Felieton Instytutu Pamięci Narodowej. Branka do wojska 1982 r.

Marcin Dąbrowski, IPN
IPN/materiały prasowe
Jesienią 1982 r. władze komunistyczne Polski Ludowej przeprowadziły represyjny pobór do wojska ponad 1,5 tysiąca działaczy NSZZ „Solidarność” i opozycji politycznej.

W podręcznikach historii wciąż nie ma prawie nic o tym, że w czasach Polski Ludowej ówczesne Wojsko Polskie było nie tylko jednym z głównych filarów komunistycznego systemu, ale także bardzo istotnym narzędziem represjonowania niepokornych obywateli, a nawet całych środowisk społecznych podejrzanych o niewłaściwą postawę wobec panującej władzy i ideologii. Trzeba przypomnieć, że na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych powoływano do specjalnych batalionów górniczych synów tzw. kułaków (rzekomo bogatych chłopów), których zmuszano do wykonywania niewolniczej pracy w kopalniach. W czasach Gomułki zaczęto powoływać do wojska kolejne roczniki kleryków z seminariów duchownych. Po marcu 1968 r. w wojskowe kamasze obuto buntujących się studentów. Po grudniu 1970 r. spotkało to część młodych stoczniowców z Wybrzeża.

Hermetyczny charakter wojska w totalitarnym państwie pozwalał skuteczniej izolować represjonowanych, a jednocześnie łatwiej ukryć ciemne oblicze ówczesnej armii. Zakamuflowanie represji było tym łatwiejsze, że od pokoleń mundur polskiego żołnierza budził u Polaków życzliwą sympatię. W niewielkim tylko stopniu osłabiał to uczucie fakt, że ludowe Wojsko Polskie było częścią Układu Warszawskiego, a 13 grudnia 1981 r. wojsko usłużnie realizowało wprowadzanie stanu wojennego.

Jesienią 1982 r. w najwyższych kręgach reżimu Jaruzelskiego postanowiono ponownie sięgnąć po wypróbowaną formę represji. Tym razem miała być skierowana wobec podziemia „Solidarności” i opozycji politycznej. Stało się to po tym, jak na początku października 1982 r. Sejm PRL dokonał ostatecznej delegalizacji NSZZ „Solidarność” poprzez uchwalenie nowej ustawy o związkach zawodowych. W nowej rzeczywistości stworzonej przez stan wojenny nie było już miejsca dla „Solidarności”. Odpowiedzią były spontaniczne manifestacje i strajki w kilku większych ośrodkach związkowych w kraju. Ale zorganizowana reakcja na dużą skalę miała nastąpić 10 listopada 1982 r., w drugą rocznicę sądowej rejestracji związku w 1980 r. Na ten dzień władze podziemnej „Solidarności” zapowiedziały ogólnokrajową akcję protestacyjną.

Reżim Jaruzelskiego potraktował zapowiedź protestów bardzo poważnie. A z pewnością uznał, że jest to okazja do ponownego uderzenia w środowisko „Solidarności”. W takich okolicznościach zrodził się pomysł przeprowadzenia prewencyjnej akcji w postaci swoistej „branki” – represyjnego powołania wybranych młodych związkowców i opozycjonistów na trzymiesięczne ćwiczenia w kompaniach polowych oraz do odbycia dwuletniej zasadniczej służby wojskowej. W ciągu kilku dni Służba Bezpieczeństwa wytypowała osoby mogące potencjalne zaangażować się w zapowiadane manifestacje i strajki. Przygotowane listy osób trafiły do Wojskowej Służby Wewnętrznej, a stamtąd do poszczególnych Wojskowych Komend Uzupełnień, gdzie wzywane osoby otrzymywały skierowanie do stawienia się na 5 listopada 1982 r. w wyznaczonych jednostkach wojskowych.

W ten sposób władzom komunistycznym udało się powołać do wojska około 1700 związkowców „Solidarności” i opozycjonistów. Około 1450 osób trafiło jako rezerwiści na rzekome ćwiczenia do kompanii polowych w 10 wytypowanych jednostkach wojskowych w północnej i zachodniej Polsce (Brzeg, Budowo, Chełmno, Czarne, Czerwony Bór, Głogów, Gorzów Wielkopolski/Wędrzyn, Rawicz, Trzebiatów i Unieście/Koszalin). Największa grupa, licząca około 450 osób, w tym ponad 30 związkowców pochodzących z Lubelszczyzny, trafiła na poligon Czerwony Bór na północno-wschodnim Mazowszu, między Zambrowem a Łomżą. Zostali oni zakwaterowani w prowizorycznych, niedogrzanych wagonach-barakach i zmuszeni do bezsensownych prac ziemnych w środku zimy (rzekoma budowa drogi). Podobnie, jak inne czynności, nie miało to nic wspólnego z podnoszeniem jakichkolwiek umiejętności obronnych. Niewiele lepszy był los grupy rezerwistów w naszego regionu, którzy trafili na poligony w Budowie i w Czarnem. We wszystkich ośrodkach związkowcy byli izolowani od pozostałych żołnierzy. Na szczęście dla uczestniczących w tych rzekomych ćwiczeniach związkowców, zakończyły się one zgodnie z przepisami po 3 miesiącach (2–3 lutego 1983 r.), choć do końca trzymano związkowców w celowej niepewności. Władze stanu wojennego były przecież bezkarne i mogły robić wszystko.

Dużo gorszy był los około 260 osób, które wcielono do odbycia dwuletniej zasadniczej służby wojskowej. Początkowo, zależnie od miejsca zamieszkania, ludzie ci trafili do jednostek wojskowych w Chełmie, Jarosławiu i Węgorzewie. M.in. w Chełmie znalazło się kilkanaście osób z Lubelszczyzny. Podobnie, jak w przypadku trzymiesięcznych ćwiczeń, ludzie ci byli przez cały okres służby izolowani od pozostałego wojska. O ewidentnie represyjnym charakterze powołania świadczył fakt, że po wstępnym okresie, zakończonym przysięgą wojskową, sformowane kompanie związkowców skierowano do polowych jednostek budowlanych, gdzie wykonywano ciężkie prace fizyczne, m.in. przy remontach torów kolejowych. Przypominało to najgorsze jednostki karne. Kto mógł ratował się przed taką służbą. Ci, którym się to nie udało, wyszli na wolność dopiero jesienią 1984 r.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Materiał oryginalny: Felieton Instytutu Pamięci Narodowej. Branka do wojska 1982 r. - Kurier Lubelski

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh
Pozostaje mieć nadzieję, że oni tam sa tam tak głupi i krotkowzroczni a nie jest to celowe działanie 5 kolumny.
E
Ehh
O rany julek.Dopiero zauważyłem, że to z Instytutu Podziału Narodu,tego od niszczenia pomników radzieckich na Ziemiach Odzyskanych. Od tych sowicie opłacanych APARATCZYKOW.Ten obijmorda z Gdańska jeszcze nimi dowodzi a nie od dziś wiadomo,że na Lechi sentyment do ...Rudolfa Hessa i spółki jest dosyć mocny .Instytut pomiotów niemieckich burzacy pomniki radzieckie do wielu tam może przemawiać ale co POLACY mają z tym wspolnego?Na logike wypuścić na Ruskich,bo wiadomo, nie trzeba byc DOKTOREM,ze na wschodzie odpowiedzą tym samym w stosunku do polskich pomników i mogił. A niemaszki sie pozbeda pomników ludzi, którzy w raz z gen Jaruzelskim przyłączyli ZIEMIE ODZYSKANE do ...Polski.
E
Ehh
To jak w hodowli. Samce sa wyposażone w takie a nie inne mechanizmy...hormonalne i jesli sie ich nie zagospodaruje ,to problem gotowy. No wiadomo, że w świecie zlozonych zależności społecznych cala konstrukcja mechanizmu będzie bardziej złożona,no ale niczym sie nie różni od kilku...kogutów.
E
Ehh
Zwymiotuje...Po 89 wojsko polskie weszło w system neokolonialnych najemników broniących interesów byłych ,jak i terazniejszych Imperiow. Zolnierz nie jest od myślenia, bo wtedy mamy junty i to nawet da sie zrozumieć, bo jest podział ról w społeczeństwie. Problem pojawia sie gdy zamiast za żołnierza nawet pokoju gen Jaruzelskiego,

(czynnego uczestnika 2 WS i walk o Berlin ),kiedy za żołnierza mysli człowiek pokroju....Macierewicza
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie