Krzysztof Żyła

Merian C. Cooper. Amerykanin, który w polskim mundurze strzelał do bolszewików

Merian C. Cooper w polskim mundurze, około 1920 roku Fot. Wikipedia Commons Merian C. Cooper w polskim mundurze, około 1920 roku
Krzysztof Żyła

Jego przodek walczył pod Savannah u boku Kazimierza Pułaskiego, on sam współtworzył Eskadrę Kościuszkowską i... King Konga!

Merian Cooper po zakończeniu wojny z polsko-bolszewickiej został jednym z najwybitniejszych reżyserów i producentów amerykańskiego kina. Jednak zanim latał samolotem w filmowej scenie walki z King-Kongiem, nad Lwowem i Kijowem strzelał do bolszewików.

W 1952 roku Amerykańska Akademia Filmowa wręczyła Cooperowi Oscara za całokształt twórczości. 30 lat wcześniej pewnie trudno było mu wyobrazić sobie siebie ubranego w gustowny smoking odbierającego przy owacyjnych brawach statuetkę zaprojektowaną przez Cedrica Gibbonsa. W kwietniu 1921 roku miał inne zmartwienia, czekała go 700-kilometrowa piesza ucieczka z sowieckiego obozu. Jak się tam znalazł? Spłacał dług, jaki jego ojczyzna zaciągnęła u Polaków.

Merian Caldwell Cooper urodził się 24 października 1893 n Florydzie. Pochodził z rodziny o wojskowych tradycjach. Od dziecka fascynował się wojskiem i lotnictwem, marzył o studiach w Akademii Marynarki Wojennej, ale swoje marzenia musiał odłożyć na później. Zaczął pracować jako dziennikarz, jednak wojskowa pasja wkrótce miała o sobie przypomnieć.

Pułaski zmarł na rękach pradziadka

Merian C. Cooper w polskim mundurze, około 1920 roku
Archiwum Merian C. Cooper w sowieckiej niewoli.

Major Cedric Fauntleroy (z lewej) i Merian C. Cooper przy samolocie Eskadry Kościuszkowskiej
(fot. Wikimedia Commons)

11 października 1779 roku w czasie bitwy pod Savannah w wyniku odniesionych ran na rękach jego pradziadka, pułkownika Johna Coopera zmarł Kazimierz Pułaski. Na pokład statku "Wasp" rannego na polu bitwy Pułaskiego przyniósł sam pradziadek Meriana. Cooper uznawał go za swojego przyjaciela. Osobiście dopilnował, aby 10 dni po śmierci generała, kiedy statek przycumował do lądu odbył się symboliczny pogrzeb Pułaskiego. Pradziadek Meriana złożył wtedy nad ciałem polskiego generała przysięgę, że kiedyś spłaci ten honorowy dług.

W niemieckiej niewoli

Merian C. Cooper w polskim mundurze, około 1920 roku
Archiwum Merian C. Cooper z pilotami 303 Dywizjonu Kościuszkowskiego podczas bitwy o Anglię

Merian C. Cooper w sowieckiej niewoli.
(fot. Archiwum)

Po wybuchy I wojny światowej w poszukiwaniu przygód, Merian Cooper w 1916 roku wstąpił do amerykańskiej Gwardii Narodowej. Żywe było w nim pragnienie latania, dlatego rok później ukończył w Nowym Jorku szkołę pilotażu w Nowym Jorku, po czym wstąpił do Amerykańskiego Korpusu Ekspedycyjnego wysłanego na wojnę do Europy Zachodniej.

Jesienią 1918 roku pilotując samolot rozpoznawczy został zestrzelony nad dzisiejszymi Niemcami, musiał przymusowo lądować i jak cztery tysiące innych jeńców amerykańskich dostał się do niewoli. Jak pokaże życie, nie po raz ostatni.

Na jego szczęście, 3 października Niemcy poprosiły o wstrzymanie ognia i zakończono wojnę. Cooper nie wrócił jednak do Stanów. Osiadł na krótko we Francji, po czym został członkiem United States Food Administration, amerykańskiej agencji, która pomagała zaopatrzyć zrujnowaną po wojnie Europę. Tak w lutym 1919 roku znalazł się z transportem pomocy żywnościowej we Lwowie.

Piłsudski nie chce najemników

To właśnie na polskich kresach przypomniał sobie o złożonej przez jego pradziadka obietnicy. Poznał generała Tadeusza Rozwadowskiego, którego namawiał do użycia lotnictwa polskiego na kresach, podczas trwającej wojny polsko-bolszewickiej. Cooper zameldował gotowość służenia Polsce na linii frontu.

W toczącej się wojnie młodemu wojsku polskiemu brakowało zawodowych lotników. Rozwadowski postanowił więc przedstawić ofertę Coopera Józefowi Piłsudskiemu. Naczelnik Państwa początkowo nie chciał słyszeć o wykorzystywaniu w polskiej armii najemników, był zdania, że w wojnie z sowietami powinni walczyć tyko Polacy, jednak po namowach Rozwadowskiego i w sytuacji niepewnej sytuacji na froncie, wyraził zgodę na zwerbowanie kilku Amerykanów.

Amerykanie zakładają polskie mundury

Merian C. Cooper z pilotami 303 Dywizjonu Kościuszkowskiego podczas bitwy o Anglię
(fot. Archiwum)

Cooper rozpoczął w Paryżu poszukiwania amerykańskich lotników gotowych do służby w Polsce. Sojusznikiem jego pomysły był major Cedric Fauntleroy, kolejny obieżyświat poszukujący okazji do sprawdzenia swoich lotniczych umiejętności. Dzięki ich zaangażowaniu we wrześniu 1919 w Polsce zameldowało się pierwszych ośmiu amerykańskich lotników, którzy chcieli założyć polskie mundury.

Od grudnia 1919 stacjonująca we Lwowie Eskadra licząca 17 żołnierzy przyjęła nazwę 7. Eskadry Myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki. Sam Cooper, który był pomysłodawcą imienia Eskadry został dowódcą grupy Pułaski. Początkowo miał do dyspozycji tylko cztery, nie najnowszej produkcji maszyny.

W niewoli po raz drugi

Wiosną 1920 eskadra wkroczyła do walki. Uczestniczyła między innymi w natarciu na Kijów, podczas której Amerykanie ostrzeliwali z powietrza sowiecką 1 Armię Konną. Podczas majowego wycofywania się sił polskich samoloty pod dowództwem Coopera były intensywnie wykorzystywane. Sam Cooper cudem uniknął wtedy wpadnięcia w ręce sowietów. Podczas startu w Berdyczowie samoloty Amerykanów zostały uszkodzone, lecz zdołali oni uciec spod zagrożenia. W czerwcu Cooper, już jako samodzielny dowódca eskadry, został skierowany ponownie do Lwowa.

Miesiąc później Cooper nie miał już tyle szczęścia. W okolicach Równego został zestrzelony przez bolszewików i wylądował za linią wroga. W Polsce został uznany za zaginionego, tak naprawdę trafił jednak trafił do niewoli i skierowany do pracy w oddziale oczyszczającym tory kolejowe pod Moskwą. Od śmierci uratowała go naszywka na bluzie US Army z nazwiskiem obcego kaprala.

Bolszewicy wyznaczyli bowiem za jego głowę nagrodę. Naszywka pomogła mu w przekonaniu Rosjan, że jest jedynie prostym robotnikiem, który został zmobilizowany i zmuszony do służby w Wojsku Polskim. Los ponownie się do niego uśmiechnął.

700 kilometrów do wolności

Razem z dwoma innymi polskimi jeńcami, porucznikiem Sokołowskim i kapitanem Zalewskim, w kwietniu 1921 roku zdołał uciec z obozu jenieckiego pod Moskwą i przebył pieszo 700 kilometrów na Łotwę, skąd przedostał się do Polski. Po przybyciu do Warszawy został awansowany o dwa stopnie - na podpułkownika i uroczyście udekorowany przez Józefa Piłsudskiego najwyższym polskim orderem wojskowym - Orderem Virtuti Militari. Kilka dni później powrócił do Stanów Zjednoczonych, chciał odpocząć i wrócił do dziennikarstwa.

Z King Kongiem na Empire State Bulding

Słynna scena walki King Konga z lotnictwem na szczycie Empire State Building. Za sterami dwupłatowca - Merian C. Cooper
(fot. Archiwum)

Później został dokumentalistą i producentem filmowym, rozpoczął karierę w Hollywood. Jako filmowiec zaczynał od filmów dokumentalnych z podróży do Turcji i Azji Wschodniej.
W 1933 roku Cooper napisał scenariusz i współreżyserował "King Konga", w którym sam też zagrał, oczywiście lotnika, który na wysokości szczytu Empire State Building walczył z potężnym gorylem. Dwudziestolecie międzywojenne to szczyt jego popularności. Oprócz "King Konga" wyprodukował ponad 60 filmów, w tym legendarne dziś filmy Johna Forda: "Fort Apache" z Johnem Wayne'm i Henrym Fondą oraz "Rio Grande". Pismo "Fortune" uznało go za jedną z najważniejszych osób w Hollywood. Latania nie zostawił, zarobione w przemyśle filmowym pieniądze inwestował w przemysł lotniczy - był między innymi dyrektorem linii lotniczych Pan Am.

Wojna jak narkotyk

Wybuch II wojny światowej ponownie zaciągnął go na front. Był szefem sztabu generała Claire'a Chennaulta - dowódcy Amerykańskich Sił Powietrznych w Chinach, a następnie zastępcą szefa sztabu lotnictwa amerykańskiego na Pacyfiku. Nie zapomniał też o Polsce, w 1939 roku, zorganizował koncert charytatywny, z których dochód przeznaczony był na pomoc II RP. W czasie wojny opiekował się Polakami przebywającymi na terenie USA oraz spotykał się z polskimi władzami.

"Dobrze było walczyć za Polskę"

W stopniu generała zmarł na raka 21 kwietnia 1973 roku w San Diego w Kalifornii. Pod koniec życia pisał w swojej biografii: "Kiedy siedzę jako cywil w moim pokoju w Ameryce, myślę o tych dniach, kiedy to fruwaliśmy pod sztandarem Orła Białego - i mówię tak samo, jak każdy z moich kolegów-oficerów: "Dobrze było walczyć za Polskę!".

Nad Wisłą poza sławą zostawił także syna, Macieja Słomczyńskiego, pisarza i AK-owca. Nazwisko Słomczyński nosił po ojczymie, Aleksandrze Słomczyńskim, za którego wyszła jego matka, kiedy nie zdecydowała się na wyjazd do USA z M. Cooperem.

KRZYSZTOF ŻYŁA, Moje Miasto

W artykule wykorzystano prace:
- Andrzej Krzysztof Kuner, "Merian Cooper - amerykański pilot i producent filmowy walczący o niepodległość Polski"
- Robert F. Karolevitz, Ross S. Fenn, "Dług honorowy. Amerykańscy piloci Eskadry Myśliwskiej im. Kościuszki w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920"
- Tomasz J.Kopański, "7 Eskadra - Na froncie bolszewickim 1920 r."

Krzysztof Żyła

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.