Na ludzkich szczątkach przez 70 lat rosły ziemniaki

Ekipa archeologów precyzyjnie dokumentuje miejsce ekshumacji Fot. Norbert Ziętal Ekipa archeologów precyzyjnie dokumentuje miejsce ekshumacji

Mieszkańcom mówili, że w tej ziemi już nic nie ma. Teraz z tego pola archeolodzy planują wykopać 3 tys. ludzkich szkieletów

Jedziemy na południowe obrzeża Przemyśla, na granicy z Pikulicami. Tuż po godz. 8 rano zaczynają się schodzić archeolodzy i inni członkowie ekipy. Z daleka miejsce wyróżniają tylko ogromne hałdy ziemi.

Archeolodzy powoli odkrywają wielkie foliowe płachty. Pod nimi, z ziemi zaczynają wyłaniać się ludzkie szkielety. Widok makabryczny. Niektóre ułożone równo w rzędach, na przemian głowy i nogi. Jednak większość rzucona bezładnie, w poprzek, niektóre w dość dziwnych pozycjach. Były po prostu masowo wrzucane do dołów i zasypywane ziemią.

- Odkrywamy i odsłaniamy szczątki, które pochowane są we wspólnych mogiłach. Dokumentujemy je, robimy opis, wykonujemy dokumentację fotograficzną i kartograficzną. Następnie wszystkie są ekshumowane, wyjmowane i poddawane analizie przez antropologa. Będą złożone we wspólnych trumnach, przewiezione do chłodni i tam będą oczekiwać na pochówek - mówi dr Dominika Siemińska, archeolog.

Antropolog określi przyczynę śmierci jeńców

Prace na zlecenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wykonuje firma archeologiczna dr. Przemysława Kołosowskiego. Naukowcy byli tutaj już wcześniej. Jako pomocnicy pracowali tutaj w 2007 r., gdy prof. Andrzej Kola z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu prowadził w tym miejscu prace sondażowe. Również na zlecenie ROPWiM. Już wtedy naukowcy znali dokładne położenie zbiorowych grobów. Jest ich jeszcze osiem. Ile kryją ludzkich szczątków? Ocenia się, że ok. trzech tysięcy.

W skład obecnej ekipy wchodzi również antropolog. To dr Jarosław Bednarek. Bez problemu określi płeć i wiek pogrzebanych. Dowie się również, jaka była przyczyna ich śmierci. Jak dotychczas, nie znalazł śladów wskazujących, że pochowani tutaj więźniowie byli zabijani. Powodem zgonów najprawdopodobniej były różne choroby i głód. Dla antropologa najważniejszym elementem do badań będą czaszki.

Na miejsce przychodzą osoby mieszkające po sąsiedzku. Są zszokowani tym, co widzą na swoich polach. Wprawdzie wiedzieli co w nich jest, bo przeżyli wcześniejsze ekshumacje. Zdawali sobie sprawę, że nie wszystko zostało z ziemi wydobyte. Jednak nie spodziewali się, że tych kości może być aż tyle.

Najbliżej mieszkają Teresa Płocica i Stanisław Hańczuk, rodzeństwo. Bez żadnego problemu zgodzili się na rozkopanie swoich pól. I są wdzięczni, że podjęli taką decyzję. Nie mogliby normalnie żyć ze świadomością, co kryje ich ziemia.

- Tutaj na całej szerokości był spory pas zielony. Po tym, jak w latach 60. robili tutaj badania, to powiedzieli, że w tym miejscu już nic nie ma, że można orać, siać i pracować. I tak się robiło. W 2003 r. jakiś pan przeprowadzał badania sondażowe, ale potem znowu wszystko ucichło - opowiada pan Stanisław.

- Pamiętam, że jak chodziłam do szkoły, to wykopywali te szczątki. Chodziliśmy i oglądaliśmy. Potem była długa przerwa, nic się nie działo. Mieszkamy tutaj od wielu lat. Skoro nie wiedzieliśmy, że tutaj są pochowani ludzie, to sadziliśmy ziemniaki, sialiśmy zboże. Skąd mieliśmy wiedzieć, co kryje ta ziemia - wspomina pani Teresa.

Są radzieckie monety i nieśmiertelniki, kawałki butów

Dodaje, że na tej działce kiedyś chciała się wybudować jej córka. Wówczas urzędnicy nie pozwolili. Pewnie wiedzieli o kościach, ale nie powiedzieli tego wprost.

- I dobrze się stało. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby ten dom tutaj wtedy stanął - rozmyśla kobieta.

Przy szczątkach zaczynają pojawiać się pierwsze przedmioty. Było kilka klamer od pasów, scyzoryk. Kawałki żołnierskich butów. Są radzieckie monety i nieśmiertelniki. W ebonitowej fiolce zachował się papier, udało się odczytać z niego nazwisko matki jednego z rosyjskich jeńców.

Historycy mają nadzieję, że wykopaliska pozwolą przybliżyć historię tego zapominanego kawałka przemyskiej historii.

Po częściowych wykopaliskach w latach 60. przy ul. Obozowej, na terenie dawnego fortu z okresu I wojny powstał pomnik ku czci rosyjskich i włoskich ofiar hitleryzmu. Na terenie tego fortu Niemcy rozstrzeliwali i grzebali część jeńców. Po wojnie o pomniku powoli zapominano. Pewnie dlatego, że nie dotyczył polskich ofiar. W końcu jego okolice stały się siedliskiem przeróżnych typów, a sam pomnik był dewastowany.

W 2011 r. pomnik został rozebrany. Miasto myśli już o nowym, z tablicami po polsku, angielsku, rosyjsku i włosku. Miejsce zyska rangę cmentarza wojennego. Być może zbiorowy pochówek wydobywanych obecnie szczątków, w uprzedni opoświęconej ziemi, odbędzie się z udziałem duchownych różnych wyznań i przedstawicieli ambasad rosyjskiej i włoskiej. Takie są wstępne plany. Ma się to stać już w przyszłym roku.

- Jeżeli pogoda nie pokrzyżuje planów, to prace ekshumacyjne potrwają kilka tygodni. Wydobyte tutaj szczątki jeńców docelowo zostaną przeniesione na nowotworzony cmentarz wojenny przy ul. Obozowej - mówi Dawid Geleta, p.o. nacz. Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Przemyślu.

Mroczne tajemnice Stalagu 327

W latach 1942 - 43 w obecnej południowej części miasta istniał niemiecki obóz jeniecki Stalag 327. Więźniami najpierw byli jeńcy radzieccy, później doszli również Włosi. Niektórzy historycy wspominają o jeńcach innych narodowości, m.in. Holendrach, Kanadyjczykach, Jugosławianach.

Przez obóz przewinęło się ponad 50 tys. jeńców, jednorazowo było w nim nawet 2 tys. osób. Ocenia się, że codziennie kilkudziesięciu jeńców umierało, głównie z powodu chorób i głodu.

Norbert Ziętal
NOWINY

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

    Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

    Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

    © 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.