Sierżant Józef Franczak, pseudonim Laluś. Ostatni partyzant wolnej Polski

Opracował Jędrzej Lipski
„Poświęcił życie za wolność ojczyzny, której nie doczekał. Cześć jego pamięci!"

Popołudniową porą, 21 października 1963 roku, do wsi Majdan Kozic Górnych wkracza grupa szturmowa złożona z funkcjonariuszy ZOMO i SB, kierując się w stronę zabudowań gospodarskich Wacława Becia. Gospodarstwo zostaje błyskawicznie otoczone. W końcu, po niemal 18 latach tropienia i pościgów udało się wykryć schron „bandyty”. „Bandyta” to sierżant Józef Franczak, pseudonim Laluś, ostatni żołnierz II Rzeczypospolitej, ostatni partyzant polskiego podziemia niepodległościowego, który na wojnę poszedł 1 września 1939 roku i walczył o wolność swojej ojczyzny aż do śmierci. Otoczony, wzywany do kapitulacji, nie złożył broni. Otoczony przez około 40 milicjantów nie poddał się. Poległ w walce.

Przed Franczakiem wyłapano innych żołnierzy podziemia antykomunistycznego. 4 marca 1957 r. poległ ostatni partyzant na Białostocczyźnie, ppor. Stanisław Marchewka „Ryba" z WiN. Zginął w walce z funkcjonariuszami SB w Jeziorku. W lutym 1959 r. schwytano Michała Krupę ps. „Wierzba", a w 1961 roku Andrzeja Kiszkę „Dąb". Oni byli przedostatni, Lalek był ostatni... Z bronią w ręku, przeciw dwóm totalitarnym okupantom walczył 24 lata, ponad połowę swojego 45-letniego życia.

Wrzesień 1939

Józef Franczak urodził się 17 marca 1918 roku w wiosce Kozice Górne. Po ukończeniu szkoły powszechnej, zdecydował się na wstąpienie do wojska i ukończył Szkołę Podoficerską w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu. W 1939 roku rozpoczął służbę jako zawodowy podchorąży w Równem na Wołyniu, na Kresach Wschodnich. Tam zastała go wojna. 17 września podjął czynną walkę z sowieckim najeźdźcą. Wraz z oddziałem trafił do niewoli, z której błyskawicznie udało mu się uciec. Wkrótce wstąpił w szeregi Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej. W konspiracji dosłużył się stopnia sierżanta. Początkowo był dowódcą drużyny, a następnie plutonu w III Rejonie Obwodu Lublin - Powiat ZWZ-AK. W konspiracji brał udział w wielu akcjach bojowych – nie tylko przeciwko Niemcom. Zimą 1943 r. we wsi Skrzynice zastrzelił w walce dwóch członków komunistycznej Gwardii Ludowej.

„Ludowe Wojsko Polskie” i dezercja

Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Lubelszczyznę, w sierpniu 1944 roku, został wcielony do organizowanej przez komunistów II Armii Wojska Polskiego. Stacjonował m.in. w Kąkolewnicy w powiecie Radzyń Podlaski, gdzie urzędował także sąd polowy II Armii WP. Tam m.in. słynny gen. Świerczewski podpisywał wyroki śmierci na byłych żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Franczak, spodziewając się aresztowania zdezerterował. Przez długi czas ukrywał się. W rodzinnych stronach pojawił się ponownie prawdopodobnie wiosną 1946 roku. Po powrocie odświeżył zapewne swoje koleżeńskie i konspiracyjne kontakty. W czerwcu tego roku wpadł w obławie grupy operacyjnej wojewódzkiego UB w Lublinie. Udało mu się jednak wyrwać z rąk komunistów. W trakcie konwoju wyzwolił się z więzów, zabijając w walce trzech funkcjonariuszy UB uciekł do lasu.

W tym czasie Lubelszczyzna była terenem działań oddziałów partyzanckich walczących z sowieckim okupantem. W oddziałach leśnych, w tym w zgrupowaniach kpt. Mariana Bernaciaka „Orlika” i mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, nadal walczyło około tysiąca partyzantów. Dochodziło do częstych starć zbrojnych między grupami operacyjnymi UB, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i NKWD a oddziałami leśnymi, rozbijano posterunki Milicji Obywatelskiej. W rodzinnych okolicach „Lalusia” działał kilkunastoosobowy oddział jego kolegi, ppor. Antoniego Kopaczewskiego „Lwa”, który podlegał „Zaporze”.

Leśni. U „Zapory” i „Uskoka”

Na początku 1947 roku Ryszard Franczak służy w szeregach oddziału Zrzeszenia WiN kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, liczącego w tym czasie około dwudziestu partyzantów, operującego na pograniczu powiatów lubartowskiego, lubelskiego i chełmskiego. 22 lutego 1947 roku komuniści ogłaszają amnestię dla żołnierzy podziemia. W jej wyniku duża część partyzantów złożyła broń i ujawniła się. Już wówczas sierżant „Laluś” pozostał w lesie. Na terenie Polski działało jeszcze ponad 120 oddziałów zbrojnych, liczących 1200–1800 partyzantów. Na Lubelszczyźnie było dwadzieścia grup i 200–230 bojowników. Dysproporcja sił między partyzantami a siłami reżimu zmusiła tych pierwszych do zmiany taktyki na bardziej defensywną. Szanse na przetrwanie dawało podzielenie oddziału na kilkuosobowe patrole, pozostające w ciągłym ruchu. Patrol „Lalusia” działał na pograniczu powiatów lubelskiego i krasnostawskiego. W tym czasie służyli w nim: Walerian Goś „Walerek”, Franciszek Hołota „Mały”, Jerzy Marciniak „Sęk”, „Zygmunt” i Jan Osmoliński „Pomidorek”. Franczak przy pomocy zaufanych członków siatki terenowej zbierał informacje o prowadzonych przez UB i KBW operacjach zbrojnych, aresztowaniach, współpracownikach UB oraz najgorliwszych funkcjonariuszach bezpieki, MO i działaczach Polskiej Partii Robotniczej. Aktywność patrolu sprowadzała się do zasadzek na małe patrole milicyjne, akcji ekspropriacyjnych oraz wykonywania kar chłosty lub śmierci na konfidentach i aktywistach komunistycznych.

Obławy, zasadzki

Funkcjonariusze KBW, UB i MO wszystkimi dostępnymi środkami, z całą bezwzględnością starali się zlikwidować walczących partyzantów. Organizując obławy, zasadzki, siatki konfidentów, zdrajców, systematycznie likwidowali kolejne punktu antykomunistycznego oporu. W maju 1948 roku patrol „Lalusia”, jadąc na odprawę z kpt. „Uskokiem”, wpadł w zasadzkę. Wywiązała się strzelanina, w której zginęli niemal wszyscy żołnierze oddziału. Z zasadzki bez szwanku wyszedł jedynie „Laluś”. Z kolejnej zasadzki, zorganizowanej przez UB, w wigilię 1948 roku Franczak uchodzi ranny w brzuch. 21 maja 1949 roku funkcjonariusze UB zlokalizowali bunkier samego „Uskoka”, który w beznadziejnej sytuacji popełnił samobójstwo, wysadzając się granatem.

Sierżant „Laluś” zaczął ukrywać się samodzielnie, utrzymując jednak kontakt z nowym dowódcą, ppor. „Wiktorem”, i uczestnicząc w niektórych akcjach. 10 lutego 1953 roku Franczak wziął udział w ostatniej wspólnej akcji zbrojnej. Razem z „Wiktorem” i Zbigniewem Pielachem „Felkiem” dokonali akcji ekspropriacyjnej w kasie Gminnej Spółdzielni Samopomocy Chłopskiej w Piaskach. Niestety, natknęli się na milicjantów. Doszło do strzelaniny, w której śmiertelnie ranny został „Wiktor”, a na miejscu zginął komendant miejscowego posterunku MO. Stojący na obstawie „Laluś” zranił jednego z milicjantów. „Lalusiowi” i „Felkowi” udało się wycofać, ale bez pieniędzy.

Samotny w walce

Po akcji w Piaskach Franczak nie miał już żadnych kontaktów z innymi konspiratorami. Ukrywał się przez kolejnych dziesięć lat. „Laluś” nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Było to możliwe dzięki zorganizowanej przez niego sieci pomocników, według danych SB liczyła ona ponad dwieście osób. Mieli w niej być nawet milicjanci, oficerowie „ludowego” WP, adwokaci, członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i urzędnicy. Dzięki nim niejednokrotnie uprzedzał bezpiekę i demaskował jej agentów.

W kwietniu 1956 roku władze komunistyczne ogłosiły kolejną amnestię. Więzienia opuściło ponad 35 tys. osób, a prawie 90 się ujawniło. Józef Franczak konsultował się z jednym z lubelskich adwokatów, jednak – obawiając się długoletniego więzienia – nie zdecydował się na wyjście z podziemia. Warto podkreślić, że SB za pośrednictwem agentów również próbowała skłonić go do skorzystania z amnestii.

Zdrada i śmierć

Działania SB nasiliły się na przełomie lat 50. i 60. Formalne rozpracowanie Franczaka rozpoczęto już 16 listopada 1951 w ramach operacji o kryptonimie "Pożar". Wykorzystano przy tym ulokowanych w jego otoczeniu 27 tajnych współpracowników UB. W sumie zaangażowano we współpracę z bezpieką ok. 100 ludzi. W końcu Józef Franczak został zadenuncjowany przez Stanisława Mazura, stryjecznego brata Danuty Mazur, towarzyszki życia Franczaka, który był tajnym współpracownikiem SB. W końcu "Lalek" został namierzony. 21 października 1963 grupa operacyjna złożona z oficerów SB i 35 zomowców okrążyła zabudowania Wacława Becia, gdzie przebywał sierżant Franczak. Wywiązała się strzelanina, "Lalek" próbował uciekać. Po przebiegnięciu około 300 metrów został śmiertelnie ranny.

Obciąć głowę

Zwłoki Józefa Franczaka, po uprzednim przeprowadzeniu sekcji oraz dekapitacji, czyli obcięciu głowy, zostały złożone w bezimiennej mogile na cmentarzu komunalnym w Lublinie. Dopiero w 1983 roku, dzięki pomocy grabarza, który zapamiętał miejsce tajnego pochówku, Danuta Mazur oraz siostry Józefa Franczaka, Czesława i Celina, wydobyły pozbawione głowy ciało zamordowanego. Szczątki umieściły w grobie rodzinnym Franczaków na cmentarzu w Piaskach. Po latach na nowej tablicy do dotychczasowej suchej informacji „ś. p. Józef Franczak. Żył lat 45. Zginął 21 X 1963 r." dodano jego pseudonim Laluś oraz umieszczono dopisek: „Poświęcił życie za wolność ojczyzny, której nie doczekał. Cześć jego pamięci!". Głowę Józefa Franczaka odnaleziono dopiero w 2014 roku.

17 marca 2008 roku prezydent Lech Kaczyński nadał pośmiertnie Józefowi Franczakowi Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Cześć i chwała bohaterom!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pierwsza od 4 lat wizyta prezydenta Francji w USA

Materiał oryginalny: Sierżant Józef Franczak, pseudonim Laluś. Ostatni partyzant wolnej Polski - Dziennik Zachodni

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
To ten, którego pomnik opluł młody głupek Vetulani.

Cała ta rodzina Vetulanich to muszą być wyjątkowi „patrioci”, bo przecież skądś ten młody gamoń bierze przykład i wzorce. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, jak powszechnie wiadomo.
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie