Podniebny as Goeringa był Ślązakiem

Kittel otrzymuje Krzyż Żelazny ze srebrną wstęgą za licznie strącone samoloty sowieckie, grudzień 1941 Fot. archiwum Kittel otrzymuje Krzyż Żelazny ze srebrną wstęgą za licznie strącone samoloty sowieckie, grudzień 1941

Idąc po zamarzniętym jeziorze udało mu się uniknąć niewoli. Ślązak Otto Kittel - wybitny pilot Rzeszy

Drugim asem był Hans Guido Mutkeu, urodzony w Nysie. To zaskakujące, ale obaj panowie, choć pochodzili ze Śląska (Kittel z tzw. Śląska Austriackiego) i osiągali sukcesy jako piloci - nigdy się nie spotkali.

Otto Kittel urodził się w 1917 r. pomiędzy Bruntalem a Vrbnem pod Pradziadem. Na świat przyszedł jeszcze jako poddany monarchii austro-węgierskiej, ale nowy europejski ład powojenny zdecydował za niego w Wersalu, że będzie już dorastał jako obywatel nowo powstałej Czechosłowacji.

Młody Kittel wychowywał się pośród sudeckich Niemców, więc języka czeskiego nauczył się dopiero, praktykując jako nastoletni chłopiec w zakładach samochodowych "Skoda" w Mladej Boleslav. Powróciwszy na Śląsk, zaczął pracę w nieodległej Opawie i gdy już miała się o niego upomnieć czechosłowacka armia - jego rodzinny Sudetenland (Kraj Sudecki) został w wyniku umów monachijskich przyłączony w październiku 1938 do III Rzeszy.

Dlatego już w 1939 r. zarówno on, jak i jego starszy brat Erwin - jako obywatele niemieccy - zostali powołani do niemieckiego lotnictwa. Po ukończeniu kursu pilotów Otto Kittel dostał przydział do specjalnej jednostki myśliwców JG 54 Gruenherz, z którą stacjonował kolejno we Francji, Niemczech oraz Austrii, po czym w czerwcu 1941 r. jednostkę tą przesunięto na przyfrontowe lotnisko połowę w Prusach Wschodnich. Rankiem 22 czerwca 1941 roku rozpoczęła się operacja "Barbarossa", a Kittel już drugiego dnia wojny zaliczył swe pierwsze dwa trafienia sowieckich bombowców. I tak zaczęła się jego droga ku rekordowi.

Strach przed NKWD

Początkowe sukcesy niemieckie były tym łatwiejsze, że sowieckich pilotów wprost mroziła i ubezwłasnowolniała nawet myśl o zmianie wcześniej zatwierdzonego kierunku lotu i konieczności późniejszego tłumaczenia się przed straszliwym NKWD. Dlatego nawet w obliczu ataków niemieckich myśliwców całość sowieckiej flotylli prowadziła w dalszym ciągu ten sam, stały i łatwy do namierzenia w powietrzu przez niemieckie celowniki kurs.

I tak np. 30 czerwca piloci z JG 54 w pobliżu łotewskiego miasta Daugavpils natknęli się na całą podniebną flotyllę sowieckich samolotów, które leciały nad Dźwinę, by zniszczyć kolumny niemieckich czołgów przeprawiające się najej drugi brzeg. Okazało się tymczasem, że Rosjanie wysłali swe bombowce... bez żadnej eskorty, więc Kittel zaliczył łatwo swe kolejne dwa trafienia, a jego jednostka zmasakrowała Sowietów, niszcząc tylko tego dnia w tym j ednym powietrznym pojedynku aż... 65 samolotów wroga!

Do końca lipca 1941 r. niemiecki Wehrmacht i armie sojuszniczych państw podeszły pod Leningrad, zaś jednostka Kittela zaliczyła już swe 1000. zwycięstwo w powietrzu! Zimowe miesiące zajęła im ochrona własnych bombowców niszczących dostawy idące po zamarzniętym jeziorze Ładoga do oblężonego Leningradu, a także ochrona własnych wojsk posuwających się mozolnie w kierunku "Paryża Północy". Stawało się to tym trudniejsze, że o ile Sowieci byli gorzej wyszkoleni i latali na gorszych samolotach, to ich rezerwuar "ludz- ko-sprzętowy" wydawał się praktycznie niewyczerpalny (np. tylko 10.07.1941 r. samego Leningradu broniła flotylla 837 samolotów sowieckich!).

Pierwszy rok wojny na Wschodzie Kittel kończy 12 zestrzeleniami, za co 21 grudnia dostaje Krzyż Żelazny I i II klasy ze srebrną wstęgą.

Początek stycznia 1942 r. pokazał, że Rosjanie są w dalszym ciągu bardzo groźni i zdolni przeprowadzać ataki na niemieckie lotniska polowe nawet przy temperaturze poniżej minus 45 st. C., kiedy to Niemcy mieli wielkie problemy ze zwyczajnym uruchomieniem swych silników. Ale już wiosną 1942 r. jednostka zaliczyła2000. zestrzelenie wroga, a sam Kittel świętował swe 15. podniebne zwycięstwo.

Aby poprawić morale i zwiększyć jeszcze efektywność pilotów w podniebnych atakach - jesienią tego roku JG 54 otrzymała nowe, doskonalsze myśliwce Focke - Wolf 190 A-4, które sprawiły, iż rekordy trafień były jeszcze częstsze. Dzięki temu 12 stycznia 1943 Kittel ze- strzeliwuje podczas jednego boju sześć sowieckich samolotów, a swój wynik poprawia jeszcze kolejnymi 4 samolotami 19 lutego. Zaś sama jego jednostka strąca do tego czasu 4000. samolot wroga. Kittel zbliża się już do 50 trafień, za co otrzymuje 26 lutego Niemiecki Krzyż w złocie.

Pieszo po zamarzniętym jeziorze

Niemiecki lotnik - choć uważany był za zamkniętego w sobie - cieszył się popularnością w jednostce
(fot. archiwum)

Szczęśliwe pasmo podniebnych sukcesów Kittela przerwała 15 marca 1943 r. salwa pocisków z naziemnego działka przeciwlotniczego, która uszkodziła silnikjego samolotu, zmuszając go do lądowania 60 km za linią frontu! Po wydostaniu się cało z wraku samolotu okazało się, że poza cienkim kombinezonem pilot ma do swej dyspozycji wyłącznie pistolet, zegarek i kompas, a w kieszeni kurtki... trzy cukierki, dwie paczki papierosów, ale żadnej zapalniczki ani zapałek. Jakby tego było mało, uciekając z wraku - zapomniał zabrać swych ciepłych rękawic lotniczych.

Wiedział też doskonale, że nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc, czy choćby litość ze strony sowieckiej ludności, bowiem świetnie sobie zdawał sprawę, jakich okrutnych mordów dopuszczał się Wehrmacht na podbijanych terenach. Aby nie natknąć się na przypadkowych Rosjan postanowił więc dotrzeć do swoich, idąc pieszo przez środek tafli zamarzniętego Jeziora Ilmeńskiego. Maszerował tak przez trzy dni i dwie noce, bez najmniejszego nawet odpoczynku.

Dobrze wiedział, że nawet krótkie zatrzymanie spowoduje jego natychmiastową śmierć przez zamarznięcie na odsłoniętej tafli jeziora pośrodku przepastnej tajgi! Kiedy w końcu dotarł do swoich, stał się natychmiast obiektem wielkiej sensacji, był bowiem pierwszym pilotem, któremu udało się - będąc zestrzelonym - dotrzeć do swoich zza linii frontu, a tym bardziej w warunkach surowej i srogiej rosyjskiej zimy! Za ten niezwykły wyczyn został awansowany do stopnia Ober- feldfebla, a tuż po opuszczeniu lazaretu osiągnął ll.06.i943 r. swoje 50. zwycięstwa.

Na początku lata Niemcy rozpoczęli operację "Cytadela", której kluczowym elementem była największa bitwa pancerna II wojny światowej - bitwa pod Kurskiem. 0 niewyobrażalnej skali tej bitwy może też świadczyć fakt, że już 17.07.1943 r. JG 54 Gruenherz świętowała swe zwycięstwo nr 5 tys., a sam Kittel powiększył swój lotniczy dorobek do 75 trafień.

Bitwa ta praktycznie przesądziła o losach całej wojny na wschodzie, co wpowią- zaniu z brakami paliwa spowodowało, iż od tej pory lotnicy częściej zajmowali się ochroną z powietrza ustępujących za Dniepr wojsk niemieckich, aniżeli walkami powietrznymi z Sowietami.

Nic tutaj nie zmieniły kolejne sukcesy Kittela (100. zwycięstwo), bowiem wydawało się wszystkim, że im więcej zestrzelą samolotów wrogajednego dnia- tym więcej się ich pojawi dnia kolejnego!

Krzyż Rycerski i francuski urlop

Pomimo że Niemcy już się stale cofali, to intensywność podniebnych walk wcale nie malała. Za zestrzelenie 127. samolotu wroga Kittel dostaje swój wymarzony Krzyż Rycerski oraz wytęskniony krótki urlop w rodzinnym Krasowie. Następnie pojechał do francuskiego kurortu Biarritz, gdzie został instruktorem w specjalnej szkole Ergaenzungsjagdgruppe Ost.

W szkole tej uczył - już jako słynny i doświadczony pilot - młodych absolwentów szkół lotniczych specyfiki walki na froncie wschodnim. Po swym powrocie na front wschodni walczył na północy z Sowietami przerywającymi skutecznie 900-dniową blokadę Leningradu. Niemiecka Grupa Armii Północ zaczęła wycofywanie się w kierunku Estonii, a Kittel 4 kwietnia 1944 r. zestrzelił kolejnych pięć sowieckich samolotów, przekraczając 150 podniebnych trafień. Za ten wyczyn dostał osobiście od samego Hitlera Dębowe Liście do swego Krzyża Rycerskiego. Postępujące w tempie 25 km dzienne (coraz bliżej granic III Rzeszy) wojska sowieckie weszły na ziemie polskie. Nie zmieniło to zupełnie faktu, że Kittel 26.08. jako ósmy pilot niemiecki dosięga 200 trafień - zostaje także dowódcą II jednostki JG 54.

Grupa Armii Północ cofa się tymczasem przez Rygę ku Kurlandii, a niemieccy lotnicy mają główne zadanie ochrony swych jednostek naziemnych. Dlatego dopiero 15.10.1944 r. jednostka odnotowuje swe 8000. powietrzne trafienie, a Kittel 27.10. odnotowuje swe największe zwycięstwo - zestrzeliwując jednego tylko dnia 7 przeciwników. Osiąga tym samym jako piąty (i ostatni) pilot Luftwaffe liczbę 250 trafień. Za zestrzelenie 19.11.1944 r. 264. sowieckiego samolotu zostaje osobiście nominowany przez Hitlera do stopnia Oberleutnanta, a jego Krzyż Rycerski zostaje dodatkowo udekorowany Mieczami.

Kittel pozostał do końca wojny rekordzistą w ilości zestrzeleń samolotów szturmowych IŁ-2.1 ten samolot sprowadził na niego śmierć. 16.02.1945 w pobliżu miejscowości Dzukste w Kurlandii starł się w lotniczym pojedynku z 14 samolotami IŁ-2. Prawdopodobnie zbyt długo patrzył na zestrzelony przed sekundą przez siebie sowiecki samolot, kiedy dosięgła go seria z działka innego IŁ-a przebijająca od tyłu pancerną osłonę jego fotela. Niemiecki pilot zginął na miejscu. Za pięć dni miał obchodzić swe 28. urodziny.

NKWD ściga nawet za grobem

Spytałem się swego czasu mojego czeskiego znajomego, Petra Mazura, mieszkającego nieopodal Krasowa, czy zna historię tego pilota. - Wszystkich sudeckich Niemców na mocy dekretów prezydenta Benesza przymusowo wysiedlono po wojnie do Niemiec, ale dom Kittelów w Krasowie dalej cało stoi - odrzekł. - Ale znam też inną ciekawą historię z nim związaną. Okazało się, że czeska bezpieka i sowieckie NKWD do końca nie wierzyły w śmierć niemieckiego asa Kittela. Dlatego wielkie problemy miał do końca swego pobytu w Krasowie jego rodzony brat Erwin, który przeżył cało wojnę, latając na bombowcach, i szczęśliwie z niej wrócił w rodzinne strony.

Podejrzliwe czeskie i sowieckie służby brały go do samego końca za słynnego niemieckiego asa i prześladowały aż do jego wyjazdu do Niemiec w 1947 r. Tak zakończyła się historia krótkiego 28-letniego żywota sudeckiego Niemca, który w 583 misjach bojowych zestrzelił w sumie 267 sowieckich samolotów wyłącznie na Wschodzie, nie będąc wcześniej nigdy zestrzelonym przez samolot wroga.

Jarosław Dziadek
NOWA TRYBUNA OPOLSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.