Wolfgang Lotz. Bękart Mosadu, który pod piramidami udawał nazistę i uratował Izrael

Czytaj dalej
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News
Andrzej Dworak

Wolfgang Lotz. Bękart Mosadu, który pod piramidami udawał nazistę i uratował Izrael

Andrzej Dworak

W filmie Quentina Tarantino „Bękarty wojny” grupa amerykańskich żołnierzy żydowskiego pochodzenia udaje Wehrmacht i likwiduje Niemców. 15 lat po wojnie ich sztuczkę „powtórzył” Wolfgang Lotz. Prowadził w Egipcie życie milionera i był szpiegiem izraelskiego wywiadu mającym śledzić pracujących dla Arabów niemieckich specjalistów w dziedzinie budowy rakiet i samolotów. Świetnie poznał największe militarne tajemnice Egipcjan. To dzięki niemu Izrael w czasie wojny sześciodniowej w ciągu paru godzin zniszczył egipską obronę przeciwlotniczą i lotnictwo

„Nie ma lepszej gry na świecie niż bycie szpiegiem” - powiedział Wolfgang Lotz w wywiadzie w 1970 roku. Jego gra skończyła się aresztowaniem i procesem, ale - jak to w dobrej opowieści szpiegowskiej bywa, a jego historia do takich należy choćby dlatego, że był on obok Eliego Cohena najlepszym agentem Izraela pracującym wśród Arabów - to wszystko część prawdy, drobna część prawdy, nieprawda.

Proces

Jest sierpień 1965 roku, sala sądu najwyższego w Kairze. Główny oskarżony pomaga z atencją swojej współoskarżonej żonie zająć miejsce w ławce dla podsądnych, z szacunkiem kłania się sędziemu przewodniczącemu i po chwili ze swadą odpowiada na pytania - wyjaśnia zasadę działania bomby przesyłanej pocztą. Przewodniczący składu sędziowskiego też jest niezwykle uprzejmy, komplementuje obrońców i poleca podać oskarżonym schłodzone napoje. W sali panuje atmosfera swobodna, nie czuć grozy więzienia czy szubienicy, a tego już tydzień temu domagała się oskarżyciel w tym największym procesie szpiegowskim, jaki miał miejsce w Egipcie.

Na ławie oskarżonych jest troje Niemców: hodowca koni Wolfgang Lotz, lat 44, i jego żona Waltraud, lat 33, z Heilbronn, którym zarzuca się szpiegostwo na rzecz Izraela i dla których oskarżyciel żąda kary śmierci, oraz przedstawiciel firmy Mannesmann w Kairze Franz Kiesow, lat 47, któremu grozi 15 lat więzienia za zdradę tajemnic państwowych. Akta Kiesowa liczą 200 stron, Lotz i jego żona są obciążani przez dane zgromadzone na przestrzeni 2000 stron. Kiesow twierdzi, że jest niewinny, że informował jedynie kierownictwo w Niemczech o sytuacji gospodarczej Egiptu. Lotz przyznaje się do winy odnośnie sześciu punktów oskarżenia - był takim mini mini Bondem nad Nilem.

Początek w Berlinie: prawda czy fałsz?

Lotz, były oficer piechoty Wehrmachtu, nawiązał kontakt z izraelskim wywiadem Szin Bet (część Mossadu) na początku 1960 roku w Berlinie, kiedy był instruktorem jazdy konnej - konną pasję odziedziczył po ojcu rotmistrzu kawalerii. Jeden z jego uczniów o nazwisku Elle Gordon zaproponował mu współpracę z Szin Bet - miałby kontynuować karierę w końskim biznesie, ale już mając do czynienia z arabami pełnej krwi, czyli przenieść się do Kairu i grać rolę bogatego hodowcy, dzierżawcy stadniny i toru wyścigowego. Lotz się zgodził, wobec tego Gordon przekazał go dalej, do agenta Rudiego Bernsteina, a ten poznał go z szefem siatki Josephem. Przez pięć miesięcy Lotz był szkolony w Monachium. Uczył się nadawać komunikaty radiowe, deszyfrowania, wytwarzania niewidocznego atramentu i jego wywoływania, a także strzelania z biodra w manierze rewolwerowców z Dzikiego Zachodu. Wynagrodzenie miesięczne zostało ustalone na poziomie 850 dolarów, miał też dostawać dodatkowo 1500 dolarów na to, żeby grać bogatego Niemca, który uciekł z ojczyzny ze względu na nazistowską przeszłość. Wywiad zaproponował mu także fundusz emerytalny, na który co miesiąc miało wpływać 1000 dolarów. To była porządna umowa.

Radiostacja w obcasie

W lipcu 1961 roku Wolfgang Lotz przyjechał do Kairu. W bagażach miał niewidzialny atrament, a w obcasie buta do konnej jazdy ukrytą radiostację. Towarzyszyła mu atrakcyjna blondynka Waltraud - asystentka, a po jakimś czasie żona. Bogaty przybysz szybko został ulubieńcem egipskich elit i atrakcją towarzyską stolicy. Jego pięć wspaniałych klacz przyciągało zakochanych w koniach Arabów, a przyjęcia, na których szampan, whisky i brandy lały się strumieniami, były obowiązkowym punktem programu nie tylko znaczących Egipcjan, ale również niemieckich specjalistów budujących broń dla prezydenta Gamala Abdela Nassera. W atmosferze suto zakrapianej zabawy kursowały niezwykle interesujące informacje, które wpadały do ucha gospodarza. Jednak radiostacja w bucie nie działała jak należy, więc Lotz udał się do Europy, zdał raport, przeszedł kolejne szkolenie i przywiózł inną stację nadawczą - tym razem ukrytą w wadze łazienkowej. Odtąd komunikacja funkcjonowała dobrze. Jedna z depesz zawierała następującą wiadomość: „Buty zostały wysłane zgodnie ze wskazówkami”. Kilka dni później do jednego z niemieckich specjalistów dotarła paczka, która jednak zamiast butów kryła w pudle bombę.

Fabryka broni Nil

Tam, gdzie tysiące lat temu rzesza bezimiennych niewolników wznosiła piramidy ku sławie faraonów, w latach 50. i 60. kilkuset znakomicie opłacanych fachowców z Niemiec budowało broń dla nowego faraona, prezydenta Egiptu Nassera, który szykował się do rozprawy z wyrosłym mu pod bokiem państwem Izrael. Niemieccy inżynierowie i naukowcy mieli dokonać cudu nad Nilem i przenieść zacofany kraj w epokę nowoczesności.

Dalej dowiesz się:

- w jakich projektach w Egipcie pracowali niemieccy naukowcy

- na czym polegała operacja Demokles

- jak Lotz "wpadł"

Pozostało jeszcze 74% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Andrzej Dworak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.