Jak Gierek polską wyspę chciał budować. Na Antarktydzie...

Edward Gierek to wciąż ciepło wspominana w Polsce postać Fot. archiwum Edward Gierek to wciąż ciepło wspominana w Polsce postać

Gierek żył na komunistycznym dworze - mówi o jednej z najbarwniejszych i wciąż ciepło wspominanych postaci PRL Piotr Gajdziński, autor książki "Gierek. Człowiek z węgla"

Autostrady powstają, Polska się buduje, Polska się zadłuża… Czy przypadkiem nie napisał Pan książki o dzisiejszych czasach?
Rzucają się w oczy analogie, ale jednak historia się nie powtarza. To ładne powiedzenie, ale nieprawdziwe. Napisałem książkę o Gierku. Ale w samych mechanizmach sprawowania władzy jest sporo podobieństw, to prawda. Są analogie w tym, że Gierek po 2-3 latach sprawowania władzy był innym człowiekiem niż ten, który w grudniu 1970 r. zjawił się w Warszawie. Nastąpiło u niego "zaczadzenie władzą", albo, jak powiedział Franciszek Szlachcic, "orgazm władzy". Uwierzył w swoje siły, uwierzył, że jest nieomylny, nikogo nie chciał słuchać, wszystko wiedział najlepiej.

I jego ambicje rosły z dnia na dzień…
Gierek żył na komunistycznym dworze. Codziennie widział swoje zdjęcia w gazetach, od niego rozpoczynał się każdy Dziennik Telewizyjny, codziennie odwiedzały go stada pochlebców. Nie byle jakich, że wymienię choćby Jarosława Iwaszkiewicza. Wtedy zjawisko "psucia" władzy było szybsze i chyba mocniejsze. Ale to jest właściwie również współcześnie, bo to uniwersalny mechanizm.

Gierek zastanawiał się, jak zostać prezydentem PRL, myślał o tym, żeby Polska zbudowała bombę atomową. Nad czym jeszcze się zastanawiał?
Gierek pozazdrościł Josipowi Broz Tito, którego pozycja międzynarodowa była daleko silniejsza. Gierek zdawał sobie sprawę, że jest zaledwie funkcjonariuszem partii komunistycznej i sowieckim namiestnikiem w Polsce, a nie samodzielnym władcą. Pozazdrościł Broz Tito i roił w pewnym momencie o przystąpieniu Polski do ruchu państw niezaangażowanych. Ale jeśli ktoś chciałby wysnuć z tego wniosek, że myślał o finlandyzacji Polski, to byłby w błędzie. On tego chciał dla siebie. Gierek uzależnił Polskę od ZSRR daleko bardziej i głębiej niż Gomułka. W tym dziele da się go porównać tylko do Bolesława Bieruta. Wracając do gierkowskich pomysłów. Chciał wybudować polską wyspę na Antarktydzie. Polskie statki łowiły tam kryla, a Gierek umyślił sobie, żeby jak już płyną, to brały trochę kamieni, w określonym miejscu zrzucały i z czasem powstałaby wyspa.

Mówi Pan o powtarzających się mechanizmach władzy. Powtarzają się nawet obrazki: Gierek z owieczką, Gierek z wizytą w gospodarstwie…
Szybko zdał sobie sprawę, że nad wszystkim nie panuje. W takiej sytuacji rządzący wybierają drobne sprawy, których rozwiązanie daje im poczucie panowania nad rzeczywistością. Gierek był tego klinicznym przykładem. Po roku rządzenia zrobił "wielką" reformę systemu sprawowania władzy. Polegała ona na przydzieleniu każdemu członkowi Biura Politycznego krzesła w sali posiedzeń. Wcześniej siadali jak popadnie, a po wprowadzeniu reformy Gierek, jako "ojciec narodu", siedział u szczytu stołu, później było kilka wolnych krzeseł i dopiero miejsca dla pozostałych… Gierek kochał bezpośrednie spotkania z ludźmi, bo dawały mu poczucie, że coś może załatwić, że ludzie go kochają, że jest przez naród szanowany.

Kiedy po zajęciu gabinetu Gomułki Gierek usunął z niego książki, mówił, że nie uczy się z książek, ale od ludzi… Rzeczywiście się uczył?
Nie uczył się, a chłonął atmosferę poddaństwa. Bardzo niewielu ludzi umie się czemuś takiemu oprzeć. Gierek przyjeżdża, wszyscy mu w przedsiębiorstwie lub PGR klaszczą, wszyscy przytakują. Ludzie o dużo większej inteligencji nie potrafią się temu oprzeć, więc i Gierek nie potrafił.

I uwierzył, że żyje w innym kraju niż w rzeczywistości?
Zdecydowanie.

Mimo że sam potem przyznawał, że wiedział o przygotowaniach na jego przyjęcie?
To nie zmienia faktu, że wierzył, że naród go kocha. Dlatego czerwiec '76 roku był dla niego szokiem. Po buncie w Radomiu i Ursusie skarżył się współpracownikom, że tyle zrobił dla robotników, a oni teraz się buntują. Mówił, że trzeba pokazać, jak tych ludzi z Radomia i Ursusa naród nienawidzi, że oni muszą zrozumieć, jaki wstyd Polsce przynoszą. W ogóle nie pojmował, że wina jest po jego stronie. W 1976 robił reformę, która oczywiście ograniczyła się do podwyżki cen… To było 6 lat po grudniu 1970 r., gdy Polacy wyszli na ulice właśnie ze względu na podwyżki cen…

Który to grudzień przyniósł Gierkowi władzę…
…i Gierek wiedział, co oznaczają podwyżki cen. Co więcej: Kosygin, premier Związku Radzieckiego, odradzał tę reformę. Mimo to Gierek chciał ją przeprowadzić bardzo szybko. Tylko po to, aby pojechać wkrótce na zjazd partii komunistycznych w Berlinie i pokazać, że on potrafi bez żadnych problemów przeprowadzić najtrudniejszą operację w obozie socjalistycznym. A tymczasem problemy były. To nie był Grudzień, nie doszło do rozlewu krwi, ale ludzi bito, tracili pracę, dostawali wilcze bilety. To był koniec marzeń Polaków o zbudowaniu socjalizmu z ludzką twarzą.

Ale dziś wciąż potrafią mówić, że za komuny było lepiej. Te kilka lat gierkowskiej prosperity to spowodowało?
To w ogóle bzdurne powiedzenie. Ci, którzy dziś tak mówią, wtedy byli młodzi, a gdy człowiek jest młody, wszystko wydaje się lepsze. Po drugie w porównaniu z latami 60. Polakom w latach 70. życie rzeczywiście się poprawiło. Ale na krótko i szybko się zawaliło. Według ówczesnych danych w drugiej połowie gierkowskiej dekady Polacy poświęcali 9 godzin w tygodniu na stanie w kolejkach. W latach 80. to urosło do 14 godzin.

W 1960 r. za średnią pensję Polak mógł przejechać samochodem 2,7 tys. km. Na początku gierkowskiej epoki już 3,4 tys., ale tuż przed jej końcem zaledwie 2,5 tys. km. Dla porównania - dzisiaj znacząco ponad 9 tys. km.
Pojawiły się wyjazdy zagraniczne - choć przede wszystkim do krajów socjalistycznych. Pojawiła się nowoczesna telewizja. Oczywiście była ona przede wszystkim narzędziem propagandy, ale jednak była inna niż za Gomułki. Pojawiło się sporo filmów, również amerykańskich. Był Disney. To wszystko w porównaniu z czasami Gomułki wydawało się bardzo kolorowe. Gierek, otwierając pewne furtki, spowodował, że aspiracje Polaków bardzo urosły.

Czym Gierek sam sobie nogę podłożył.
I komunizmowi w Polsce. Oczywiście nieświadomie i wbrew swojej woli.

Jak to się stało, że nikomu nieznanemu komuniście z Belgii zaczęto powierzać coraz bardziej odpowiedzialne funkcje? I to mimo że po komunistycznym kursie dostał ocenę, że nie nadaje się na stanowiska kierownicze.
To była kariera Nikodema Dyzmy. Ale nie ulega żadnej wątpliwości - choć dokumentów na to nie ma, mogą być tylko w Moskwie - że Gierek zdobył władzę dzięki poparciu Kremla. I należał do ludzi, których Moskwa w Polsce popierała. Wszystko wskazuje na to, że już w Belgii został uznany przez funkcjonariuszy NKWD za dobrze rokującą postać i później był przez Sowietów cały czas pchany w górę, aż na sam szczyt. W gierkowskiej legendzie objęcie przez niego najważniejszego stanowiska w Polsce odbyło się bez poparcia Moskwy. To nieprawda. Po "zdradzie" Dubczeka w Czechosłowacji na Kremlu świetnie zdawano sobie sprawę, że funkcję szefa partii może sprawować tylko wypróbowany, starannie sprawdzony towarzysz. Gierek był takim człowiekiem. Sowieccy przywódcy wiedzieli o nim wszystko i na podstawie tej wiedzy uznali, że on będzie najlepszy. Gierek się za to odwdzięczył.

Szedł na smyczy? Było wiele momentów, jak Czerwiec '56, o którym Gierek opowiadał, że przyjechał do Poznania z własnej inicjatywy…
Co było wtedy niemożliwe, nie mógł wziąć samochodu służbowego bez polecenia przełożonych. Zresztą Gierek nigdy nie wykazywał się inicjatywą, zawsze płynął na fali. I jego zachowanie w Poznaniu to pokazuje. Rozmawiał tylko z członkami partii, w ogóle nie zajmował się ludźmi, którzy ginęli na ulicach. Owszem, wziął udział w pogrzebie, ale funkcjonariuszy UB i wojska…

Kiedy już doszedł do władzy, to kto rządził? Gierek, czy ktoś z tylnego fotela?
Zapytałem o to dwóch ludzi, którzy z nim blisko współpracowali, Józefa Tejchmę i Wojciecha Jaruzelskiego. I oczywiście najpierw mówili: Gierek. A później ich wypowiedzi były znacznie bardziej ambiwalentne. Bo, na przykład, wpływy Jaroszewicza były wtedy bardzo duże. Ale to Gierek był symbolem. Można się mu było czasem sprzeciwić w błahych sprawach, ale nie tych najważniejszych. Za to kompletnie nie panował nad aparatem bezpieczeństwa i wojskiem. Jego to po prostu nie interesowało. Zostawił Jaruzelskiemu armię jak udzielne księstwo. Nie interesowały też Gierka teczki. Gdy przyniesiono mu teczkę Ziętka, z którym blisko współpracował na Śląsku, kazał ją spalić. Rzecz w komunizmie nie do pomyślenia, bo przecież oni wszyscy się w tym babrali. Pracuję teraz nad biografią Jaruzelskiego i przekonuję się, że on na przykład czytał podsłuchy nawet szeregowych działaczy opozycji. Gierek tego nie robił.

To Gierek taki najgorszy nie był…
Hm, na bezrybiu i rak ryba… Na tle Bieruta lub Jaruzelskiego rzeczywiście najgorszy nie był. Miewał nawet porywy serca. Kiedy w 1971 r. jeden z członków KC, stoczniowiec, opowiadał o przebiegu rewolty w Trójmieście, Gierek się popłakał. Tylko pamiętajmy, że dla rodzin poległych nie zrobił nic, nie pozwolił nawet na pogrzeby, musieli chować swoich bliskich nocami, po kryjomu. Trzeba też pamiętać, że końcowym efektem epoki Gierka było bankructwo Polski, z którego wychodziliśmy przez 30 lat.

Gomułka powiedział o nim później, że to nie była tragiczna postać, tylko głupia.
I to jest dobre podsumowanie. Gierek udowodnił, że Włodzimierz Ilicz Lenin mylił się, twierdząc, że państwem może rządzić kucharka. Gierek udowodnił, że nie może, że to znacznie bardziej skomplikowane niż sobie Lenin wymarzył.

Rozmawiał Leszek Waligóra

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.