Nie bała się lawin i Niemców. Piękna sportsmenka

Czytaj dalej
Jakub Szczepański

Nie bała się lawin i Niemców. Piękna sportsmenka

Jakub Szczepański

Była najlepszą polską narciarką, do tego modelką, kochali ją i fani, i media. W 1939 r. Helena Marusarzówna nie wahała się ani chwili. Dołączyła do ruchu oporu. Zapłaciła życiem

Zanim rozstała się z życiem, przeżyła zaledwie dwadzieścia trzy lata. Mówi się, że była jedną z najpiękniejszych kobiet w historii polskiego sportu. I nie ma się co dziwić! Dowodem reakcja warszawskich salonów, skrzętnie odnotowana jesienią 1938 r. Panie ze stolicy zgrzytały zębami po tym, jak Helena Marusarzówna zaprezentowała się podczas pokazu mody FIS. Nawet granatowe spodnie narciarskie, kurtka i góralski kapelusz przyprawiły o zawrót głowy niejednego mężczyznę. Przecież zajęła pierwsze miejsce!

- Smukła, około 176 centymetrów wzrostu, niebieskooka o pięknych blond włosach. Ze wspomnień wielu sportowców tamtego pokolenia wiem, że wzbudzała zachwyt, a gdy dołożyć jej waleczny charakter, to i podziw - oceniał Wojciech Szatkowski, historyk z zakopiańskiego Muzeum Tatrzańskiego cytowany przez portal Dzieje.pl. Jedno jest pewne: charakteru z pewnością nie można odmówić młodziutkiej Helenie Marusarzównie. A przynajmniej w ten sposób zapamiętali ją najbliżsi.

- Od najmłodszych lat ciągnęły nas zabawy pełne szaleństwa. Często chodziłyśmy do lasu. Każda taka wyprawa kończyła się wielką awanturą, gdyż na pniakach i drzewach pozostało niejedno nasze ubranie - wspominała w 1973 r. Zofia, najstarsza z trzech sióstr w domu Marusarzów. - Hela od początku wykazywała duży temperament, była odważną, zaciętą dziewczyną. Na deskach [nartach - red.] jeździła od dzieciństwa - opowiadała przed mikrofonem Polskiego Radia. Błyskotliwa kariera sportowa miała się jednak skończyć niemal tak szybko, jak się zaczęła. Najlepsza polska zawodniczka narciarska z lat 1936-1939 stała się ofiarą hitlerowskiego terroru. Zaangażowała się w działania konspiracji tuż po klęsce wrześniowej. Była kurierką tatrzańską. W marcu 1940 r. została pojmana przez słowackich żandarmów, którzy przekazali ją w ręce gestapo. Była brutalnie torturowana, a 12 września 1941 r. w Pogórskiej Woli została rozstrzelana.

Urodzona, by szusować

Kobieta, która stała się jedną z najważniejszych pań w historii polskich gór, przyszła na świat 17 stycznia 1918 r. w Zakopanem. Należała do ubogiej, ale za to porządnej i usportowionej rodziny. Jako druga córka w rodzinie - u Marusarzów przyszło na świat aż sześcioro dzieci - dostała imię po mamie Helenie. Dziewczynka błyskawicznie stała się oczkiem w głowie rodzicielki, ale wcale nie oznaczało to, że czekało ją ulgowe traktowanie. Musiała pomagać rodzicom w gospodarskich obowiązkach, ale potrafiła jednocześnie znaleźć czas na wyprawy górskie i narty. A poprzeczkę miała zawieszoną wysoko. Jej braćmi byli słynni Jan i Stanisław Marusarzowie, którzy od małego szusowali po górskich stokach.

- To dzięki braciom, czyli mojemu tacie i stryjowi Janowi, ciocia Helena była tak wybitną narciarką. To oni zrobili dla niej pierwsze narty, trenowali ją, a potem zapisali do Sekcji Narciarskiej Polskiego Towarzystwa Narciarskiego - mówiła Polskiej Agencji Prasowej Magdalena Marusarz-Gądek, córka legendarnego Stanisława Marusarza. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że panowie pokazali swojej młodszej siostrze narciarską szkołę życia. Jak wyglądała?

„Jesienią, gdy spadły deszcze, uprawialiśmy suchą zaprawę, zjeżdżając na stromych stokach po mokrej trawie na bednarkach, wygiętych deszczułkach z beczek. Potem, korzystając z pierwszych przymrozków, polewało się stok wodą, aby zwiększyć poślizg” - czytamy w książce „Na skoczniach Polski i świata” pióra Stanisława Marusarza. Biorąc pod uwagę, że Helena Marusarzówna uczyła się jeździć pod opieką starszych braci, nie można mieć wątpliwości co do jej umiejętności. Tym bardziej że nie da się odmówić jej uporu, silnej woli, a przede wszystkim fascynacji górami. Również latem.

- Mimo że wtedy najpopularniejsze były konkurencje klasyczne, najbardziej uwielbiała zjazdy i slalomy. Pierwsze jej większe zawody, pamiętam, w 1934 r. na Lipkach. Ukończyła szkołę podstawową, radość była ogromna [w turnieju - red.] zajęła jedno z pierwszych miejsc . W nagrodę otrzymała książkę - wspominała Zofia w wywiadzie radiowym z okazji Memoriału Stanisława Czecha i Heleny Marusarzówny. - Niestety, był to okres, kiedy kobiety dopiero zaczęły się wdzierać do narciarstwa. I dlatego Hela miała wielką przyjemność poznać smak wielkich zawodów w Feldbergu, na parę miesięcy przed wojną, gdzie zajęła drugie miejsce - chwaliła się Heleną starsza siostra.

Przerwana kariera

Kiedy nasza bohaterka miała zaledwie 16 lat, wcale nie miała zamiaru rezygnować z dalszej nauki. Chciała iść do szkoły, ale warunki materialne rodziców jej na to nie pozwalały. Podobno młodziutka Helcia powtarzała sobie w kółko, że edukacja niepotrzebnie utrudniłaby jej tylko treningi narciarskie. Zresztą, to właśnie jeździe po stokach miała poświęcić większość swojego krótkiego życia, które miało się stać jeszcze bardziej intensywne, odkąd w 1935 r. bracia wciągnęli ją do SN PTN.

Już po miesiącu pracy z trenerem, wyposażona w pierwszy profesjonalny sprzęt narciarski, Helena Marusarzówna wywalczyła sobie tytuł wicemistrzyni Polski w kombinacji alpejskiej. Wraz z kolejnymi sukcesami na stokach - mistrzynią kraju była aż dziewięciokrotnie - przyszło i kobiece piękno. Piękna góralka i sportsmenka zaczęła pozować do zdjęć reklamowych, ale nie tylko. Potrafiła wykorzystać swój czas jako królowa zimowych zmagań do tego stopnia, że wylądowała na srebrnym ekranie!

W 1937 r. jako 19-latka Helena Marusarzówna została wybrana na dublerkę słynnej Liliany Zielińskiej w filmie „Halka”. Ta produkcja fabularna, trwająca 86 minut, to oczywiście filmowa inscenizacja opery Stanisława Moniuszki, którą docenił minister komunikacji podczas targów wschodnich we Lwowie! Któż zagrałby lepiej piękną góralkę (nawet jako dubler) niż Marusarzówna? Młodziutkiej mistrzyni szło świetnie.

Sytuacja zmieniła się rok przed wybuchem wojny. Już od jesieni 1938 r. przygotowywano się w Zakopanem do międzynarodowych zawodów Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Niestety, nie dopisały warunki atmosferyczne - brakowało śniegu, chociaż narciarze trenowali szczególnie intensywnie. Marusarzówna też. Podczas zjazdu Goryczkowym Żlebem wpadła na schronisko Pollaka. Efekt? Złamanie ręki w stawie nadgarstkowym i nadwerężone ścięgno nogi. Oczywiście tak poważne kontuzje przekreśliły udział w imprezie FIS, ale Hela odzyskała formę już w kolejnym roku. Doskonale sprawdziła się podczas zawodów w niemieckim Feldbergu. W przeddzień wybuchu wojny III Rzesza zrobiła na niej piorunujące wrażenie.

- Tata [Stanisław Marusarz - red.], który również startował w tych zawodach, powiedział mi, że tam właśnie zobaczyli, co oznacza faszyzm. Wywarło to na nich tak ogromne, negatywne wrażenie, że było ono dodatkowym impulsem do podjęcia tuż po wybuchu wojny działalności kurierskiej - opowiadała Magdalena Marusarz-Gądek. Dlatego trudno się dziwić Helenie Marusarzównie. Działalność w podziemiu rozpoczęła już w pierwszych dniach okupacji hitlerowskiej.

Niemcy duszą Podhale

Żeby zrozumieć decyzję Heleny Marusarzówny i jej rodziny, która również służyła jako kurierzy tatrzańscy, trzeba się przyjrzeć specyficznej polityce Niemców na Podhalu. Hitlerowscy spece od czystości rasy dowodzili, że w Tatrach jako pierwsi osiedlili się Ostrogoci, a więc lud germański. Właśnie dlatego naziści starali się rozbić jedność narodową górali. W ten sposób narodziła się koncepcja Goralenvolk, odrębnego państwa góralskiego. Zresztą szybko znaleźli się zwolennicy tego pomysłu, w Zakopanem m.in. prawnik Henryk Szatkowski. Ba, w listopadzie 1939 r. delegacja górali złożyła nawet hołd gubernatorowi Hansowi Frankowi!

Ale nawet kolaboracja nie przeszkadzała Niemcom siać terroru wśród górali. Aresztowania i egzekucje były na porządku dziennym. Tylko przez pierwsze pięć dni września w powiecie nowotarskim zamordowano 70 osób, a kolejnych 700 aresztowano. Sporządzono także listy najbardziej zasłużonych i szanowanych obywateli, którzy - w razie potencjalnej agresji Polaków - mieli zostać błyskawicznie straceni w ramach odwetu. Samo Zakopane stało się zaś miastem zamkniętym. Hitlerowcy reklamowali je jako doskonały kurort, a kilkanaście tysięcy niemieckich żołnierzy pozostających w mieście miało zapewnić poczucie bezpieczeństwa oficjelom III Rzeszy. W stolicy Tatr gościł nawet sam Heinrich Himmler, który w 1940 r. osobiście zażywał tu górskiego powietrza.

Niezależnie od żywego zainteresowania Niemców Zakopane pozostawało ważnym punktem przerzutowym w drodze na Węgry. Górale zaś okazali się niezwykle ważnymi ludźmi dla Polski podziemnej. Gdyby nie ich męstwo, znajomość gór i oddanie sprawie, kto wie, czy przez górskie szlaki przedostałby się chociażby Edward Rydz-Śmigły? Tak czy owak, po niebezpiecznych graniach nie mógł podróżować byle kto. Bo o wypadki wcale nie było trudno - wędrowiec mógł skończyć w jakiejś przepaści, zamarznąć po drodze, umrzeć na skutek odmrożeń czy po prostu trafić na wojskowych, którzy szczelnie patrolowali granicę. W takich misjach, zwłaszcza zimowych, doskonale sprawdzali się miejscowi, ludzie znający góry jak własną kieszeń. Należała do nich Helena Marusarzówna.

„Pewnego razu dowiedziałyśmy się, że zakończono budowę kolejki na Kasprowy Wierch. Poszłyśmy więc z Helcią na zapowiedziane uroczyste otwarcie. Poszłyśmy - to lekko powiedziane. Od samych Kuźnic z nartami na ramieniu wspinałyśmy się na Kasprowy krok za krokiem. Wiatr gwizdał, jakby się wszystkie górskie złe moce przeciwko nam sprzysięgły. Śnieżyca szalała, a jednak nie zawróciłyśmy z drogi. Gdy po trzech godzinach tej jakże morderczej wspinaczki dotarłyśmy na szczyt, spotkało nas rozczarowanie, bo z powodu halnego wiatru uroczystość odłożono na sposobniejszy czas [do otwarcia doszło w roku 1936 - red.]. Nie mogłyśmy więc uczestniczyć w inauguracyjnym przejeździe kolejki, ale pocieszyłyśmy się natychmiast wspaniałym szusem na niezawodnych nartach, hen w dół, przez Halę Goryczkową” - wspominała później Helena Hajdukiewicz, koleżanka Marusarzówny cytowana przez podhalański serwis informacyjny „Watra”.

Legendarny kurier

Już od pierwszych dni okupacji Helena Marusarzówna zaczęła znikać z domu. Zdarzało się, że nie było jej i kilka dni. Trudno się dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak rozłożone były wówczas główne szlaki kurierskie w kraju. Punktem startowym niemal zawsze były Warszawa lub Kraków, a trasy biegły zazwyczaj albo przez Podhale, albo przez Sądecczyznę. Następnie przecinały Słowację i kończyły się na Węgrzech koło Koszyc lub Rożniawy. Nie wszyscy jednak pokonywali cały szlak samodzielnie.

Z pewnością tatrzańscy kurierzy startowali głównie w Zakopanem, Chochołowie czy Waksmundzie. Ze stolicy gór szli najczęściej przez Przełęcz pod Kondracką Kopą lub przez Tomanową Przełęcz. Trasa z Chochołowa to marsz przez Tatry lub Orawę, a szlak z Waksmundu wiódł przez Spisz. Niebezpiecznie było wszędzie - jeśli nie wykończyły cię mordercze warunki, zawsze można było liczyć na hitlerowców albo kolaborujących żandarmów ze Słowacji czy Węgier. Kara? Wielokrotnie śmierć na miejscu, ale także bilet w jedną stronę, do słynnej katowni gestapo w zakopiańskim Hotelu Palace przy Chałubińskiego 7. I nie ma co ukrywać, funkcjonariusze z „Katowni Podhala” mieli ręce pełne roboty.

Helena Marusarzówna działała jako kurier zaledwie kilka miesięcy, ale to na początek wojny przypada szczególna aktywność Państwa Podziemnego na górskich szlakach. Znana jest historia ze stycznia 1940 r. Tego dnia Helena wyruszyła w góry ze swoją siostrą Zofią. Panie dotarły do schroniska Bustryckich, kiedy zmierzchało. W środku błyskawicznie pojawił się Stanisław Kula, jeden z kurierów tatrzańskich, doskonały narciarz i brat Jana. Dźwigał ciężki plecak. Przesyłka była ważna i miała błyskawicznie wylądować w Krakowie. Marusarzówny zameldowały się na miejscu kolejnego dnia, wieczorem. Zofia kilkukrotnie pomogła siostrze, jednak nie znała szczegółów, które mogłyby ściągnąć na nią kłopoty w razie wsypy.

Wiadomo na pewno, że Helena wielokrotnie wyprawiała się na Węgry w ramach działalności dla AK-ZWZ „Zagroda”. Celem wędrówki góralskiego Oddziału Łączności Konspiracyjnej była baza „Romek” przy ulicy Donati 12 w stolicy Węgier. Nasza bohaterka chadzała z przyjaciółmi i rodzeństwem, ze Stanisławem Marusarzem na czele. Do Budapesztu prowadzali ludzi, szmuglowali broń i pieniądze. Pewnie wszystko trwałoby w najlepsze, gdyby nie wpadka z 25 marca 1940 r. To wtedy 22-letnia Hela wpadła ze swoimi kolegami w zasadzkę. Kurierzy tatrzańscy zostali schwytani przez słowackich żandarmów, którzy współpracowali z Niemcami.

Z gór do katowni

Młodziutka mistrzyni wylądowała w więzieniu w Preszowie. Potem przekazano ją gestapowcom w Muszynie. Na miejscu dziewczynę poddano okrutnym torturom i brutalnie przesłuchiwano. Po kilku tygodniach katowania ledwo żywa Hela została wywieziona do Nowego Sącza i Tarnowa. Odwiedziła także słynną „Katownię Podhala” w rodzinnym Zakopanem oraz więzienie przy Montelupich w Krakowie.

- Nie pisnęła słowa, chociaż złapana została w tym samym czasie co moi rodzice, a w Muszynie osadzona była w celi razem z moją mamą. Oni, być może dzięki jej milczeniu, przeżyli, jej się nie udało - powiedziała po latach Magdalena Marusarz-Gądek. Słowa bratanicy potwierdza także Zofia: - Hela do końca nie zdradziła swoich towarzyszy z konspiracji. Została rozstrzelana w Pogórskiej Woli [miejscowość położona około 12 km od Tarnowa - red.) 12 września 1941 r. Miała wtedy zaledwie 23 lata.

Tuż po zakończeniu działań wojennych na Podhalu, 28 lutego 1945 r., członkowie najstarszego klubu narciarskiego w Polsce zebrali się na Dworcu Tatrzańskim w Zakopanem. Na miejscu zjawili się m.in. Józef Kuraś, Stanisław Zdyb czy bracia Tadeusz i Stefan Zwolińscy. W protokole z zebrania ustanowili memoriały - konkurs skoków im. Bronisława Czecha, trzykrotnego olimpijczyka i jednego z najbardziej wszechstronnych narciarzy okresu międzywojennego, który zginął w KL Auschwitz, oraz bieg zjazdowy kobiet im. Heleny Marusarzówny. Z czasem te narciarskie zmagania, pod wspólną nazwą Memoriał Bronka Czecha i Heleny Marusarzówny, nabrały prestiżu i zasięgu o znaczeniu międzynarodowym. Trwają do dziś.

Helena Marusarzówna została ekshumowana w 1958 r. Jej szczątki pochowano podczas uroczystego pogrzebu 27 listopada na cmentarzu zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Pośmiertnie polska mistrzyni narciarska otrzymała Krzyż Walecznych oraz Order Virtuti Militari.

Jakub Szczepański

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.