Piękne życie i tragiczna śmierć

Piękne życie i tragiczna śmierć Fot. okładka albumu "Ostatnia płyta"

Rozkochiwał w sobie kobiety, co sprowadzało na niego gniew innych mężczyzn. Zginął z rąk jednego z nich

Andrzej Zaucha urodził się 12 stycznia 1949 roku w Krakowie. Z zawodu był zecerem, ale nie związał z tym swojej przyszłości. Już jako kilkulatek zakochał się w muzyce. Na początku zasiadał za perkusją na weselach, na których zastępował tatę. Gdy miał kilkanaście lat, zadebiutował w amatorskim zespole Czarty. Gdy nadarzyła się okazja wyjazdu za granicę z zespołem, opanował grę na saksofonie altowym. Podobno zajęło mu to sześć tygodni.

Jak kajakarz został muzykiem

Był samoukiem i dla muzyki porzucił sport, mimo że odnosił w nim sukcesy, trzy razy zdobył mistrzostwo Polski w kajakarstwie, był też typowany na reprezentanta Polski na igrzyskach olimpijskich w Tokio.

- Ten talent nie był szlifowany, bo Andrzej nie był przecież wykształconym muzykiem. Natomiast jego duch powiedziałbym był rodem z Harlemu. Miał taki feeling, takie poczucie rytmu i taką małpią umiejętność imitowania, przyswajania wszystkiego - mówił Andrzej Sikorowski z grupy Pod Budą w programie TVN-u "Taka miłość się nie zdarza".

Dla szerszej publiczności zaistniał, kiedy zaczął śpiewać. W latach 1968-1971 był wokalistą w zespole Dżamble, oprócz niego grupę tworzyli m.in. Tomasz Stańko i Michał Urbaniak. W 1971 roku związał się z formacją Anawa. W końcu postawił na karierę solową.

W latach 80. wylansował takie przeboje, jak "Bądź moim natchnieniem", "C'est la vie - Paryż z pocztówki", "Czarny Alibaba" - z repertuaru Heleny Majdaniec, "Baby, ach te baby" - z repertuaru Eugeniusza Bodo czy "Byłaś serca biciem". W 1986 roku artysta związał się z Teatrem Scena STU. Pojawił się w m.in. w bufet-operze "Kur zapiał" i musicalu "Pan Twardowski", gdzie grał głównego bohatera, wcielił się w niego ponad 130 razy.

Wielka miłość

Agnieszka, córka Andrzeja Zauchy
(fot. Andrzej Banaś / Polska Press)

"Trzeba robić to, co się lubi, i wtedy robi się to dobrze" mawiał Zaucha. Wiedział, co mówi, szybko stał się znany na polskiej scenie muzycznej. Piosenkarz rozkochiwał w sobie kobiety, fanki tłumnie przychodziły na jego koncerty. A on był wierny tej jedynej.

Elżbietę poznał, kiedy miała 16 lat, on był o rok starszy. Spotkali się w 1966 roku na dyskotece "Szopa" w Krakowie. Od razu wpadli sobie w oko i już nigdy się nie rozstali. Para bardzo szybko się pobrała. To był silny związek.

Elżbieta na krok nie odstępowała męża, to jej Andrzej się pytał z kim ma grać czy jak się ubrać.

- Byli jednym organizmem (...) W teatrze była bez przerwy. Była zawsze tam, gdzie powinna być - mówił w programie "Taka miłość się nie zdarza" Krzysztof Jasiński, dyrektor Teatru Scena STU, w którym Andrzej występował.

Małżeństwo doczekało się potomstwa, w 1976 roku urodziła się Agnieszka. Rodzinną sielankę niespodziewanie przerwała nagła śmierć Elżbiety. W 1989 roku pod koniec sierpnia żona Andrzeja Zauchy doznała groźnego udaru mózgu. 31 sierpnia zmarła. Przeżyli razem 23 lata.

Po śmierci żony Zaucha załamał się, miał depresję, znajomym mówił, że Elżbieta wzywa go do siebie. Najbliżsi byli cały czas przy nim. Zaucha wpadł w wir pracy, zagrał w "Panu Twardowskim" w Teatrze Scena STU. Krzysztof Jasiński napisał rolę w przedstawieniu specjalnie dla niego. To właśnie w teatrze Zaucha w 1991 roku poznał początkującą aktorkę Zuzannę Leśniak.

- Zaucha potrzebował wsparcia. Ale nie tylko takiego koleżeńskiego, kieliszkowo-alkoholowego - mówił Andrzej Sikorowski.

Tym romansem żył cały Kraków

Mówiono, że ta miłość nie może skończyć się dobrze. Sami też wiedzieli, że to uczucie wysokiego ryzyka. Zuzanna miała przecież męża, francuskiego reżysera Ives'a Goulais'a, który był o nią bardzo zazdrosny. Parze od początku się nie układało. Goulais często wyjeżdżał, ona mieszkała sama w Krakowie i pracowała w Teatrze Scena STU, w którym poznała Zauchę.

Na początku Zuzanna i Andrzej spotykali się na stopie przyjacielskiej, potem przerodziło się to w coś poważniejszego. Pewnego dnia Goulais przyjechał odwiedzić Zuzannę, gdy nie mógł wejść do domu, wyważył drzwi. Zastał swoją małżonkę w łóżku z Zauchą. Zdenerwowany Francuz uderzył muzyka, miał mu też wtedy powiedzieć, że następnym razem go zabije.

"Zabiłem człowieka"

Ives Goulais po tym wyjechał do Francji, gdzie kupił obrzyna (myśliwską broń palną) i przewiózł ją do Polski.

Do tragicznego zdarzenia doszło 10 października 1991 roku. Późnym wieczorem Zaucha i Zuzanna Leśniak wyszli z teatru, muzyk grał główną rolę w przedstawieniu "Pan Twardowski", tego wieczoru debiutowała w nim też Leśniak, zagrała postać Aniołka. Para zauważyła męża Zuzanny, Ives czekał na nich na parkingu od strony ulicy Włóczków. Goulais wyjął broń.

Padło dziewięć strzałów. Zuzanna własnym ciałem zasłoniła Zauchę, Andrzej dostał osiem z nich, zginął na miejscu, miał 42 lata. 26-letnia Zuzanna umarła w karetce pogotowia.

Goulais od razu oddał się w ręce policji. "Zabiłem człowieka" - przyznał. - "Jestem do waszej dyspozycji, w samochodzie jest broń." Przyznał też, że Zauchę zabił z zazdrości. Podobno o tym, że nie żyje też jego żona dowiedział się następnego dnia. Był to dla niego ogromny szok.

Mąż Zuzanny Leśniak tak opisywał całe zdarzenie w programie "Taka miłość się nie zdarza":

"Powiedziałem mu: <>. Po prostu tak powiedziałem. A on powiedział: <> I śmiał się. Wtedy nic z tego nie rozumiałem. Dopiero, kiedy była sprawa w sądzie, to zrozumiałem, że on ze strachu się śmiał."

"Żadna kara nie będzie dostateczna"

Zauchę pochowano obok jego żony Elżbiety na cmentarzu Batowickim w Krakowie. Zuzanna Leśniak spoczęła w grobie w Nowym Sączu. W dniu śmierci Zauchy jego córka miała 17 lat. Agnieszką zaopiekowała się babcia, która wróciła z zagranicy. Przyjaciele artysty zorganizowali koncert, z którego wpływy przekazali Agnieszce. Dziewczyna skończyła szkołę artystyczną i prowadzi studio tatuażu w Krakowie.

Proces Ives'a Goulais'a rozpoczął się rok po tragedii.

"Żadna kara nie będzie dostateczna dla mnie, bo ludzkie życie nie ma ceny" - mówił w ostatnim słowie oskarżony. 11 grudnia 1992 roku usyszał wyrok, został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. W więzieniu uczył francuskiego, gdy odsiadywał wyrok w Nowej Hucie -Ruszczy, założył Studio Filmowe "Zza krat". Stworzył filmy krótkometrażowe m.in. "Wyjście" i "Więzienne sny samochodziarza Harry'ego" - film ten otrzymał w 1998 roku nagrodę przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni.

W produkcjach Goulais'a grali więźniowie i strażnicy. Skazany dwa razy występował o skrócenie kary. Dostał ułaskawienie w 2005 roku. Wyszedł z więzienia 10 miesięcy przed zakończeniem kary. Mieszka w Warszawie. Pod pseudonimem pracuje jako scenarzysta.

Lucyna Jadowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.