Włodzimierz Knap

Bezprawie i zdrada Stalina

Wkroczenie Armii Czerwonej do Wilna, 19 września 1939 Fot. Wikimedia Commons Wkroczenie Armii Czerwonej do Wilna, 19 września 1939
Włodzimierz Knap

Wydając rozkaz ataku na Polskę, Stalin złamał dziewięć aktów prawnych. Sowieci uderzyli w próżnię. Licząca 620 tysięcy żołnierzy armia przekroczyła granicę bronioną przez 12 tysięcy Polaków

Wymieńmy te ustalone przez prof. Jana Pruszyńskiego akty, bo nawet w monografiach dotyczących agresji sowieckiej na II RP, nie sposób ich znaleźć. W propagandzie zaś, a nawet historiografii rosyjskiej często przywołane jest uzasadnienie z 17 września, że Sowieci napadli na Polskę bez naruszenia prawa.

Po pierwsze - najazd na nasz kraj miał charakter agresji w świetle konwencji londyńskiej z 1933 r. (opracowanej na wniosek ówczesnych władz sowieckich). Po drugie - ZSRR złamał postanowienia polsko-sowieckiego paktu o nieagresji z lipca 1932 r. Po trzecie - traktatu ryskiego z marca 1921 r. Po czwarte - dodatkowego protokołu polsko-sowieckiego z maja 1934 r. Po piąte - ZSRR złamał przepisy Ligi Narodów, do której przystąpił we wrześniu 1934 r. Po szóste - deklaracji Kresteńskiego z 1934 r., w której Sowieci zobowiązali się przestrzegać wszystkich zawartych przez siebie umów. Po siódme - złamali deklarację polsko-sowiecką z listopada 1938 r. Po ósme - konwencję haską z 1907 r. Po dziewiąte - konwencję genewską z 1929 r.

Nie przeszkodziło to władzom sowieckim w sporządzeniu noty, w której stwierdzano, że państwo polskie i jego rząd przestały istnieć, dlatego ważność straciły zawarte traktaty. Notę z takim uzasadnieniem odczytano polskiemu ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu nad ranem 17 września. Zakomunikowano mu m.in., że wojska sowieckie przekroczyły granicę również celem uwolnienia narodu polskiego od wojny i umożliwienia mu życia w pokoju.

Przedstawicielom państw zachodnich rezydującym w Moskwie władze sowieckie też przekazały noty, w których stało, że ZSRR zachowuje neutralność w wojnie między Niemcami a Wielką Brytanią i Francją. Do nich dołączono tekst enuncjacji odczytanej Grzybowskiemu, a zatem Kreml mocarstwom zachodnim oświadczył, że wojny z Polską nie prowadzi, bo Polski już nie ma.

Co nam tam Polska

Dodajmy w tym miejscu, że przywódcy w Londynie i Paryżu Polskę już wcześniej spisali na straty. 12 września w Abbeville postanowili o wstrzymaniu i tak niezwykle anemicznych działań zbrojnych na froncie zachodnim. W przeciwieństwie do władz polskich, napaścią Moskwy nie byli zaskoczeni. - Prawdopodobnie Londyn został kanałami nieoficjalnymi poinformowany przez Kreml o planowanym ataku na Polskę. Z pewnością natomiast najpóźniej 16 września władze brytyjskie z francuskimi dyplomatami uzgadniały reakcje na agresję sowiecką - twierdzi prof. Andrzej Leon Sowa z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, znakomity znawca kampanii polskiej 1939 roku.

Ostatecznie Francja złożyła w Moskwie ustny sprzeciw, w którym zażądała wyjaśnień po zaatakowaniu II RP 17 września. Wielka Brytania ograniczyła się natomiast do zamieszczenia w prasie komunikatu, w którym Londyn... podtrzymał zobowiązania wobec Polski. - Jednocześnie mocarstwa zachodnie nadal żywiły nadzieję pozyskania Związku Sowieckiego do wojny z III Rzeszą - mówi prof. Sowa. - Więcej, w poufnych analizach wyrażały nawet satysfakcję z działań podjętych przez Armię Czerwoną wobec Polski, ponieważ w ten sposób odpadła możliwość uzyskania przez Niemcy bezpośredniej granicy z Rumunią, gdzie znajdowały się złoża ropy naftowej. Historyk zwraca m.in. uwagę na instrukcję przesłaną 19 września brytyjskim placówkom dyplomatycznym przez szefa londyńskiej dyplomacji Edwarda Halifaxa. Halifax zalecał w niej, by brak reakcji na napaść sowiecką tłumaczyć tym, że Warszawa i Moskwa nie wypowiedziały sobie wojny, a rząd RP opuścił własne terytorium.

Wielkie zaskoczenie

O świcie 17 września 1939 r. wojska sowieckie wkroczyły do Polski. - Napaść Armii Czerwonej zaskoczyła rząd i dowództwo polskie - podkreśla dr hab. Grzegorz Motyka, dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN. - Najlepiej świadczy o tym to, że niemal wszystkie siły zbrojne walczyły z Niemcami, a na froncie wschodnim znajdowały się jedynie formacje trzeciego rzutu, słabo uzbrojone. Dodajmy, że zaskoczeni najazdem ZSRR byli niektórzy dowódcy polscy. Przez pewien czas łudzili się, że wojska sowieckie idą Polsce na pomoc przeciwko Niemcom, m.in. dlatego, że takie plotki rozsiewały jednostki Armii Czerwonej wkraczające do Małopolski Wschodniej i na Wołyń.

Agresja sowiecka zaskoczyła kierownictwo II RP, choć już od 1921 r. polscy sztabowcy zakładali równoczesne działania Berlina i Moskwy przeciwko Warszawie. Jednak takie rozważania pozostawały w sferze teorii. W praktyce nasi planiści wojskowi nie przygotowywali armii na taką ewentualność. Tak przynajmniej twierdzi w swoich wspomnieniach gen. Wacław Stachiewicz, ówczesny szef sztabu generalnego. - Polscy wojskowi nie przygotowywali się do walki na dwóch frontach jednocześnie z prostego powodu: gdyby do niej doszło, Polska i tak nie miałaby najmniejszych szans, choćbyśmy mieli najlepsze plany obronne. Z samą Rosją natomiast mogliśmy toczyć względnie długą walkę; z pewnością mogliśmy im stawić opór dłużej niż Finowie - dywaguje dr hab. Motyka.

Prof. Sowa zwraca uwagę, że już na etapie przygotowania do wojny z Polską ujawniły się ogromne niedostatki Armii Czerwonej: - Brakowało wszystkiego, począwszy do mundurów, butów, pasów do karabinów, po paliwo i żywność. Także umiejętności bojowe oficerów i żołnierzy pozostawiały wiele do życzenia. Sukcesy wojsk sowieckich na ziemiach polskich wynikły głównie z tego, że nie miały one właściwie z kim walczyć.

W połowie września 1939 r. wschodnie granice RP chroniło 25 batalionów Korpusu Ochrony Pogranicza i 7 szwadronów kawalerii. Siły te, pełniące służbę w 190 strażnicach, liczyły ok. 12 tys. żołnierzy. Większość oddziałów KOP 17 września walczyła z przeciwnikiem. Przewaga Sowietów była ogromna. Armia najeźdźcy liczyła w pierwszym rzucie 620 tys. żołnierzy, wspartych przez 4733 czołgi i 3298 samolotów (Niemcy rzucili na nas 2,5 tys. czołgów i 1,9 tys. samolotów). ZSRR zagarnął 200 tys. km2 powierzchni II RP (51,8 proc.) i ponad 12 mln obywateli polskich (37 proc.).

Bierność władz

Zamieszanie w szeregach polskich potęgował brak rozkazów Naczelnego Dowództwa, niewiedzącego, jak zareagować na atak. Bierny był też rząd, choć już od 8 września dostawał informacje mówiące o dużym prawdopodobieństwie uderzenia ze strony ZSRR. Władze II RP nawet nie wypracowały politycznego stanowiska na wypadek zaatakowania Polski przez Związek Sowiecki. Zresztą jeszcze 17 września przekroczyły granicę rumuńską.

Ciśnie się pytanie o to, dlaczego po napaści sowieckiej rząd RP nie zdecydował się na wypowiedzenie wojny agresorowi? - Myślę, że na taką decyzję największy wpływ miał wzgląd na sytuację międzynarodową. Ciągle, nawet po 17 września, liczyliśmy na pomoc ze strony Francji i Wielkiej Brytanii, a wypowiedzenie wojny Sowietom mogłoby odciągnąć oba kraje od przyjścia nam z pomocą - mówi dr hab. Grzegorz Motyka. Dodajmy, że Jan Szembek, wiceminister spraw zagranicznych, w swoich wspomnieniach zanotował, iż jeszcze w pierwszych dniach września rząd polski liczył na pomoc ze strony Rosji. Dr Motyka przekonuje, że nasi politycy nie byli tak naiwni; doskonale zdawali sobie sprawę z realiów, ale mimo wszystko chcieli zachować resztki złudzeń.

Trzeba też zapytać o sensowność rozkazu wydanego przez marsz. Edwarda Śmigłego-Rydza, który przed opuszczeniem Polski zabronił walczyć z bolszewikami. - Fakt, że Polska inaczej traktowała agresję sowiecką niż działania niemieckie, skutkował tym, że sami minimalizowaliśmy szanse na uzyskanie pomocy międzynarodowej - zauważa prof. Sowa. Podkreśla, że naczelne dowództwo dysponowało 17 września odpowiednimi siłami, w tym lotnictwem i bronią pancerną, by przez przynajmniej kilka dni stawiać opór wojskom sowieckim. - Ponadto tylko powstrzymanie marszu jego wojsk mogło umożliwić znajdującym się w głębi kraju oddziałom polskim przedostanie się na Węgry i do Rumunii - podkreśla.

Pojedyncze polskie oddziały walczyły z Sowietami do początków października. Sowieci chwalili się, że do niewoli wzięli 452 tys. polskich oficerów i żołnierzy, ale liczyli każdego, kto nosił mundur, np. pracowników poczty i harcerzy. Według historyków, do niewoli ZSRR wziął ok. 250 tys. żołnierzy. Liczbę poległych i zamordowanych szacuje się na 6-7 tys., a rannych na 10 tys. Po stronie sowieckiej śmierć poniosło ok. 3 tys. żołnierzy, rany odniosło 8-10 tys.

A gdyby tak...

W maju 1939 r. Władimir Potiomkin, zastępca komisarza spraw zagranicznych ZSRR, w czasie rozmowy z ministrem Beckiem zapewniał, że jego kraj nie odmówiłby pomocy Polsce, gdyby wyraziła zgodę na jej przyjęcie. Myśmy jednak powiedzieli Rosji twarde nie. - I dobrze zrobiliśmy. Gdyby Armia Czerwona weszła do Polski, to być może nie weszliby Niemcy, ale z kolei Sowieci by nie wyszli - przewiduje Grzegorz Motyka. - Zresztą z samą Polską Związek Sowiecki nie zawarłby sojuszu przeciwko Hitlerowi. Partnerami dla Stalina były mocarstwa zachodnie, a od Polski żądał jedynie zgody na przemarsz wojsk przez nasze terytorium. Ponadto układ z ZSRR zakończyłby się dla nas podobnie jak dla Litwy czy Estonii, czyli zostalibyśmy już w 1940 r. republiką sowiecką - dorzuca.

Przy obecnym stanie wiedzy, bez dostępu do archiwów rosyjskich, historycy nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy Stalin w połowie 1939 r. planował uderzenie na Polskę w bliskiej perspektywie czasowej? Faktem jest, że w lecie 1938 r. w przyległych do granic Polski okręgach wojskowych - kijowskim i białoruskim - zaczęto tworzyć grupy armijne o charakterze uderzeniowym. Jednak Stalin w 1939 r. był zaniepokojony sytuacją na Dalekim Wschodzie, bo armia japońska wkroczyła do Mongolii. Doszło do walk pomiędzy wojskami sowieckimi i japońskimi, które zakończyły się klęską Japończyków, ale działania wojenne na Dalekim Wschodzie trwały do 13 września 1939 r. Sowieci mogli zatem obawiać się wojny na dwa fronty.

Niemcy od pierwszych dni września nalegali na Stalina, by ten zrealizował tajny pakt zawarty z Hitlerem 23 sierpnia 1939 r. i jak najszybciej przystąpił do wojny przeciwko Polsce. Stalin zwlekał, m.in. dlatego, że nie był pewny reakcji mocarstw. Nie wiedział, czy Wielka Brytania i Francja wykonają obowiązki sojusznicze wobec Polski, a potem czekał na postanowienia konferencji w Abbeville, która zaczęła się 12 września. W Abbeville przywódcy obu mocarstw uznali, że nastąpił „finis Poloniae”. Dopiero gdy miał pewność, jak zachowa się Zachód, pozwolił zaatakować Polskę.

Włodzimierz Knap

Włodzimierz Knap

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.