Hitler miał w gabinecie portret Forda

Opel Blitz z fabryki w Brandenburgu trafiały do służby w Wehrmachcie Fot. Bundesarchiv / Bild 183-2007-0910-500 Opel Blitz z fabryki w Brandenburgu trafiały do służby w Wehrmachcie

Podczas II wojny światowej fabryki Forda i General Motors dostarczały III Rzeszy 90 procent transporterów opancerzonych i 70 procent ciężarówek

Gdy w czerwcu 1944 roku amerykańscy żołnierze po krwawym boju pokonali na plażach Normandii opór Niemców i zaczęli iść w głąb Francji, ze zdumieniem odkryli, że zdobyte na przeciwniku wojskowe ciężarówki Opel Blitz wyprodukowano w zakładach stanowiących własność General Motors. Dostrzegli też, że inne ciężarówki, także mają na masce znaczek Forda.

Nie wiedzieli za to, że w zbiornikach paliwa ostrzeliwujących ich myśliwców ze swastykami na kadłubach oraz czołgów Wehrmachtu bulgocze syntetyczna etylina produkowana dzięki współpracy chemicznego koncernu IG Farben z koncernami Standard Oil of New Jersey oraz Du Pont. Nie wiedzieli też, że wolframowe rdzenie pocisków przeciwpancernych które dziurawiły ich Shermany i transportery opancerzone, produkowano u Kruppa dzięki wymianie patentów z koncernem General Electric.

Nie wiedzieli, że syntetyczna guma, tak potrzebna przemysłowi zbrojeniowemu hitlerowskich Niemiec jest owocem kooperacji IG Farben z chemicznymi koncernami w ich kraju. Nie wiedzieli, że IBM wyposażył III Rzeszę w sprzęt, który znacznie ułatwił sporządzanie list Żydów wysyłanych do obozów zagłady...
Ford zjawił się w Niemczech w sierpniu 1925 roku - zarejestrowana została wtedy w Berlinie spółka Ford Motor Company Aktiengesellschaft, a zbiegiem okoliczności w październiku tegoż roku rząd Republiki Weimarskiej anulował przepisy, które od zakończenia I wojny światowej blokowały zagranicznym producentom samochodów dostęp do niemieckiego rynku.

Zaczęło się od montażu Fordów T, ale już w roku 1929 w Kolonii ruszyła budowa wielkiej fabryki. Kamień węgielny wmurowali wspólnie: Henry Ford i ówczesny nadburmistrz Kolonii Konrad Adenauer, wielki miłośnik samochodów.

General Motors dał się ubiec, ale za to nie musiał zaczynać od zera. W 1929 roku kupił 80 procent akcji Opla i przejął nowoczesną fabrykę w Rüsselsheim z jej prawie 40-procentowym udziałem w niemieckim rynku samochodów osobowym i pozycją lidera motoryzacyjnego eksportu. W 1931 roku Opel stał się w stu procentach firmą o kapitale amerykańskim.

Ford inspiracją Hitlera

Objęcie w 1933 roku władzy przez Adolfa Hitlera nie zmieniło sytuacji amerykańskich koncernów.
Führer był wielkim entuzjastą metod produkcji stosowanych za oceanem i wielbicielem Henry Forda. Już na początku lat 20. nad jego biurkiem w siedzibie partii nazistowskiej w Monachium zawisł wielki portret przemysłowca, który oczarował przywódcę NSDAP swoim antysemityzmem, ale chyba i paternalistyczną wizją świata, w której jednostce przypisana jest rola trybiku w wielkiej machinie społecznej. (To samo, nawiasem mówiąc fascynowało w "fordyzmie" Józefa Stalina.)

W wywiadzie dla jednej z amerykańskich gazet Hitler w 1931 roku deklarował: "Henry Ford jest dla mnie inspiracją."

W lipcu 1938 roku, w cztery miesiące po anszlusie Austrii III Rzesza wyróżniła Forda Wielkim Krzyżem Niemieckiego Orła, najwyższym odznaczeniem przyznawanym cudzoziemcom. W miesiąc później tak samo uhonorowano Jamesa Mooneya, członka zarządu General Motors zajmującego się zagranicznymi inwestycjami koncernu. Było za co. W 1935 roku Opel zbudował w Brandenburgu pod Berlinem nową, wielką fabrykę samochodów. Produkowano w niej małolitrażowe Kadetty, ale przede wszystkim trzytonowe ciężarówki Blitz.

Niemal cała ich produkcja trafiała do Wehrmachtu i innych formacji zbrojnych. Ford nie pozostał w tyle. W Berlinie budował właśnie nową fabrykę, w której, już pod nazwą Ford-Werke w roku 1939 ruszył masowy montaż trzytonowych ciężarówek G 917 T, z czasem także w wersji półgąsienicowej. Historycy szacują, że fabryki obu koncernów dostarczyły III Rzeszy prawie 90 procent transporterów opancerzonych i ponad 70 procent wojskowych ciężarówek. Amerykański wywiad informował o tym Waszyngton, ale zasady wolnego handlu były święte. USA i Niemcy Hitlera nie prowadziły przecież ze sobą wojny…

Nawet okupacja Czechosłowacji w marcu 1939 roku, atak na Polskę we wrześniu i kolejne podboje Hitlera w Europie, ani wreszcie niemiecki atak na ZSRR nie wyhamowały współpracy. Nie spowodowały też wycofania amerykańskiego menedżmentu z fabryk w Niemczech.

Sytuację zmienił dopiero japoński napad na Pearl Harbor. III Rzesza stała się wrogiem Stanów Zjednoczonych. Amerykanie wyjechali z Berlina, Kolonii czy Brandenburga, ale na miejscu pozostali ich niemieccy pełnomocnicy. Fabryki działały na pełnych obrotach, a ich udział w produkcji zbrojeniowej rósł z miesiąca na miesiąc. Pod koniec wojny w Ford-Werke wytwarzano m.in. sprężarki do układu napędowego rakiet V-2, a u Opla w Rüsselsheim oprócz samochodów także odrzutowe myśliwce dla Luftwaffe.
W latach 70. historycy z USA zajęli się wstydliwym aspektem współpracy koncernów amerykańskich z machiną wojskową III Rzeszy. Ujawniono wtedy dokumenty świadczące, że zanim jeszcze Amerykanie przestali kierować niemieckimi fabrykami Forda zatrudniano w nich robotników przymusowych z krajów podbitych przez Niemcy.

W roku 1978 przed amerykańskim sądem prawnicy koncernu domagali się - skutecznie zresztą - oddalenia roszczeń pewnej Rosjanki z Rostowa, która jako 16-letnia dziewczyna pracowała przymusowo w Ford-Werke w Kolonii. Pod społeczną presją amerykańskie koncerny utworzyły fundusz odszkodowawczy dla osób pracujących niewolniczo w ich niemieckich fabrykach. Ford przyłączył się do niego dopiero w roku 2000 i to niemal symboliczną kwotą jedenastu milionów dolarów.

General Motors jak Ford zażądały po wojnie od Stanów Zjednoczonych odszkodowań za zniszczenia spowodowane przez alianckie bombardowania w ich niemieckich fabrykach. "Jako właściciele jesteśmy zobligowani do odpowiedzialności za nasze mienie" - przekonywał prezes General Motors Alfred Sloan. Odszkodowania zostały wypłacone.
Wielki biznes lubi robić interesy z dyktatorami. Skala wspólnych przedsięwzięć jest z reguły duża, kontrahenci nie targują się, dobrze płacą i dają ordery. A że czasem wyniknie z tego jakaś wojna? No, cóż. Taki jest świat.

Marek Ponikowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.