczas Hauptstrasse), nad nurt rzeczki Strzyży. Biuro z mieszkaniem dyrektora mieściło się w kamienicy przy Hauptstrasse 65 (po zmianie numeracji w połowie lat 30. XX w. - był to nr 149), natomiast budynki fabryczne ulokowano w sąsiedztwie, przy ówczesnej Labesweg (po wojnie - ul. Kościuszki), z numerem przy tej ostatniej ustawicznie modyfikowanym - najpierw 2d, potem 5b, a po 1945 roku - 5c. Budynki fabryki tworzyły rodzaj czworoboku, którego zewnętrzne skrzydła zajmowały hale produkcyjne oraz maszynownia z charakterystycznym wysokim kominem. Już w 1907 roku pracowało tu 61 pracowników. Firma modyfikowała w tym czasie nazwę na nieco bardziej złożoną - Danziger Schokoladen-, Marzipan- und Zuckerwarenfabrik Schneider&Co. GmbH, a jej współwłaścicielem został mocno zaangażowany w branżę cukierniczą kupiec z Głównego Miasta, Eugen Post. Podczas pierwszej wojny światowej przedsiębiorstwo nazywało się Schneider&Company - Norddeutsche Schokoladenfabrik GmbH, co sugerowało daleko posuniętą konsolidację terytorialną i specjalizację branżową. Niestety, wojna, z jej ograniczeniami i ekonomicznymi trudnościami, z pewnością nie przysłużyła się rozwojowi firmy.

Zmieniały się epoki, ale słabość gdańszczan do słodyczy zawsze była taka sama. Na zdj. sklep ze słodyczami, lata 70.
Marek Adamkowicz Pudełko po czekoladkach z firmy Kosma.

Jeszcze w toku wojny Cohn wycofał się z interesów, zostawiając zakład na głowie Posta, i jako rentier zamieszkał we Wrzeszczu, przy ul. Jesionowej 4. Post wkrótce dopuścił do spółki Salomona Juliusa Jewelowskiego, znanego gdańskiego kupca i przedsiębiorcę o społecznikowskim zacięciu, działacza żydowskiej gminy w Gdańsku, w latach 1920-1923 i 1929-1930 posła do gdańskiego Volkstagu, zwolennika ścisłej współpracy gospodarczej Wolnego Miasta z Polską. Zabiegi te nie zdołały jednak uratować w trudnym powojennym czasie ambitnego przedsiębiorstwa. W 1922 roku fabrykę we Wrzeszczu przejął duży berliński koncern Sarotti AG z Berlina-Tempelhof, na którego czele stał wówczas człowiek legenda branży czekoladowej Anton Kanold, biznesmen szwedzki niemieckiego pochodzenia, dysponujący siecią fabryk czekolady w Szwecji, Niemczech, Czechosłowacji, Włoszech, Francji, Danii i, po odzyskaniu niepodległości - także w Polsce, m.in. w Lesznie. W 1925 roku kierownictwo zarządu gdańskiej filii Sarotti AG objął z kolei dr Hans Kossmann, wcześniej członek jej rady nadzorczej. Jeszcze przed wybuchem wielkiego kryzysu gospodarczego w 1929 roku przejął on gdański oddział Sarotti i wespół z najbliższą rodziną stworzył z niego rodzinny interes, pod zmienioną nazwą Kosma AG, niewątpliwie nawiązującą do nazwiska nowych właścicieli. Firma specjalizowała się wówczas w produkcji czekolad mlecznych i deserowych i osiągała całkiem pokaźne obroty, do blisko 2 mln guldenów w końcu lat 20. Niestety, wraz z wielkim światowym kryzysem przeszła na początku lat 30. poważne załamanie. Trzeba było w 1932 roku znacznie zredukować wysokość kapitału zakładowego oraz wartość akcji, a obroty zeszły poniżej miliona guldenów. Świadczyło to o poważnym osłabieniu pozycji Kosma AG na gdańskim rynku.

Produkowanie czekolady i wyrobów cukierniczych, mimo chwilowych kryzysów ekonomicznych i politycznych, musiało być jednak w Wolnym Mieście intratnym przedsięwzięciem, skoro wciąż powstawały nowe zakłady tej branży. Konkurencyjną dla Kosmy AG firmę założył w 1929 roku lokalny biznesmen Kurt Konsorski, do tego momentu właściciel rafinerii cukru w Nowym Porcie przy ul. Przemysłowej 1 (Lotsenweg). Nadał jej nazwę „Baltic”, po wojnie wykorzystaną dla scalonej w jedno przedsiębiorstwo gdańskiej branży czekoladowej. W następnym roku przeniósł fabrykę czekolady do Wrzeszcza, w sąsiedztwo kompleksu Kosma AG, na Hauptstrasse (Grunwaldzką) 70c (po reformie numeracji w ciągu ulicy nr 163). Mieścił się tu jeden ze spichlerzy, budynków dawnego wojskowego urzędu aprowizacji, który po demilitaryzacji Wolnego Miasta zaadaptowany został na cele przemysłowe. W 1937 roku dokupiono drugi ze spichlerzy, opatrzony numerem 161, co dobrze świadczyło o rentowności przedsiębiorstwa. Produkowano tu różnego rodzaju czekolady, ale także bardzo popularne dropsy orzeźwiające.

Anglas - oliwskie korzenie Bałtyku

Zmieniały się epoki, ale słabość gdańszczan do słodyczy zawsze była taka sama. Na zdj. sklep ze słodyczami, lata 70.
Marek Adamkowicz Gdańskie fabryki czekolady miały bardzo zróżnicowaną ofertę, o czym świadczą zachowane do dziś opakowania po ich wyrobach. Można wśród nich znaleźć m.in. puszki na herbatę (sądząc po napisach, była ona przeznaczona na rynek polski).

Do 1926 roku Oliwa była odrębną osadą, ludną i dobrze z Gdańskiem skomunikowaną. Pozostając w granicach Wolnego Miasta, bardzo dobrze nadawała się do lokowania tu nowych zakładów w branżach dobrze już rozwiniętych - tak jak przemysł cukierniczy - w Gdańsku właściwym. W 1921 roku przy ówczesnej Danziger Strasse 26 (Grunwaldzkiej 473/475) powstała spółka akcyjna Olka Schokoladenwerke AG. Rok później przy dzisiejszej Dickmanna 15/16 powstał oddział firmy Dr. Oetker. Natomiast w 1923 roku kilku angielskich biznesmenów żydowskiego pochodzenia, tzw. białych emigrantów z ogarniętej rewolucją bolszewicką Rosji, podjęło decyzję o utworzeniu jeszcze jednej firmy produkującej w Oliwie czekoladę: The Anglo-Asiatic Company Ltd, w skrócie (od 1930 r. Anglas). Firmą tą kierowali z Londynu i Paryża bracia Ilia i David Wysoccy (w wersji niemieckiej nazwiska Wissotzky). Trzeba nadmienić, że Wolne Miasto Gdańsk stało się miejscem zamieszkania dla licznej grupy rosyjskich emigrantów, którzy tworzyli tu bardzo aktywne środowisko, zarówno pod względem kulturalnym, jak i gospodarczym.

Zmieniały się epoki, ale słabość gdańszczan do słodyczy zawsze była taka sama. Na zdj. sklep ze słodyczami, lata 70.
Marek Adamkowicz Puszka, w której znaleźlibyśmy kakao z Anglasa.

Była tu jednak równocześnie bardzo silna, aż do czasu nazistowskiego terroru, żydowska gmina synagogalna. Razem tworzyło to więc bardzo dobre warunki dla tego rodzaju międzynarodowego przedsięwzięcia, zatrudniającego, obok Rosjan oraz Żydów rosyjskiego pochodzenia, także rdzennych Niemców i Anglików. The Anglo-Asiatic Company Ltd. zarejestrowano w Wolnym Mieście 2 maja 1923 roku, przy czym początkowo biuro mieściło się na obrzeżach Głównego Miasta, przy ul. Zbytki 3 (Ketterhagerstrasse). Zakłady produkcyjne firmy ulokowano na przełomie 1923 i 1924 roku na wschodnich obrzeżach Oliwy, w sąsiedztwie ówczesnej ulicy drogi Sasper Weg (następnie Colbatzer Strasse, dziś gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego), w trójkącie między tą arterią a późniejszymi Zimmerstrasse (obecnie Leona Droszyńskiego) oraz Humboldtstrasse (obecnie Słowiańska). Hale produkcyjne oraz magazyny były parterowe, częściowo murowane. Przedsiębiorstwo zajmowało się produkcją wyrobów czekoladowych, ale także śmietanki do kawy (to była Anglas Schokoladenfabrik). Równolegle pakowano i rozprowadzano herbatę z własnych, „azjatyckich” plantacji (dział pod nazwą Anglas Teefabrik). Do kompleksu fabrycznego prowadziła osobna bocznica kolejowa. Po rezygnacji z lokalu w Śródmieściu tu przeniesiono biuro firmy, najpierw z adresem Zimmerstrasse 8, potem Humblodtstrasse 4.

Oliwski Anglas w latach 30. świetnie prosperował i osiągał obroty i zyski znacznie wyższe aniżeli zasiedziała na rynku gdańskim firma Kosma AG.

Zmieniały się epoki, ale słabość gdańszczan do słodyczy zawsze była taka sama. Na zdj. sklep ze słodyczami, lata 70.
Marek Adamkowicz Pamiątki związane z firmą Anglas oraz wytwórnią marcepanów i czekoladek Georg Mix Schokoladen-, Konfitüren- und Marzipanfabrik.

W cieniu narodowego socjalizmu i wojny

W 1933 roku w Wolnym Mieście władzę przejęli naziści, forsując od tego momentu coraz jawniej i brutalniej swoje rasistowskie zamysły. Wzmożona presja, a wreszcie i bezpośrednie prześladowania, jakie spadły na gdańskich Żydów, zbiegły się ze stopniowym wycofywaniem się osób pochodzenia żydowskiego z zarządu spółki Anglas, zwłaszcza jej gdańskiego oddziału. W 1938 roku, w atmosferze „kryształowej nocy” i odbierających Żydom podstawowe prawa obywatelskie ustaw norymberskich, ogłoszono fuzję gdańskiej filii przedsiębiorstwa Anglas z lokalną firmą Ulrich Thomas, należącą do kupca i przedsiębiorcy o tym nazwisku, Ulricha Thomasa, skoligaconego z rządzącym wrzeszczańską Kosmą AG klanem Kossmanów. Oznaczało to praktycznie przejęcie dobrze prosperującego przedsiębiorstwa z Oliwy przez przeżywającego wciąż gospodarcze trudności podupadłego potentata z Wrzeszcza. Niezmienny pozostał asortyment produktów cukierniczych oferowanych przez oliwską fabrykę. Według danych z marca 1939 roku, produkowano tu m.in. czekolady mleczną, mleczno-orzechową, półgorzką, deserową, a także - na rynek polski, bo z dopiskiem po polsku „czysto naturalny” - kakao w proszku.

W czasie wojny produkcja wyrobów czekoladowych uległa wyraźnemu ograniczeniu. W budynkach firmy Anglas w Oliwie ulokowano składnicę akt szefa Archiwum Wojsk Lądowych (Aktensammelstelle des Chefs der Heersarchiv Danzig), w której zgromadzono zdobyte podczas wojny archiwalia polskie i sowieckie. Część tych materiałów została przed marcem 1945 roku wywieziona w głąb Rzeszy, część spłonęła podczas bombardowań, a część po zajęciu miasta przejęli Rosjanie. Charakter archiwum został utrzymany w tym miejscu także po wojnie, gdy przez pewien czas mieścił się tu oddział Centralnego Archiwum Wojskowego. Z kolei zakłady cukiernicze we Wrzeszczu uległy częściowemu zniszczeniu podczas działań wojennych w marcu 1945 roku.

PRL-owski zjednoczony Bałtyk

Po przeniesieniu archiwum w inne miejsce 8 sierpnia 1949 roku utworzono Gdańskie Zjednoczone Fabryki Cukrów i Czekolady. Centrum zarządzania przedsiębiorstwem przeniesiono do Oliwy, do budynków dawnego Anglasa, z adresem przy ul. Droszyńskiego 8-11. Tu mieścił się Zakład nr 1, który produkował m.in. popularne czekolady mleczne i deserowe, takie jak Finezja, Admirał, Bałtyk, Ratuszowa oraz piankę Morską. Zakładowi nr 2, dawnemu przedsiębiorstwu Baltic, pozostał tylko jeden ze spichlerzy, mieszczący się przy al. Grunwaldzkiej 161. Wyrabiano tu słodycze tzw. wschodnie - chałwę, sezamki, batony (w tym tzw. krymski), galaretki wielosmakowe, ptasie mleczko, michałki, likworki, nugaty. Zwłaszcza produkcja sezamków była bardzo dochodowa, ponieważ dzięki sprzedaży tego asortymentu do krajów arabskich uzyskiwano tzw. odpisy dewizowe. Dawna fabryka Kosma AG stanowiła Zakład nr 3, z obiektami zlokalizowanymi przy ul. Tadeusza Kościuszki 5c (biuro przy Grunwaldzkiej 149 w ramach przebudowy i poszerzenia jezdni tej alei przestało istnieć) i wypuszczała na rynek cukierki twarde i nadziewane - lizaki, landrynki, karmelki, pomadki mleczne oraz irysy. Specjalnością tego zakładu były cukierki tzw. szalupowe, stanowiące wyposażenie sprzętu ratowniczego na statkach handlowych, eksportowane do 54 krajów na świecie. W 1977 roku włączono jeszcze do ZPC zakład o podobnej branży z Gdyni Chyloni, przy ul. Puckiej 101, odtąd Zakład nr 4. Wytwarzano tu galaretki, żelki i cukierki „auto-cafe” (z dodatkiem kofeiny, z myślą o kierowcach samochodów). Zważywszy na tak wszechstronny asortyment wyrobów, trudno się dziwić, że w czasach PRL ZPC Bałtyk zaliczano do wiodących zakładów Wybrzeża i jednych z najlepszych tej branży w Polsce. Gdański Bałtyk słynął zresztą z innowacyjności. W Zakładzie nr 3 wykonano własną linię kondensacji mleka, co pozwoliło na znaczne obniżenie kosztów produkcji. W Zakładzie nr 2 funkcjonowało Laboratorium Badawcze, pracujące na potrzeby wszystkich 19 przedsiębiorstw tej branży w całym kraju. To tu w trudnych czasach stanu wojennego z inicjatywy ówczesnego dyrektora przedsiębiorstwa Stanisława Szukalskiego (pierwszego dyrektora nie z partyjnego nadania, ale z wyboru pracowników) wymyślono „wyrób czekoladopodobny” - dziś pogardzany synonim PRL-owskiego dna gospodarczego, ale po embargu na przywóz ziarna kakaowego doskonale imitujący, za pomocą ekstraktu z innych ziaren, smak czekolady i - ponieważ sprzedawany był poza systemem kartkowym - cieszący się wówczas sporym wzięciem. Mimo tych ograniczeń i pożaru, który w sierpniu 1983 roku doprowadził do zniszczenia działu produkcji czekolady w oliwskim Zakładzie nr 1, dzięki staraniom kierownictwa przedsiębiorstwa oraz całej, liczącej blisko 700 osób załogi, w 1989 roku ZPC Bałtyk znalazły się na liście 500 największych i najbardziej dochodowych przedsiębiorstw przemysłu przetwórczego stojącej u progu transformacji ustrojowej Rzeczypospolitej.

Bałtyk unicestwiony i odrodzony

Zachodzące w ostatniej dekadzie XX w. przekształcenia własnościowe objęły także ZPC Bałtyk. W 1991 roku dopuszczono do utworzenia w przedsiębiorstwie spółki pracowniczej (akcyjnej). W 1992 roku wszystkie trzy gdańskie filie zostały przejęte przez fiński koncern cukierniczy Karl Fazer, który utworzył na kanwie ZPC Bałtyk spółkę joint venture Bałtyk Chocolate, a w 1995 roku przekształcił ją w podporządkowaną koncernowi spółkę Fazer Polska sp. z o.o. (od 2002 r. „Cloetta Fazer Polska” sp. z o.o., od tego momentu także z kapitałem szwedzko-norweskim). Zakład nr 4 w Gdyni przejęła założona w 1995 roku spółka Atakan sp. z o.o., importer i dostawca artykułów spożywczych do konfekcjonowania, która przez pewien czas prowadziła w fabryce przy Puckiej 101 m.in. produkcję chałwy. Już w 1998 roku zamknięto i wyburzono, za zgodą wojewódzkiego konserwatora zabytków, zabytkowy obiekt dawnego Balticu przy Grunwaldzkiej 161. 23 marca 2005 roku w pozostałych oddziałach firmy wstrzymano produkcję, tłumacząc to niską rentownością i niepopularnością produktów. Skandynawscy właściciele zakładów zrezygnowali jednakże wcześniej z większości popularnych niegdyś w Polsce wyrobów ZPC Bałtyk, forsując swoje, w większości na polskim rynku nieznane (i gorszej jakości) marki. Tereny fabryczne we Wrzeszczu zostały sprzedane pod nowe inwestycje. W 2006 roku w miejscu Balticu przy Grunwaldzkiej 161 stanął sklep niemieckiej sieci handlowej Lidl. W latach 2006-2007 w miejsce Zakładu nr 3 (dawna Kosma) wybudowano wielkie centrum handlowe Galeria Bałtycka.

Zmieniały się epoki, ale słabość gdańszczan do słodyczy zawsze była taka sama. Na zdj. sklep ze słodyczami, lata 70.
Sławomir Kościelak Siedziba Zakładów Przemysłu Cukierniczego Bałtyk w Gdańsku Oliwie, przy ul. Droszyńskiego.

Filię oliwską Fazera uratował strajk załogi. Po długotrwałym sporze w 2005 roku właściciele wyrazili zgodę na wykupienie części udziałów i ponowne utworzenie tu spółki pracowniczej. We wrześniu tego samego roku w zakład przy Droszyńskiego 8/11 zainwestowała spółka PPHU (Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo-Usługowe) Bomilla z Włocławka, włączając go w skład utworzonej wówczas grupy kapitałowej. Powrócono do nazwy Zakłady Przemysłu Cukierniczego Bałtyk, z dodaniem określenia Sp. z o.o. - Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Siedzibą, jak poprzednio, stały się budynki przy Droszyńskiego 8/11. Przywrócono na wyrobach firmy również dawne, dobrze się kojarzące logo.

Zmieniały się epoki, ale słabość gdańszczan do słodyczy zawsze była taka sama. Na zdj. sklep ze słodyczami, lata 70.
Dr hab. Sławomir Kościelak - adiunkt w Instytucie Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Jest autorem licznych prac z zakresu historii Kościoła, reformacji i kontrreformacji w Prusach Królewskich oraz kultury i społeczeństwa Pomorza i Kujaw. Opublikował m.in. książki: 1000 lat gdańskiego Kościoła (1999), Tuczno. Szkice z dziejów kujawskiej wsi (2002, współaut.), Jezuici w Gdańsku od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku (2003), Skład osobowy Kolegium Gdańskiego OO. Jezuitów (XVI-XVIII wiek) (2005). Członek Stowarzyszenia Archiwistów Polskich i Polskiego Towarzystwa Heraldycznego.

ZPC Bałtyk produkują ponownie dobrze niegdyś znane i cenione wyroby, m.in. czekolady Finezja, Admirał, Bałtyk, stosując się do najlepszych receptur z okresu powojennego, ale tworząc również smaki i produkty zupełnie nowe. Zaprowadzono m.in. produkcję likworków z płynnym nadzieniem, wytwarzanych na rynku polskim jedynie w Gdańsku, ponadto pralin nadziewanych i cukierków „choco tofee”. Wyroby Bałtyku sprzedają się dobrze nie tylko na lokalnym, pomorskim rynku, ale także na Śląsku i poza granicami kraju, m.in. w krajach skandynawskich. Gdański Bałtyk ma się zatem znowu całkiem dobrze i „odważnie, ale z rozwagą” broni honoru i interesów gdańskiej branży czekoladowej.

Sławomir Kościelak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.