Fakty i mity dotyczące awarii elektrowni w Czarnobylu

Marta Żbikowska
Wjazd do strefy zamkniętej wokół elektrowni.
Wjazd do strefy zamkniętej wokół elektrowni. Wikimedia Commons
Udostępnij:
Radioaktywna chmura pojawiła się nad Polską 30 lat temu. Wtedy pojawił się strach podsycany niewiedzą i niepewnością. Dzisiaj o awarii w Czarnobylu wiemy więcej. Ale czy boimy się mniej?

Czarnobyl. Już sama nazwa tego miejsca wydaje się straszna dla tych, którzy pamiętają wydarzenia z końca kwietnia 1986 roku. To wtedy doszło do wybuchu w elektrowni atomowej im. Włodzimierza Iljicza Lenina w Czarnobylu na terenie dzisiejszej Ukrainy.

To, co się wydarzyło, jedni nazwą później największą katastrofą w dziejach energetyki jądrowej, inni mówić będą jedynie o awarii reaktora w elektrowni. Podawane w późniejszych opracowaniach skutki czy liczba ofiar różnić się będą diametralnie. Należy pamiętać, że Czarnobyl leżał wtedy na terenie Związku Radzieckiego i to władze tego kraju decydowały o tym, co i kiedy podać do publicznej wiadomości.

A w swoich komunikatach Sowieci byli bardzo oszczędni. O tym, że doszło do awarii, dowiedzieliśmy się dzięki Szwedom, którzy pierwsi zaobserwowali chmurę radioaktywną nad Skandynawią. W tym samym czasie rejestratory w Mikołajkach zanotowały podwyższony poziom promieniowania. Skażenie było 550 tys. razy silniejsze niż zwykle. Było to 28 kwietnia 1986 roku. Dwa dni po wybuchu reaktora.

Pierwsze dwie ofiary

Ocena skutków katastrofy oraz liczba ofiar do dzisiaj budzą kontrowersje. Wiadomo, że w konsekwencji samego wybuchu życie straciły dwie osoby. Pierwsza zginęła na miejscu, druga, z poważnymi obrażeniami i licznymi poparzeniami radiacyjnymi trafiła do szpitala, gdzie szybko zmarła. Byli to pracownicy elektrowni, którzy w momencie wybuchu znajdowali się najbliżej reaktora numer 4.

Wśród wielu mitów, plotek i pogłosek dotyczących wybuchu w Czarnobylu jest też taka, że trzeci pracownik zmarł z powodu zawału serca, do którego doszło na skutek nagłego stresu.

Niektóre zachodnioeuropejskie media donosiły także o setkach ofiar, które Rosjanie w pośpiechu mieli zakopywać w pobliżu elektrowni. Rewelacji tych nie potwierdziły żadne z późniejszych badań, które były prowadzone na terenach skażonych. Co więcej, im dłużej badano skutki katastrofy, tym mniej radykalne wnioski pojawiały się w opracowaniach. Mimo niepewnego źródła informacja o dwóch pracownikach, którzy jako pierwsi zginęli na miejscu, została potwierdzona.

Ostra choroba popromienna

Liczba osób, które zmarły w wyniku ostrej choroby popromiennej tuż po katastrofie, waha się, w zależności od źródła, od 31 do 41 osób. Byli to członkowie załogi elektrowni narażeni na najsilniejsze promieniowanie zaraz po wybuchu oraz strażacy biorący udział w 10-dniowej akcji gaśniczej. W sumie osób, które mogła dotknąć choroba popromienna, mogło być około 200 (niektóre źródła podają 134 „napromieniowanych”). Wszystkie były potem, przez wiele lat, obserwowane przez lekarzy. W przypadku kilku zgonów, które nastąpiły po wielu latach, szukano związku z chorobą popromienną, ale nie było na to przekonujących dowodów. Śmiertelność na choroby nowotworowe czy białaczki nie była w tej grupie wyższa niż w całej populacji.

Eksplozja, która zniszczyła reaktor numer 4 oraz ważącą 2 tysiące ton płytę zabezpieczającą, uwolniła do atmosfery duże ilości substancji radioaktywnych. Jak duże? To pozostaje tajemnicą. Naukowcy zajmujący się sprawą Czarnobyla poruszają się w sferze domysłów, domniemywań i szacunków.

Wiadomo jeszcze o czterech kolejnych ofiarach katastrofy w Czarnobylu. Była to załoga śmigłowca, który brał udział w akcji gaśniczej. Maszyna zaczepiła śmigłem o okablowanie i spadła na ziemię. W wypadku zginęły cztery osoby załogi śmigłowca.

Nowotwory, białaczka, uszkodzone płody

Brak rzetelnych informacji dał duże pole do spekulacji. Pojawiały się doniesienia o dramatycznym wzroście zachorowań na białaczkę i inne nowotwory. Szukano zwiększonej liczby chorób genetycznych. Po latach prawie wszystkie te odkrycia zostały zdementowane. Szczególne kontrowersje wzbudziły dane mówiące o zachorowaniach na raka tarczycy.

Komitet ONZ do spraw Efektów Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) opracował raport, opublikowany w 2000 roku, w którym przedstawiono skutki zdrowotne wybuchu w Czarnobylu. Eksperci ocenili sytuację w rejonach skażonych na Białorusi, Ukrainie i w Rosji. Okazało się, że nie zanotowano na tych terenach wzrostu zachorowań na białaczkę ani na inne nowotwory, który można byłoby przypisać skutkom działania promieniowania jonizującego. Wyjątkiem była tarczyca.

Badając skutki genetyczne narażenia na napromieniowanie na Białorusi i Ukrainie w rejonach o najwyższym skażeniu, a także w szeregu krajów europejskich, raport UNSCEAR stwierdził, że brak jest oznak potwierdzających wzrost częstości występowania objawów chorób dziedzicznych, takich jak zespół Downa, anomalie porodowe, poronienia lub umieralność płodów.

Panika była jednak wtedy tak duża, że wiele kobiet decydowało się na usunięcie ciąży ze strachu przed urodzeniem niepełnosprawnego lub zdeformowanego dziecka. W całej Europie przeprowadzono wtedy 100 tysięcy aborcji, głównie we Włoszech i Grecji. W Polsce na taki krok zdecydować się miało 2 tysiące kobiet.

Płyn Lugola, radziecka coca-cola dla wszystkich dzieci

Tarczyca to organ, który posiada naturalną zdolność gromadzenia jodu. Wybuch elektrowni w Czarnobylu sprawił, że w atmosferze znalazły się spore dawki radioaktywnych izotopów, jodu-131. To dlatego podjęto w Polsce decyzję o podaniu płynu Lugola wszystkim, którzy nie ukończyli 17. roku życia. Płyn Lugola, czyli wodny roztwór jodu i jodku potasu, miał za zadanie „nasycenie” tarczycy jodem do tego stopnia, że nie była ona w stanie przyjąć już kolejnych dawek.

Profesor Zbigniew Jaworowski, który w 1986 roku został członkiem Polskiej Komisji Rządowej ds. Skutków Katastrofy w Czarnobylu, twierdził potem, że decyzja o podaniu płynu Lugola była przedwczesna i przesadzona. Uważał, że promieniowanie nie było tak silne, aby podejmować takie kroki, ale w tamtym czasie wszyscy działali pod wpływem paniki, a niewiedza tylko podsycała domysły.

Mieliśmy wtedy do wyboru trzy scenariusze. Jeden to była wersja podawana przez Rosjan, którzy twierdzili, że nic wielkiego się nie stało i nie trzeba podejmować żadnych kroków

- mówi profesor Janusz Nauman, endokrynolog z Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, który od 1986 roku badał skutki zdrowotne wybuchu w Czarnobylu.

Druga hipoteza, którą zresztą przyjęliśmy i okazała się słuszna, to założenie, że doszło do awarii i należy zapobiec skutkom promieniowania. I trzeci, najbardziej katastroficzny scenariusz zakładał, że to dopiero początek i czeka nas jeszcze seria wybuchów. Należy zwrócić uwagę, że nie byliśmy w ogóle przygotowani na taką sytuację, nie było procedur, wyznaczonych norm promieniowania, przy których należy rozpocząć akcję profilaktyczną.

Po latach endokrynolodzy twierdzą, że podanie jodu było dobrą decyzją. Choć przyznają, że akcja mogła rozpocząć się zbyt późno.

- Badania wykazały skuteczność takiej blokady - przyznaje profesor Marek Ruchała, kierownik Kliniki Endokrynologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego. - Mówimy tu o efekcie Wolffa-Chaikoffa, który polega na tym, że tarczyca przestaje wychwytywać jod po podaniu wysokich dawek tego pierwiastka. Po wybuchu w Czarnobylu rzeczywiście zanotowano wzrost zachorowań na raka tarczycy wśród dzieci na terenach Białorusi i Ukrainy.

Rak tarczycy - pamiątka po Czarnobylu?

Profesor Nauman przyznaje, że wielu pacjentów w jego lekarskim gabinecie znajdowało związek przyczynowo-skutkowy między wybuchem w Czarnobylu a zaobserwowaniem u siebie problemów z tarczycą. Badania nie potwierdzają jednak takiego związku.

Nie ma bezpośrednich dowodów na to, że Czarnobyl wpłynął na funkcję tarczycy i zachorowania na raka. Wzrost schorzeń tarczycy obserwujemy na całym świecie, także tam, gdzie nie może być mowy o wpływie promieniowania po wybuchu w Czarnobylu

- mówi profesor Marek Ruchała.

Profesor powołuje się na badania, które na szeroką skalę przeprowadzono po katastrofie. Pierwszy etap przypadał na lata 1989-1991.

- Już wtedy zaobserwowano w Polsce niedobór jodu oraz związaną z tym powszechność występowania wola - mówi prof. Ruchała. - Podjęto więc odpowiednie działania.

Profilaktyka jodowa w Polsce zaczęła się w 1997 roku. To od tego czasu zaczęto znowu obowiązkowo jodować sól (co przerwano na początku lat 80.) oraz odżywki dla niemowląt. Kolejne badania w latach 2000-2002 wykazały poprawę sytuacji. Zmniejszyła się obecność wola oraz zapadalność na bardziej agresywnego raka pęcherzykowatego.

Czynniki, które wpłynęły na to, że zwiększyła się liczba zarejestrowanych zachorowań na raka tarczycy, to według endokrynologów z pewnością nie promieniowanie po Czarnobylu.

To przede wszystkim lepsza diagnostyka i co za tym idzie szybsza wykrywalność. W tamtym czasie nie wykorzystywano jeszcze USG, nie stosowano superczułego testu oznaczania TSH, czyli hormonów tarczycy, nie było też profilaktyki

- mówi profesor Marek Ruchała.

Paradoksalnie, wybuch w elektrowni atomowej sprawił, że zaczęto interesować się problemem tarczycy.

- Niektórzy dopiero wtedy odkryli, że w ogóle mają taki organ - mówi prof. Ruchała. - Zaczęto prowadzić badania, wprowadzono profilaktykę jodową - wymienia prof. Ruchała. - Obserwowano skutki podania płynu Lugola, co według mnie było bardzo ciekawym eksperymentem.

Wzrost zachorowań na nowotwory nie dotyczy tylko tarczycy. Ma na to wpływ zanieczyszczenie środowiska, przetworzona żywność, niezdrowy styl życia (brak ruchu, używki).

- Jeśli chodzi o oddziaływanie Czarnobyla, to uważam, że bez wątpienia na skutek promieniowania jakaś część ludzi wyindukowała czynniki nowotworowe, ale nigdy nie zdołamy tego udowodnić - podsumowuje prof. Ruchała.

Jak doszło do awarii?

Przegrzanie i częściowe stopienie rdzenia reaktora spowodowało wybuch wodoru. Doszło do tego w wyniku nieprawidłowo przeprowadzonego testu bezpieczeństwa systemu chłodzenia reaktora, co spowodowało jego przegrzanie. Została rozerwana obudowa reaktora i budynek, w którym się mieścił.

Doszło do bezpośredniej emisji do atmosfery i otoczenia elektrowni radioaktywnego pyłu grafitu oraz uranu z wnętrza reaktora.
Reaktor, który uległ awarii, pokryto betonowo-stalową osłoną (sarkofagiem), który miał zapewnić ochronę na 30 lat. Obecnie trwa budowa nowego sarkofagu, który ma pokryć dotychczasowe zabezpieczenie. Budowa nowego sarkofagu ma zostać ukończona w listopadzie 2017 roku. Ukraina otrzymała na ten cel 180 mln euro od UE i krajów G7. 350 mln euro obiecał przekazać EBOR.

Pierwszy udokumentowany wypadek jądrowy miał miejsce w lipcu 1945 roku. Kilkunastu żołnierzy mających nadzorować test pierwszej bomby atomowej otworzyło beczki zawierające materiały radioaktywne potrzebne do wybuchu i zapadło na chorobę popromienną.

Katastrofa elektrowni jądrowej Fukushima w Japonii była drugim na świecie wypadkiem (po Czarnobylu), który oznaczono awarią stopnia 7 w siedmiostopniowej międzynarodowej skali INES. 14 kwietnia 2011 roku Junichi Matsumoto, pełniący obowiązki prezesa firmy TEPCO, właściciela elektrowni Fukushima I, stwierdził na konferencji prasowej, że z punktu widzenia emisji materiałów radioaktywnych katastrofa była równa katastrofie jądrowej w Czarnobylu lub od niej większa.

Prypeć 30 lat po katastrofie w Czarnobylu:

STORYFUL/x-news

Marta Żbikowska

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie