Adam Dobroński

Losy gimnazjalisty bielskiego

Pociąg zwany szkolnym, którym codziennie dojeżdżali uczniowie z Czeremchy do Bielska Podl. Z pewnością korzystał z niego i S. Przyłucki Reprod. z: Z. Fot. archiwum Pociąg zwany szkolnym, którym codziennie dojeżdżali uczniowie z Czeremchy do Bielska Podl. Z pewnością korzystał z niego i S. Przyłucki Reprod. z: Z. Romaniuk, Gimnazjum i Liceum im. Tadeusza Kościuszki
Adam Dobroński

Zagłębiłem się w czytanie relacji, które przywiozłem przed miesiącem z londyńskiego Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego. Fascynująca to, choć momentami bardzo ponura lektura. Szkoda tylko wielka, że tyle lat upłynęło, niemal niemożliwością jest dotarcie do świadków zdarzeń. A może w tym przypadku się uda? Może odezwą się członkowie rodziny, sąsiedzi, znajomi?

Stanisław Przyłucki urodził się w 1921 roku w Czeremsze. Jego rodzicami byli Kazimierz (zawiadowca stacji) i Stanisława z Godlewskich. Nic nie wiemy o jego dzieciństwie, na pewno jednak po skończeniu szkoły powszechnej trafił do Gimnazjum i Liceum im. Tadeusza Kościuszki w Bielsku Podlaskim. O tej wielce zasłużonej szkole wiemy dużo, głównie dzięki monografii pióra Zbigniewa Romaniuka, wydanej w 2013 r. Stanisław w 1939 roku uzyskał małą maturę. Oddajmy mu głos.

„28 VIII 1939 jako członek gimnazjalnego hufca PW [Przysposobienia Wojskowego] zostałem powołany przez Powiatową Komendę WFiPW [Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego] do pełnienia służby pomocniczej w Bielsku Podl., woj. białostockie. Zadaniem naszym była pomoc w organizowaniu mobilizacji w miejscowej KU [wojskowej Komendzie Uzupełnień] oraz przeciwdziałanie ewentualnej dywersji. 11-go września, gdy z miasta wycofały się oddziały wojskowe, otrzymaliśmy rozkaz wycofania się razem z wojskiem i przydzielono nas do kolumny transportowej, którą dowodził rtm. Daniłowicz.

Po przybyciu do małej wioski między m. Prużana a Bereza Kartuska włączono nas do 83 pp [pułku piechoty] „Kobryń” i stworzono tzw. ochotniczą kompanię szturmową, która dowodził kpt Kabata, a dowódcą mego plutonu był ppor. Dutrich. Pierwszy czynny udział w walce wzięliśmy między Włodawą a m. Luboml w starciu z bolszewikami, które trwało 8 godzin i w którym przyprowadziliśmy 4-ch jeńców oraz 2 rannych bolszewików oraz zdobyliśmy 1 ckm [ciężki karabin maszynowy] i 1 moździerz.

Następne spotkanie z wrogiem to ciężkie walki pod Krzywdą k. Łukowa, gdzie straciliśmy 6-ciu kolegów z kompanii oraz bardzo ciężkie boje pod Kockiem zakończone poddaniem się do niewoli niemieckiej dnia 4-go października 1939. W nocy z 4-go na 5-go w czasie marszu już jako jeniec zdołałem uciec wraz z dwoma kolegami, a 13-go października przeszedłem Bug, ówczesną granicę sow.-niemiecką i wróciłem do domu [do Czeremchy?]. Tu już całą gębą gospodarzyli bolszewicy i miejscowe skomunizowane żydowstwo. W kilka dni po przybyciu aresztowano mnie za rzekomą działalność i udział w pogromach antyżydowskich przed wojną. Siedziałem w miejscowym więzieniu 2 tygodnie, po czym zupełnie niespodziewanie zwolnili mnie. W czasie przesłuchań kilkakrotnie dostałem w twarz oraz kolbą rewolwerem w głowę. Po wyjściu z więzienia musiałem albo pójść do pracy, gdzie na każdym kroku groziło ponowne zapoznanie się z sowieckim „prawem”, albo pójść do szkoły, kontynuować naukę. Wybrałem to ostatnie”.

Gimnazjum za „pierwszego Sowieta”

„Do kwietnia 1940 r. program szkolny był niezmieniony. Istniało gimnazjum oraz liceum, z programu których wyłączono tylko historię Polski oraz łacinę i religię. Wykładali dawni nauczyciele oprócz dyrektora , którego aresztowano z samego początku [Julian Chmiel, przeżył wojnę]. W kwietniu 1940 nastąpiła całkowita reorganizacja szkoły, którą przemianowano na sowiecką dziesięciolatkę. Do kursu tej szkoły wprowadzono historię partii bolszewickiej oraz język i literaturę rosyjską.

Językiem wykładowym pozostał język polski, gdyż była to „Polska szkołą średnia”. W międzyczasie, tj. 13-go kwietnia na całym obszarze zajmowanym przez Sowiety odbyła się deportacja rodzin wojskowych, policyjnych oraz rodzin aresztowanych do Rosji. Wszystko odbywało się nocą, a każde najmniejsze osiedle wypełnione było po brzegi „funkcjonariuszami” NKWD. Z mojej miejscowości deportowano 70 wagonów wypełnionych kobietami i dziećmi (W przeliczeniu około 35-ciu osób w wagonie). W czerwcu 1940 r. ukończyłem tzw. 9-tą klasę wyżej wymienionej szkoły. W ciągu miesięcy wakacyjnych pracowałem fizycznie przy budowie szosy. Pracować musieli wszyscy uczniowie. W szkole tej uczyło się 650 dzieci polskich. Władze sowieckie usilnie starały się „wychować” młodzież polską na swój sposób.

Nie udało się to im jednak całkowicie. Cała młodzież polska okazała się bardzo odporna na sowieckie obiecanki i inne triki. W ciągu dwóch lat pobytu mego w szkole sowieckiej ani jeden z uczniów polskich nie wstąpił do komunistycznej organizacji młodzieżowej [Komsomołu].18-go czerwca 1941 r. po egzaminach skończyłem szkołę. W tymże dniu aresztowano ojca mego, który pracował dotąd jako kolejarz.”. W Bielsku w okresie okupacji sowieckiej poza Stalinowską Polską Szkołą Średnią istniały: Leninowska Rosyjska Szkoła Średnia, Niepełna Szkoła Średnia z białoruskim językiem nauczania i dwie szkoła z hebrajskim językiem nauczania. Tworząc „dziesięciolatki” wszystkich uczniów cofnięto do klas niższych o rok.

Na Sybir

„W nocy z 19-go na 20-go czerwca w mieszkaniu naszym zjawiła się milicja sowiecka i po uprzedniej „rewizji”, w czasie której „skonfiskowano” takie rzeczy jak zegarki, obrączki itp., załadowano mnie wraz z matką i młodszym bratem do wagonu nie pozwalając zabrać nawet najpotrzebniejszych rzeczy i następnego dnia wywieziono nas do Rosji. Transport nasz składał się z 60-ciu wagonów towarowych, po trzydzieści osób w wagonie. W tymże dniu odbywała się ponowna masowa deportacja ludności polskiej z całego terenu okupacji sowieckiej [była to 4. duża deportacja, poprzednie miały miejsce w dniach: 10 II, 13 IV, 29 VI 1940 r. oraz w poł. VI 1941 r.]. Już na terenach Rosji dowiedzieliśmy się o wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej, a w Smoleńsku transport nasz został ostrzelany przez samoloty niemieckie. Przez 3 tygodnie podróży na miejsce przeznaczenia dostaliśmy 4 razy strawę ciepłą, a wody nie otrzymywaliśmy w ogóle. W drodze jedna z jadących kobiet porodziła dziecko. Kilkakrotnie zwracała się do konwojentów o pomoc lekarską, której jednak nie otrzymała. Po dwóch dniach dziecko zmarło. Przywieziono nas do Ałtajskiego Kraju i osiedlono nas w sowchozach, gdzie pracowaliśmy na roli. Mieszkaliśmy w starych stajniach i oborach. W trzy tygodnie po przyjeździe aresztowano mnie i brata mego [Jerzego] i sąd sowiecki wydał wyrok skazujący nas na 1 rok więzienia. Sądzono nas za to, że nie zgodziliśmy się pracować 18 godzin bez przerwy i bez posiłków. Sąd określił to jako sabotaż i wrogą agitację. Z sowchozu, w którym pracowaliśmy, pędzono nas 130 km piechotą do m. Bijsk, gdzie osadzono nas w więzieniu. Po 2-ch tygodniach przeniesiono nas do tzw. łagru, gdzie pracowaliśmy przy spławie drzewa na rzece Obi…”. Bracia mieszkali w budynku przerobionym z cerkwi, podstawę wyżywienia stanowiła porcja 40 dkg chleba. S. Przyłucki został zwolniony z łagru dopiero 29 XI 1941 roku, a w styczniu następnego roku wstąpił do wojsk tworzonych przez gen. Władysława Andersa i został wysłany do Anglii na zasilenie dywizjonów polskiego lotnictwa. Przez cały czas legitymował się cudem zachowanym świadectwem ukończenia gimnazjum bielskiego. Jego brat też dotarł do wojsk Andersa, był w nich muzykiem.

Adam Dobroński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.