Wbrew mitom średniowieczny rycerz najczęściej dążył do konsumpcji uczucia

Petrus Cristus "Portret młodej kobiety", 1470 rok Fot. Wikimedia Commons Petrus Cristus "Portret młodej kobiety", 1470 rok

O seksualnych zwyczajach w wiekach średnich rozmawiamy z dr. Wojciechem Dominiakiem, mediewistą, dyrektorem Muzeum Ziemi Prudnickiej.

Średniowiecze powszechnie kojarzy się z ascezą, biczownikami, brudem i ciemnotą. To prawdziwy obraz?

Trzeba obalić te mity. Średniowiecze trwało tysiąc lat, dłużej niż wszystkie następne epoki. Ówczesna Europa nie wyglądała tak źle, jak ją opisała późniejsza literatura. Pod pewnymi względami to XIX wiek wyglądał gorzej. Statystycznie w średniowieczu zażywano kąpieli raz w tygodniu. Kąpano się w ciekach wodnych, rzekach, wyższe warstwy miały specjalne pomieszczenia.

Były łaźnie miejskie z wielkim piecem w środku, na który wylewano wodę, aby wytworzyć parę. Zamiast mydła ludzie masowali ciało trzcinowymi rózgami, żeby oczyścić pory. Kobiety po kąpieli wcierały w ciało płatki kwiatów. Od XII wieku zaczęto dużą rolę przywiązywać do utrzymania czystości rąk i twarzy. To skutek powrotu krzyżowców, którzy te zwyczaje przywieźli ze Wschodu. Tymczasem w Paryżu, Londynie czy Sztokholmie w latach 1850-1860 statystyczny mieszkaniec zażywał kąpieli 2,56 razy rocznie, a te przeludnione miasta były dziesiątkowane przez epidemie. Średniowiecze było bliżej natury i dzięki temu było czystsze.

Skąd czerpiemy wiedzę o obyczajach i moralności ówczesnych ludzi, szczególnie na ziemiach śląskich?

Głównie z przekazów źródłowych. W Rudach pod Raciborzem w XIII wieku powstał "Katalog magii Rudolfa" (łac. Summa de confessionis discretione), zawierający spis grzechów i praktyk zabobonnych. On daje świetny obraz tego, jak żyli przeciętni mieszkańcy Śląska i jakie grzechy popełniali. Wierzono w zabobony, które przetrwały od czasów pogańskich. Spotkanie odyńca czy łysego konia było oznaką złej wróżby, a kichanie odbierano jako coś pozytywnego, dobrą wróżbę.

Zjawiska niecodzienne, np. powodzie, zaćmienia Słońca, pojawienie się komety były dla ludzi "ostrzeżeniem od Boga". Najwięcej pikanterii dostarczają tematy damsko-męskie. Z "Katalogu magii Rudolfa" dowiadujemy się, że kobiety, aby wzbudzić miłość u mężczyzny, uciekały się do przyrządzania mikstur i naparów, do których dodawano afrodyzjaki. Do jedzenia i picia dodawano serce rytualnie zabitej krowy, krew gołębią, a nawet krew menstruacyjną.

Często kobiety wrzucały do ognia przedmioty symbolizujące mężczyznę, albo z nim związane. Mężczyzna miał płonąć z miłości jak ten przedmiot. Dziś to się nam kojarzy z praktykami Voodoo i sposobem wyrządzenia komuś krzywdy. Wtedy to miało tylko dopomóc miłości. Ówcześni mieli też swoje metody zapobiegania ciąży, np. smarowano narządy mężczyzny gałązką czarnego bzu, umoczonego w opisanej wcześniej miksturze.

Seks nie był tematem tabu?

Rzekome zacofanie seksualne to też jeden z mitów o średniowieczu. Jeśli średniowiecze byłoby zacofane seksualnie, ludzkość by wymarła… Nie było tematów tabu, do seksualności podchodzono naturalnie, czasami wręcz eksperymentalnie. A prostytucja była wpisana w obraz średniowiecznego miasta. Ulrich von Richental, kronikarz soboru w Konstancji (1414-1418 r.), odnotował imiennie 700 prostytutek, które wykonywały swoją profesję w wynajętych pomieszczeniach.

Nie wspominał zaś o kobietach lekkich obyczajów, świadczących swe usługi pokątnie. Pamiętajmy jednak, że tam byli obecni nie tylko duchowni, ale cały przekrój społeczeństwa. Król Ludwik IX Święty w XIII wieku dwukrotnie w Paryżu delegalizował prostytucję, a prostytutki wypędzano za granice miasta. Później wyznaczono dla nich pewien obręb, gdzie mogły się trudnić swoją profesją. Nigdy jednak nie zlikwidowano tego procederu. Brak prostytutek miał bowiem narażać niewinne panny na zaczepki ze strony chętnych mężczyzn, co w konsekwencji mogło doprowadzić do fali gwałtów. Konkluzja była jasna - prostytutki należy tolerować, ale nic ponadto.

