Krzysztof Ogiolda

Pamięć o rycerskiej walce Wehrmachtu prowadzonej w Polsce, w Niemczech nie istnieje

Defilada czołgów przed gubernatorem Hansem Frankiem i marszałkiem Wilhelmem Listem na ulicy Zwycięstwa (Aleje Ujazdowskie) w Warszawie z okazji pierwszej Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe/Sygnatura: 2-4188 Defilada czołgów przed gubernatorem Hansem Frankiem i marszałkiem Wilhelmem Listem na ulicy Zwycięstwa (Aleje Ujazdowskie) w Warszawie z okazji pierwszej rocznicy kapitulacji wojsk polskich w kampanii wrześniowej. [1]
Krzysztof Ogiolda

Rozmowa z Jochenem Böhlerem, niemieckim historykiem, znawcą II wojny światowej, pracownikiem Uniwersytetu Fryderyka Schillera w Jenie

- W Polsce najbardziej wyrazistym symbolem kampanii wrześniowej 1939 roku jest obrona Westerplatte. Jak to wydarzenie jest postrzegane w Niemczech?

- Ten atak już wówczas - w 1939 roku - miał również dla Niemców znaczenie symboliczne. Strona niemiecka chciała - ze względów propagandowych - zdobyć Westerplatte jak najprędzej. Z tego planu nic nie wyszło. Miejsce, które miało być symbolem nimieckiego sukcesu militarnego, stało się symbolem polskiego oporu. Dzisiaj postrzeganie Westerplatte w Niemczech jest zdominowane przez obchody, jakie mają tam miejsce 1 września. Skoro spotykają się tam wspólnie Polacy, Niemcy i Rosjanie, Westerplatte stało się swego rodzaju symbolem pokoju.

- Wojsko niemieckie już w 1939 roku dopuściło się w Polsce zbrodni, także na cywilach. Pisze pan o tym szeroko w swoich książkach. Ale na Westerplatte jeszcze walczono rycersko. Majorowi Sucharskiemu pozwolono nawet zachować, w uznaniu męstwa, oficerską szablę. Czy jest to w Niemczech podkreślane?

- Pamięć o rycerskiej walce Wehrmachtu prowadzonej na początku wojny już w Niemczech nie istnieje. W moim kraju miały miejsce dwie wystawy poświęcone zbrodniom Wehrmachtu - pierwsza dotyczyła Rosji, druga - Polski. Ten obraz dzisiaj w Niemczech dominuje, a wraz z nim świadomość, że od pierwszego dnia dochodziło w Polsce do zbrodni. Niemcy mają tego świadomość. I nawet jeśli wiedzą o geście wobec majora Sucharskiego, to on w tym obrazie niczego nie zmienia. Mit rycerskiego Wehrmachtu umarł. Choć jednocześnie istnieje świadomość różnicy między zachowaniami Wehrmachtu i działaniami Waffen SS.

- Skoro rozmawiamy o miejscach, w których zaczęła się wojna, dlaczego w Wieluniu, w którym praktycznie nie było polskiego wojska, musiało zginąć w wyniku niemieckiego nalotu 1200 ludzi?

- Wiele wskazuje na to, że Wieluń został potraktowany przez niemieckie lotnictwo jako poligon doświadczalny. Luftwaffe chciała przetestować w warunkach bojowych nową broń i samoloty, jakimi dysponowała, w tym celu zbombardowano miasto. Wcześniej taką okazją miał tylko Legion Condor podczas wojny w Hiszpanii. Akcja w Wieluniu była inicjatywą generała von Richthofena, który chciał się pochwalić takim sukcesem. Nie przypadkiem porównuje się Wieluń do Guerniki. Guernica została zbombardowana celowo. To nie był przypadek ani źle skierowany nalot, który miał zniszczyć jeden most. Dziś już wiemy, że takie tłumaczenie jest bzdurne. Podobnie w Wieluniu. Celem ataku nie były obiekty wojskowe, tylko centrum miasta. Lotnicy mieli rozkaz rzucać bomby prosto na rynek, także na szpital i kościół. Nic dziwnego, że 90 procent miasta uległo zniszczeniu.

- Czy w niemieckiej historiografii obecna jest wiedza o męstwie polskich żołnierzy walczących nad Bzurą, pod Kockiem i w innych bitwach kampanii wrześniowej?

- Te fakty są dziś w Niemczech w dużej mierze nieznane. Wojna szybko potoczyła się naprzód. Jej pierwsze tygodnie zostały w świadomości historyków i społeczeństwa przesłonięte okupacją Francji i atakiem na Związek Radziecki. To jest błąd, bo istotne cechy tej wojny ujawniły się już na jej początku. Natomiast mężny opór strony polskiej odegrał ogromną rolę w Niemczech w roku 1939. Żołnierze Wehrmachtu nie spodziewali się tak twardego oporu. Efektem tego zaskoczenia i rozczarowania była brutalna walka i zemsta dokonywana także na cywilach.

- Czym pan tłumaczy fakt, że już we wrześniu 1939 roku doszło w Polsce do zbrodni Wehrmachtu. Myślę zarówno o zabijaniu cywilów, jak i o mordowaniu jeńców. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że w Polsce we wrześniu nie było jeszcze działań partyzanckich. Pierwszy partyzant, "Hubal", zresztą major Wojska Polskiego walczący w mundurze, rozpoczął działalność w październiku 1939.

- W niemieckich wojskach frontowych, które we wrześniu 1939 weszły do Polski, najwięcej było młodych ludzi, średnia wieku wynosiła 21-24 lata, bez doświadczeń z pierwszej wojny światowej. Większość z nich nie tylko nie miała pojęcia o wojnie, ale po raz pierwszy w życiu w ogóle była za granicą. Żołnierze nie potrafili się porozumieć z polską ludnością. Czyniło ich to szczególnie podatnymi na nazistowską propagandę, która wbijała im do głów, że ludy mieszkające na wschodzie Europy są mniej warte od Niemców, że Polacy z natury walczą nie fair. A każdy cywil jest potencjalnym lub rzeczywistym partyzantem, żeby nie powiedzieć bandytą nie znającym zasad rycerskiej walki. Po takiej indoktrynacji każdy Polak był z definicji podejrzany. Każdy przypadkowy strzał niedoświadczonego wartownika, oddany do kota lub do innego niemieckiego żołnierza, który gdzieś przemknął w ciemności, bardzo często był interpretowany jako atak miejscowych cywilów. Tak się działo i w miastach, i na wioskach i wszędzie prowadziło do akcji pacyfikacyjnych i odwetowych skierowanych przeciwko ludności. Do zabijania, zwłaszcza mężczyzn, i do palenia ich domostw.

Jochen Böhler jest autorem książek "Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce", "Wrzesień 1939. Wojna totalna", "Einsatzgruppen w Polsce" oraz "Niemcy przeciw Polsce" [2]
(fot. Wikimedia Commons)

- Dlaczego ludzie, którzy wyszli z dobrych domów, szkół, parafii itd. tak łatwo dali się zmienić i zachęcić do okrucieństwa?

- Powtórzę. Był to skutek nachalnej antypolskiej propagandy nakazującej okazywać jak największą surowość i działać z całą bezwzględnością oraz kompletnego braku doświadczenia. Kto się spodziewa, że każdy napotykany cywil jest lub może być wrogiem i to walczącym bez żadnych zasad, łatwiej zgodzi się i zdobędzie na okrucieństwo. Trzeba przy tym pamiętać, że w Wehrmachcie służyło 18 mln ludzi. Zachowywali się bardzo różnie - w Polsce, w Rosji, w Serbii itd. Trzeba się zgodzić, że Wehrmacht jako całość był organizacją zbrodniczą, bo był częścią nazistowskiej maszynerii. Ale nie należy tego osądu rozciągać na każdego z żołnierzy tej formacji.

- Ale to nadal nie tłumaczy takich sytuacji jak choćby rozstrzelanie w odwecie za śmierć oficera i 14 żołnierzy niemieckich trzystu polskich jeńców pod Ciepielowem. Tu nie było miejsca na emocje, na zbyt gwałtowną reakcję na przypadkową strzelaninę. To był zimny mord.

- Trudno temu zaprzeczyć. Zamordowanie polskich jeńców przez żołnierzy Wehrmachtu nastąpiło już po walce. Sprawcy dokładnie wiedzieli, co robią. Więc nie tytułem usprawiedliwienia, tylko opisu dodam, że ta walka toczyła się w lesie. To trudno zrozumieć, ale w głowy niemieckich żołnierzy wbito przeświadczenie, że wojna powinna się toczyć na otwartym terenie. Więc bitwa w lesie lub w mieście, gdzie kule sypały się z okien, kojarzyła im się właśnie z partyzantami, a nie z regularnym wojskiem. Dowódca niemiecki pod Ciepielowem odmówił wziętym do niewoli polskim jeńcom praw jenieckich i kombatanckich. Był do tego stopnia zafiksowany na to, że ma do czynienia z partyzantami, że przed rozstrzelaniem kazał im pozdejmować kurtki mundurowe. Nie mam wątpliwości, że to była zbrodnia wojenna.

- Wróćmy do czasu poprzedzającego wojnę. Dlaczego Hitler, który ledwo tydzień czy dwa później pokazał prawdziwe oblicze, prowadząc tak, a nie inaczej kampanię w Polsce, zdecydował się na organizowanie prowokacji gliwickiej?

- Też zadawałem sobie to pytanie: Po co była potrzebna taka komedia, akcja, o której po dwóch tygodniach nikt już nie pamiętał. Jedyne wytłumaczenie jest takie, że Hitler nie kierował tej akcji do Niemców - Wehrmacht był uprzedzony, że taki "polski atak" nastąpi. Adresatem nie byli też Polacy. Wiadomo było, że nie uwierzą. To była komedia, którą u progu wojny próbowano odegrać przed światem. Ale to był kompletny absurd. Wojna od pierwszego dnia pokazała, kto był agresorem.

- W jednym z prawicowych tygodników ukazał się w tym tygodniu tekst stawiający taką tezę: Gdyby Francja zaatakowała Niemcy całą siłą we wrześniu 1939 roku, armia Hitlera zostałaby pokonana i trwającej latami II wojny światowej można było uniknąć. Co pan na to?

- Jako historykowi trudno mi się wypowiadać w kategoriach "co by było, gdyby". Jedno jest pewne. Gdyby francuski i angielski atak nastąpił, armia niemiecka znalazłaby się w znacznie trudniejszej sytuacji. Gdyby Hitler musiał część sił rzucić na zachodnią granicę Niemiec, miałby w Polsce znacznie więcej kłopotów. Nie wiemy natomiast, jak w tamtej sytuacji zachowałaby się Armia Czerwona i jaką rolę by odegrała.

- W Polsce nikt nie ma wątpliwości, że wkroczenie wojsk sowieckich do Polski 17 września było wbiciem noża w plecy. Jak ta agresja jest oceniana w Niemczech?

- Wśród niemieckich historyków jest dziś dokładnie taka sama świadomość. Ale nie rozciąga się ona na ogół społeczeństwa. Niemcy, naturalnie, wiedzą o istnieniu paktu Ribbentrop - Mołotow. Ale to, że w jego wyniku armia sowiecka weszła do Polski i przez blisko dwa lata prowadziła okupację jej terenów wschodnich, stosując terror, organizując wywózki mieszkańców itd., pozostaje w powszechnej świadomości praktycznie nieobecne.

- W ostatnich wolnych wyborach w Niemczech, przed zdelegalizowaniem lub spacyfikowaniem innych partii, na nazistów głosowało około 35 procent Niemców. Po zajęciu Francji poparcie dla Hitlera stało się powszechne. A jak było we wrześniu 1939?

- Wtedy to poparcie było mieszane. Z jednej strony w Niemczech było przekonanie, że ustalona po pierwszej wojnie światowej i traktacie wersalskim polsko-niemiecka granica nie ma charakteru ostatecznego. Tak mówili nie tylko naziści, także socjaldemokraci i konserwatyści. Ale kiedy we wrześniu 1939 Hitler zaatakował Polskę, w Niemczech entuzjazmu nie było. Raczej poczucie bezradności i obawa przed kolejną wojną światową. Społeczeństwo jeszcze pamiętało klęskę Niemiec z I wojny światowej. Po zdobyciu Paryża Niemcy rzeczywiście byli pijani sukcesem. Poparcie dla nazistów bardzo wzrosło. W 1939 jeszcze dominował lęk.

- Czy gdyby Polska spełniła trzy warunki Hitlera: oddanie Gdańska, autostrada przez tzw. korytarz i wstąpienie do paktu antykominternowskiego, zmieniłaby swój wojenny los?

- Jestem przekonany, że na dłuższą metę nic by to nie zmieniło. Hitler był zdecydowany atakować Polskę i dowódcy Wehrmachtu wiedzieli o tym już w marcu i kwietniu 1939. Ale nawet gdyby Polska przystała na warunki Niemiec wcześniej - w roku 1938 - nie uniknęłaby na dłuższą metę okupacji. Można spekulować, co by się stało, gdyby Polska, zamiast bić się z Niemcami, razem z nimi zaatakowała Związek Radziecki. Jestem zdania, że w świetle poglądów Hitlera o rasach i germańskiej wyższości nad światem, Polska nigdy nie byłaby przez niego postrzegana jako prawdziwy partner. Mógł on Polski użyć przy ataku na Rosję. Ale w to, że w dłuższej perspektywie znalazłoby się dla Polski godne miejsce w niemieckim imperium, absolutnie nie wierzę.

Rozmawiał KRZYSZTOF OGIOLDA, Nowa Trybuna Opolska

[1] Zobacz zdjęcie w zbiorach NAC

------------
[2] Zdjęcie udostępnione jest na licencji:

Creative Commons
Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach. 3.0. Niemcy

Krzysztof Ogiolda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.