Wyklęci - Zginęli jak chrześcijańscy rycerze

Tomasz Panfil
Oddział Antoniego Kopaczewskiego (z lewej) odpowiadał m.in. za wydawanie konspiracyjnego pisma „Wolność i Niezawisłość”.
Oddział Antoniego Kopaczewskiego (z lewej) odpowiadał m.in. za wydawanie konspiracyjnego pisma „Wolność i Niezawisłość”. fot. Archiwum
Udostępnij:
W Ignasinie w gminie Fajsławice jest miejsce, gdzie wyzierające spod zeschłych liści fundamenty domu i upadająca ze starości jabłoń wciąż pamiętają odgłosy strzałów, huk płomieni i krzyki rozpaczy. Pamiętają o „Lwie”, jednym z najdzielniejszych żołnierzy polskiego powstania antykomunistycznego i jego żołnierzach, którzy tu właśnie, 75 lat temu zginęli z rąk funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki.

„Polska lubelska”.

Tą nazwą - w ślad za Tadeuszem Żenczykowskim - przyjęło się określać skrawek Polski, który latem 1944 r. - najwcześniej - dostał się we władanie polskich komunistów. To w Lublinie, pod osłoną milionowej Armii Czerwonej i dywizji specjalnych NKWD zainstalowali się uzurpatorzy z PKWN otwarcie dążący do obalenia legalnego rządu Rzeczypospolitej. O determinacji żołnierzy wiernych złożonej przysiędze i prawowitym władzom świadczy to, że w tak ekstremalnie trudnych warunkach nie zaprzestali walki, że ruszali na pomoc powstańczej Warszawie, a broń z rąk trzeba im było wyrywać przemocą. Niektórzy starali się przeczekać, wiedząc, że front ruszy na zachód i wtedy będzie można wystąpić przeciwko uzurpatorskiej władzy rządzącej strachem i terrorem.

Wrzesień i konspiracja antyniemiecka

Antoni Kopaczewski był rówieśnikiem Niepodległej - urodził się 25 maja 1918 r. w Majdanie Brzezickim. W 1938 r. ukończył Szkołę Podoficerów Piechoty dla Małoletnich w Nisku. We wrześniu 1939 r. walczył w szeregach 43 Pułku Strzelców im. Legionu Bajończyków. Pułk w składzie 13 Dywizji Piechoty walczył pod Tomaszowem Mazowieckim, po reorganizacji w Chełmie wszedł w skład 13 Brygady Piechoty i wziął udział w pierwszej i drugiej bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Gdy resztki pułku zostały rozbite w walkach o Krasnobród, Antoni wrócił w rodzinne strony i wraz z rodzicami i teściami zamieszkał w podlubelskich Piaskach. Tam wstąpił do „Baonów Zemsty” organizowanych przez Jerzego Drylskiego. Należał do Związku Walki Zbrojnej, potem zaś do Armii Krajowej. Grupa bojowa dowodzona przez „Lwa” - bo taki pseudonim przyjął Antoni Kopaczewski - wchodziła w skład zgrupowania cichociemnego Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Oddział „Lwa” nie wziął udziału w akcji „Burza”, więc jako niezdekonspirowana grupa przeszedł do konspiracji antykomunistycznej - najpierw poakowskiej, potem w strukturach Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

Rządzili w terenie

Działalność oddziału WiN dowodzonego przez Kopaczewskiego podsumowało w 1978 i 1981 r. dwóch lubelskich funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Dysponując dokumentami, które nie dotrwały do naszych czasów, opisali akcje dokonane w okresie półtora roku. Doliczyli się ich 57 - czyli 3 razy w miesiącu żołnierze „Lwa” uderzali w reżim komunistyczny: likwidowali aparatczyków, donosicieli i funkcjonariuszy, konfiskowali pieniądze, a także likwidowali pospolitych bandytów. Oto niektóre tylko akcje oddziału dokonane w ciągu pierwszych czterech miesięcy 1945 r. W dzień targowy, 21 marca w podlubelskich Piaskach oddział zlikwidował milicjanta, plut. Mordkę Honika, a cztery miesiące później - działacza Polskiej Partii Robotniczej Moszka Honika, ojca Mordki. Od kul żołnierzy „Lwa” padli również: donosiciel Czesław Ziółkowski, funkcjonariusz lubelskiej bezpieki Edward Jeleń, małżeństwo Zajączkowskich - gorliwych komunistów, członkowie PPR Jan Maciejewski, Feliks Koch oraz Michał Winiarczyk, sekretarz PPR z Piask. 24 kwietnia ludzie „Lwa” zarekwirowali pieniądze z kasy gminy i spółdzielni handlowej. Ekspropriację powtórzyli dwie doby później, w nocy 26 kwietnia, a ich łupem - poza gotówką - padły także dwie maszyny do pisania. Tej samej nocy opanowali piasecki posterunek MO, w którym rozbroili z pepeszy kaprala Łydę. Ostatniego dnia kwietnia oddział w składzie grupy z Mełgwi wziął udział w akcji na Zakłady Przetworów Owocowych w Milejowie. Wyobraźmy to sobie: w Piaskach, sporym wszak miasteczku, położonym zaledwie 20 kilometrów od Lublina, pierwszej stolicy zniewolonej przez komunistów Polski, oddział podziemia antykomunistycznego rządził niemal suwerennie. Podobnie działo się i w następnych miesiącach. Tajną bazą oddziału był Ignasin, skąd pochodził Stanisław Pędrak „Poleszuk”, zastępca dowódcy.

Kule i ulotki

Oddział „Lwa”, mając oparcie w terenie, był nieuchwytny, wymykał się ścigającym go grupom operacyjnym. Bez powodzenia również bezpieka starała się ulokować w oddziale swojego agenta. Jednym z nich był por. Łuszczyński udający dezertera z wojska. Lecz „Lew”... powziął podejrzenia, że Łuszczyński jest „nasłany” i w dniu 17 listopada 1945 r., po sprawdzeniu przez […] „Figusa” swych podejrzeń, Kopaczewski Antoni ps. „Lew” wykonał na Łuszczyńskim Franciszku wyrok śmierci podczas ponownego spotkania z wym[ienionym] w rejonie Piask.” Swoistą „laurkę” po latach wystawili „Lwu” Kopaczewskiemu dwaj wspomniani esbecy, pisząc: „..chęć przewodzenia i dominowania jako cechy osobowości […] „Lwa” i jego zdecydowanie antysocjalistyczne nastawienie polityczne doprowadziły w konsekwencji do wyłonienia pod jego dowództwem z placówki nr 7 groźnej i niebezpiecznej bandy zbrojnej, w odróżnieniu od pozostałych placówek rejonu Piaski nielegalnej organizacji AK, które zostały przez PUBP Lublin drogą operacyjną zneutralizowane i niejako „podporządkowane” dokonującym się przeobrażeniom społeczno-politycznym w kraju.[..] Intencją „Lwa” było silne oddziaływanie propagandowe i podnoszenie na duchu wahających się – stąd logiczną konsekwencją była jego decyzja niewychodzenia z konspiracji, dalszego „trwania” organizacyjnego i wykazania na terenie gminy rejonu Piaski swego oddziaływania, obecności i siły bandy. Wiązało się z tym ciągłe przebywanie […] „Lwa” w Piaskach, spotykanie się ze znajomymi i kolegami szkolnymi, nachodzenie ich osobiście lub przez oddanych sobie członków bandy. Ta „ciągła obecność” fizyczna i demonstracyjne ukazywanie się […] „Lwa” w asyście obstawy miało szczególny wydźwięk w okresie rozwiązywania się AK. Kolportowanie zaś ulotek miało świadczyć o „dalszym życiu” organizacji.” „Lew” podejmował nie tylko akcje zbrojne: wykorzystując zdobyte maszyny do pisania oraz powielacz, wydawał gazetkę „Wolność i Niezawisłość”, która miała również wydania plakatowe, do rozlepiania na słupach ogłoszeniowych. Funkcjonariusze, „kolekcjonujący” te gazety i ulotki jako dowody rzeczowe, mieli około 30 różnych wydań, których nakład szacowali na kilkaset egzemplarzy. Jak pisali „ulotki, które drukowano i kolportowano w okresie referendum, stanowiły jadowity przykład antysocjalistycznej propagandy”.

Najazd na Ignasin

Długotrwałe i złożone działania bezpieki przyniosły wreszcie efekt. Zwerbowany przez UB były żołnierz WiN, 8 września 1946 r. „wystawił” śledczym zastępcę Kopaczewskiego, Władysława Ziętka ps. „Nieznany”. Ziętek, skatowany przez ubeków, powiedział, że oddział „Lwa” często zatrzymuje się w Ignasinie, w gospodarstwie Józefa Dziachana. Szef WUBP natychmiast wysłał do Ignasina silną i potężnie uzbrojoną grupę operacyjną. Przebieg wypadków funkcjonariusze WUBP opisali w kilku raportach, które przez lata były jedynym źródłem. A zatem: złożona z 38 ludzi grupa dotarła do Ignasina o świcie. Najpierw padły strzały do stojącego na warcie „Poleszuka”, potem z 4 erkaemów rozpoczął się ostrzał zabudowań gospodarstwa Dziachanów. Gdy zajęły się one ogniem, żołnierze „Lwa” stali się doskonale widoczni, co z satysfakcją notują ubecy. Dowodzący akcją Teodor Maksymiuk twierdził, że walka trwała około dwóch godzin, że jako pierwszy - jeszcze w stodole - zginął „Aniołek” (Władysław Sampolski), zaś „Lew”, „Lipa” (Wincenty Kisielewski) i „Pościgowy” (Józef Dziachan) podjęli próbę przebicia się: „Po wybiegnięciu z palących się budynków w odległości […] 15-20 metrów dwóch z nich upadło martwych, trzeci zawrócił na podwórze i ukrył się pod płotem, i otworzył ogień z automatu, zranił funkcjonariusza MO.” Na rysunku dołączonym do raportu Maksymiuk starannie zaznaczył, gdzie zginęli żołnierze WiN. „Zapomniał” dodać, że w płonącym domu zaczadziła się Helena Dziachan i jej 4-letnia córeczka Anna. Prawda o śmierci „Lwa” i jego żołnierzy jest jednak zupełnie inna.

Otwory w potylicy

Po krótkiej walce, w której ciężko ranny został Wincenty Kisielewski „Lipa” - seria z kaemu strzaskała mu nogę i rękę - gdy płonął dom, a z piwnicy dochodziły rozpaczliwe krzyki ukrytych tam ludzi, „Lew” poddał oddział. Zapewne chciał ratować swych gospodarzy, Helenę i jej córeczkę. Gdy było już po wszystkim, gdy dopaliły się zabudowania, UB przywiozło do Ignasina lekarza z Piask, doktora Czesława Spoza. Około godziny 13, gdy stężenie pośmiertne zwłok było pełne, dokonał on oględzin ciał i sporządził protokół. Skonstatował zaczadzenie Heleny i Ani. Ciała pięciu żołnierzy leżały obok siebie na podwórzu. Doktor Spoz pochylał się nad każdym. Za przyczynę śmierci Józefa Dziachana i Władysława Sampolskiego doktor uznał strzał w głowę - u obu otwór wlotowy pocisku znajdował się na potylicy, dokładnie w linii środkowej ciała. Wincenty Kisielewski, ciężko ranny serią z kaemu, miał strzaskaną rękę i nogę. W momencie śmierci zapewne leżał nieprzytomny na ziemi: do niego ubek strzelił z góry w twarz: pocisk wszedł pod prawym okiem. Stanisław Pędrak, wartownik, został ranny w udo, gdy biegli do niego funkcjonariusze, włożył do usta swego Waltera i pociągnął za spust: „Śmierć nastąpiła na skutek rany postrzałowej głowy, uszkodzenia mózgu.” I wreszcie znienawidzony przez ubeków, nieuchwytny, nieustraszony „Lew”. Maksymiuk był sadystą, więc prawdopodobnie najpierw zabijał podwładnych, na końcu podszedł do „Lwa”, ubecy zmusili go do uklęknięcia, pistolet wymierzony w czoło skierowany był w dół: „Na czole trzy palce poprzeczne powyżej nasady nosa w linii środkowej rana o wymiarach 0,5×0,5 cm. Na potylicy rana o wymiarach: 2×2 cm, w ranie tkwią odłamki kości (wylot).” W epilogu „Pana Tadeusza” Adam Mickiewicz napisał: Bo naród bywa na takiej katuszy, Że kiedy zwróci wzrok ku jego męce, Nawet Odwaga załamuje ręce. „Lew”, „Poleszuk”, „Lipa”, „Aniołek” i „Pościgowy” zachowali odwagę, zginęli w obronie najważniejszych dla Polaka wartości, w obronie wolności i wiary. Zginęli jak chrześcijańscy rycerze.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rząd wprowadza dodatkową pomoc dla emerytów

Wideo

Przejdź na stronę główną Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie