Niemiecki zbrodniczy "impuls i szał" trwał ponad pięć lat. Za śmierć i zniszczenia okupant nie zapłacił

Hanka Sowińska
Hanka Sowińska
Egzekucja Polaków w Rudzkim Moście, jesień 1939 rok.
Egzekucja Polaków w Rudzkim Moście, jesień 1939 rok. archiwum
Bogdan Raczkowski stworzyłby nie jeden projekt architektoniczny, Weynerowscy rozwijaliby rodzinną fabrykę, a hr. Edward Poniński, ziemianin z Kościelca pomnażał dorobek wzorowo prowadzonego przez siebie gospodarstwa.

Takie scenariusze mogłyby się ziścić, gdyby nie rozpętana przez Niemcy II wojna światowa. Polska, będąca pierwszą ofiarą barbarzyńskiej napaści, a następnie ponad pięcioletniej okupacji, straciła ponad 5, 2 mln obywateli (w tym ok. 3 mln Żydów). Ich życia nie wyceni żaden komputer. Ale straty materialne już tak. Od kilku dni znamy najnowszy bilans - ukazał się "Raport o stratach wojennych poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej 1939-1945". Jego autorzy wyliczyli, że w wyniku działań niemieckiego okupanta Polska straciła ponad 6 bilionów złotych.

Ofiary zbrodniczego "odpolszczania"

Tylko jesienią 1939 r. na Pomorzu zginęło od 10 do 30 tys. osób. To ofiary Zbrodni Pomorskiej, zaplanowanej i wykonanej z ogromną brutalnością akcji tzw. odpolszczania ziem, które Niemcy uznawali za swoje. Włączone na początku października '39 r. do III Rzeszy były nie tylko eksploatowane ekonomicznie. To tu okupant dokonał ludobójstwa, którego skala nie ma odpowiednika w Generalnym Gubernatorstwie.

Zbrodnie, dla których wspólnym znakiem było niewyobrażalne okrucieństwo, popełniono jesienią nie tylko w Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu, Inowrocławiu, także w dziesiątkach miasteczek i wsi, np. w Rypinie, Mniszku, Klamrach, Karolewie, Otorowie, Buszkowie, Rudzkim Moście czy Paterku.

Krwawa jesień na Pomorzu i Kujawach to zwielokrotnione mordy w pojedynczych rodzinach. Bogdan Raczkowski, w międzywojniu bydgoski architekt i radca budowlany chciał tylko zabrać drobiazgi ze swojej willi przy ul. Asnyka 1, do której "wprowadził się" niemiecki dygnitarz-złodziej. Nie dostał nic - razem z żoną Marią i córką Danutą został aresztowany i rozstrzelany prawdopodobnie w Lesie Gdańskim. W tzw. Dolinie Śmierci w Fordonie zginął jego brat Tadeusz, do wybuchu wojny dyrektor Szkoły Rolniczej. Jego syn Janusz i zięć Kazimierz Makówka (mąż córki Haliny) byli ofiarami Zbrodni Katyńskiej - pierwszy zginął w Katyniu, kpt. Makówka w Charkowie.

W publicznej egzekucji, którą dla zastraszenia Polaków Niemcy przeprowadzili na Starym Rynku w Bydgoszczy 9 września 1939 r. (kolejna była 10 IX) życie stracili bracia Hanusiakowie: Zygmunt, Zdzisław i Franciszek.

- To nie wszystkie ofiary z tej rodziny. W Lesie Szpęgawskim zginęła ich siostra Genowefa Semrau, też nauczycielka, która z powodu depresji (nerwicy) trafiła do szpitala w Kocborowie - dowiadujemy się od Donaty Mateckiej, powinowatej rodziny Hanusiaków. Siostra Hanusiaków jestem zatem jedną z setek ofiar. tzw. akcji T-4, czyli mordów na osobach chorych psychicznie.

Na przygotowanych przed wybuchem wojny przez Niemców listach proskrypcyjnych figurowali powstańcy wielkopolscy, członkowie Polskiego Związku Zachodniego, i przedstawiciele "warstw przywódczych" - nauczyciele, duchowni, lekarze, prawnicy politycy. Dla przykładu - w powiecie rypińskim okupant zamordował 73 nauczycieli, w tym 24-letnią Teodozję Łapkiewicz. W podtoruńskiej Barbarce życie straciło 31 pedagogów. Hr. Edward Poniński, ziemianin z Kościelca i Żernik, propagator oświaty rolniczej, mecenas sztuki zginął podczas tzw. krwawej nocy (22 na 23 października 1939 r.) w inowrocławskim więzieniu.

To, że operujemy tylko szacunkowymi danymi odnośnie liczby ofiar Zbrodni Pomorskiej wynika z nie tylko z braku dokumentów (materiały zostały zniszczone w wyniku upozorowanego przez Ludolfa von Alvenslebena, szefa Selbstschutz Westpreussen wypadku samochodowego w listopadzie 1939 r.), ale trwającej w 1944 r. "akcji 1005" czyli zacierania śladów w miejscach zbrodni - wydobywane przez więźniów zwłoki były palone; po wykonaniu akcji więźniów również mordowano.

Straty materialne spisane w arkuszach

W "Raporcie..." straty materialne oszacowane zostały na 797 mld 398 mln zł. Na tę kwotę składają się m.in. zniszczone domy, obiekty zabytkowe i sakralne, obiekty inżynierskie, energetyka, przemysł, rzemiosło, także straty w rolnictwie i w wojsku.

O źródłową podstawę obliczania strat wojennych zapytaliśmy Eugeniusza Borodija, dyrektora Archiwum Państwowego w Bydgoszczy. - Od wiosny 1945 roku prowadzona była akcja spisywania i ewidencjonowania strat wojennych. Opracowany został kilkustronicowy arkusz. Ci, którzy go wypełniali nierzadko dołączali kopie dokumentów, na przykład z obozów czy pracy przymusowej. Arkusze składane były w starostwach. Z tych jednostkowych materiałów sporządzane były sumaryczne raporty, które wysyłano do Warszawy. Cała dokumentacja znalazła się w Archiwum Akt Nowych. W naszych zasobie zachowały jednostkowe arkusze strat dla Bydgoszczy i Inowrocławia.

Po ustaniu działań wojennych nikt z rodziny Weynerowskich, właścicieli renomowanej Fabryki Obuwia "Leo" w Bydgoszczy nie mógł wypełnić arkusza strat. Antoni zmarł w 1939 r. podczas ewakuacji na wschód, Henryk, starszy syn ledwo uszedł z życiem - był aresztowany po zajęciu miasta przez Niemców, przetrzymywany w obozie 15. pal, uciekł do Warszawy, po wojnie opuścił kraj. Na początku okupacji zrobił to jego młodszy brat Witold, którego żona była Holenderką. Znacjonalizowane fabryka, także nieruchomości Weynerowskich stały się własnością komunistycznego państwa.

Jak czytamy w "Raporcie..." najcenniejszym dokumentem poświęconym szacowaniu strat wojennych Polski jest publikacja z 1947 r. – Sprawozdanie Biura Odszkodowań Wojennych (BOW) przy Prezydium Rady Ministrów. Jest ona kompletnym i spójnym dokumentem, w którym opisano wartość strat wojennych Polski.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak unikać informacyjnego przeładowania? Zobacz program 3 sposoby NA

Materiał oryginalny: Niemiecki zbrodniczy "impuls i szał" trwał ponad pięć lat. Za śmierć i zniszczenia okupant nie zapłacił - Gazeta Pomorska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Pisowcy opowiadają bajki dla naiwnych, że załatwią choć jedną złotówkę reparacji poza tym, co Polska już dostała po wojnie. To nieudacznicy i nadęci propagandyści, a nie politycy, którzy potrafią cokolwiek załatwić w Europie i cokolwiek wymóc na Niemcach.

Kaczyński, ośmieszył się jako mały Bolek, z którym się nikt nie liczy i każdy się śmieje z tego, jak dzisiaj ZOMO musi go chronić przed Polakami.
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie