Niemiecka okupacja. Ofiary i ich kaci

Jesień 1939 r. Werner Kampe, nadburmistrz Bydgoszczy, szef powiatowej NSDAP na trybunie ustawionej przed kościołem pw. św. Ignacego Loyoli Fot. zbiory Muzeum Okręgowego Jesień 1939 r. Werner Kampe, nadburmistrz Bydgoszczy, szef powiatowej NSDAP na trybunie ustawionej przed kościołem pw. św. Ignacego Loyoli

Mimo upływu 75 lat nie mamy dokładnych danych, dotyczących strat osobowych, które poniosła Bydgoszcz

Brak nazwisk ofiar, zaniechanie ekshumacji, a także szafowanie wielkimi liczbami - to grzechy, które popełniono w pierwszych latach po zakończeniu wojny. Potem też nie było lepiej. Wstyd przyznać, ale dopiero od kilku lat trwa ustalanie imiennej listy ofiar. W kraju, jako pierwszy zaczął to robić Ośrodek "Karta", dzieło kontynuuje Instytut Pamięci Narodowej.

Nie lepiej było w Bydgoszczy. Choć miejscowi badacze przez lata zajmowali się niemiecką okupacją w mieście nad Brdą, to sporządzone przez nich imienne listy ofiar były szczątkowe. Dopiero kilka lat temu pojawiła się publikacja Wiesława Trzeciakowskiego, zawierająca imienne wykazy bydgoszczan, którzy w latach 1939-1945 stracili życie przede wszystkim w skutek niemieckiego terroru (książka W. Trzeciakowskiego "Śmierć w Bydgoszczy" miała trzy wydania, lista jest uzupełniana).
Na pytanie, ilu bydgoszczan poniosło śmierć w czasie okupacji, siedem dekad temu mówiono i pisano, że 35 tysięcy! Ta nieprawdziwa liczba przetrwała dziesięciolecia. Dobrze, że w końcu została zweryfikowana (w wydanej w 2012 r. Trzeciakowski podaje, że ofiar było ok. 4000).

Śmierć tylu mieszkańców obciąża władze III Rzeszy - wojskowe, policyjne, sądowe, administracyjne i szefów dodatkowych formacji, jak np. Selbstschutzu. Za swoje zbrodnie nie odpowiedział Werner Kampe, kreisleiter i nadburmistrz Bydgoszczy, winny m.in. zamordowaniu 10 listopada 1939 r. prezydenta Leona Barciszewskiego i jego syna Janusza. W 1965 r. na wniosek prokuratury w Monachium (podaję z "Historią Bydgoszczy", t. II. cz. 2) zaprzestano ścigania Kampego, który w RFN wiódł spokojne życie agenta ubezpieczeniowego. Kary uniknął też wielki zbrodniarz Ludolf von Alvensleben, szef pomorskiego Selbstschutzu, który zdołał uciec do Ameryki Południowej i zakończył życie w Argentynie w 1970 r.

Karl Heinz Rux, szef bydgoskiego gestapo miał popełnić samobójstwo po kapitulacji Niemiec. Urodzony w Bydgoszczy w 1941 r. jego syn Eike żyje pod Salzburgiem i szuka informacji o swoim ojcu (o mailu, który nadszedł na mój adres od dr. Eike Ruxa pisałam w lipcu br.).

Inni zbrodniarze, jak np. szefowie Einsatzkommando 16 w Bydgoszczy - Jakob Löllgen i jego zastępca Horst Eichler, choć w latach 60. stawali przed niemieckim sądem, to zostali uniewinnieni.

Hanna Sowińska
GAZETA POMORSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.