"Król Przemysł II nie zamordował Ludgardy. To czarna legenda". Wywiad z Elżbietą Cherezińską, autorką powieści historycznych

Wojciech Wybranowski
Wojciech Wybranowski
Elżbieta Cherezińska
Elżbieta Cherezińska Waldemar Wylegalski
- Król Przemysł II nie zamordował Ludgardy. To czarna legenda - mówi Elżbieta Cherezińska, pisarka, autorka popularnych powieści historycznych, m.in. „Sydonia. Słowo się rzekło”, „Legion”. „Korona śniegu i krwi”, „Harda”. Z pisarką rozmawiał Wojciech Wybranowski.

Sydonia von Borck. Czarownica czy ofiara?
Na pewno ofiara polowań na czarownice, ofiara pewnej sytuacji społecznej, w której odbył się jej proces. Tak jak w przypadku większości procesów czarownic one mają swój bardzo określony kontekst społeczny. Z racji na irracjonalność oskarżeń; one powstawały, gdy społeczność czuła się zagrożona i szukała kozła ofiarnego, kogoś kogo można by oskarżyć o całe zło. Bardzo ważne jest też tło polityczne całego procesu. Księstwo Pomorskie było księstwem dziedzicznym Gryfitów, dynastii, która przez sześćset lat władała Pomorzem, władała dłużej niż panowali Piastowie i Jagiellonowie, a przypomnijmy, że Gryfici wywodzili się od Piastów. I nagle przez kilkanaście lat w tej dynastii nie przychodzi na świat żadne dziecko, chociaż książąt dziedziców było wielu. I co się dzieje? Nagle ci młodzi, zdrowi mężczyźni zaczynają umierać. Rodzi się społeczna fobia - co będzie dalej, a na dodatek wszyscy na Pomorzu wiedzą, że są niepodważalne układy o dziedziczeniu z zachodnim sąsiadem, z potężnymi Hohenzollernami. W przestrzeni publicznej ten lęk o przyszłość jest bardzo wyraźny. To strona polityczna procesów, w które została uwikłana Sydonia von Borck, bo w jej akcie oskarżenia, wśród kilku osób o których śmierć ją oskarżono, naczelne miejsce zajmuje Gryfita, książę Filip II. Ale jest też kwestia osobista. Dlaczego komuś zależało, żeby na tę 70-letnią kobietę rzucić takie oskarżenie, kto miał w tym interes, kto na tym zyskał? I to jest znaczną częścią mojej książkowej opowieści. Akta Sydonii Bork przetrwały 400 lat, zostały zarchiwizowane i możemy precyzyjnie odtworzyć jej proces. Nie tylko proces o czary, ale również procesy,,które toczyła w sądach przez pięćdziesiąt lat.

Była jednak kobietą bardzo niejednoznaczną, kontrowersyjną.
Nie. Ta niejednoznaczność podpadała wtedy, dzisiaj nie robiłaby wrażenia. Wówczas kobieta, która szła do sądu, by domagać się wyegzekwowania swoich praw wcale nie była czymś oczywistym. A Sydonia przez 50 lat nie wychodziła z sądów walcząc o to, co było jej należne: o alimenty od brata, który po śmierci rodziców niemal całkowicie pozbawił ją majątku. Na dodatek wszystkie procesy wygrywała, tyle, że nie mogła wyegzekwować prawa, w tym wypadku – po prostu pieniędzy. Na tym polegała kontrowersyjność Sydonii: kobieta buntująca się, domagająca się nieustannie swoich praw, irytowała ludzi.

Powiedziała Pani, że materiały dotyczące jej procesów zostały zarchiwizowane. Jak długo trwało zbieranie materiałów do książki „Sydonia. Słowo się rzekło”? I co spowodowało, że zainteresowała się Pani jej historią?
Znam historię Sydonii od prawie trzydziestu lat, bo jest to historia bardzo popularna w Szczecinie, a ja mieszkam w Kołobrzegu. Natomiast od momentu, kiedy podjęłam decyzję, że będę o niej pisać, samo zbieranie materiałów zajęło mi rok, półtora roku pracy, ale pracy poświęconej wyłącznie temu tematowi; by dobrze poznać dokumenty, by dobrze poznać kontekst historyczny i społeczny czy polityczny. Jeżeli chcemy opowiadać o wiejskiej kobiecie oskarżonej po sąsiedzku o czary, bo skwasiła mleko to nie mamy kontekstu politycznego. A jeżeli opowiadamy o szlachciance z najbardziej znanego na Pomorzu rodu, oskarżonej o czary w wieku siedemdziesięciu lat i powiązanej legendą z rodem panującym to już mamy kontekst polityczny i ten kontekst trzeba było dokładnie zbadać i zweryfikować.

Spośród szlachcianek okrytych złą sławą wśród im współczesnych i nie tylko, jest też siostrzenica polskiego króla Stefana Batorego – krwawa hrabina Elżbieta Batory. Czy stanie się ona może bohaterką Pani kolejnej książki?
Nie zastanawiałam się nad tym, nie zastanawiałam się nad Elżbietą Batory...

W takim razie kto po Sydonii?
Jeszcze nie wiem. Ta książka jest tak świeża, dopiero się ukazała, wymagała ogromu pracy, ciągle jestem z nią związana i na razie nie myślę, żeby rzucić się do pisania kolejnej.

A jak długo trwała łącznie praca nad Sydonią?
O czasie na przygotowanie wspominałam i do tego dochodzi czas samego pisania. Łącznie około 2,5 roku. Teraz czas na promocję, a po niej odpoczynek.

Opłaca się dzisiaj pisanie książek historycznych?
Naturalnie. Czytelnicy dopisują, historia jest tematem niezwykle ciekawym, a jak nie będziemy znali historii to nie będziemy rozumieli również teraźniejszości i nie będziemy rozumieli przyszłości. Młodzież teoretycznie mało czyta, ale ja się z tym nie zgadzam. Zainteresowaniem cieszą się książki podróżnicze, historyczne, tak samo literatura fantasy wśród młodzieży jest bardzo popularna. A literatura fantasy jest świetnym odbiciem do innych zainteresowań, właśnie historycznych czy geograficznych. Czytelnicy o czymś przeczytają w książce fantasy, a później, nierzadko, szukają potwierdzenia czy tak mogło rzeczywiście być, czy rzeczywiście istnieją takie miejsca.

Czy jest szansa na ekranizację którejś z Pani powieści? Była o tym mowa w przestrzeni publicznej przy okazji wydania głośnego „Legionu” o żołnierzach NSZ i Brygady Świętokrzyskiej.
Pospieszył się z taką deklaracją Maciej Chmiel, wówczas dyrektor TVP II. Nie. Prawa do „Legionu” należą do mnie i kropka. Natomiast cały czas trwają prace nad przeniesieniem na ekran powieści średniowiecznych, ale to wszystko jest tak obszernym materiałem, że łatwo nie jest. Ale owszem, zainteresowanie ekranizacją jest, zwłaszcza „Hardej” i „Królowej”.

A „Korona śniegu i krwi”?
Również cały czas cieszy się zainteresowaniem, ale jest to etap, który nazywamy pracami literackimi, czyli próbą przełożenia na scenariusze.

Do której ze swoich książek i postaci – literackich i historycznych zarazem, jest Pani najbardziej przywiązana?
To są dwie postaci, to jest Einar z „Pasji według Einara”, mojego cyklu nordyckiego i to jest Sydonia von Bork.

Czytelnicy często pytają o kontynuację „Legionu”, o losach żołnierzy NSZ w PRL.
Nie, w ogóle nie przewidywałam tego. Dla mnie „Legion” jest zamkniętą całością i z przyczyn narracyjnych, literackich uważam, że tak jest najlepiej. Ale jeżeli znajdzie się ktoś, kto będzie chciał opisać losy tych żołnierzy to droga jest cały czas otwarta, historie zawsze czekaj na autorów.

Pisząc „Legion” pokazała Pani bohaterstwo żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, przez lata opluwanych, wymazywanych z historii. Padło dużo dobrych, ciepłych słów, podkreślano jak bardzo jest to potrzebna książka, ale z drugiej strony w ostatnich latach notujemy odpływ od zainteresowania Wyklętymi. Czy gdyby dzisiaj miała napisać „Legion” napisałaby go Pani jeszcze raz?
Mój stosunek do Żołnierzy Wyklętych się nie zmienił, natomiast rozumiem, dlaczego zmienił się stosunek społeczeństwa. To jest naturalna zasada wahadła. Za mocno zostało wychylone w jedną stronę i przez szereg lat w przestrzeni publicznej mówiono wyłącznie o Żołnierzach Wyklętych, tak jak przez lata o nich nie mówiono, tak chciano im zrekompensować milczenie zalewem informacji, i w sposób naturalny uwaga ludzi się od nich zaczęła odwracać. Ludzie zaczęli pytać „jak to, to wszystko, co wcześniej słyszeliśmy o AK to nieprawda, AK była do niczego?” albo „dlaczego zniknęły z przestrzeni publicznej inne formacje”. To sposób budowania polityki historycznej, który jest mi zupełnie obcy i każda moja powieść o tym mówi, że skoro w historii wydarzyło się to wszystko to znaczy, że w historii na to wszystko było miejsce i jest miejsce również dzisiaj w naszej opowieści i historii. Nie opowiadajmy historii wybiórczo tylko jednym nurtem lub drugim, bo ten nurt się kiedyś wyczerpie, przyjdzie drugi i zaleje pamięć o tym pierwszym. Opowiadajmy cały czas pełną wersję historii. Kształtując politykę historyczną trzeba pamiętać o sposobie myślenia młodego pokolenia, czyli tych, którzy za chwilę będą kreowali społeczeństwo, trzeba to rozumieć i przekazywać im informacje w szerokim wachlarzu, a nie tylko w jednym nurcie.

Co sprawia Pani największy problem, jeśli chodzi o możliwość dotarcia do materiałów źródłowych, archiwalnych?
Jeśli chodzi o historię Ludgardy i Przemysła to mamy do czynienia wyłącznie z fragmentarycznymi, kronikarskimi zapiskami ze średniowiecza, to są nieliczne zmianki w Kronice Wielkopolskiej, a w przypadku śmierci Ludgardy to wzmianki z kronik niemieckich. Pamiętajmy, że ona jednak była księżniczką szczecińską, więc była związana z tamtym kręgiem kulturowym. Trudno jest porównywać te pojedyncze, fragmentaryczne zdania np. z ogromem materiałów o Żołnierzach Wyklętych, które były w rozmaitych archiwach, i które również należy pozbierać z piśmiennictwa osobistego, z listów, z IPN. W przypadku średniowiecza to o czym wiemy w Polsce, że ten zasób kronik był niewielki dlatego, że bardzo późno wykształciła się u nas kultura kronikarska. Możemy jedynie poszerzać kontekst tego, co już wiemy badając źródła zagraniczne. Rozszerzamy sobie obraz tak, byśmy wiedzieli, że polskie rozbicie dzielnicowe nie było niczym niezwykłym w Europie, że dużo silniej te procesy odbywały się np. za naszą zachodnią granicą czy na wschodzie.

Pytałem o to czy Sydonia była czarownicą, to zapytam również, czy wracający powoli w wielkopolskiej pamięci Przemysł II był mordercą, który zabił Ludgardę, czy bohaterskim królem, który chciał zjednoczyć Polskę, który został niesłusznie posądzony w legendzie o żonobójstwo.
Zdecydowanie daje temu odpowiedź na prawie tysiącu stron „Korony śniegu i krwi”. Współcześni historycy od lat 70-80 wykluczyli dawną wersję o udziale Przemysła w zabójstwie żony. To była czarna, średniowieczna legenda, na dodatek zręcznie powtarzana przez źródła krzyżackie, która miała zdyskredytować Przemysła II jako zjednoczyciela. Na pewno był dobrym politykiem, dobrym zarządcą Wielkopolski. A czy był mężem stanu? Trudno o tym powiedzieć po niespełna roku rządów, brakuje nam perspektywy, zbyt szybko został zamordowany. Może też tło polityczne zamordowania polskiego władcy pokazuje, że plany, jakie miał Przemysł II, były dla jego wrogów zagrożeniem.

Jesteś świadkiem ciekawego wydarzenia? Skontaktuj się z nami! Wyślij informację, zdjęcia lub film na adres: wydawca@glos.com

Jeszcze w 1999 roku dojeżdżały tu pociągi, teraz w sezonie zaglądają tu tylko drezyny. Przejdź do kolejnego zdjęcia --->

Tu w studni woda zmienia się w szampana! Opuszczona stacja p...

od 7 lat
Wideo

Jak politycy typują wyniki polskiej reprezentacji?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: "Król Przemysł II nie zamordował Ludgardy. To czarna legenda". Wywiad z Elżbietą Cherezińską, autorką powieści historycznych - Głos Wielkopolski

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia