Harald Popkiewicz - człowiek, który czytał w bursztynie

Grażyna Antoniewicz
Grażyna Antoniewicz
W jego formach jubilerskich dominują motywy morskich i nadmorskich roślin, ryb i owadów. Morszczyn, trawa morska, ważki i motyle współgrają z surowymi bryłkami bursztynu, przez co można odnieść wrażenie jakby przed chwilą wyrzuciły je fale. Przesadnie długie nogi ważek zaciskają się na bryłkach bursztynu, pośród srebrnych pręcików kwiatów
W jego formach jubilerskich dominują motywy morskich i nadmorskich roślin, ryb i owadów. Morszczyn, trawa morska, ważki i motyle współgrają z surowymi bryłkami bursztynu, przez co można odnieść wrażenie jakby przed chwilą wyrzuciły je fale. Przesadnie długie nogi ważek zaciskają się na bryłkach bursztynu, pośród srebrnych pręcików kwiatów archiwum rodzinne
Harald Popkiewicz był wyjątkowym artystą. Bursztynnik, twórca nowatorskiej biżuterii i wyjątkowych rzeźb - miał pracownię w Toruniu, ale też w Mikoszewie na Mierzei Wiślanej.

W tej pracowni realizował swoje pomysły, np. łącząc bursztyn z miedzią i gdzie malował zadziwiające, piękne obrazy, np. żyrafy pędzące po torach.

Arogant z lornetką

To było upalne lato. Harald Popkiewicz, na którego mówili Radek, pracował jako ratownik na mikoszewskiej plaży. - Po obronie dyplomu na wydziale polonistyki UMK w Toruniu, pojechałam odpocząć do Mikoszewa.

- Mama załatwiła mi ze swojej firmy malutki domek ze sklejki - opowiada żona Elżbieta Popkiewicz. - Zaraz po przyjeździe poszłam nad morze, na plażę. Raptem patrzę, jakiś młody mężczyzna mnie lornetkuje. Jestem drobna, ale nie na tyle, żeby patrzeć na mnie przez lornetkę. Tak poznaliśmy się z Radkiem, a za trzy miesiące był nasz ślub.

Posterunek policji

Po pięciu latach małżeństwa Radek i Ela zamieszkali w Mikoszewie, w budynku, w którym przed wojną znajdował się punkt niemieckiej policji Wolnego Miasta Gdańska. Były w nim dwie cele i piecyk, sypiał tu bowiem posterunkowy, jak ktoś rozrabiał, to go przymykał. Kiedy zdarzała się „grubsza sprawa”, czekał, aż przyjdą z Gdańska inni policjanci, żeby zabrać aresztanta.
- To taki domek z historią, a my napisaliśmy w nim naszą własną historię - mówi pani Ela.

Budynek podarowali im rodzice Radka, wtedy była to ruina, wymagająca remontu. Początki okazały się trudne.
- Nie stać nas było na podwójne szyby i dobre okna, a że było zimno, zbudowaliśmy zimowy ogród, a pod nim kotłownię - opowiada.

Radek tworzył bursztynowe cudeńka, a Ela zajmowała się ich sprzedażą w sklepiku dobudowanym do domu. Wkrótce urodził się Olaf, potem Eryk. Dzięki artystycznym talentom Radka i pracowitości Eli, po pewnym czasie małżonkowie kupili dom w Toruniu. Odtąd dzielili swój czas między Mikoszewem a grodem Kopernika.

Skrzydło samolotu na drzewie

Zaglądamy do pracowni artysty w Mikoszewie. Obok domu jest zaczarowany ogród, a w nim oczko wodne, po pniach i murze domu wije się hedera, wiecznie zielone pnącze, znane jako bluszcz. Wszystko jest tu dzikie, w różnych miejscach rosną żółte dziewanny.

- Ulubionym kwiatem taty była dziewanna, z wydm przesadził do ogrodu kilka dziewann, porozsiewały się po całym ogrodzie. Kiedy widział, że jakaś wyrasta na przykład na środku podjazdu, przesadzał ją. Dziewanna jest rośliną dwuletnią, w pierwszym roku jest mała, niziutka, a w drugim wyrasta na wysoką świecę - opowiada syn Eryk Popkiewicz.

W gałęziach drzew prześwituje niebieskie skrzydło od samolotu. Harald Popkiewicz znalazł je na plaży i powiesił wysoko.
W ogrodzie jest maleńkie atelie artysty, pozostały w niej farby, sztalugi, obrazy i wiele zaskakujących przedmiotów.
- Tata kochał przyrodę - mówi Eryk. - Skończył Technikum Ogrodnicze w Pruszczu Gdańskim, bo babcia uważała, że jest to zawód, który daje pieniądze, a także dlatego, że wujek był wykładowcą i projektantem architektury ogrodniczej, np. w Gdańsku, Oliwie, Sopocie. Mówiła: „Po szkole, na pewno, wujek pomoże ci w karierze”. Jednak wyszło inaczej. Tata nigdy nie został ogrodnikiem, jakiś czas szukał własnej drogi.

Tajemnica artysty

Idziemy do domu, na ścianach wszędzie wiszą obrazy Haralda. Po śmierci artysty okazało się, że namalował ich przeszło sto.
O tym, że drugą jego pasją jest malarstwo, nie wiedziała nawet rodzina. Wprawdzie nieraz malował Elę, która była jego muzą, czy żuławskie krajobrazy, ale malarstwo traktował jako prywatne hobby - na płótnie, płycie pilśniowej lub desce malował akrylowymi farbami. Jego obrazy są pełne przyrodniczych motywów. Malował morze z żaglówkami, łodziami rybaków, ptaki, ryby, plażę, nadmorskie wydmy i lasy, a także żuławskie krajobrazy z nieodłącznymi wiatrakami. Na tych obrazach zobaczymy rybaków, żeglarzy, poławiaczy bursztynu, nimfy wodne, a wszystko w fantastyczno-baśniowej formie. Człowiek jest na tych obrazach przedstawiany jako część przyrody. W jego malarstwie dominuje ciepła kolorystyka - żółć wydm, błękit morza, biel spienionych fal i soczysta zieleń roślin. Ale malowanie pozostawało w cieniu bursztynniczej działalności.

Rybakom na pomoc

Harald Popkiewicz świetnie pływał i nurkował, dlatego zaraz po szkole zrobił w Gdyni kursy ratownicze.
- Zdarzało się, że kiedy rybakom w śrubę wkręciły się sieci, to wówczas im pomagał je wyciąć - opowiada pani Ela.
Jako młodzieniec chodził zbierać i łowić bursztyn. Podczas wakacji, gdy dostał promocję do klasy maturalnej, morze wyrzuciło dużo bursztynu w Mikoszewie. Zebrał więc cały plecak bursztynu i sprzedał je w Gdańsku, na Długim Pobrzeżu, bodajże u Bacha, i za cały plecak jantaru kupił aparat fotograficzny Zorka - opowiada syn.

Sztormowa Ela

Małżonkowie uwielbiali morskie wyprawy, w pierwszy rejs razem z przyjaciółmi wypłynęli na Morze Bałtyckie i Północne, dużym, pełnomorskim jachtem, tam spotkał ich sztorm.

- Kapitan zawsze się śmiał: „Ela, ty chyba Jonasz jesteś, bo jak wchodzisz na pokład, to mamy co najmniej ósemkę”, a bywały i dwunastki - wspomina Elżbieta Popkiewicz. Kapitan przyjaciel rodziny zapytał Eryka „Dlaczego tata wybrał twoją mamę?”.
- Odpowiedziałem mu: to prosta sprawa - wspomina syn. - Tata uwielbia zbierać bursztyn na plaży, to go relaksuje; ale żeby zbierać bursztyn na plaży, potrzebny jest sztorm, który go z morza wyrzuci na brzeg. Gdy pojawia się mama, zawsze zaczyna się sztorm na morzu.

Z jantarem w kieszeni

Harald Popkiewicz czytał w bursztynie. Kamień go inspirował. Bywało, że godzinami oglądał i obracał w palcach jedną bryłkę, wpatrując się w jej fakturę, kształt i kolor, by w końcu dopasować formę podpowiedzianą mu przez bursztyn. Wtedy rysował szkic projektu, który zrodził się w jego wyobraźni.

- Tata często nosił w kieszeni bursztyny, ponieważ natchnienie przychodziło znienacka, i tak powstawały szkice projektów. Czasem oszlifował troszeczkę bryłki i potem z tym już chodził, bo nie był pewien, jaką dobrać formę - opowiada syn. - W domu te bursztyny były niemalże na każdym stole. Mama wiecznie powtarzała; zabierz je, bo zaraz coś się stanie, ale tata czekał, aż ta bryłka podpowie mu, co z niej ma zrobić.

Tokareczka z maszyny do szycia

- Dziadek Leon wykonywał z bursztynu dla swojej małżonki naszyjniki, broszki, wisiorki. Miał zmysł techniczny. Z maszyny do szycia zrobił małą tokareczkę - opowiada Eryk Popkiewicz.

- Kiedy mąż zajął się bursztynem, wśród biżuterii normą było, że bursztynowe ozdoby to korale regularnych kształtów i jednolitej kolorystyki naszyjniki.

Jednak on uznał, że można inaczej, miał gust artystyczny i szedł swoją drogą. Miał własną wizję, nieraz szaloną. Jego naszyjniki czy broszki były niebanalne, awangardowe, inne zaprzeczające geometrii i kanonom.

Bywało, że o biżuterii Haralda mówiłam, one na pewno nie pójdą. Pierwsze poszły - opowiada żona.

Nagroda za słoneczko

Harald Popkiewicz w 1974 roku otrzymał I nagrodę za pierścionek „słoneczko” w konkursie organizowanym przez Cepelię w Gdańsku w kategorii „Małe formy i biżuterię łączoną z bursztynem”. Cztery lata później został przyjęty do Związku Artystów Rzemiosła Polskiego. W tym samym roku w Gdańsku uzyskał tytuł mistrza złotnictwa w kategorii: wyroby ze srebra.
Miał własny, niepowtarzalny styl. W połowie lat dziewięćdziesiątych poza biżuterią ze srebra i bursztynu zaczął tworzyć małe rzeźby. Znalazła w nich odzwierciedlenie fascynacja miejscem, w którym Wisła uchodzi do morza.

Brodacz z kaszorkiem

W jego formach jubilerskich dominują motywy morskich i nadmorskich roślin, ryb i owadów. Morszczyn, trawa morska, ważki i motyle współgrają z surowymi bryłkami bursztynu, przez co można odnieść wrażenie, jakby przed chwilą wyrzuciły je fale. Przesadnie długie nogi ważek zaciskają się na bryłkach bursztynu, pośród srebrnych pręcików kwiatów.

Artysta często użyczał zwierzętom cech antropomorficznych, np. przedstawiając je grające na różnych instrumentach. Czasami w pracach pojawia się postać brodatego bursztyniarza, najpewniej samego Haralda, dzierżącego kaszorek do poławiania bursztynu.

Dlaczego Radek?

- Tata ma na imię Harald w dokumentach, ale wszystkim znajomym i wśród przyjaciół był znany jako Radek - wyjaśnia syn. - Babcia dostała go pod opiekę w czasie wojny, zaraz po urodzeniu. Rodzice byli w obozie. Babcia postanowiła, że nie da mu polskiego imienia w obawie przed ostracyzmem w życiu i szkole w nowym porządku III Rzeszy, który wg propagandy miał zostać na zawsze, ale niemieckiego imienia też nie chciała dać.

Ponieważ jej rodzina miała francusko-duńskie korzenie postanowiła dać mu duńskie imię Harald (Dania była uznawana przez Niemców za bratni nordycki naród ), ale kiedy rodzice wrócili z obozu i usłyszeli, że ich syn nazywa się z nordycka Harald, byli lekko mówiąc „zdenerwowani” i postanowili - będzie nazywał się Radek.

Przeglądamy album ze zdjęciami szczęśliwej rodziny. Wyprawy własnym jachtem, rodzinne spotkania z przyjaciółmi, artysta w pracowni.

- Miał duże ręce, nigdy nie mogłam zrozumieć, jak on wykonywał te maleńkie ozdoby, bo ja miałam problem z ich trzymaniem - opowiada pani Elżbieta.

Rodzinna tradycja

W połowie lat 90. Harald, razem z synami Olafem i Erykiem, stworzyli rodzinną firmę zajmującą się projektowaniem i wykonywaniem biżuterii oraz form przestrzennych. Olaf zajmuje się archeologią, a jego pasją są poszukiwania śladów historii z II wojny światowej. Natomiast Eryk, który także ukończył archeologię, i fascynację bursztynem połączył z archeologią, pisząc artykuły naukowe o obróbce bursztynu i nie tylko oraz współtworzy wystawy muzealne o bursztynie.

Obaj są utalentowanymi bursztynnikami, których prace znajdują się w wielu kolekcjach w kraju i za granicą.

Warto wiedzieć

Biżuteria i inne formy przestrzenne Haralda Popkiewicza znajdują się w zbiorach muzealnych na całym świecie, m.in. w Smithsonian Institution w Waszyngtonie, Gintaro Galerija w Nidzie i Wilnie, Deutsches Bernsteinmuseum w Ribnitz-Damgarten, Horsens i Hobro w Danii, Muzeum Bursztynu w Kaliningradzie, Muzeum Bursztynu w Rydze (Łotwa) czy muzeach bursztynu w Krakowie, Kołobrzegu, Gdańsku, Malborku i w wielu prywatnych kolekcjach.
Harald Popkiewicz - (ur. 27 I 1944 r. w Lesznie Wielkopolskim, zm. 18 VIII 2021 r. w Mikoszewie).
Harald miał również znaczący udział w sensacyjnym odkryciu neolitycznych osad bursztyniarskich w Niedźwiedziówce.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Lady Pank: rocznica debiutanckiej płyty

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Harald Popkiewicz - człowiek, który czytał w bursztynie - Dziennik Bałtycki

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia