Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

25 brawurowych akcji polskiego podziemia [II WOJNA ŚWIATOWA]

Czytaj dalej
Redakcja

25 brawurowych akcji polskiego podziemia [II WOJNA ŚWIATOWA]

Redakcja

Przedstawiamy subiektywną listę najbardziej brawurowych akcji polskiego podziemia w czasie II wojny światowej. Listę przygotowała redakcja "Naszej Historii"

1. Rozbicie więzienia

Atak na pińskie więzienie w styczniu 1943 r. był prawdziwym majstersztykiem polskiego podziemia. Oddział dowodzony przez Jana Piwnika „Ponurego” uwolnił kolegów i nie poniósł żadnych strat

W listopadzie 1942 r. Niemcy schwytali na Polesiu cichociemnego kpt. Alfreda Paczkowskiego ps. Wania, dowódcę III odcinka organizacji dywersyjnej „Wachlarz”, oraz jego trzech współpracowników: Piotra Downara ps. Azor, Mieczysława Eckhardta ps. Bocian i Mariana Czarneckiego ps. Ryś. Przy konspiratorach znaleziono wiele kompromitujących materiałów, w tym m.in. miny kolejowe i angielską radiostację. Na początku grudnia przewieziono ich do więzienia w Pińsku. Miejscowi gestapowcy ze szczególnym okrucieństwem traktowali „Wanię”. Oskarżali go, zresztą nie bez racji, że to on „szefuje bandytom” i jest „brytyjskim skoczkiem”. Kiedy ten zaprzeczał i brnął w jedną ze zmyślonych przez siebie opowieści, oni zaczynali go bestialsko torturować. Paczkowski jednak uparcie milczał.

Tymczasem wieść o aresztowaniu cichociemnego i innych konspiratorów dotarła do Warszawy. Żona por. „Bociana” (nie wiedziała, że jej mąż już wtedy nie żył; został zastrzelony przez niemieckich policjantów, z którymi wdał się w bójkę zaraz po aresztowaniu) wykorzystała swoją znajomość z adiutantem generała Roweckiego, by zwrócić uwagę Komendy Głównej AK na sprawę uwięzionych. Całe szczęście skutecznie - bez jej działania, jak pisał historyk Cezary Chlebowski, raczej spisano by ich na straty. 31 stycznia 1942 r. „Grot” wydał rozkaz odbicia więźniów. To niebezpieczne zadanie powierzono Janowi Piwnikowi ps. Ponury. Uznano zapewne, że specjalne kursy komandoskie, które odbył w Wielkiej Brytanii, predestynują go do wykonania tej misji. Cichociemny - który sam ledwo uszedł z życiem z niemieckiej niewoli po wpadce na wołyńskim odcinku „Wachlarza” - z miejsca zabrał się do pracy.

Najpierw, jeszcze w noc sylwestrową, wysłał do Pińska swojego emisariusza, który miał nawiązać kontakt z tamtejszą konspiracją i rozpoznać teren.

Od początku brał pod uwagę dwie możliwości osiągnięcia celu. Pokojową, czyli wydobycie więźniów za pomocą łapówki lub fortelu. Na ten cel miał przygotowaną nawet sporą sumę pieniędzy (60 tys. marek). Zakładał jednak, że nie uda się uniknąć bardziej ryzykownej opcji siłowej, czyli szturmu na więzienie. Dlatego też już w Nowy Rok miał skompletowany trzon grupy uderzeniowej. Tworzyli go trzej cichociemni: por. Jan Rogowski ps. Czarka, por. Wacław Kopisto ps. Kra, ppor. Michał Fijałka ps. Kawa, a także członek warszawskiej dywersji pchor. Zbigniew Sulima ps. Esesman (alias wziął się stąd, że często na akcje zakładał czarny mundur tej formacji). Poza tym zorganizowano grupę transportową składającą się z osobowego opla (prowadzony przez Władysława Hackiewicza ps. MSZ) i dwóch samochodów ciężarowych (Edward Pubudkiewicz ps. Monter i Antoni Langner ps. Duglas).

2 stycznia „Monter” przewiózł z Warszawy do Brześcia, z którego miała operować grupa uderzeniowa, cały niezbędny w akcji arsenał: 3 steny, 9 coltów, 2 nagany, 2 kg plastiku, spłonki, lonty i granaty. Tuż za nim, z „MSZ-em”, jechali „Ponury”, „Czarka” i „Esesman”.

Następnie Piwnik udał się do Pińska, gdzie skontaktował się członkami miejscowej konspiracji „Drucikiem” i „Jeliną”. Ci przestrzegli go, że Niemcy mogą w każdej chwili wywieźć „Wanię” i pozostałych z miasta, a wtedy cała akcja spali na panewce. Żeby się przed tym zabezpieczyć, „Drucik” założył podsłuch na niemieckiej linii telefonicznej. Co ciekawe, podobną instalację założył później „Czarka” w Brześciu. Oprócz kontrolowania poczynań wroga umożliwiała im kontakt telefoniczny (oczywiście rozmowy prowadzono przy użyciu odpowiedniego kodu).

W następnych dniach czyniono ostatnie przygotowania do przeprowadzenia akcji zbrojnej. Do grupy uderzeniowej „Ponurego” dokooptowano dziewięciu żołnierzy z brzeskiej grupy „Wachlarza” (wśród z nich znajdował się m.in. Jerzy Wojnowski ps. Motor). Natomiast w folwarku Eleonory Paszkiewiczowej ps. Biała Pani, położonym nad Bugiem, tuż przy granicy z Generalnym Gubernatorstwem, zorganizowano polowy szpital dla ewentualnych rannych.

Od 6 stycznia, w tydzień po rozkazie „Grota”, czterej cichociemni opracowywali różne plany uderzenia na pińskie więzienie, a reszta ekipy czekała w pogotowiu, gotowa w każdej chwili ruszyć do akcji. Operację należało przeprowadzić błyskawicznie i dyskretnie, ponieważ miasteczko było silnie obsadzone przez Niemców. Kwaterowało w nim około trzech tysięcy uzbrojonych w broń ciężką i pancerną żołnierzy: kompania Schutzpolizei, stu żandarmów, trzystu białoruskich milicjatów, batalion Wehrmachtu, batalion kozaków i dywizjon marynarki rzecznej. Strzelanina w ciszy nocy szybko ściągnęłaby w pobliże więzienia znaczne siły. W związku z tym akowcy zdecydowali, że najlepiej będzie zaatakować około godz. 17, gdy do pracy przychodzi nocna zmiana strażników i wokół obiektu jest jakikolwiek ruch.

Do 16 stycznia trwały próby „pokojowego odbicia” „Wani” i jego towarzyszy. Wspierane argumentami finansowymi zabiegi „Jeliny” i „Kawy” zakończyły się fiaskiem. Klawisze nie ustępowali. Wobec tego „Ponury” zarządził alarm bojowy. Następnego dnia cała ekipa z Brześcia przybyła samochodami do Pińska. Tutaj, na melinie u niejakiego „Dęba”, oddział szturmowy podzielono na trzy sekcje - dowodzone przez „Ponurego” (sześć osób plus opel „MSZ-ta”), „Czarkę” (cztery osoby) i „Kawę” (także cztery osoby). Odwrót miała zabezpieczać ciężarówka z „Monterem” za kierownicą. „Drucik” i jego ludzie mieli sparaliżować łączność.

18 stycznia 1943 r., punktualnie o godz. 17, polscy dywersanci przystąpili do dzieła. Najpierw „Drucik”, przy użyciu granatu, wysadził studzienkę telekomunikacyjną, paraliżując łączność w mieście. Potem opel z grupą „Ponurego” podjechał pod bramę więzienia. Strażnik na widok Sulimy w esesmańskim mundurze natychmiast otworzył bramę. Samochód wjechał na zewnętrzne podwórko kompleksu. Strażnik zauważył swój błąd i próbował stawić opór napastnikom. Strzał „Motora” położył go trupem. W tym czasie „Płomień” i „Wrona” opanowali wartownię i rozbroili znajdujących się tam strażników. Potem, przez cały czas trwania akcji, łapali kolejno przychodzących na nocną zmianę wachmanów i związanych układali na podłodze.

Tymczasem grupy „Czarki” i „Kawy” też działały. Ta pierwsza przesadziła płot od strony ulicy Cegielnianej i podeszła pod zamkniętą wewnętrzną bramę więzienia, gdzie stał już opel z sekcją „Ponurego”. Uzbrojeni strażnicy, zaniepokojeni strzałami, nie ulegli urokowi munduru „Esesmana” i byli gotowi stawić im opór.

Ludzie „Kawy”, po przedostaniu się na podwórze, wkroczyli do budynku kancelarii. Zastali tam komendanta więzienia Hellingera i jego zastępcę Zöllnera. Niemcy próbowali stawić opór. W czasie szamotaniny obaj zostali zastrzeleni. Wreszcie znaleźli najważniejsze przedmioty - klucze do bram i cel więziennych. By zrobić z nich pożytek, musieli jeszcze dostać się na wewnętrzny dziedziniec. Zrobili to, wspinając się na wieżyczkę strażniczą, a potem ześlizgując się z niej po sznurze. Tam sterroryzowali i rozbroili wachmanów z drugiej wartowni. Otwarto wewnętrzną bramę, opel z „Ponurym” wjechał na podwórzec. Rozpoczęto wypuszczanie więźniów. „Wania”, „Rysio” i „Azor” byli wolni. Tak wspominał tę chwilę Alfred Paczkowski:

(…) leżałem jak zwykle na betonie. Od kilku dni nie miałem przesłuchań i teraz dopiero stwierdzałem, jak mnie wszechstronnie pobito. Byłem bardzo słaby i miałem dreszcze. (…) usłyszałem jakiś hałas, chwyciłem w rękę kij. Miałem już zdjęty opatrunek. Myślałem, że Niemcy chcą mnie zastrzelić, więc jeszcze wykonam ostatnią szarżę…

Z rozmachem otworzyły się drzwi i zobaczyłem »Czarkę« z »Motorem«. Obaj trzymali w rękach pistolety maszynowe. Rogowski w rosyjskiej czapce na głowie krzyczał nienaturalnie głośno: Wo imieni Stalina wy swobodny, wychoditie [Polacy podczas akcji udawali sowietów - WR]”.

Trzech uwolnionych żołnierzy wsiadło do opla z Hackiewiczem i ruszyli w stronę Brześcia. Za nimi podążała ciężarówka „Montera” z dywersantami i „Ponurym”. Niemcy nie zdążyli zareagować, pomimo że dywersanci działali tuż obok ich kwater - 100 m od gmachu więzienia, w szkole, stacjonował batalion Wehrmachtu.

Akcja w Pińsku uważana jest za jeden z największych sukcesów AK i jedną z najsprawniej przeprowadzonych operacji w historii wojskowości w ogóle. Piwnik wzorowo wykonał zadanie, przy czym tylko jeden z jego ludzi został ranny, i to lekko. Wtedy narodziła się jego partyzancka legenda.

Sukces podziemia miał swoją cenę. W odwecie Niemcy rozstrzelali 30 najbardziej znanych i poważanych w Pińsku Polaków i Białorusinów.

2. Jak zginął Kat Warszawy Franz Kutschera

Dowódca SS i policji na dystrykt warszawski zginął w wyniku zamachu przeprowadzonego 1 lutego 1944 r. w Alejach Ujazdowskich. Zastrzelili go żołnierze oddziału specjalnego Kedywu Komendy Głównej AK „Agat-Pegaz”

Zamach na Kutscherę był najważniejszą z zakończonych sukcesem akcji bojowych wymierzonych w wysokiego dygnitarza niemieckiego na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Odpowiedzialnego za niespotykany terror, którego celem było zastraszenie ludności cywilnej i sparaliżowanie polskiego ruchu oporu.

Przygotowania do akcji

Historycy szacują, że od 16 października 1943 r. do 16 lutego 1944 w 35 publicznych egzekucjach na ulicach Warszawy oficjalnie rozstrzelano 1763 osoby. Jednocześnie w tym samym czasie dokonywano także egzekucji niejawnych, głównie w ruinach warszawskiego getta, w rzeczywistości liczba ofiar sięgnęła mniej więcej 5 tys. Informacje o rozstrzeliwaniach, dokonywanych na podstawie doraźnych wyroków, umieszczano od razu na plakatach. Obwieszczenia te były sygnowane podpisem: „Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski”. Za nim krył się Franz Kutschera.

Już w listopadzie 1943 r. Kierownictwo Walki Podziemnej wydało na niego wyrok śmierci, umieszczając go jednocześnie na jednym z pierwszych miejsc celów tzw. akcji „Główki”. Wykonanie wyroku powierzono dowódcy Kedywu płk. Augustowi Fieldorfowi „Nilowi”.

Bezpośrednio na trop Kutschery wywiad AK wpadł przypadkiem. Aleksander Kunicki „Rayski”, szef komórki wywiadu „Agatu” (w styczniu 1944 r. nazwę oddziału zmieniono na „Pegaz”), często przebywał w dzielnicy policyjnej. Dowiedział się, że dowódca SS i policji na dystrykt warszawski pracuje w mieszczącej się w willi Gawrońskich - przedwojennej siedzibie Poselstwa Holenderskiego - w Alejach Ujazdowskich 23. 17 grudnia Kunicki zameldował o wynikach swego wstępnego rozpoznania dowódcy „Agatu” Adamowi Borysowi „Pługowi”, a ten szefowi Kedywu „Nilowi”. Na odbywającej się wkrótce po tym odprawie dowódców oddziałów dywersyjnych Kedywu Fieldorf poinformował o wyroku śmierci wydanym przez Kierownictwo Walki Podziemnej na Kutscherę, wyznaczając na jego wykonawcę „Agat”.

Wkrótce też wywiad AK zdobył zdjęcie Franza Kutschery, a w toku śledztwa zgromadzono wiele istotnych dla planowanej akcji szczegółów. Kunicki ze swoim zespołem zauważyli, że limuzyna opel admiral (sporadycznie był to inny samochód) przyjeżdżała pod dom krótko przed 9 rano i czekała przed bramą około 5-10 min. Auto przyjeżdżało zwykle od strony Alej Ujazdowskich, sporadycznie od strony ul. Koszykowej. Kutscherze, który zawsze zajmował miejsce obok kierowcy, zazwyczaj towarzyszył jeszcze jeden oficer, zawsze ten sam, który zajmował miejsce na tylnym siedzeniu. Auto nigdy nie zatrzymywało się przed siedzibą Dowództwa SS i Policji, tylko wjeżdżało na dziedziniec.

Ostatnie szczegóły i decyzja

W styczniu 1944 r. rozkaz wykonania wyroku otrzymał dowódca I pluton „Agatu” („Pegaza”) Bronisław Pietraszewicz „Lot”. Przystąpił on do opracowania szczegółowego planu akcji, który następnie przeanalizowali wszyscy jej uczestnicy, zgłaszając swoje uwagi.

Nieregularność godzin powrotu Kutschery do domu wykluczyła przeprowadzenie akcji po południu. Postanowiono przeprowadzić ją w godzinach rannych, kiedy około godz. 9 w drodze do pracy generał będzie przejeżdżał krótki odcinek Alej Ujazdowskich do siedziby Dowództwa Policji i SS. Odmierzona krokami odległość pomiędzy tymi dwoma budynkami wynosiła tylko 140 metrów. Z powodu niewielkiego ruchu przechodniów oraz bliskiej odległości od siedzib Gestapo i Ordnungspolizei w alei Szucha oraz Kripo w Alejach Ujazdowskich zrezygnowano z przeprowadzenia zamachu przed domem Kutschery w al. Róż 2.

Z kolei przeprowadzenie ataku pod siedzibą SS - co zaproponował „Lot” - wiązało się ze zwiększonym ryzykiem strat w przypadku przedłużającej się walki z ochroną pałacyku oraz spieszącymi jej z pomocą żołnierzami niemieckimi i policją, stacjonującymi w tej części miasta (m.in. dwa bataliony policji były skoszarowane w domu poselskim przy ul. Wiejskiej), a także stałymi patrolami pieszymi i zmotoryzowanymi oraz agentami niemieckiej służby bezpieczeństwa stale przemierzającymi trasę aleja Szucha - plac Trzech Krzyży. Tam Kutschera mógł też łatwiej przedostać się do budynku i zniknąć z pola ostrzału. Samochód z generałem musiał być zatem zatrzymany i zablokowany jeszcze na jezdni Alej Ujazdowskich, przed wykonaniem manewru skrętu w lewo i przejechaniem przez tory tramwajowe, chodnik i dalej, za ogrodzenie siedziby Dowództwa SS.

„Lot” dobierał wykonawców akcji starannie. Grupa miała liczyć 11 osób. Większość z nich znała się jeszcze z działalności w organizacji samokształceniowej „Pet”, której członkowie - wśród nich Bronisław Pietraszewicz - w 1943 r. weszli w skład „Agatu”, tworząc jego I pluton. Jego członkowie wywodzili się z dwóch środowisk: inteligenckiej młodzieży z urzędniczego Żoliborza oraz robotniczego Starego Miasta. Punkt zbiórki, pobrania broni i wymarszu znajdował się w mieszkaniu Marii Pisarek przy ul. Mokotowskiej 59. Część potrzebnej broni pożyczono z 2. plutonu. Została ona dostarczona do mieszkania przy ul. Mokotowskiej wieczorem 27 stycznia, w przeddzień zaplanowanej akcji.

Niestety, jeszcze tego samego dnia AK--owcy z oddziału szturmowego natknęli się w pobliżu skrzyżowania z Wilczą na patrol żandarmerii. Niemcy otworzyli ogień, jeden z żołnierzy - „Żbik” - został postrzelony w rękę. Akcję na Kutscherę trzeba było przełożyć.

Seria z automatu

1 lutego zbiórkę wyznaczono o godz. 7.30 na ul. Mokotowskiej 59. Zespół „Pegaza” składał się z 12 osób, podzielonych na cztery grupy (wykonawców zamachu, ubezpieczenie, kierowców oraz sygnalizację): Bronisław Pietraszewicz „Lot” - dowódca i wykonawca wyroku; Stanisław Huskowski „Ali” - zastępca dowódcy i ubezpieczenie; Zdzisław Poradzki „Kruszynka” - drugi wykonawca; Michał Issajewicz „Miś” - kierowca; Marian Senger „Cichy” - ubezpieczenie, Zbigniew Gęsicki „Juno” - ubezpieczenie; Henryk Humięcki „Olbrzym” - ubezpieczenie; Bronisław Hellwig „Bruno” - kierowca wozu; Kazimierz Sott „Sokół” - kierowca; Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama” - sygnalizacja; Elżbieta Dziębowska „Dewajtis” - sygnalizacja oraz Anna Szarzyńska-Rewska „Hanka” - sygnalizacja.

Wydarzenia potoczyły się zgodnie z planem. O godzinie 9.06 „Kama” zasygnalizowała wyjście Kutschery z kamienicy w al. Róż, po czym również „Dewajtis” i „Hanka” kolejno przekazały umówione znaki. „Lot” dał sygnał do rozpoczęcia akcji. Widząc to „Miś”, siedzący za kierownicą adlera stojącego z włączonym silnikiem na ulicy Piusa XI na wysokości pałacu Rembielińskiego, powoli ruszył z miejsca. Następnie skręcił w lewo w Aleje i wyjechał na spotkanie jadącej z naprzeciwka limuzynie z Kutscherą.

„Miś”, jadący początkowo prawym pasem, po chwili zjechał na środek ulicy, tak aby nie przepuścić nadjeżdżającej z naprzeciwka limuzyny ani z lewej, ani z prawej strony. Widząc jednak, że niemieckie auto nie zwalnia, zjechał na lewy pas. Kierowcy zaczęli hamować i oba auta zatrzymały się. Samochód Kutschery został zablokowany.

Do niemieckiego auta podbiegł najpierw „Lot”, a za nim „Kruszynka”. Polski dowódca jako pierwszy z odległości jednego metra otworzył ogień do Kutschery oddając serię ze stena w opuszczone szyby boczne. Jak się okazało, tego dnia generałowi nie towarzyszył adiutant. „Kruszynka” przebiegł dookoła niemieckiego samochodu i oddał w Kutscherę serię z automatu. Dołączył do niego „Miś”, który wyskoczył ze swego auta. Widząc, że niemiecki generał jeszcze się poruszał, „Miś” oddał do niego kilka strzałów. Wspólnie wyciągnęli z samochodu ciężko rannego Kutscherę. Zaczęli przetrząsać kieszenie generała w poszukiwaniu jego dokumentów, których dostarczenie dowództwu stanowiło wymagane potwierdzenie wykonania zadania. Dokumentów nie udało się jednak odnaleźć, wobec czego żołnierze zabrali tylko pistolet i teczkę Kutschery.

Straty niemieckie wyniosły pięć osób (Franz Kutschera, jego kierowca, dwóch Niemców przed gmachem Dowództwa SS i Policji w Al. Ujazdowskich 23 oraz niemiecki policjant na moście Kierbedzia), a dziewięć osób zostało rannych. Po stronie polskiej straty, wraz ze zmarłymi w następnych dniach w warszawskich szpitalach „Lotem” i „Cichym”, wyniosły czterech zabitych i dwóch rannych.

W ocenie dowództwa Armii Krajowej akcja, pomimo bardzo trudnych warunków, została przeprowadzona precyzyjnie i zgodnie z planem w sposób, z którego oddział mógł być dumny. Rozkazem z dnia 25 marca 1944 r. Komendant Główny AK nadał Bronisławowi Pietraszewiczowi „Lotowi” Order Virtuti Militari V klasy, a dziesięciorgu uczestnikom akcji („Sokołowi”, „Juno”, „Cichemu”, „Olbrzymowi”, „Kruszynce”, „Misiowi”, „Bruno”, „Hance”, „Kamie” i „Dewajtis”) - Krzyże Walecznych po raz pierwszy.

3. Powstańcy zdobywają PAST-ę na Zielnej

Zacięte walki o zdobycie górującego nad Śródmieściem Północnym gmachu PASTY-y trwały do 20 sierpnia. Polacy nie oddali tej reduty aż do końca powstania

W budynku PAST-y, drugim po Prudentialu najwyższym budynku przedwojennej Warszawy, krzyżowały się wszystkie połączenia telefoniczne Berlina z okupacyjnymi władzami, a także z całym frontem wschodnim. Zdobycie gmachu miało zatem dla powstańców znaczenie symboliczne i strategiczne. Nic dziwnego, że od początku powstania żołnierze AK podejmowali próby odbicia obiektu przy Zielnej 37, obsadzonego przez niemieckich snajperów. Krwawe walki trwały blisko 20 dni.

Walki o każde piętro

20 sierpnia budynek został zdobyty przez batalion „Kiliński” przy współudziale jednostek specjalnych i służb technicznych dowództwa I Obwodu i Okręgu Warszawskiego AK. Aby pokonać niemiecką załogę, powstańcy podpalali budynek miotaczami ognia zrobionymi ze strażackich motopomp.

Dalej dowiesz się:

- jak przebiegła synna "akcja Góral" w Warszawie

- czym był "koncert cichociemnych"

- jak doszło do masakry Niemców na statku "Tannenberg"

Pozostało jeszcze 69% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Aktywujesz kod bez rejestracji

Odblokowujesz dostęp jednorazowo, tylko na tej przeglądarce. Jeżeli chcesz w przyszłości wrócić do tego artykułu, skorzystaj z opcji aktywacji kodu z rejestracją - zarejestruj się.

Klikając w przycisk "Aktywuj kod i czytaj bez rejestracji" potwierdzam, że zapoznałem/am się z treścią informacji o zamówieniu oraz, nadto że żądam rozpoczęcia dostarczenia treści cyfrowych przed upływem terminu do odstąpienia od umowy w związku z czym utracę prawo do odstąpienia od umowy i wiem, że usługa jest odpłatna.

odzyskaj hasło

Klikając w przycisk "Aktywuj kod i zaloguj się" potwierdzam, że zapoznałem/am się z treścią informacji o zamówieniu oraz, nadto że żądam rozpoczęcia dostarczenia treści cyfrowych przed upływem terminu do odstąpienia od umowy w związku z czym utracę prawo do odstąpienia od umowy i wiem, że usługa jest odpłatna.

Aby móc przetwarzać Twoje dane osobowe w postaci adresu e-mail dla celów przedstawiania informacji handlowych na temat naszych towarów lub usług za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej, prosimy Cię o wyrażenie poniżej wskazanych zgód.

Pamiętaj, w każdej chwili możesz cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Cofnięcie zgody nie wpłynie jednak na zgodność z prawem przetwarzania przez nas Twoich danych osobowych przed wycofaniem zgody. Szczegóły dotyczące zgody, w tym jej wycofania, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności oraz w swoim profilu.

Administratorem Twoich danych osobowych jest spółka Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul. Domaniewska 45, 02-672 Warszawa. Szczegółowe zasady przetwarzania danych osobowych przez Polska Press oraz uprawnienia użytkowników Serwisu Polskatimes z tym związane zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez nas w szczególności w celu wykonania umowy (usługa świadczona drogą elektroniczną), w celach marketingowych w zakresie udzielonych zgód, jak też w innych celach marketingowych na podstawie naszego uzasadnionego interesu. Podanie przez Ciebie danych osobowych jest dobrowolne. Przysługuje Ci prawo do żądania od nas dostępu do swoich danych osobowych, prawo do ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych a także prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania przez nas Twoich danych osobowych. Więcej na temat Twoich uprawnień oraz celów przetwarzania danych przeczytasz w naszej Polityce Prywatności.

* Jeżeli klikniesz „Zaznacz wszystkie poniższe zgody” automatycznie zaznaczasz wszystkie zgody. Możesz też zaznaczyć lub odznaczyć każdą ze zgód z osobna.

** Zgoda wymagana.

Klikając w przycisk "Aktywuj kod i zarejestruj się" potwierdzam, że zapoznałem/am się z treścią informacji o zamówieniu oraz, nadto że żądam rozpoczęcia dostarczenia treści cyfrowych przed upływem terminu do odstąpienia od umowy w związku z czym utracę prawo do odstąpienia od umowy i wiem, że usługa jest odpłatna.

Redakcja

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.