Kościół jednak propagował czystość i ascezę.

W starożytnej Grecji Pseudo-Demostenes w mowie przeciwko Neairze nadmieniał: "Hetery mamy dla przyjemności, konkubiny dla codziennych potrzeb ciała, żony, żeby mieć potomstwo i zaufane strażniczki domu". To podejście do kobiet zmieniło się i ewoluowało pod wpływem chrześcijaństwa. We wczesnym średniowieczu powstał ruch manicheizmu, uznany ostatecznie za sektę. Manicheizm zakładał, że w świecie toczy się nieustanna walka między dobrem i złem. To w jakimś sensie ukształtowało poglądy filozoficzne wczesnego średniowiecza.

Część mistyków, szczególnie wczesnochrześcijańskich, przyjęła, że kobieta jest źródłem wszelkiego grzechu mężczyzny, gdyż kontakt seksualny z kobietą - jeśli nie służy prokreacji - jest grzechem. To wzmagało lęk przed kobietami, bo mężczyznom zależało na osiągnięciu bram zbawienia, a kobieta stawała im na drodze. Obawa przed cielesnością widoczna jest także w "Żywocie św. Wojciecha", pióra Jana Kanapariusza, który opisał pewien epizod z młodości świętego.

Pewnego razu Wojciech został przez kolegów popchnięty na dziewczynę i przewrócił się na nią. Był tak przerażony cielesnym kontaktem, że był przekonany, iż dziewczyna musi zostać jego żoną. Kobieta była też traktowana jako przedmiot własności męża, ojca, a jak ich nie było, to brata. Oni decydowali, z kim mogła się kontaktować. Oni mogli wymierzać kobiecie kary cielesne.

W XIII wieku upowszechnił się ideał ascety, pojawili się pierwsi święci, którzy propagowali kult umartwiania się: biczowanie, chodzenie zimą boso oraz bez odpowiedniego ciepłego odzienia. Przykładem takiej postawy jest święta Jadwiga Śląska, znana też z tego, iż w pewnym momencie życia złożyła śluby czystości i wstąpiła do klasztoru (mimo związku małżeńskiego z Henrykiem Brodatym). Na "usprawiedliwienie" świętej należy podkreślić, że w wieku 18 lat przeżywała poród już pięciokrotnie (a urodziła Henrykowi Brodatemu w sumie siedmioro dzieci).

Trudno się więc dziwić, że mogła czuć się zmęczona dbaniem o "powinności małżeńskie". Takie zachowanie nie zawsze świadczyło o wygaśnięciu uczuć do męża, ale o zmianach w fizjologii bądź sposobie życia. Ta postawa, jak i model ascezy nie były zjawiskiem powszechnym, lecz wyolbrzymionym w czasach późniejszych, które to narzuciły nam takie a nie inne wyobrażenie ascezy średniowiecznej. Pozycja społeczna kobiety i jej rola w rodzinie wzrastała wraz z rozwojem kultu maryjnego, pojawieniem się pierwszych kobiet - mistyczek chrześcijańskich; z czasem też doszedł do głosu czynnik ekonomiczny, aktywizujący zawodowo kobietę.

W rycerskich eposach kobiety to damy dworu, piękne, obiekty czułych westchnień błędnych rycerzy. Ich miłość do rycerzy była wyłącznie platoniczna?

Ten obraz ukuła literatura jeszcze średniowieczna - romanse dworskie, a literatura romantyzmu to wzmocniła. Rycerz na dworze kochał kobietę zamężną, wysoko postawioną, czasem wdowę, ale formalnie zupełnie dla niego niedostępną. Bariera była dla niego adrenaliną, uskrzydlała go do spektakularnych czynów. Wbrew mitom rycerz najczęściej dążył do konsumpcji uczucia. A kochankowie spotykali się potajemnie.

Zdarzało się, że małżonek nakrywał żonę na zdradzie? Pas cnoty to też wynalazek średniowiecza!

Pasy cnoty i historie z kluczykami to marginalne przypadki. Takie urządzenia istniały, ale w źródłach nie spotkałem się, żeby były powszechnie stosowane. W najwyższych warstwach społeczeństwa małżonek z jednej strony demonstrował swoją zazdrość, ale często też akceptował romanse żony.

Czyli ówczesna elita zachowywała się jak dzisiejsi celebryci lub bohaterowie brazylijskich seriali?

Nie można tego tak porównać. W średniowieczu małżeństwo bardzo często było umową zawiązywaną między rodami, kiedy jeszcze młodej pary nie było na świecie, albo gdy przyszli małżonkowie byli jeszcze dziećmi. Dochodziło do zaślubin dwojga obcych ludzi. Nie możemy się więc dziwić, że czasem brakowało w nich uczucia, szczęścia, tego, co teraz zwiemy "chemią". Naturalną konsekwencją nietrafionych związków były romanse.

Popatrzmy na Jadwigę Andegaweńską (choć ta dochowała Jagielle wierności!), królową Polski, która poślubiła Władysława Jagiełłę. Długi czas nie znalazła z mężem wspólnego języka. Ona była wykształcona, znała kilka języków, była chrześcijanką poruszającą się świetnie w kulturze dworskiej Europy Zachodniej. On - starszy od niej o 23 lata, dzikus z Litwy, poganin, nieznający żadnego języka oprócz litewskiego. O jej małżeństwie zadecydował interes panów polskich.

Tymczasem Jadwiga kochała się w Wilhelmie Habsburgu. Była mu poślubiona na zasadzie sponsalia de futuro, co oznacza, że zaślubiny odbyły się w wieku dziecięcym. Prawo kanoniczne dopuszczało taką możliwość, z wyraźnym zaznaczeniem, że konsumpcja związku była odłożona w czasie, gdy młodzi osiągnęli wiek sprawny. Wówczas małżeństwo stawało się ważne.

Jan Długosz pisze, że kiedy rozpoczęły się rokowania polityczne z Jagiełłą jako kandydatem dla męża Jadwigi, Habsburg przyjechał do Krakowa ażeby potajemnie skonsumować związek. Na Wawelu działy się podobno dantejskie sceny. Jadwigę trzymano w komnacie pod strażą, bo za wszelką cenę chciała się spotkać z Wilhelmem. Długosz podaje, że prawdopodobnie doszło do spotkania młodych, ale każe się nam domyślić, jak ono się skończyło…

Skoro w miłości rycerze nie byli tak nieskazitelni, to jacy byli na wojnie?

Etos rycerski wykreowała literatura i trubadurzy - pieśniarze. Oni pokazywali ludowi ideał. Rycerz miał być dobrze urodzony, lśnić urodą, być dobrze i drogo ubrany. Miał być silny, szukać okazji do walki, żeby dbać o swoją legendę i sławę. Być odważny, wierny, solidarny z innymi rycerzami. Tymczasem w praktyce rycerze kształcili się, trenowali, żeby być dobrymi w swojej profesji i czerpać z niej dochody. A kiedy szli na wojnę, często dawali upust swoim chuciom i pragnieniom. W ferworze walki nie trzymali się zasad rycerskiego etosu.

Po zdobyciu Jerozolimy przez krzyżowców w 1099 roku doszło do masakry kobiet i dzieci zgromadzonych w oblężonym mieście. Zachowała się anonimowa relacja, której autor napisał: "(...) tu była taka rzeź, że nasi po kostki brodzili w ich krwi". Dowódca krucjaty - Tankred - zawrzał wielkim gniewem, jak się o tym dowiedział.

Jak wtedy wyglądało życie przeciętnego mieszkańca miasta?

Życie codzienne w miastach średniowiecza to zagadnienie bardzo złożone i być może porozmawiamy o tym przy innej okazji. Ale warto nadmienić, że w dużej mierze koncentrowało się ono wokół kościoła. Święta kościelne zajmowały wtedy ok. 30 procent roku, dlatego było wiele okazji, żeby przebywać w świątyni. Msza niedzielna trwała nawet 5-6 godzin i była odprawiana po łacinie. Od 1215 roku kazania były jednak głoszone w języku rodzimym. W dużych katedrach czy kolegiatach odprawiano równocześnie nabożeństwa przy kilku bocznych ołtarzach. Odprawiający rywalizowali ze sobą, kto zyska większą popularność i zgromadzi więcej słuchaczy. Dochodziło nawet do przekrzykiwania się.

W średniowiecznym Paryżu ludzie przychodzili do katedry, żeby się ochłodzić w upalne dni. Załatwiano tam nawet sprawy urzędowe. Średniowiecze przyniosło też nowoczesną samorządność, dało mieszczanom możliwości decydowania o losach miasta. Funkcjonowała rada miejska, zrzeszano się w cechach, które chciały mieć monopol produkcyjny. Poza cechem działał partacz (nierzadko posiadający odpowiednie wykształcenie rzemieślnicze), który wykonywał tak samo wartościowy towar, lecz za mniejszą opłatą. Dlatego cechy chciały pozbyć się konkurencji i starały się o przywileje cechowe, które miały im zapewnić wyłączność w sferze danego produktu.

Nowa Trybuna Opolska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.