Zaskakujące odkrycie. Syn chłopa został profesorem

Redakcja
"Mistrz i uczniowie". Ilustracja z XV wieku
"Mistrz i uczniowie". Ilustracja z XV wieku Wikimedia Commons
Udostępnij:
Sebastianus Stanislai Lubinius de Lubinia to nieznana postać, którą odkrył badacz tradycji i historii Aleksander Bielenda

Podrzeszowska Lubenia wciąż odkrywa swoje ciekawe oblicze. Tym razem rzecz się tyczy tajemnicy sprzed 424 lat. Jak ustalił badacz i miłośnik regionu Aleksander Bielenda, w osadzie nad Lubenką urodził się Sebastian Lubeński, przyszły profesor jedynej wtedy polskiej uczelni w Krakowie. Sebastian zapisany został jako student w spisie "Album studiosorum Universitatis Cracoviensis" pod datą 1590.

Najprawdopodobniej został wypatrzony przez mieszczanina tyczyńskiego o nazwisku Draski jako inteligentny, wyróżniający się i dobrze zapowiadający wśród wiejskich chłopaków z pobliskiej Lubeni. Wtedy też Draski oddał Sebastiana pod stosowną opiekę, a ten po pewnym czasie znalazł się w Krakowie i osiągnął status żaka.

Tam pogłębiał studia nadteologią, filozofią i być może naukami prawnymi i innymi dziedzinami humanistycznymi, które stanowiły kanon na krakowskim uniwersytecie. Rychło Sebastian zdobywał kolejne szczeble wykształcenia, zaczynając od bakałarza, na tytule profesora kończąc.

Osiągnął status człowieka oczytanego, biegłego w humanistyce do tego stopnia, że powierzono mu funkcję profesora wykładowcy i nauczyciela krakowskich żaków. Lubeński scholar niezaprzeczalnie wybił się w swym rodzinnym środowisku, dając też powód do dumy mieszczaństwu kwitnącego wtedy Tyczyna.

Kuźnia talentów

Sebastian Lubeński przyczynił się też do sprowadzenia na Uniwersytet Jagielloński w 1602 r. kolejnego mieszkańca naszego regionu, urodzonego w Błażowej z tzw. państwa tyczyńskiego znanego teologa, pedagoga, bibliofila, profesora i dziekana wydziału teologicznego krakowskiej uczelni - Adama Draskiego.

Ów Adamus de Blazowa okazał się być w pierwszej połowie XVII w. jednym z najwybitniejszych uczonych i humanistów I Rzeczypospolitej. Zrobił karierę w Poznaniu u rodziny Ostrorogów, a także w tamtejszym Kolegium Lubrańskiego, gdzie pełnił funkcję nauczyciela.

Adam był spokrewniony z Sebastianem, ponieważ ten drugi przyjął nazwisko rodowe Draski, prawdopodobnie rodzina ta łożyła na edukację chłopaka z Lubeni. Obaj Drascy zapisali się złotymi zgłoskami obok innych wybitnych absolwentów krakowskiej Alma Mater z naszego regionu, jak: Jan z Rzeszowa, Grzegorz z Sanoka czy Jerzy z Tyczyna.

Na ślad Sebastiana natrafił Aleksander Bielenda, wertując literaturę o dziejach interesującego go obszaru. Odkrył człowieka o brzmiącym mu znajomo przydomku. We wzmiance źródłowej znalazł sformułowania "Lubinius" i "Lubinia". Regionalista, mający koncie kilka publikacji, prowadząc badania w ramach działalności Muzeum Regionalnego w Sołonce, starał się rozszyfrować tę cenną informację.

Na pewno z Lubeni

Okazało się, że Sebastian był na pewno "lubeński". W pismach przedstawiających jego osobę i pochodzenie po raz drugi pojawiła się informacja o jego rodzinnej miejscowości nazywanej "Lubinia". Pod koniec XVI w. ta nazwa odpowiadała dzisiejszej Lubeni.

Ponadto Lubenia znajdowała się pod jurysdykcją diecezji przemyskiej, a ta diecezja wymieniona została w zapisce jako miejsce pochodzenia Sebastiana. Sebastian, będąc drugim w dziejach nauki polskiej profesorem pochodzenia chłopskiego, zrywał z utartym wtedy przekonaniem, iż drogę uczonego i wykładowcy akademickiego obierali tylko ludzie wysoko urodzeni, duchowni i mieszczanie.

Owszem, Sebastianus Stanislai Lubinius de Lubinia otrzymał pomocną dłoń od bogatego mieszczanina z Tyczyna, a później przybrał jego nazwisko, ale nim to nastąpiło, jeszcze w czasach studenckich figurował tylko jako Lubenius.

Sebastian Lubeński, później Draski, był promotorem Adama Draskiego, rekomendował jego osobę na Uniwersytet Jagielloński. Jak pokazują dalsze dzieje, Adam wpisał się w kulturowe dzieje Polski jeszcze bardziej. Nie umniejszając w niczym zasług Sebastiana na polu naukowym, potrzeba jeszcze trochę czasu na wnikliwe badania jego dorobku.

Czas pokaże, czy podrzeszowski chłopski syn pozostawił w piśmie coś dla potomnych. Może uda się odnaleźć dzieła, w których coś ważnego miał do powiedzenia, przynajmniej krakowskim żakom uczęszczającym na jego wykłady z filozofii i teologii.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie